Piątek, pirania i zły policjant. Pogromcy Legii i Lecha oczami kapitana
Weszło Extra

Piątek, pirania i zły policjant. Pogromcy Legii i Lecha oczami kapitana

To nie jest klasyczny wywiad. Pytania zastąpiły imiona oraz nazwiska i to właśnie nad nimi głowi się rozmówca. Konkretniej imiona oraz nazwiska kolegów z zespołu i trenera, a rozmówcą jest Andrzej Niewulis, kapitan Rakowa Częstochowa. Jego zespół ostatni mecz przegrał na początku sierpnia i pędzi autostradą w kierunku ekstraklasy, a za burtę Pucharu Polski wyrzucił już i Lecha Poznań, i Legię Warszawa. Chyba nie musimy dalej przekonywać was, że warto poznać tę ekipę, więc oddajemy głos kapitanowi. 

– Moja drużyna to bardzo profesjonalna banda. Każdy wie, gdzie i w jakim celu się znalazł. Praca, zaangażowanie i pozytywny luz. To cechuje nas wszystkich.  

MICHAŁ GLIWA

Przyszedł do nas przed tym sezonem. Pan spokojny. Pan niemożliwy do wyprowadzenia z równowagi. Pan… No chyba, że mówimy o meczu. To nie. Bo gdy Michał tylko dotknie butem murawy, natychmiast przeskakuje w tryb walki. Staje się jednym z liderów drużyny. Nie tylko gra jak natchniony. Również pomaga, podpowiada, czasem nawet coś krzyknie. Tak, tak. Michał potrafi krzyknąć. Tylko dziesięć straconych goli w lidze świadczy o tym, że Michał i my, linia defensywna, świetnie się uzupełniamy. 

JAKUB SZUMSKI

Mecz przeciwko Legii na pewno był dla niego szczególny. Pochodzi z Warszawy, spędził w Legii wiele lat. Jest przekotem. Ma bardzo trudną rolę do odegrania, bo w tym sezonie wchodzi na boisko rzadko. Ale jak już wchodzi, to zwykle jest jednym z najlepszych na boisku. Jego zdjęcie powinno być w Wikipedii pod hasłem „profesjonalista”. My jesteśmy w rytmie, gramy co chwilę, mamy pewne automatyzmy. A „Szumi” wchodzi raz na jakiś czas i zawsze jest w pełni przygotowany. A jakoś tak się złożyło, że gra przeciwko naprawdę mocnym rywalom. Lech? Proszę bardzo. Legia? Nie ma sprawy. Wzór do naśladowania. Poza tym, jest moim sąsiadem w szatni i często dzielimy pokój na zgrupowaniach. Odbieramy na tych samych falach, możemy pożartować. Fajny kumpel.

CZESTOCHOWA 13.03.2019 MECZ 1/4 FINALU CWIERCFINAL PUCHARU POLSKI SEZON 2018/19: RAKOW CZESTOCHOWA - LEGIA WARSZAWA 2:1 --- 1/4 FINAL QUARTERFINAL OF POLISH CUP FOOTBALL MATCH: RAKOW CZESTOCHOWA - LEGIA WARSAW 2:1 JAKUB SZUMSKI FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

ŁUKASZ GÓRA

Typowy „Szaszek”, nasza „Pirania”. Jest tutaj bardzo długo i czasami śmiejemy się z tego, ilu zawodników było testowanych i ile razy ktoś miał przyjść na jego miejsce, a mimo to on ciągle jest na posterunku i ciągle nie zawodzi. Charakter, charakter i jeszcze raz ciężka praca. No i umówmy się – lokals, wychowanek, chłopak stąd. On nigdy nie odpuści, bo dla niego to coś więcej, niż tylko kopanie piłki. Fantastyczna osobowość, pasuje do naszego klimatu. Albo inaczej – to my pasujemy do jego klimatu. 

ARKADIUSZ KASPERKIEWICZ

Ma taki luz, że mógłby grać przeciwko Realowi Madryt i zachowywałby się tak samo jak na treningu. Nie zna pojęcia „presja”. Robi swoje. Nawet jeśli zdarzy mu się błąd, to rozpamiętuje go najwyżej przez dwie sekundy. Potem, już po meczu, analizuje, sprawdza, dyskutuje o tym, co można zrobić lepiej, ale na boisku jest nie do złamania. Nie ma grania na pałę, nie ma wykopywania piłki. Podbramkowa sytuacja rywala? Pach, przekładanka, zwód i kontra. Cały Arek. Facet bez układu nerwowego. Czasami mu tego zazdroszczę.

