Barcelony już nikt się nie boi
Blogi i felietony

Barcelony już nikt się nie boi

Pomyślałem sobie, że nie będę dzisiaj pisał o polskiej piłce, bo w tej niewiele się dzieje. Mieliśmy awansować na Euro, to awansowaliśmy, nie wolno nam grać w europejskich pucharach, to nie gramy. Prezesi lubią zwalniać, nie lubią budować, to zwalniają i nie budują, piłkarze grają, jak grają, czyli nie najlepiej (ale przynajmniej stabilnie). No to dzisiaj o Barcelonie. Natomiast znów bez optymizmu, bo do dentysty też się chodzi bez uśmiechu na ustach, a oglądanie Barcelony przypomina borowanie zęba. Bez znieczulenia.

Tej drużyny kiedyś się bano. Czy to na Camp Nou, czy to na wyjeździe, przeciwnik niby wierzył, że coś można ugrać, ale po kwadransie już wiedział, że najwięcej co można ugrać to brak dwucyfrówki.

Dzisiaj nikt się Barcelony nie boi. Dzisiaj Barcelona jedzie do Czech i modli się o dowiezienie 2:1 do końca. Naprawdę nie przypuszczałem, że nawet ta ekipa, tego marnego Valverde, przyniesie mi takie obrazki. Kilka minut do końca, a oni rozpaczają, błagają o piłkę, ale nie po to, by skonstruować jakąś akcję, tylko po to, by ją wybić byle dalej. Kiedyś Barca brała piłkę dla siebie i oddawała ją na parę chwil rywalowi, żeby zachować jakieś pozory rywalizacji. Teraz patrzę w statystyki i Slavia, o niewiele, bo niewiele, ale jednak miała w drugiej połowie piłkę częściej. 51% do 49%. Szanuję rozwój tego klubu, polskie zespoły mogą zazdrościć i chodzić na korepetycje, ale cholera jasna, to jest dalej Slavia. W czasach świetności Barcelony kolejny pionek do zdmuchnięcia z planszy. A tutaj dupa, wybłagane, wymęczone.

To jest w ogóle transformacja.

Najpierw Barcelona miała piłkę częściej i robiła z tego użytek.

Potem miała ją często, ale nie robiła z tego użytku, tylko klepała dla klepania.

Teraz nie ma jej nawet częściej, natomiast jak głupiała, tak głupieje.

Zresztą pieprzyć posiadanie piłki, można długo mieć mikrofon i nic mądrego nie mówić. Co mnie drażni bardziej to fakt, że Barcelona przez lata stawała się coraz bardziej bezbronna na wyjazdach. To już nie jest wina samego Valverde. Oczywiście, nie zrobił nic, by to naprawić i generalnie powinien zostać wykopany dawno temu, ponieważ nadaje się do Barcelony równie mocno co Gomes, natomiast Katalończycy mieli problem z delegacjami jeszcze za Guardioli.

Był przecież Inter i 1:3, ale wtedy tłumaczono to wulkanem. Niestety o ile mi wiadomo, ten wulkan już nie zawraca mandoliny, a Barcelona dalej męczy na wyjazdach. 0:2 z Milanem. 0:4 z PSG. 0:4 z Bayernem. I klasyki gatunku, czyli roztrwonienie przewag nie do roztrwonienia: 0:4 z Liverpoolem, 0:3 z Romą. Jeszcze można byłoby się łudzić, że to Liga Mistrzów, oczekuj nieoczekiwanego, ale jak ktoś dostaje na wyjeździe od Leganes i Granady to powinien się nad sobą zastanowić.

Z czego to wynika? Nie wiem. Mogę się tylko domyślać, że piłkarzy trochę rozleniwia Camp Nou, potem jadą gdzieś i oczekują tego samego, a tam już nie jest tak różowo.

Pewnie Barcelona wygra ligę hiszpańską, ale będzie to wynikać głównie z tego, że nie ma jej z kim przegrać. A tak, moim zdaniem i Real, i Barcę czekają w kolejnych latach chude czasy. Jedni zaczęli przebudowę, drudzy muszą ją albo zacząć, albo robić to bardziej zdecydowanie. Według mnie największy problem tej ekipy to – poza trenerem – defensywa. Ta powinna zaczynać się od Busquetsa, a nie ma co się oszukiwać, że to ten sam zawodnik, co jeszcze parę lat temu. Pique? Celebryta, nie piłkarz. Lenglet to też nie ten poziom.

Trzeba działać, tyle że na taką wymianę nie wystarczy sezon-dwa, Europa pewnych rzeczy nie wybacza. A cóż, Messi wiecznie grać nie będzie i szkoda, że ktoś nie pomyślał o tym wszystkim wcześniej, bo fenomen Argentyńczyka jest marnowany. Coś jak u nas z Lewandowskim – w końcu będzie trzeba sobie zrobić rachunek sumienia, jakich selekcjonerów mu daliśmy. Doktora Stefana, Franza Smudę, Fornalika, teraz Brzęczka. Podobnie jest z Messim. Jest wielki, ale ostatecznie sam wszystkiego nie ogarnie.

KOMENTARZE (9)