Nowa gra w „Gumę”
Inne sporty

Nowa gra w „Gumę”

Paweł Zagumny wybitnym rozgrywającym był, ale jak wiadomo często dostawało mu się za zagrywkę. Że jego float był leciutki, że gdy inni łomotali z prędkością ponad 100 km/h, on puszczał „samolociki”. Kiedy jeden z dziennikarzy zapytał go, dlaczego jego serwis jest tak prosty w odbiorze, odpowiedział jednak delikwentowi krótko: „No to stań i odbierz”. Bo jego taktyczny serwis był w rzeczywistości precyzyjny i przemyślany. Piłka, która najpierw umierała z nudów w powietrzu, później nieoczekiwanie zmieniała tor lotu i była wredna dla przyjmującego.  

Nie mamy nic przeciwko, żeby kadencja „Gumy” w fotelu szefa Polskiej Ligi Siatkówki była trochę jak jego serwis, czyli spokojna, ale jednak celna i skuteczna. Tym bardziej, że na brak zajęć nie będzie mógł narzekać. Jakie problemy do rozwiązania znalazły się w notesie pana prezesa?    

Jest pierwszym przedstawicielem urodzonej w 2006 r. złoto-srebrnej reprezentacji na tak ważnym stanowisku. Owszem, wybitni kadrowicze są dziś prezesami ZAKSY, Resovii czy ONICO, ale dopiero on będzie mógł realnie kształtować siatkarską politykę w skali makro. Nominacja Pawła Zagumnego na prezesa Polskiej Ligi Siatkówki nie jest jednak żadnym zaskoczeniem, bo taki siatkarski mózg po prostu musiał zostać wykorzystany w roli działacza. Tym bardziej, że już w momencie zakończenia kariery stawiał on sprawę jasno – żadnej trenerki. Chociaż niektórzy widzieli w nim nawet przyszłego selekcjonera reprezentacji.

Dwadzieścia pięć lat spędziłem na hali i chyba już mi wystarczy. Nie bójcie się, trenerem nie zostanę i nie „położę” polskiej siatkówki – mówił trzy lata temu przy okazji symbolicznego pożegnania z drużyną narodową w katowickim Spodku.

Polskiej siatki nie położył, mało tego, szybko miał ją rozwijać. Pierwszą okazją było stanowisko dyrektora sportowego, a następnie wiceprezesa w ONICO Warszawa. Przygoda ze stołecznym klubem potrwała jednak tylko rok, bo w kwietniu 2018 r. Zagumny został zdymisjonowany w pakiecie z wieloletnią prezes Jolantą Dolecką. Jakie były kulisy zwolnienia? Dokładnie nie wiadomo. Oficjalnie był to efekt braku awansu zespołu do „szóstki” po sezonie zasadniczym, a nieoficjalnie – bo taka opinia też się pojawiała – właściciel klubu nie był ponoć zadowolony z zaangażowania byłego rozgrywającego w nowe obowiązki. Obojętnie jaka była prawda, taka decyzja i tak wywołała konsternację w środowisku. Były reprezentant Polski Damian Dacewicz w programie „7 Strefa” powiedział nawet, że legenda naszej siatkówki została potraktowana tak, jak niektórzy polscy przedsiębiorcy traktują niepotrzebnych już robotników ze wschodu. W domyśle – dostał kopa w dupę.

Po krótkiej przygodzie w roli eksperta telewizyjnego wrócił jednak do gry i to jako główny rozgrywający. Od teraz będzie odpowiadał za rozwój PlusLigi i Ligi Siatkówki Kobiet.

Całkiem niedawno skończył grać, potem zobaczył na czym polega praca w klubie, a teraz czas na szefa całych rozgrywek. Zna ligę z każdej strony, dlatego myślę, że jest do tego świetnie przygotowany – mówi Żelisław Żyżyński, komentator siatkówki na antenie Canal+. Jak twierdzi, przeszkodą nie będzie też jego wizerunek introwertyka, bo tak postrzega go wielu kibiców: – To będzie dla niego wyzwanie, ale Paweł potrafi zaskakiwać. Przez ostatnie dwa miesiące współpracowaliśmy z nim przy Lidze Mistrzów i wielu kolegów z redakcji zaskoczył. Okazało się, że to jednak fajny gość z dużym poczuciem humoru. Pamiętam, że komentując pierwszy mecz z Bartkiem Gleniem wielu było zdziwionych, bo posiadanie mikrofonu było wręcz po stronie Pawła Zagumnego. Uważali go za mruka, tymczasem on miał bardzo dużo do powiedzenia i ciekawie wypadł w roli komentującego.

