Doszliśmy do ściany. Z trenerem Zielińskim trudno byłoby ją nam ominąć
Weszło Extra

Doszliśmy do ściany. Z trenerem Zielińskim trudno byłoby ją nam ominąć

– Nie widzieliśmy progresu, jeśli chodzi o styl naszej gry i dalszej pracy nad problemami. W związku z tym podjęliśmy decyzję o zmianie trenera. Gdybyśmy tego nie zrobili, nasza sytuacja byłaby trudniejsza. Gdy pan widzi, że w pewnym momencie dochodzi do ściany i stoi przed nią przez pięć kolejek, potem raz się uda ją skruszyć, drugi też, ale trzy czy cztery razy nie, to przychodzi moment męskich decyzji. Przyszedł też moment, że chcieliśmy tę ścianę ominąć i uznaliśmy, że trudno będzie ją ominąć z trenerem Zielińskim – mówi dyrektor sportowy Arki, Antoni Łukasiewicz. Jak wiecie mamy swoje zdanie na temat zwolnienia Zielińskiego, dlatego chcieliśmy je skonfrontować z zarządem klubu. Skąd ta decyzja? Gdzie konsekwencja? Gdzie cierpliwość? Zaufanie? Długofalowa wizja? I wreszcie: dlaczego Arka zdecydowała się na Aleksandara Rogicia, jakie stawie przed nim cele? Zapraszamy.

Dlaczego Arka zdecydowała się zakończyć współpracę z trenerem Zielińskim?

Złożyło się na to kilka czynników. Po pierwsze ten, który zawsze jest decydujący, czyli wyniki. Nasze rezultaty nie do końca były takie, jakich byśmy oczekiwali. Pozycja w tabeli była poniżej oczekiwań. Po drugie progres w naszej grze był widoczny po zbyt długim czasie, gdy w tej ligowej tabeli zaczęły się tworzyć dwa obozy – ten, który będzie się bił o ósemkę i mistrzostwo, oraz ten, w którym jesteśmy my. Przyszedł czas decyzji z naszej strony, potrzebnych, by zrealizować cel postawiony przed startem sezonu.

W ostatnich pięciu meczach Arka zdobyła siedem punktów. Więcej niż Legia, Jagiellonia, Śląsk, Raków, Korona, Wisła Kraków, Górnik, tyle samo co Piast i Lech. Nie najgorzej.

Pod tym względem nie najgorzej, ale trzeba brać pod uwagę całokształt. I tutaj nasz dorobek punktowy uplasował nas na 14. miejscu. Strata punktowa do ósmej lokaty wynosi osiem oczek. Rozmiary porażki w Płocku miały duży wpływ na naszą decyzję. To na pewno nie są łatwe momenty dla wszystkich osób związanych z Arką, ale czasami przychodzi czas, by podjąć zdecydowany ruch i coś zmienić.

Dobrze, ale mówi pan też o progresie. Jest 11 kolejek za nami, więc drugiej połowie tego początku sezonu Arka ten progres zaliczyła.

Tak, ale my mamy szereg zdiagnozowanych problemów. Wyniki były lepsze, lecz jeżeli chodzi o umiejętność rozwiązywania naszych fundamentalnych kłopotów, które były od początku sezonu, to wciąż była nasza pięta achillesowa. Wówczas zawsze pada pytanie: czy te lepsze wyniki są dziełem przypadku, czy są związane z poprawą naszej gry? W naszym odczuciu rezultaty były lepsze, ale styl i poprawa elementów, które kulały od początku, były ciągle na niezadowalającym poziomie. Tak naprawdę kwestią czasu byłoby, żeby te problemy odbiły nam się czkawką. I tak się stało z Wisłą Płock, przez co przegraliśmy bardzo wysoko.

Z Wisłą Płock obecnie wszyscy przegrywają. Gdyby Arka miała inny terminarz, to nie byłoby tak źle?