ANDRZEJ NIEWULIS 

Kojarzę gościa. Facet, który od lat ciężko pracuje na swój kawałek tortu. Często zdarza się, że zawodnicy kończą kariery i zadręczają się pytaniami: „kurczę, czemu nie pracowałem więcej, czemu nie robiłem tego i tego?”. Ja na szczęście obudziłem się trochę szybciej, bo w wieku 24 lat czy 25 lat. Wcześniej tylko wydawało mi się, że jestem profesjonalistą. Dziś niczego się nie obawiam, jestem pewny siebie i wierzę, że wszystko przede mną. Opaskę kapitana noszę z dumą, jednak nie uważam się za najważniejszego w szatni. Ale za jednego z liderów na pewno.

TOMAS PETRASEK

Dopiero zaczynamy, a tu już trzeci lider. Ale tak to już u nas jest, że mamy ich kilku – lepsze to niż drużyny, o których mówi się, że nie mają żadnego. Tomek to wielki profesjonalista. Przy czym słowo „wielki” pasuje tu idealnie – to chyba każdy przyzna. Jakiś czas temu miał naprawdę ciężki moment, groziła mu nawet amputacja nogi. A dziś? Strzela gola za golem, broni fantastycznie, jest mobilny i świetnie się porusza, a w ekstraklasie już sobie na niego ostrzą zęby. Jakim trzeba być kozakiem, by osiągnąć coś takiego? Mówię wam, on będzie królem strzelców w tym sezonie. Mój rywal i przyjaciel zarazem. Choć teraz gramy razem i chyba nieźle to wygląda. 

DANIEL BARTL

Przyszedł na pierwszy trening. Wszedł na boisko… Bang, tak mną zakręcił, że się prawie do połowy wwierciłem w ziemię. „Ja pierdzielę, co za zawodnik! Skąd oni go wzięli?”. Jeszcze nie znałem jego CV, ale wystarczyło, że zobaczyłem jego szybkość i zwinność, a już wiedziałem, że mamy prawdziwy brylant. Ciężko pracuje, by przekonać do siebie sztab. Coraz częściej pojawia się na boisku, a co na nie wejdzie, to zaraz asysta albo kluczowe podanie. Poza boiskiem spokojny i poukładany. Bardzo mądry facet. W przeszłości grał w Lidze Europy, ale kompletnie nie daje nam podstaw byśmy przypuszczali, że ma się za kogoś lepszego. Szanuje miejsce, w którym jest, a w przypadku obcokrajowców wcale nie jest to regułą. 

CZESTOCHOWA 13.03.2019 MECZ 1/4 FINALU CWIERCFINAL PUCHARU POLSKI SEZON 2018/19: RAKOW CZESTOCHOWA - LEGIA WARSZAWA --- 1/4 FINAL QUARTERFINAL OF POLISH CUP FOOTBALL MATCH: RAKOW CZESTOCHOWA - LEGIA WARSAW PILKARZE RAKOWA IGOR SAPALA FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

MACIEJ DOMAŃSKI

Dyszka. I jego transfer do nas to też był strzał w dyszkę. Bardzo ruchliwy, dynamika, technika, panowanie nad piłką – wszystko to na najwyższym poziomie. Taki trochę Carlitos, tylko młodszy i nasz, polski. Do tego świetny człowiek. I jeśli powiedziałem, że my generalnie jesteśmy profesjonalni, to on jest profesjonalistą do kwadratu. Dba o każdy szczegół. Wielkie wzmocnienie naszego zespołu. 

RAFAŁ FIGIEL

Dla mnie to zawsze będzie kapitan. Ale i przyjaciel. Chodzimy na wspólne spacery razem z rodzinami, więc kontakt mamy nie tylko w klubie. Rafał jest ultrawymagający. Gdy przychodziłem do Rakowa, czasami zastanawiałem się, o co temu gościowi właściwie chodzi. A chodziło mu o to, byśmy my – nowi wówczas zawodnicy – ani przez chwilę nie spodziewali się, że będzie łatwo i przyjemnie. Jak jesteś w drużynie z „Figo”, to albo zapierdalasz, albo on patrzy na ciebie takim karcącym, wymownym spojrzeniem. Nie ma laby. Myślę, że fajnie ze sobą współpracujemy jako kapitanowie. Ja staram się bardziej nakręcać drużynę pozytywnie, a on jest tym, który potrafi powiedzieć kilka gorzkich słów, gdy trzeba to zrobić. Klasycznie. Dobry i zły policjant. Bez „Figo” nie ma Rakowa. 