Paweł ma taki charakter, jaki ma, ale kto wie, być może to też pozwoliło mu zostać tak wielkim siatkarzem? Widzę jednak, że coraz bardziej otwiera się na środowisko, jest zdecydowanie bardziej komunikatywny. Kiedyś było trudno z nim rozmawiać, bo był bardzo skoncentrowany na graniu, teraz jest zdecydowanie bardziej otwarty na kontakty, bo wie, że to jest po prostu potrzebne do jego pracy – dodaje mistrz olimpijski i świata Ryszard Bosek.

Pilnowanie wypłacalności, wsparcie biznesowe

Dobrze, wystarczy już spijania sobie z dzióbków, czas zadać pytanie, jakie najważniejsze wyzwania stoją przed „Gumą”?

Zagumny bez wątpienia łapie za kierownicę w PLS w niełatwym momencie. Liga w krótkim czasie dostała dwa bolesne wizerunkowe strzały: najpierw po upadku i wycofaniu z rozgrywek Stoczni Szczecin, później po aferze finansowej w ZAKSIE Kędzierzyn-Koźle, gdzie szemrany menadżer rzekomo skroił trzech zawodników i dwóch trenerów na 2,5 mln zł. Oczywiście, to nie Polska Liga Siatkówki doprowadziła do zatonięcia Stoczni i to nie ona orżnęła zagraniczne gwiazdy z Kędzierzyna, ale w świat i tak poszedł smutny komunikat: w lidze mistrzów świata zdarzają się kluby-wydmuszki, a zawodnicy tracą pieniądze. Nowy szef, oprócz znalezienia recepty na problemy organizacyjne ligi, ma więc też sprawić, aby wróciła ona na właściwe tory pod względem wizerunkowym.

Czy w życiu podejmuję decyzje tak samo szybko, jak pod siatką? Jest całkiem odwrotnie! Rzadko bywam spontaniczny. Przykładowo: zanim kupię jakiś sprzęt do domu, muszę te kwestię przemyśleć dziesięć razy. Powoli i dogłębnie – mówił na Weszło Paweł Zagumny, kiedy rozmawialiśmy z nim podczas jego ostatniego sezonu na parkietach PlusLigi. Jako prezes będzie musiał pewne kwestie przemyśleć nawet jedenaście razy, dlatego też na początek swojej kadencji urządził trip po Polsce, podczas którego chce osobiście porozmawiać z szefami klubów.

Wiadomo już, że jeśli chodzi o „plan Zagumnego”, na pierwszy ogień mają pójść trzy tematy: uszczelnienie procesu licencyjnego, który pozwoliłby uniknąć szczecińskiej powtórki (obecnie licencje wydaje Polski Związek Piłki Siatkowej, a PLS wiedzę o zaległościach czerpie jedynie z oświadczeń zarządu spółek, czyli władz klubów), podniesienie poziomu sędziowania (m.in. sposób oceny sytuacji nieobjętych systemem challenge, usprawnienie komunikacji między sędziami) oraz rozpoczęcie poszukiwań sponsora tytularnego dla Ligi Siatkówki Kobiet.

2016.10.01 Warszawa, Hala Torwar, Siatkowka mezczyzn , PlusLiga sezon 2016/2017 Mecz Onico AZS Politechnika Warszawska - Asseco Resovia Rzeszow N/Z Pawel Zagumny FOTO Rafal Oleksiewicz / PressFocus / NEWSPIX.PL --- Newspix.pl *** Local Caption *** www.newspix.pl mail us: info@newspix.pl call us: 0048 022 23 22 222 --- Polish Picture Agency by Ringier Axel Springer Poland

Największym problemem, z którym musi zmierzyć się nowy sternik PLS, jest bez wątpienia finansowanie klubów PlusLigi i LSK. Chociaż rozgrywki cały czas są bardzo dobrze opakowane, to jednak pod błyszczącą karoserią nie brakuje rzężących silników. Po pierwsze, część klubów wciąż nie ma tytularnego sponsora, który zapewniłby stabilizację finansową, a po drugie, między bajki Hansa Christiana Andersena można wrzucić głos, że we wszystkich klubach zawodnicy i zawodniczki dostają wypłaty na czas.

To oczywiste, liga musi dopilnować, aby każdy klub był wypłacalny. Zawodnik musi mieć świadomość, że pieniądze będą wypłacone na czas i że liga będzie dbała o jego kontrakt także w inny sposób. Sugerowałbym chociażby standaryzowanie kontraktów, bo wiemy, że w przypadku kontuzji zachowania klubów bywają różne. Niektóre mają lepsze ubezpieczenia, inne gorsze, a gracz musi mieć pewność, że zawarta umowa gwarantuje mu bezpieczeństwo nawet w przypadku kontuzji – mówi Żyżyński. – Paweł jest bardzo rozpoznawalną postacią, ale jeśli chodzi o sponsorów, to oczywiście nie on ma przyprowadzać ich do klubów. Bardziej chodzi tutaj o całkowitą jawność ligi, prowadzenie działań wizerunkowych, które pokażą, że takich afer jak ostatnio już nie będzie. Liga musi być uznawana za bardzo stabilną, każdy musi wiedzieć, że pracują tam poważni ludzie na poziomie i sponsoring będzie dobrą inwestycją.