Zna pan polską Ekstraklasę. Wie pan, że poziom jest wyrównany, dużo jest uzależnione od dyspozycji dnia i tak dalej. Mówiąc o tym, czy Wisła Płock jest na naszym poziomie, czy nie, to mimo jej świetnej serii, muszę stwierdzić, że jesteśmy na podobnym poziomie piłkarskim. Pozostaje kwestia wydobycia potencjału z zawodników i pracy nad elementami, które wcześniej nie funkcjonowały. Proszę zwrócić uwagę, jaką rolę w grze Wisły odegrała zmiana szkoleniowca. Trener Sobolewski postawił tak naprawdę wszystko na organizację gry defensywnej. Wisła dzięki temu, że jest dobrze zorganizowana w tyłach, przełożyła to na wyniki. Złapała pewność i odskoczyła od nas w tabeli, ale to nie jest zespół, który ma większy potencjał piłkarski niż my. Jesteśmy na porównywalnym poziomie. To tym bardziej daje nam przykład, że nasza pozycja jest nieadekwatna do potencjału.

Rozumiem, że te błędy, które trzeba poprawić w Arce, to gra w obronie?

Przede wszystkim. To jest kluczowa rzecz – organizacja w obronie i tu nie chodzi tylko o linię defensywy. Reakcja na wydarzenia, jeśli coś nie wyjdzie, reakcja na stratę. Zabezpieczenie się przed kontratakiem. Te kwestie bardzo mocno u nas kulały. Nasz progres w tej materii był znikomy i to przyczyniło się do decyzji o rozstaniu z trenerem.

I naprawdę nie sądzi pan, że ta przykładowa Wisła Płock może mieć lepszą obronę? Zieliński musiał przestawiać Marciniaka do środka, na lewej zaufać niedoświadczonemu Wawszczykowi.

Absolutnie się z tym nie zgodzę, jeśli mówimy o porównaniu nas do Wisły Płock. Tak jak powiedziałem: polska Ekstraklasa jest ligą bardzo wyrównaną i tutaj detale decydują o zwycięstwie. A my w tych detalach przegraliśmy wiele spotkań. Ja uważam, że mamy bardzo dobry i bardzo konkurencyjny zespół. Potrzeba nam jasnych zasad, jak chcemy organizować grę ofensywną i obronną. To wcześniej była nasza duża bolączka.

Zastanawia mnie brak konsekwencji – Zbigniew Smółka nie wygrywał przez miesiące i dopiero po długim czasie go pożegnano. Zieliński nigdy nie miał w Arce takiej serii i nie dostał szansy na wyjście z kryzysu, mimo że tak naprawdę zaczął z niego wychodzić.

Timing w piłce nożnej to jest bardzo ważna kwestia. Zawsze można się zastanawiać, kiedy jest dobry moment na zmianę trenera. Czy warto dokonać takiej zmiany w przerwie na reprezentację, czy przed sezonem, czy po. Odnoszenie wszystkiego do spraw z zeszłego sezonu i trenera Smółki, że decyzja została podjęta później, nie oznacza, że mamy zawsze postępować w ten sam sposób. Mówiłem o czynnikach, które decydowały o tym ruchu i dlatego uznaliśmy, że to jest ten właściwy moment na zmianę trenera. Z perspektywy dziennikarza czy kibica zawsze będzie można sobie zadać pytanie, dlaczego teraz, a nie kiedy indziej. Nigdy dla wszystkich moment nie będzie właściwy. Dla nas, osób, które codziennie analizują każdy detal, było jasne, że mimo dyskusji nie jesteśmy w stanie rozwiązać problemów. Potrzebny był nowy bodziec, zmiana, ktoś, kto będzie te nasze kłopoty nie tylko diagnozował, ale i leczył.

Może patrzę na to zbyt romantycznie, ale trener uratował wam ligę, a teraz był potraktowany… zdecydowanie.

Trenerowi należą się wielkie słowa uznania za tamten sezon i nie ma ku temu żadnych wątpliwości. Pamiętam, w jakim momencie wchodził do Arki, to była arcytrudna sytuacja. Broniliśmy się przed spadkiem, mieliśmy serię kilkunastu spotkań bez zwycięstwa. Pod tym względem trener Zieliński wywiązał się ze swojego działania w stu procentach, bo gdyby nie on, w Ekstraklasie by nas nie było. Natomiast mówiąc o tym, czy został dobrze potraktowany, uważam, że w naszych relacjach nie było braku szacunku i czegoś, o co trener mógłby mieć do nas pretensje. Zawsze była chęć rozmowy, merytoryczna dyskusja, wzajemny szacunek. To, co z zewnątrz wydaje się nieeleganckie, wewnątrz zostało załatwione bardzo elegancko.

