Wypadałoby zaufać Franciszkowi Smudzie i powiedzieć: – Przecież on wie, co robi! Ale jak wiadomo, metoda ograniczonego zaufania sprawdza się niemal zawsze, a już na pewno w przypadku selekcjonerów reprezentacji Polski.
„Franz” właśnie oświadczył, że na najbliższe mecze reprezentacji powołani zostaną Tomasz Kuszczak oraz Wojciech Szczęsny. A Łukasz Fabiański i Artur Boruc znaleźli się w poczekalni. Ten ostatni – nawet w dość głębokiej poczekalni (pisząc prościej – znalazł się w głębokiej dupie). Teraz można się zastanawiać – czy to normalne, że do kadry znowu powołany zostaje bramkarz Brentford, a nie Celtiku Glasgow? Chociaż można znaleźć też inne ciekawe zestawienie – czy to normalne, że do kadry zostaje powołany czwarty bramkarz Arsenalu, a nie drugi?
Smuda musi mieć bardzo głębokie przekonanie, że w ciągu dwóch lat Szczęsny będzie bronił w niezłej lidze w niezłym klubie (oczywiście na niezłym poziomie). To faktycznie może się zdarzyć. Ale nie musi. Czy z powołaniami nie lepiej poczekać na taki właśnie moment? Kadrowiczów „na wyrost” mieliśmy przez lata całkiem sporo.
Główne pytanie brzmi – co zrobić z Borucem? To wciąż cholernie dobry bramkarz, ale zawalił ostatnie eliminacje i nie należy do profesjonalistów. Odstrzelić go raz na zawsze? Smuda chyba właśnie to robi. Zresztą, nie lubił Artura od początku, odkąd go poznał – jeszcze w Legii. Wtedy wołał na niego… „pedalska dupka”. W stylu:
– Wołaj pedalską dupkę, niech wchodzi do bramki!
Ale czy ta pedalska dupka czasem się jeszcze nie przyda, żeby… uratować tyłek trenera?