Część klubów, szczególnie z dołu tabeli, ma problemy finansowe i nie rozwija się. Należy zorganizować grupę ekspertów, którzy pomogą im w szukaniu nowych rozwiązań finansowych, bo większe budżety naturalnie podniosą poziom grania. Mówię tu także o pomocy dotyczącej przyciągania nawet mniejszych sponsorów i utrzymania ich przy sobie. Chodzi o to, żeby nasza siatkówka nie zadowoliła się tym, co ma. Ta dyscyplina jest dziś w Polsce bardzo wysoko, ale nie możemy zapaść w letarg i wierzyć, że tak będzie przez kolejne dziesięć lat. Kto stoi w miejscu, ten się cofa. Zwiększenie finansowania klubów będzie dla Zagumnego najtrudniejszym zadaniem – dodaje Ryszard Bosek, który jest też prezesem Stowarzyszenia Wspieramy Polską Siatkówkę.

Czy duże nazwisko pozwoli na duże zmiany?

Polska Liga Siatkówki w swojej dość opasłej strategii rozwoju na lata 2018-2022 wyszczególnia jeszcze kilka innych problemów do rozwiązania. Są to: malejąca frekwencja na trybunach (chociaż ten sezon jest akurat lepszy, ostatnio pisaliśmy o tym TUTAJ), zróżnicowany poziom organizacyjny klubów, brak wystarczającej współpracy pomiędzy ligą a klubami w realizacji wspólnych projektów, duże dysproporcje w zakresie wiedzy menadżerów, średni poziom sportowy Ligi Siatkówki Kobiet, a także niska rozpoznawalność PLS jako organizacji i częste… mylenie jej z PZPS.

Wygląda na to, że nowy prezes nie będzie majstrował za to przy kształcie rozgrywek. Paweł Zagumny krótko po wyborze przyznawał, że nie jest zwolennikiem zamkniętej ligi i popiera system spadków i awansów. A przypomnijmy, że od sezonu 2019/2020 z PlusLigi leci ostatnia ekipa, a mistrz pierwszej ligi uzyska bezpośredni awans. Pozwoli to ograniczyć liczbę meczów o Puchar Pietruszki.

Zmian bez wątpienia wymaga za to kształt terminarza, chociaż tutaj akurat władze naszej ligi pole manewru mają niewielkie. Ligowy rozkład jazdy jest ściśnięty do siedmiu miesięcy tradycyjnie przez przeładowany sezon reprezentacyjny. Ten w 2019 r. potrwa na przykład od maja aż do połowy października. Skutkuje to tym, że część kolejek rozgrywanych jest w środku tygodnia, a kibice, którzy mogą czuć lekki przesyt siatkówki, gubią się już czasami, którą kolejkę oglądają. Mówiąc inaczej, jeśli władze FIVB i CEV nie pójdą w końcu po rozum do głowy i nie zmienią skostniałego kalendarza reprezentacyjnego, liga wciąż będzie gnała jak francuskie TGV. Rolą Zagumnego – jako byłego wybitnego gracza – będzie lobbowanie i próba dopchania się do stołu, przy którym zapadają kluczowe decyzje.

Żelisław Żyżyński: – Mówimy tutaj chociażby o powstałej niedawno organizacji klubów profesjonalnych, na czele której stoi Ivan Miljković. Jest to organizacja, która ma też zastanowić się nad kształtem terminarza, dlatego od takiej osoby jak Paweł Zagumny oczekiwałbym, że dotrze do Miljkovicia i sprawi, że bardzo medialna polska liga będzie miała sporo do powiedzenia w rozmowach z FIVB i CEV. Chciałbym, żeby nasza liga miała dużo do powiedzenia w dyskusji, czy sezon reprezentacyjny ma być wciąż tym letnim, czy należy zrobić jednak przerwy na kadrę w trakcie sezonu klubowego. Ten drugi układ na pewno byłby zdrowszy dla ligi.

Nasz mistrz świata i Europy ma więc o co walczyć. W sumie tak naprawdę za wiele więc się nie zmieniło, „Guma” w dalszym ciągu będzie musiał rozgrywać i tak kombinować, żeby zgubić blok. Z tą różnicą, że za parkiet robią teraz gabinety działaczy.

Mam nadzieję, że Paweł przede wszystkim pokaże, że to on jest tam rozgrywającym, a nie że realizuje ty­­lko polecenia trenera. Żeby nie narażał się na zarzuty, że jest tylko twarzą tej ligi, bo zarządza nią ktoś inny – kończy Żyżyński.

RAFAŁ BIEŃKOWSKI

Fot. Newspix.pl

KOMENTARZE (0)