PATRYK KUN

A może raczej Patryk Koń? Bo zdrowie, szybkość i wydolność to on ma jak rasowa wyścigówka. W Stomilu grałem z jego bratem Dominikiem. To naprawdę bardzo dobry zawodnik, ale pamiętam, jak powtarzał mi: „Ja to nic. Obczaj, co z piłką robi mój brat”. „Kunio” to kozak. Przyszły reprezentant – o to się mogę założyć. Zabrać mu piłkę? Nie znam wielu, którzy to potrafią. Na pewno nie w pojedynkę. No i ta lewa nóżka. Miód. Cichy i spokojny, ale fajnie się wkomponował w zespół. Pytałeś ostatnio, dlaczego w wieku 23 lat nosi sprzęt? Może czuje się młodszy, niż jest? A tak poważnie to u nas jest inaczej. Noszenie sprzętu to żadna ujma. Sam czasem noszę. Myślę, że Patryk pokazuje w ten sposób swoje przywiązanie do grupy. Że może być najlepszym zawodnikiem w co drugim meczu, ale i tak najważniejsza jest drużyna.

MARCIN LISTKOWSKI

Chłopak z ekstraklasy. Przez jakiś czas trudno było znaleźć dla niego pozycję, bo gramy trochę inaczej niż Pogoń. W końcu jednak wylądował na ósemce. I co tu dużo mówić – odnalazł się na niej kapitalnie. Lubi być pod grą, jest trochę jak Piotrek Zieliński. Sztab zwraca mu uwagę na pewne mankamenty, a „Listek” nie gada, tylko pracuje, by poprawiać swoją dyspozycję w każdym aspekcie. Wielki szacun dla tego chłopaka. Kolejny z tych, dla których zaklepałbym miejsce w reprezentacji. Tym bardziej, że wciąż jest bardzo młody. Młodzieżówka już go powołuje. Wkrótce odezwą się też „dorośli”. Jestem o tym przekonany.

PIOTR MALINOWSKI

„Ma-li-na! Ma-li-na!”. Nasza legenda. Wychowanek, człowiek stąd, który dla Rakowa potrafi grać przez czterdzieści pięć minut z pięciocentymetrową wyrwą w głowie. Najciekawsze jest to, że on w ogóle nie stara się o swoją popularność. Nie słowami, a czynami ją sobie wywalczył. „Malina” w ogóle niewiele mówi. A jeśli już coś mówi, to zawsze konkretnie i na temat. No i jeszcze jedna rzecz, warta najwyższego szacunku. To, że wieku 35 lat można tak kapitalnie wyglądać fizycznie. Nie chodzi mi jedynie o sylwetkę. Parametry to coś, co szokuje. Marzę o tym, by w wieku Piotrka tak fantastycznie wyglądać na boisku. Czasami pytam go, jak to robi. A on tylko wzrusza ramionami. Po prostu profesjonalista w każdym calu. Trener Papszun potrafił wydobyć z niego wszystko, co najlepsze. 

CZESTOCHOWA 13.03.2019 MECZ 1/4 FINALU CWIERCFINAL PUCHARU POLSKI SEZON 2018/19: RAKOW CZESTOCHOWA - LEGIA WARSZAWA --- 1/4 FINAL QUARTERFINAL OF POLISH CUP FOOTBALL MATCH: RAKOW CZESTOCHOWA - LEGIA WARSAW ANDRZEJ NIEWULIS PIOTR MALINOWSKI FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

DAMIAN MICHALIK

Nowa postać w naszej drużynie. Jeszcze bez debiutu, ale myślę, że to kwestia czasu. Musi się jeszcze dopasować do naszego stylu, a to nie jest łatwe. Tym bardziej, że on jest klasyczną dziesiątką, a u nas na tej pozycji jest duża i silna konkurencja. Chłopak, który dużo myśli o rozwoju duchowym. W pierwszej kolejności myśli, a dopiero potem działa. To bardzo dobra kolejność, sam jestem zwolennikiem takiej. Nie będę za dużo gadać o Damianie, bo wciąż jeszcze się poznajemy, ale trzymam za niego kciuki i sam jest ciekaw, jak rozwinie się jego kariera. 

KAROL MONDEK

Wesołek. Jak zaczyna mówić po słowacku, jeszcze z tą swoją mimiką, to turlamy się ze śmiechu po posadzce. Facet, który jest absolutną gwarancją dobrego nastroju w szatni. A w każdym razie w naszej, bo u przeciwnika to potrafią na niego mocno narzekać. „Mondi” uprzykrza rywalowi życie, jak tylko może. A może dużo. Zawodnik trochę w typie Piotrka Malinowskiego. Waleczny, nigdy się nie poddaje, nigdy nie odstawia nogi. Czasami przeciwnicy go lekceważą ze względu na niewielką posturę. Ale zwykle tylko przez pierwsze pięć minut meczu. Potem już wiedzą, na kogo trafili. 

