Może to nieładnie cieszyć się z nieszczęścia innych, ale ulżyło nam, że Marcin Krzywicki nie przyjedzie na zgrupowanie reprezentacji Polski do Wronek (kontuzja). Wciąż uważamy, że to głupio powoływać gościa, który grał do tej pory w trzeciej lidze (a w ekstraklasie nie ma ani jednego występu) i którego asystent Leo Beenhakkera Rafał Ulatowski zna z Unii Janikowo – choć Krzywicki nigdy w niej nie występował. Pomieszanie z poplątaniem.
W dodatku na Krzywickiego już się mówi, że to „polski Crouch”, zapominając, że jednak Crouch umie grać w piłkę. Równie dobrze Łukasza Madeja można byłoby nazwać polskim Cristiano Ronaldo, a Michała Golińskiego – polskim Zinedinem Zidanem.

Nas wzrost Krzywickiego nie zachwyca, wręcz odstrasza. 200 centymetrów wzrostu pachnie nam na kilometr fajtłapą. Szczerze wątpliwy, czy pan Marcin umie kopać tak…


Oczywiście chłopakowi życzymy dobrze, tylko wszystko powinno mieć swoje ręce i nogi. Najpierw co najmniej 10 goli w sezonie, potem powołanie. Ale nos nam podpowiada, że tych 10 goli nie będzie, a Stefan Majewski kupował na metry. I latem kupił najdroższe cztery metry w historii Cracovii – Krzywickiego i Wasiluka.