Raz na jakiś czas ktoś w PZPN bąknie, że związek aktywnie walczy z korupcją, w końcu stworzono nawet funkcję wewnętrznego prokuratora (puk, puk – pracuje pan tam jeszcze?). Ale jak trzeba przejść od słów do czynów, to coś nikt specjalnie się nie pali. Przytaczaliśmy nie tak dawno fragmenty wywiadu z Grzegorzem Polakowem z „Magazynu Futbol”, w których dość brutalnie przejechał się po Wojciechu Łazarku i opowiadał o kupowanych przez byłego selekcjonera meczach. Stwierdził nawet, że Łazarek to człowiek, który wprowadził prawdziwą korupcję do polskiego futbolu…
A że Łazarek jest w PZPN ważną personą, to można było spodziewać się jakiejś reakcji. W końcu – teraz będzie fragment naiwny – to związkowym działaczom powinno najbardziej zależeć, by eliminować z własnego grona osoby skorumpowane i skompromitowane.
Tymczasem nie wydarzyło się nic. Nic. Nawet nikt się nie zająknął. Wywiad w zasadzie przeszedł niezauważony. Łazarek spokojnie szefuje komisji do spraw wysokiego wyczynu, pisuje felietony, wybiera selekcjonera itd. Przerażająca znieczulica. Korupcja tak już wszystkim spowszedniała, że przestała być jakąkolwiek przeszkodą w zawodowym realizowaniu się. Prezes, jeśli ktoś się go zapyta o wspomniany wywiad, zapewne powie, że nie czytał. O ile się ktoś zapyta, bo i to jest wątpliwe. W końcu co to za różnica, czy Łazarek kupował mecze, czy nie? Dawno to było. A jak dawno, to nieprawda.
Wyobrażacie sobie, że w Anglii ktoś publicznie zarzuca byłemu selekcjonerami, a zarazem aktywnemu działaczowi piłkarskiej centrali, że kupował mecz za meczem? Albo w Niemczech? To naprawdę byłoby trzęsienie ziemi. U nas nawet nie ma małej zawieruchy. Przeczytaliśmy, pośmialiśmy się i tyle. Za miesiąc następny numer – zobaczymy, kto tym razem oberwie.
Nie twierdzimy, że Polakow musiał mówić prawdę – może zmyślał (tylko po co?), może mu się pomyliły fakty. Ale chyba ktoś, do jasnej cholery, powinien spróbować to sprawdzić! Chyba wypadałoby, by Łazarek publicznie zajął jakieś stanowisko, ustosunkował się do zarzutów. Nie zrobił tego sam, to należy go przymusić. A jeśli się miga – wykluczyć ze związkowych struktur.
Jeszcze raz się okazuje, że ci, którzy handlowali meczami po 2003 roku to ostatnie szuje i gnidy, ale ci, którzy robili to znacznie wcześniej, to po prostu sympatyczni spryciarze. Wdowczyka skazuje się na siedem lat zakazu pracy w zawodzie, na potrzeby mediów, ale już takiego Łazarka nawet nie prosi o wyjaśnienie. Lepiej siedzieć cicho, niech sprawa przyschnie.
PZPN ma prokuratora, pana Petkowicza. Czy wszczął jakieś postępowanie w sprawie sprzed 30 lat? Przesłuchał choć jedną osobę? Czy chociaż przeczytał wspomniany wywiad? Jeśli znaczenie mają mecze sprzed 6 lat, to dlaczego nie te sprzed 30? Jaka jest różnica? W końcu korupcja wedle statutu PZPN nie podlega przedawnieniu i choć nie grozi za nią odpowiedzialność karna, to już dyscyplinarna – jak najbardziej.
Łazarek zaraz będzie w jakimś programie telewizyjnym. Ale to nie będzie program w stylu wizyty Dariusza Wdowczyka u Tomasza Lisa. Nie będzie rozmowy o korupcji, tylko o tym, jak kopulują słonie. Łazarek zacznie opowiadać te swoje durne anegdoty, ku ogólnej uciesze. W końcu to taki fajny, rubaszny facet. A że ktoś zarzuca mu korupcję? E tam, porozmawiajmy z nim o słoniach.