KAROL NOISZEWSKI

Nie byłem zaskoczony, gdy klub podpisywał z nim kontrakt, ale gdy przychodził, nie wydawał mi się graczem gotowym na pierwszą ligę. Ma dopiero 19 lat. Tymczasem w kilka miesięcy zrobił tak niesamowity postęp, że dostał nagrodę w postaci występu z Jastrzębiem. Wydaje mi się nawet, że gdyby nie uraz, którego doznał pod koniec obozu w Turcji, już łapałby się do pierwszego składu. Naprawdę świetnie wygląda. A w dodatku jest uniwersalny, może grać na kilku pozycjach. Przyszłość Rakowa. 

IGOR SAPAŁA

Podobny typ do Arka Kasperkiewicza. Potrafi zachować niesamowity spokój na boisku, a to bardzo cenna cecha u środkowego pomocnika. Do tego ma genialne podanie. Poza piłkarskimi aspektami jest bardzo pewny siebie. Grał już trochę w ekstraklasie, strzelił nawet bramkę na Legii. Teraz przed spotkaniem podpytywałem go, ile dla niego znaczy ten mecz, ale odpowiedź była dokładnie taka, jakiej się spodziewałem: „no co, spotkanie jakich wiele”. Ten facet bardzo poważne złamał rękę w meczu przeciwko Warcie w Poznaniu pod koniec września. Myślicie, że jeszcze o tym pamięta? Zapewniam was, że nie pamiętał już w październiku. Niezniszczalny typ. 

PETR SCHWARZ

Niezwykle ciekawa postać. Początkowo stanowił dla mnie zagadkę. Jakoś na siebie nie wpadaliśmy. Zwykłe „cześć”, „cześć” i tyle. Aż w końcu tak się złożyło, że trafiliśmy razem do pokoju na jednym z wyjazdów i z miejsca okazało się, że to fantastyczny człowiek. Nagle wyszło, że mamy masę tematów do przegadania, bo interesują nas podobne rzeczy. Sporotowo genialnie odpalił i bardzo się z tego cieszę. Co i rusz trafia do jakiegoś rankingu i bardzo zasłużenie. Ma niesamowite serducho do gry. Przeciwko Legii czy wcześniej Lechowi pokazał, że na ekstraklasę jest już gotowy. Jeden z tych spośród nas, którzy będą się tam wyróżniać. 

MIŁOSZ SZCZEPAŃSKI

Ogromny talent. Jeszcze ledwie dzieciak, ale przyznam, że choć wiele już widziałem w życiu, to jego kreatywność zadziwia nawet mnie. Nie tylko potrafi wszystko zagrać. On te zagrania najpierw wymyśla, w ułamku sekundy. Ma taki luz, dzięki któremu wszystko, co robi na boisku, wygląda po prostu zajebiście. Nawet gdyby się potknął o własną nogę, to ludzie będą to chcieli oglądać na powtórkach. Nie chciałbym go przesadnie pompować, bo wiadomo, na młodych trzeba chuchać i dmuchać, ale ma dużą szansę na karierę. Mam na myśli KARIERĘ.  

CZESTOCHOWA 13.03.2019 MECZ 1/4 FINALU CWIERCFINAL PUCHARU POLSKI SEZON 2018/19: RAKOW CZESTOCHOWA - LEGIA WARSZAWA --- 1/4 FINAL QUARTERFINAL OF POLISH CUP FOOTBALL MATCH: RAKOW CZESTOCHOWA - LEGIA WARSAW PATRICK FRIDAY EZE ANDRZEJ NIEWULIS FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

PATRICK FRIDAY EZE

Nasz własny Piątek. Nowy, a już strzela. Nie znamy go jeszcze za dobrze, ale już mu ufamy, co świadczy o nim jak najlepiej. Poukładany, doświadczony, bardzo otwarty. Już w meczu z Legią pokazał swoje atuty – siłę czy utrzymywanie piłki. Na pewno bardzo nam się przyda. Zaimponowało mi, że do szatni wszedł razem z drzwiami. Zero kompleksów, zero nieśmiałości, od razu po wejściu żarciki na całego. Byłem w lekkim szoku. To były król strzelców ligi serbskiej, grał też w Turcji. Mógłby się kreować na gwiazdę, ale jego to nie interesuje. Pozytywna postać i myślę, że spore wzmocnienie.

