Zmierzch mistrza świata? Gotze na wylocie z BVB
Niemcy

Zmierzch mistrza świata? Gotze na wylocie z BVB

Lato 2014, 22-letni Niemiec wchodzi na boisko, zastępując na murawie legendarnego Miroslava Klose. Chwilę później wysłuchuje cierpliwie wskazówek trenera przed dogrywką w finale Mistrzostw Świata. 113. minuta, kibice powoli godzą się, że ten wspaniały turniej przedłuży się jeszcze o emocje związane z rzutami karnymi. Ale z lewej strony idzie centra. Nieco pucołowaty chłopak przyjmuje piłkę na klatkę i momentalnie uderza na bramkę. 

1:0. Mario Goetze zapisuje się w historii mundiali jako zdobywca jedynej bramki w finale, po którym Niemcy zdobyli kolejny tytuł Mistrzów Świata. Urodzony w 1992 roku chłopak ma przed sobą całą karierę, za sobą zaś trzy mistrzostwa Niemiec, Superpuchar Europy, zwycięstwo w Klubowych Mistrzostwach Świata oraz transfer do największego niemieckiego klubu, który wiązał z nim ogromne nadzieje.

Wydawało się, że przed nim jakieś dziesięć lat grania na najwyższym poziomie, dziesięć lat sukcesów w Bayernie Monachium oraz klubach jeszcze lepszych niż niemiecki dominator.

Tymczasem dziś, na pół roku przed 28. urodzinami piłkarza, wydaje się, że za duża dla niego robi się nawet jego macierzysta Borussia Dortmund. Już powrót do BVB musiał być traktowany jako krok, albo nawet dwa kroki w tył. Gdy w Bayernie rozkwitał Robert Lewandowski, on okazał się zawodnikiem o klasę gorszym, ugrywając w Bawarii tak naprawdę tylko jeden pełny sezon.

Z pewnością nie znajdziemy jednej przyczyny, która jasno da nam odpowiedź, dlaczego Goetze nie zrobił kariery na miarę swojego talentu. Na pewno trafiał na wspaniałych trenerów, to nie podlega najmniejszej dyskusji. Pracować z Jurgenem Kloppem i Josepem Guardiolą, a w kadrze występować pod wodzą Joachima Loewa – to scenariusz właściwie wymarzony dla każdego piłkarza skupionego na swoim rozwoju piłkarskim. Czy za wcześnie wyfrunął z rodzinnego gniazda? Też nie, przecież udowodnił swoją klasę nie tylko podczas tego pierwszego pełnego seniorskiego sezonu, gdy był kluczowym elementem mistrzowskiej Borussii 2010/11, ale również w dwóch kolejnych sezonach, ukoronowanych wprowadzeniem Borussii do finału Ligi Mistrzów. Czy można w ogóle płynniej przez to wszystko przejść? Goetze znalazł się w finale LM, podczas którego rywalem jego aktualnego klubu był ten, który zatrudnił go właściwie kilkanaście dni później.

Tu naprawdę wszystko wydawało się do siebie pasować.

Gdybyśmy mieli szukać tego elementu, który najmocniej wpłynął na niepowodzenia piłkarza, pewnie typowalibyśmy kruche kości oraz delikatne mięśnie i stawy. Za sprawą urazów Goetze sporo pauzował już w Borussii, opuścił m.in. ten pamiętny finał Bayern – BVB, a chwilę później również całe przygotowania w Bawarii. Być może przez to jego start był nieco opóźniony, pełnię umiejętności zaczął pokazywać później, niż wskazywałyby na to jego występy w Dortmundzie w poprzednim sezonie. W sezonie 2015/16 wypadł na 20 spotkań z rzędu. W kolejnym, już po powrocie do BVB – na kolejne 23 mecze.

Ale to byłoby zbyt proste. W końcu Franz Beckenbauer nie mówił swego czasu: oh nein, jego zdrowie nie pozwala mu rozwinąć skrzydeł. Zamiast tego grzmiał: czasem zachowuje się jak junior. Wdaje się w głupie dryblingi i łatwo traci piłkę. Jego zachowanie bywa dziecinne. Nie dorósł jeszcze do Bayernu.

Poza tym w pewnym momencie przestał być nieco pucołowaty, a zaczął być po prostu puszysty.

l.php

W Bayernie narzekał na brak zaufania, na rzucanie go po całym boisku, na ciągła krytykę. W pewnym momencie stał się nawet piłkarzem reprezentacyjnym, który regularnie rozczarowując w klubie, dawał mnóstwo jakości podczas meczów kadrowych. Ale przecież długo tak ciągnąć nie można.

Wydawało się, że rozwiązanie jego problemów nastąpiło w momencie opublikowania dość tajemniczej wiadomości na oficjalnych kanałach Borussii Dortmund. „Znaleźliśmy problem, który doskwierał Mario od lat, teraz go wyleczymy”. Michael Zorc, sam zawodnik oraz całe otoczenie wokół klubu było wyjątkowo oszczędne w słowach: wspomniano jedynie, że chodzi o problemy z metabolizmem, które zawodnik będzie w stanie przezwyciężyć podczas krótkiej przerwy od gry. Przerwa jednak wcale nie okazała się taka krótka, a problemy wcale nie takie łatwe do okiełznania. Choć istotnie, Goetze fizycznie wyglądał o wiele lepiej, to wciąż nie potrafił wywalczyć sobie stałego pewnego miejsca w wyjściowej jedenastce Borussii.

Dlatego też obecnie, na pół roku przed wygaśnięciem jego kontraktu, obie strony niechętnie podchodzą do tematu przedłużenia umowy. – To naturalne, że nie jest zadowolony z liczby rozegranych minut – zaznacza w Rurh Nachrichten Zorc, dyrektor sportowy Borussii. Momentalnie jednak dodaję: spotkamy się wiosną i wtedy podejmiemy ostateczne decyzje. Media nie są na tyle cierpliwe i piszą wprost: to koniec Goetzego w Dortmundzie. O ile klub widziałby go w obecnej roli, zawodnika uzupełniającego skład, o tyle niekoniecznie widziałby aż tyle zer na przelewach kierowanych na jego konto. Goetze ani na obniżkę uposażeń, ale na gorszy status w drużynie godzić się nie chce, więc zapewne wkrótce opuści klub, w którym rozpoczął piłkarską karierę.

Co dalej? Cóż, niemieckie media odświeżają jak zwykle temat przyjaźni Goetze z Jurgenem Kloppem, ale trudno uwierzyć, by w tej doskonale funkcjonującej maszynie z Liverpoolu było miejsce na tak niestabilny i awaryjny trybik. Nieco bardziej realnie brzmią plotki o zainteresowaniu ze strony Interu Mediolan, który poszukuje doświadczenia i głębi w środku pola. Nadal to jednak kluby z europejskiej czołówki. Nam instynkt podpowiada, że po tej nieudanej przygodzie z Dortmundem, może się skończyć kolejnym krokiem wstecz, a takim byłby każdy inny niemiecki klub poza nieosiągalnym dla Goetze Bayernem.

Rocznik 1992, przecież wciąż wcale nie taki stary chłopak. Ech, zdrowie, ile cię trzeba cenić, Goetze ci powie.

Fot.FotoPyK

KOMENTARZE (4)