Dla Bednarka wyszło słońce. Świetne recenzje za mecz z Chelsea
Anglia

Dla Bednarka wyszło słońce. Świetne recenzje za mecz z Chelsea

Chyba czas napisać wprost – Jan Bednarek został podstawowym zawodnikiem klubu z Premier League. To nie epizodzik, który Polak odgrywa pod nieobecność kontuzjowanych kolegów. To nie szansa uzyskana podczas przeglądu wojsk przez nowego trenera. Polak gra, jest chwalony i rośnie w oczach. Cierpliwość się opłaciła.

Trener Ralph Hasenhüttl zdecydował się na osiem zmian w składzie Świętych w porównaniu do meczu z Manchesterem City. W wyjściowym składzie na starcie z Chelsea ostali się jednie pomocnicy James Ward-Prowse i Oriol Romeu oraz stoper Jan Bednarek. Tak, ten Bednarek, który w pierwszych piętnastu kolejkach rozegrał dokładnie 6% możliwych minut (80 z 1350 dostępnych). I który – wydawałoby się – jest już na głębokim aucie. Ale żaden z piłkarzy Southampton nie jest tak wielkim beneficjentem zmiany trenera. Mark Hughes przez długi czas uznawał, że Polak nie nadaje się do grania. Dał mu 35 minut przeciwko Liverpoolowi i połowę w starciu z Chelsea, a później odstawił go od składu. Często nie tylko od wyjściowej jedenastki, ale w ogóle od kadry meczowej. Święci dostawali 1:6 od Manchesteru City czy 1:3 od Tottenhamu, wygrali ledwie jeden mecz na piętnaście możliwych, tylko trzykrotnie zachowali czyste konto – cokolwiek się działo, Bednarek i tak nie grał.

Aż wreszcie Hughes wyleciał z roboty, zastąpił go wspomniany Hasenhüttl i nastąpiła odwilż. Bednarek otrzepał z kurzu strój meczowy i zaczął pracować także w weekendy. Od przyjścia Austriaka do klubu bilans reprezentanta Polski wygląda następująco:

– vs. Cardiff – 90 minut

– vs. Arsenal – 90 minut

– vs. Huddersfield – 90 minut

– vs. West Ham United – 90 minut

– vs. Manchester City – 90 minut

– vs. Chelsea – 90 minut

Takiej serii w Anglii jeszcze nie miał, bo w końcówce zeszłego sezonu – gdy Świętym zaczęło się palić w dupce – zaliczył pięć meczów z rzędu, a na ostatni wypadł z kontuzją. Zresztą to był dziwny okres – Hughesowi zaczęli wypadać kolejni stoperzy, wreszcie z braku laku postawił na Bednarka, ten grał dobrze i wydawało się, że w nowym sezonie dostanie chociażby jakieś ochłapy. Ale trener odstawił go na boczny tor. Dlaczego? Chcielibyśmy wiedzieć. Ale Bednarek latem nie chciał odchodzić na wypożyczenie, choć oferty były – nie tylko z niższych lig angielskich, ale i z zagranicy. Ambicji temu chłopakowi odmówić nie można. Gdy nie grał wcale w zeszłym sezonie, to ściągnął swoich trenerów indywidualnych od przygotowania fizycznego, z którymi pracował jeszcze za czasów Lecha. Był też w ciągłym kontakcie ze swoim bratem Filipem, który nie tylko gra w piłkę, ale i szkoli się w zakresie treningu mentalnym.

No dobra, zatem Bednarek gra, ale czy gra dobrze? W tych sześciu kolejkach bywały starcia kiepskawe – jak to z West Hamem, gdy Felipe Anderson dał mu się we znaki, czy to ostatnie z Manchesterem City, gdy razem z kolegami został wrzucony na karuzelę. Ale z Chelsea zagrał pewnie, solidnie i wreszcie na zero z tyłu. Po raz ostatni Southampton nie stracił bramki z Bednarkiem w składzie w maju zeszłego roku, gdy Święci ograli Swansea 1:0. W środowym spotkaniu zaliczył cztery przechwyty, pięć wybić, zablokował dwa strzały, miał najwięcej podań spośród stoperów Southampton. Zarobił też żółtą kartkę za faul na Moracie (złośliwi powiedzieliby, że bezsensowny, bo przecież jak może zagrozić ci Morata). Dobrze radził sobie z Edenem Hazardem, który urwał mu się tylko raz, gdy wyskoczył zza pleców Polaka do prostopadłej piłki, ale silny strzał Belga na twarz przyjął bramkarz gości.

Generalnie wychowanek Lecha pozostawił po sobie dobre wrażenie i potwierdzają to noty, które wystawili mu angielscy dziennikarze.

– Sky Sports – 7/10, wyżej ocenieni tylko Angus Gunn (bramkarz) i Maya Yoshida (jeden z trzech stoperów)

– Read Southamton – 8/10, wyżej tylko Yoshida, adnotacja przy ocenie – w pierwszej połowie zaliczył nierozważny atak, ale był imponujący w defensywie przez resztę spotkania

– WhoScored – 7,0/10, ocena wystawiona na podstawie algorytmu liczącego zdarzenia boiskowe, wyżej Yohshida, Gunn, Vestergaard, Valery i Armstrong

– DailyMail – 7,5/10, najwyżej oceniony ze wszystkich piłkarzy

Klub reprezentanta Polski poprawił nieco wyniki za kadencji nowego trenera (bilans za Hasenhüttla: 2-1-3), ale wciąż znajduje się w strefie spadkowej. Dla Bednarka i spółki mamy jednak dobre wieści – nadchodzi nieco lżejszy terminarz. Po starciach z City czy Chelsea trzeba się jeszcze przemęczyć z Leicester, ale później przyjdą mecze, w których o punkty będzie ciut łatwiej. Będą to spotkania kolejno z Evertonem (D), Crystal Palace (D), Burnley (W) i Cardiff (D), później trudny mecz z Arsenalem (W) i starcie z Fulham (D). Biorąc pod uwagę jak spłaszczona jest tabela u swej podstawy (do czternastego Crystal Palace Święci tracą tylko sześć punktów) wcale nie zdziwimy się, jeśli na koniec lutego Southampton będzie miał kilka punktów przewagi nad czerwoną kreską.

Dla Bednarka wyszło słońce. Kibice go chwalą, drużyna zaczęła grać lepiej, a on sam wygląda coraz pewniej. Nie widzimy powodów, dla których nagle miałby zostać odstawiony na boczny tor. Chłopaku, nic nie schrzań, graj tak dalej, a za miesiąc twoje akcje mogą stać jeszcze wyżej.

fot. NewsPix.pl

KOMENTARZE (7)