SZYMON LEWICKI

Fantastyczny facet, który według mnie zasługuje na więcej, niż dotąd wywalczył. On sam zdaje sobie chyba z tego sprawę. Ostatnio przeszedł gruntowną przemianę. Uznał, że oczekuje od siebie więcej i pracuje teraz za dwóch. To bardzo nietypowe jak na zawodnika w jego wieku. I budzi ogromny szacunek. Wcześniej, choć strzelał wiele goli w pierwszej lidze, nie udawało mu się zaistnieć w ekstraklasie, ale jestem pewien, że teraz to się zmieni. Będzie jak… „Lewy”!

SEBASTIAN MUSIOLIK

Wkurzył mnie na pierwszy treningu, bo zupełnie nie mogłem sobie z nim poradzić. Bardzo trudno go upilnować. Może tego na pierwszy rzut oka nie widać, ale jest naprawdę szybki. Stawia potężne kroki. Ja muszę postawić dwa, by przebiec tyle, co on za jednym. Ma już przeszłość ekstraklasową, więc wie co i jak. Bardzo dużo pracuje. Nie tylko na boisku, ale i z trenerem mentalnym. Widać, że chce się rozwijać na każdej płaszczyźnie. Już za moment to będzie kawał napadziora. Zresztą wystarczy spojrzeć na to, jak rozpoczął rundę. 

MATEUSZ ZACHARA

Nikt z nas nie ma takiej przeszłości ekstraklasowej jak „Zaki”. Ja do dziś czasami oglądam w internecie urywki z jego golami z czasów Górnika czy Wisły. Kariera nie ułożyła mu się tak, jakby sobie wymarzył, ale tak to już bywa. Tacy zawodnicy albo się poddają, albo zaczynają wszystko od nowa. „Zaki” należy do tych drugich. Trudno mi nawet wyrazić słowami szacunek, jakim go darzę. Tym bardziej, że sam miałem w swojej karierze zakręty. Ba, zakręty. Całe serpentyny. Matusz wrócił do domu, zszedł o ligę niżej, a wszystko po to by jeszcze poczuć to coś. Tę radość z gry. I choć dostaje teraz inne zadania, niż te, do których jest przyzwyczajony, choć biega w innym sektorze boiska, to z punktu widzenia wartości drużyny jest po prostu niezastąpiony. A jeśli ktoś z kibiców już go skreślił, to wkrótce będzie sobie pluł w brodę. Zakładając, że awansujemy, myślę, że to właśnie „Zaki” strzeli pierwszego gola w ekstraklasie. 

TRENER MAREK PAPSZUN

Mózg całej operacji. Ten system gry, który się tak dobrze przyjął, to dzieło trenera i jego sztabu. Na nikim się nie wzorował, wszystko stworzył od zera. Wkrótce to na nim będą się wzorować. Ja przez półtora roku pod jego wodzą rozwinąłem się bardziej niż przez całą wcześniejszą przygodę z piłką. Dziś gdy oglądam mecze, zwracam dzięki temu uwagę na rzeczy, których nigdy wcześniej nie dostrzegałem. Czasami to są sprawy tak proste, że powinienem się ich nauczyć już na poziomie juniorskim. Jeśli się nie nauczyłem, to teraz mogłem uzupełnić swoje braki. A czasami wyłapuję takie, których sama analiza zajmuje mi kilka dni. Trener pilnuje, byśmy bezustannie pogłębiali swoją wiedzę i korygowali błędy, nawet jeśli są nieznaczne.

Trener ma nieprawdopodobną wiedzę. Rządzi w drużynie twardą ręką, ale my i tak pójdziemy za nim w ogień. Jesteśmy bardzo świadomą drużyną i wiemy, co jest dla nas najlepsze. Najlepszy jest dla nas trener Papszun. Prócz tego wszystkiego, trener posiada niesamowitą umiejętność otaczania się właściwymi ludźmi. On i sztab uzupełniają się tak dobrze, że traktujemy ich jak jeden organizm.

Do trenera można przyjść z każdym problemem. Ja jako kapitan pełnię rolę łącznika, ale dla wszystkich znajdzie czas. Każdy z nas wie, jaką trener mu wyznacza rolę w organizacji. Przyjmujemy to bez gadania, bo wiemy, że to jest dla nas korzystne. Jako drużyna mamy z trenerem naprawdę dobry kontakt. 

Przygotował MATEUSZ ROKUSZEWSKI

Fot. FotoPyK

KOMENTARZE (1)