Gola, gola, gola, strzelcie naszym rywalom gola!

redakcja

Autor:redakcja

02 lutego 2009, 18:39 • 3 min czytania

Reklama
Gola, gola, gola, strzelcie naszym rywalom gola!

Dzisiaj trzy kolejne anegdoty, w tym jedna perełka. Opowieść o tym, jak wyglądała nasza liga dwadzieścia lat temu, kiedy jeszcze nie było stu agresywnych portali internetowych (w stylu Weszło), wścibskich dziennikarzy, wkurzających kamer i ogólnej poprawności. Mówiąc krótko – kiedy nie było jeszcze choćby zalążka profesjonalizmu, a kierowcy autobusów miejskich jeździli na bani. To były czasy, kiedy piłkarze swoje testery w czasie zimowych zgrupowań przypinali psom (żeby puls był) i kiedy zamiast biegania po górach skracali sobie drogę i szli się napić piwa w schronisku…

فata, nieeee

Tę historię opowiedział nam kiedyś Maciej Szczęsny. Jest tak absurdalna, że może trochę koloryzował. A może nie – bo to w końcu polska piłka i wszystko jest możliwe. Prawdopodobnie chodzi o sezon 1989/90. Oddajmy więc głos narratorowi…
– Akurat graliśmy z ŁKS فódź. Tam jakiś strajk, piłkarzom nie płacili, cała drużyna powiedziała, że na mecz z nami nie przyjedzie. Skończyło się tak, że do autokaru wsiedli w zasadzie sami juniorzy, a najbardziej doświadczony ze wszystkich był chyba nastoletni Tomasz Wieszczycki. Normalnie wygralibyśmy z nimi z 8:0. Normalnie… Ale to nie był normalny dzień, bo akurat dopiero co Jacek Cyzio miał wesele. Dwudniowe…
– No i?
– No i na jedenastu, to ośmiu albo dziewięciu było kompletnie pijanych. Ale to kompletnie! W tunelu ci z ŁKS patrzyli się na nas i robili wielkie oczy – tak jechało wódą. Zaczynamy grać, gramy, gramy, gramy. Ci z Łodzi z czasem podłapali, że mogą nas spokojnie ograć, więc zaczęli atakować. 80 minuta, 0:0, a my się rozpaczliwie bronimy (a raczej tamci nie mogę trafić). W pewnym momencie wszyscy na nas siedli. Nagle złapałem piłkę, patrzę, فatka stoi sam na środku boiska, ma otwartą drogę do bramki. Rzucam mu piłkę, ale on ją jakoś krzywo przyjął, zakręcił się, zamotał, w końcu podnosi głowę i rusza… Ale rusza na moją bramkę! Ci z ŁKS zdumieni, więc mu nie przeszkadzają. Mija jednego, mija drugiego, zbliża się w okolice pola karnego, ale tak bardziej z boku. W pewnym momencie widzę, że na sto procent będzie wrzucał, więc wychodzę do dośrodkowania. Ci z ŁKS dalej się tylko patrzą, zamurowani. فatka robi zamach, w tym momencie „Piszczyk” krzyczy: „فataaaaa!!! Nieeeeeeee!!!”. I Łatce nagle wraca rozum, patrzy gdzie jest, co robi… No to zabiera tę piłkę i jazda w drugą stronę, na bramkę ŁKS. Ale zabrał mu piłkę pierwszy napotkany rywal, poszła kontra i przegraliśmy 0:1.

Reklama


O co chodzi?

Konferencja prasowa po meczu Legia – Świt. Trener Janusz Wójcik przychodzi spóźniony pół godziny. Cokolwiek niedysponowany, ale uśmiecha się i nie traci rezonu.
– Ja wam coś powiem – zwraca się w swoim stylu do dziennikarzy. – Ja… Ja wam powiem… Powiem wam, że… Ł»e… Ja wam powiem!!! Powiem wam, że prezes Szymański… Prezes Szymański… Ja wam coś teraz powiem!
Dziennikarze czekają, co też powie Janusz Wójcik. A on dalej swoje:
– Ja wam powiem, że prezes Szymański… Ł»e prezes Szymański to jest taki człowiek… To jest taki człowiek, że jak coś zrobi to…
Sala zamiera.
– …to nikt nie będzie wiedział o co chodzi!!!


Komplement Czykiera

Dariusz Czykier kończył karierę w Supraślance Supraśl. Mówi do trenera: – Uuuu, trenerze. Pan to jest jak Górski!
– Tak sądzisz, Darku? Dziękuję!
– Ale baran!!! Jak górski baran!!!

Najnowsze

Reklama

Weszło

Reklama