Z drugiej strony wiem, że doszło do spotkania z piłkarzami, na którym oni mogli powiedzieć, co im się nie podoba. I spotkałem się z głosami, które odbierają to jako działanie za plecami trenera.

Moja rola jako dyrektora sportowego jest jasna. Pełnię nadzór nad sztabem szkoleniowym, drużyną. Moim zadaniem jest rozwiązywanie tych wszystkich problemów. Muszę trzymać rękę na pulsie. Rozmawiam z zawodnikami i do tych spotkań rzeczywiście doszło, ale one nie mają miejsca, tylko wtedy, gdy jest źle. To się dzieje tak naprawdę codziennie. Oprócz tego, że o piłce, o problemach w drużynie, rozmawiamy o innych aspektach życia i funkcjonowania. Są rzeczy pozasportowe, co do których piłkarze wiedzą, że w tym temacie też mogą się do mnie zwrócić. Czy jest coś złego w tym, że dyrektor sportowy spotyka się z zawodnikami, zadaje pytania, zastanawia się, czy może w czymś pomóc, pyta o punkt widzenia? Pracujemy w jednym klubie i naszym zadaniem jest poświęcić wszystko, byśmy nie przeoczyli niczego. Nawet najmniejszego detalu. Bo wtedy ja będę miał do siebie pretensje, spojrzę w lustro i powiem: nie dopilnowałeś tego. Nie chcę mieć takiego uczucia. Dlatego do tych spotkań z zawodnikami dochodziło, dochodzi i dochodzić będzie, bez względu na wyniki. To jest cześć mojej pracy.

Gdynia, 19.07.2019, Pilka nozna. PKO Ekstraklasa. Mecz 1.kolejki Arka Gdynia - Jagiellonia Bialystok, Gdynia, Poland., Football. Polish PKO Ekstraklasa football league. 1st round match Arka Gdynia - Jagiellonia Bialystok , Gdynia, Poland., NZ: Antoni Lukasiewicz, dyrektor sportowy, sport director , FOT. Tomasz Zasinski / 058sport/NEWSPIX.PL --- Newspix.pl *** Local Caption *** www.newspix.pl mail us: info@newspix.pl call us: 0048 022 23 22 222 --- Polish Picture Agency by Ringier Axel Springer Poland

A czy było trochę tak, że Zieliński pasował klubowi tylko na czas utrzymania?

Wszystko, co miałem powiedzieć o trenerze Zielińskim, powiedziałem. Wyniki decydują w pierwszej kolejności. Za wynikami jest styl. Ciężko jednak mówić o stylu, gdy nie ma wyników. Patrzymy w przyszłość i chcemy się na niej skoncentrować.

To zapytam inaczej: czy Arka zrobiła wszystko w letnim okienku, żeby dostarczyć trenerowi odpowiednie narzędzia do pracy?

Pamiętamy, w jakich okolicznościach się utrzymaliśmy, że to była walka do ostatnich kolejek. Pamiętamy, jak zaczęliśmy przygotowania, gdy nie byliśmy mocarzem na rynku transferowym. Dopiero z czasem udawało nam się dobierać zawodników. I oczywiście: zawsze można było zrobić więcej, tak samo, jak na boisku, nawet jeśli się wygra mecz. Okno było trudne z różnych powodów. Choć naturalnie czas oceni, czy to były takie transfery, jakich chcieliśmy. Rozmawiam z mądrzejszymi ludźmi i oni mówią: słuchaj, jak na 10 transferów dwa-trzy, czasami cztery ci się udadzą, to jest mega wynik.

Nie wiem, z kim pan rozmawiał, ale 20% to słaby wynik.

