Wszyscy cytują jakiegoś tam skauta Fulham, anonimowego. Skaut ten podobno zachwyca się Arielem Borysiukiem. – On będzie tylko lepszy, a z naszymi możliwościami może stać się gwiazdą – mówi. Pojawiły się nawet informacje o tym, że Anglicy za piłkarza Legii byliby skłonni zapłacić dwa miliony funtów. Tak, z pewnością…
Ponieważ temat skautów nas już nudzi, postanowiliśmy go trochę ośmieszyć. No bo ile można czytać, że gdzieś był skaut i kogoś oglądał? Lekko licząc, skautów na świecie są setki, tygodniowo oglądanych jest tysiące piłkarzy. Robienie zamieszania wokół tego, że ktoś pojawił się na trybunach, to kretynizm. Taką to skauci mają pracę, że czy im się to podoba, czy nie – muszą chodzić na nędzne mecze. Poza tym, żaden poważny skaut nie udziela wywiadów na temat obserwowanych przez siebie zawodników – po co miałby ułatwiać pracę konkurencji? Dyskrecja jest w tym zawodzie najważniejsza.
A teraz do rzeczy – skoro mamy zachwycać się słowami anonimowego skauta Fulham, zacytujmy skauta Chelsea Londyn, znanego z imienia i nazwiska. To Janusz Olędzki. OK – nie brzmi poważnie? Trudno. Ale facet jest skautem Chelsea, oficjalnym. I o Borysiuku mówi tak: – Ktoś mówi o Borysiuku i Rybusie, tylko, że takich Rybusów to ja widzę codziennie, gdziekolwiek bym pojechał. Borysiuk natomiast to jakieś nieporozumienie. Tylko w Legii możliwe jest, że przychodzi taki zawodnik i od razu wybiega w podstawowym składzie. Winny jest też zresztą poziom ligi. Standardem jest, że facet z IV ligi nie ma problemu, żeby z powodzeniem biegać sobie po boiskach ekstraklasy.
Jednocześnie apelujemy do dziennikarzy szukających sensacji – bądźcie konsekwentni! Jeśli Olędzki pojawił się na meczu Ruchu Wysokie Mazowieckie, piszcie od razu: „Piłkarze Ruchu Wysokie Mazowieckie obserwowani przez Chelsea!”.