Karen Chaczanow – lepiej zapamiętajcie tego gościa
Inne sporty

Karen Chaczanow – lepiej zapamiętajcie tego gościa

Dwa wygrane turnieje w ciągu dwóch tygodni to coś, co zdarza się regularnie, jeśli nazywasz się Novak Djoković, albo Roger Federer. Ale w przypadku Karena Chaczanowa coś takiego raczej zdarza się dwa razy do roku, żeby nie powiedzieć – dwa razy w karierze. A jednak, 22-latek z Moskwy właśnie zawinął tytuł w Paryżu. Aha, w finale w dwóch setach odprawił wspomnianego Djokovicia.

Karen Chaczanow to nie jest anonimowy gracz, o ile ktoś interesuje się tenisem częściej niż przy okazji wielkoszlemowych finałów. Jest młody, wysoki (prawie 2 metry wzrostu), silny. I głodny sukcesów. Rok zaczynał w okolicy 50. miejsca w rankingu ATP, a skończy na obrzeżach pierwszej dziesiątki, będąc najmłodszym poza Aleksandrem Zwieriewem tenisistą w ścisłej czołówce. Mocno mu w tym pomogły ostatnie tygodnie. Najpierw wygrał imprezę w rodzinnej Moskwie, teraz triumfował w wielkim turnieju w Paryżu.

Jeśli ktokolwiek chciałby kwestionować wartość tej wygranej uwagami w stylu: wygrał, bo miał szczęście w losowaniu, a Djoković w finale był wykończony po półfinałowej bitwie z Federerem, od razu odpowiadamy: piramidalna bzdura.

No bo tak: pan Karen w miarę łatwego rywala w Paryżu miał może jednego: w drugiej rundzie walczył z Matthew Ebdenem, Amerykaninem, który do imprezy awansował jako lucky looser. Ale, ale… to wciąż zawodnik notowany w pierwszej 40 rankingu ATP. Wcześniej Chaczanow uporał się z Filipem Krajinoviviem (#35), a potem zaczął przegląd szeroko pojętej czołówki. Trzecia runda to bój z Johnem Isnerem, mierzącym 208 centymetrów specjalistą od zabójczych serwisów. Dziewiąty w rankingu Amerykanin znalazł jednak po drugiej stronie siatki godnego rywala, z którym przegrał 4:6, 7:6 (11-9), 6:7 (8-10). Co ciekawe, Isner był najwyżej notowanym przeciwnikiem, którego w tym roku pokonał Rosjanin. Cóż, rekord utrzymał się raczej krótko, bo w następnej rundzie już czekał wspomniany wcześniej Zwieriew (#5). Reprezentant Niemiec był faworytem, ale Chaczanow sprawił niemałą sensację, oddając mu w sumie trzy gemy (6:1, 6:2)! Wczoraj udowodnił, że nie był to przypadek, bo Dominika Thiema (#7) ograł niemal równie łatwo (6:4, 6:1).

Dziś po przeciwnej stronie kortu miał przeszkodę najtrudniejszą z trudnych, będącego w genialnej formie Novaka Djokovicia. Serb mógł się pochwalić nie tylko zwycięstwem nad Rogerem Federerem w spektakularnym półfinale, ale także serią 22 wygranych spotkań z rzędu. Cóż, ta seria, podobnie przeszła dziś do historii, podobnie jak Zwieriew, jako najwyżej notowany rywal, pokonany przez Chaczanowa. Wicelider rankingu ATP nie tylko nie zdołał przedłużyć genialnej passy, ale nawet nie był w stanie wygrać z Rosjaninem seta. Przegrał 5:7, 4:6 i momentami wyglądał na naprawdę zaszokowanego poziomem gry rywala.

Zasłużył na to trofeum i jestem absolutnie przekonany, że zobaczymy jeszcze wiele świetnych meczów w jego wykonaniu w przyszłości – komplementował Serb, który Paryż i tak opuszcza w znakomitym nastroju, bo 600 punktów za awans do finału pozwoli mu w jutrzejszym notowaniu przeskoczyć Rafę Nadala i odzyskać pierwsze miejsce w rankingu ATP

To zwycięstwo oznacza dla mnie wszystko – mówił wzruszony Chaczanow. – To najcenniejsza wygrana w mojej karierze. Nie mógłbym być szczęśliwszy. Nie da się lepiej zakończyć sezonu niż zdobywając tytuł po zwycięstwie nad Novakiem Djokoviciem, numerem jeden na świecie.

Chaczanow w jutrzejszym notowaniu ATP powinien znaleźć się na 12. pozycji, najwyżej z reprezentantów Rosji. Jak przekonuje Adam Romer, redaktor naczelny miesięcznika „Tenisklub”, to dla niego powinno być wyjątkowo istotne.

Od dobrych trzech lat Karen Chaczanow jest zaliczany do grona młodych – gniewnych, którzy mogą zająć miejsce starych mistrzów. Na pewno spośród młodych Rosjan gra w najbardziej spektakularny sposób. Andriej Rublew czy Danił Miedwiediew nie mają aż takiego talentu, jak on, ale są chyba większymi pracusiami. Chaczanow w Rosji jest kreowany na nowego Marata Safina – mówi Romer.

Porównania do Safina może są jeszcze trochę na wyrost, ale trudno się Rosjanom dziwić, że wypatrują wśród swoich tenisowych nadziei kogoś, kto pójdzie w ślady dwukrotnego mistrza wielkoszlemowego i numeru jeden w rankingu ATP. Nawiasem mówiąc, wielka kariera Marata zaczęła się od… finału turnieju w Paryżu 19 lat temu. Niespełna rok później wygrał US Open, potem triumfował w sumie trzy razy we francuskiej stolicy. Coś nam się wydaje, że Karen Chaczanow nie miałby absolutnie nic przeciwko temu, żeby pójść w jego ślady…

foto: newspix.pl

KOMENTARZE (2)