Pan patrzy na to, jak zawodnik gra w meczu. Nie interesuje pana, jak zawodnik wygląda poza boiskiem, czy mamy z nim problemy, czy nie. A nasze spojrzenie jest bardzo szerokie. Bierzemy pod uwagę wiele czynników, które decydują o tym, czy do transferu dochodzi, czy nie. Ja przytaczam wypowiedzi osób, będących na stanowiskach dłużej niż ja, dzielących się takimi opiniami. Nawiązując do naszych transferów: okres zimowy pokaże ilu zawodników gra na takim poziomie, na jakim potrafi. To, a nie okres miesiąca-dwóch.

Po prostu niezmiennie dziwi mnie, że Arka tak zainwestowała w środek pola, zapominając o skrzydłach, a grając z kontry – bo tak najczęściej będzie grał zespół o tym potencjale – przewagi można było szukać tam.

Przyjmuję pana uwagę do wiadomości. Może ona jest słuszna. Natomiast my nie podejmowaliśmy decyzji jednoosobowo, podejmowaliśmy je wspólnie. Natomiast ja będę naszych transferów bronił. Jest zbyt wcześnie, by mówić o powodzeniu tych ruchów, czy niepowodzeniu.

A nie było ryzykiem zostawianie jednego skrzydła tylko dla młodzieżowca?

Każdy transfer jest obarczony ryzykiem. Akurat mając na uwadze te regulacje, które narzucił PZPN, doszliśmy do wniosku, że w naszej strategii gry, najbezpieczniejszym miejscem i takim, w którym mamy największy wybór wśród naszych utalentowanych zawodników, to będzie pozycja numer siedem. Początek sezonu był obiecujący choćby w wykonaniu Kamila Antonika. Niestety później było gorzej, ale też ogólna gorsza dyspozycja zespołu przyczyniła się, że młodzieżowcy nie grali na takim poziomie, na jakich ich stać. Ponadto absolutnie nie można od nich wymagać nie wiadomo czego, skoro mamy w drużynie doświadczonych zawodników, by w trudnych momentach mogli zdjąć tę presję i odpowiedzialność. To jest proces i coś bardzo złożonego. Przy tych wszystkich zmianach, które u nas zaszły, analiza po 11. kolejce, czy to była dobra decyzja, że wyizolowaliśmy „siódemkę”, jest za wczesna. Ja bym i z ocenami transferów, i ocenami młodzieżowców, poczekał najbliższe 2-3 miesiące.

Wszystko okej, tyle że akurat trener Zieliński tego czasu nie dostał.

Nie wiem skąd sugestia, że trener nie dostał czasu. Dlaczego według pana nie dostał czasu?

Już mówiłem. W ostatnich pięciu meczach miał więcej punktów niż połowa ligi.

A ile miał po 11 meczach?

Dziewięć.

I to jest dla nas kluczowa kwestia.

Odpowie mi pan na moje pytanie? Wszyscy mogą dostać czas, młodzieżowcy, nowi piłkarze, pan, tylko Zieliński nie?

Tak jak powiedziałem, nie wiem skąd sugestia, że trener nie dostał czasu. Jeżeli w naszej grze widzę te same mankamenty – w szóstej kolejce, czwartej, siódmej, dziewiątej, jeżeli rozmawiamy o nich, że musimy je poprawić, to co pan robi w tym momencie?

Ja patrzę na ostatnie wyniki i daje więcej czasu trenerowi, któremu zawdzięczam ligę.

Rozumiem, ale nie mieszałbym tych dwóch kwestii. To jest pana punkt widzenia, nasz był inny i proszę to uszanować.

Szanuję, tylko trochę mi się to kłóci z przekazem, że zarząd wszystko zrobił dobrze albo trochę dobrze, a Zieliński wszystko źle.

Czy ktokolwiek zrzuca całą winę na trenera? Nie widzieliśmy progresu, jeśli chodzi o styl naszej gry i dalszej pracy nad problemami. W związku z tym podjęliśmy decyzję o zmianie trenera. Gdybyśmy tego nie zrobili, nasza sytuacja byłaby trudniejsza. Gdy pan widzi, że w pewnym momencie dochodzi do ściany i stoi przed nią przez pięć kolejek, potem raz się uda ją skruszyć, drugi też, ale trzy czy cztery razy nie, to przychodzi moment męskich decyzji. Przyszedł też moment, że chcieliśmy tę ścianę ominąć i uznaliśmy, że trudno będzie ją ominąć z trenerem Zielińskim.

