Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama
Reklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • ReklamaReklama • Reklama • Reklama • Reklama • Reklama

Absurdalna kasa dla piłkarzy. Nie ma innych wydatków?

redakcja

Autor:redakcja

05 września 2008, 14:24 • 2 min czytania 0 komentarzy

PZPN naprawdę nie ma co robić z pieniędzmi – zamiast wreszcie zainwestować w szkolenie młodzieży, w budowę ośrodka piłkarskiego, w cokolwiek trwałego, rozdaje pieniądze piłkarzom. Efekt taki, że ci na potęgę kupują torebki Louis Vitton, buciki Gucci, sweterki Armaniego, prezentują swoim narzeczonym nowe silikonowe piersi i kupują yorki. Albo zostawiają w kasynach. Nic dziwnego – po prostu zasypywani są pieniędzmi. Za awans do finałów mistrzostw świata PZPN obiecał im 5 milionów złotych. To prawie dwa razy więcej niż za awans do Euro 2008.
Do tego każde powołanie oznacza 10 tysięcy złotych na głowę (liczmy 20 powołanych na jeden mecz, 10 meczów – razem kolejne dwa miliony).

Absurdalna kasa dla piłkarzy. Nie ma innych wydatków?

To wpisuje się w całą serię absurdalnych nagród dla naszych piłkarzy. Otóż Euro zakończyli oni wprawdzie w żenującym dorobkiem punktowym, za to z bardzo dobrym… finansowym. Za każdy mecz na tej imprezie dostawali po 33 tysiące złotych (czyli łącznie stówka), a za remis z Austrią do podziału 650 tysięcy. Tak naprawdę chyba nikt nie skończył tej imprezy z premią niższą niż 100 tysięcy złotych, a niektórzy dobijali do dwustu. Do tego doliczmy jeszcze dniówki…

Pamiętajmy jednak, że wszystko co napisaliśmy powyżej nie ma nic wspólnego z wynagrodzeniem za dobrze wykonaną robotę – bo premia za awans wynosiła 1,5 miliona dolarów. Takiemu Mariuszowi Lewandowskiemu przypadło na przykład 200 tysięcy złotych ekstra. No tak, ale skoro Leo Beenhakker zatrudnia kolegów (Mike Lindemann) i płaci im – wedle różnych źródeł od 30 do 50 tysięcy euro za kilka tygodni pracy, to widocznie nas na te wszystkie fanaberie stać…

Ah, oczywiście, zapomnielibyśmy – “Mister Tralala” też chętnie za awans do Euro przytulił milion dolarów specjalnej premii, którą nie podzielił się z polskimi asystentami. Zawsze miły dodatek do gigantycznego kontraktu…

Dalecy jesteśmy od stwierdzenia, że nie warto płacić piłkarzom za grę w kadrze i że powinni w biało-czerwonych barwach występować dla satysfkacji – to niedzisiejsze podejście. Jednak jak dla nas premie za awans do MŚ są zdecydowanie za wysokie, biorąc pod uwagę słabość grupy, w jakiej się znaleźliśmy. Przecież jest w niej tylko jeden dobry rywal – Czechy. Załapanie się do strefy barażowej do absolutnie minimum…

Może więc zastanówmy się jak spożytkować te pieniądze, by każdy kolejny turniej do którego awansujemy nie okazał się kompromitacją.

FOT. W.Sierakowski FOTO SPORT

Najnowsze

Komentarze

0 komentarzy

Loading...