Chcę powiedzieć jasno: ja nie usiłuję wymusić tego, że pan zwala winę na Zielińskiego. Ale tak to wygląda! Trener został zwolniony, jak to mam inaczej odbierać?

Cieszę się bardzo, bo tak nie jest. Odpowiedzialność zawsze jest wspólna w piłce nożnej.

Pan ma pracę, trener nie. Jaka tu jest wspólna odpowiedzialność?

Czy chciałby pan, abym w związku z tym również zrezygnował?

Nie.

Przedstawiłem panu nasz punkt widzenia i widzę, że pana nie przekonuje.

Słowa, że wszyscy ponoszą odpowiedzialność, są bardzo ładne, tylko na końcu pan ma pracę, a trener nie, więc po co tak mówić? Po prostu tego nie rozumiem.

Rozumiem, ale nic więcej za bardzo nie mogę dodać w tej kwestii.

Ja też postawiłem w tym temacie kropkę. Skąd pomysł na trenera Rogicia?

Pomysłów mieliśmy kilka i kandydatów też było kilku. Każdy z nich musiał spełnić odpowiednie kryteria. Akurat w przypadku trenera Rogicia te wszystkie kryteria zostały spełnione i to ponad nasze oczekiwania. Jednym z głównych wymagań, które przyjmowaliśmy, było doświadczenie i umiejętność pracy w różnych warunkach. Dlaczego w różnych? Bo wiadomo, że polska liga to jest specyficzny rodzaj pracy. Wyrównane zespoły, nieprzewidywalne wyniki i tak dalej. Z jednej strony kierowaliśmy się doświadczeniem trenera Rogicia, ponieważ miał okazję pracować ze znanymi szkoleniowcami, a z drugiej chcieliśmy, by nasz trener miał charakter i charyzmę. Wejście do szatni miało spowodować, że pojawił się lider. To wszystko trener Rogić ma. Kolejnym ważnym aspektem wyboru były zasady komunikacji z drużyną. W jaki sposób trener chce przekazywać informacje? Jak będzie wymagał odpowiedzialności? Jak będzie wyglądał mikrocykl? Na co będzie chciał zwracać uwagę? Dalej: chcieliśmy usłyszeć diagnozę naszych problemów. Jeszcze dalej: ważne było całościowe spojrzenie na klub, nie tylko na pierwszy zespół, ale i grupy młodzieżowe. Trener Rogić pod tym względem pasował do tego profilu, bo miał doświadczenie z młodzieżą w między innymi Partizanie Belgrad. Jego filozofia pracy jest bardzo zbliżona do tej, którą stosują nasi trenerzy w grupach młodzieżowych.

Rogić był już wcześniej blisko Arki?

Faktycznie były takie przymiarki, ale to nie za mojej kadencji, tylko zdecydowanie wcześniej.

A jest ryzykiem, że trenerem jest obcokrajowiec, który będzie potrzebował chwili na ogarnięcie ekstraklasowej rzeczywistości?

Od pierwszego spotkania jego wiedza nie tylko na temat naszego klubu i zespołu, ale również ekstraklasy, była na bardzo wysokim poziomie. A kilka rozmów z zagranicznymi trenerami mieliśmy. W mojej ocenie to ryzyko oczywiście jest, jak najbardziej, ale nie jest czynnikiem, który może być problematyczny w pracy trenera.

Jaki cel stawia mu Arka?

Pierwszy jest krótkoterminowy, postawiony do końca roku. Chodzi o ustabilizowanie naszej sytuacji w lidze. Teraz jesteśmy na miejscu spadkowym i naszym celem jest to, by tę strefę opuścić w okolice 10. miejsca – plus minus jedna lokata. By móc tam spokojnie przezimować. To jest cel nadrzędny, więc de facto patrzymy w dużej mierze na wyniki, a nie na to, jak je osiągniemy.

Rozmawiał PAWEŁ PACZUL

Fot. Newspix

KOMENTARZE (10)