Luis Suarez znowu jest bestią
Hiszpania

Luis Suarez znowu jest bestią

Gdyby Barcelona nie popełniała błędów w obronie, mówilibyśmy o drużynie perfekcyjnej. Tak jednak nie jest, bo Blaugrana niemal w każdym meczu zalicza straszną gafę w defensywie. Nic więc dziwnego, że piłkarze Rayo Vallecano także poprawili dziś swój dorobek strzelecki. W końcu od 25 sierpnia w rozgrywkach ligowych Barcelonie strzelają wszyscy. Na szczęście fanów katalońskiego zespołu z długiego snu wybudził się Luis Suarez, bo inaczej byłoby krucho. 

Wydawało się przez dłuższy czas, że gospodarze do siatki dziś nie trafią. Przez pierwsze dwa kwadranse byli schowani za podwójną gardą i nawet nie próbowali atakować przyjezdnych. Wszystko zmieniło się po akcji, w której Raul de Tomas dostał świetne podanie, ale jego strzał minął słupek. Co się jednak odwlecze, to nie uciecze. Po jednym z dośrodkowań Lenglet wybił piłkę wprost pod nogi Jose Pozo, a ten popisał się niezwykle precyzyjnym uderzeniem z dystansu. Marc-Andre ter Stegen próbował interweniować, ale piłka odbiła się od słupka i wpadła do siatki.

Mistrzowie Hiszpanii strzelili szybko bramkę i przysnęło im się na długi czas. Początek Barcelony był naprawdę dobry, bo gola strzelił Luis Suarez, którego świetnie obsłużył Jordi Alba. Bramka padła po standardowej akcji, bo lewy obrońca Blaugrnay dostał piłkę z środka pola, przyjął i rozejrzał się, a następnie wystawił patelnie El Pistolero. Kataloński klasyk, ale spójrzcie sami:

Barcelonie brakowało dziś przede wszystkim Leo Messiego. Pod nieobecność Argentyńczyka nikt nie potrafił napędzać ataków katalońskiego zespołu. Jasne, Alba co jakiś czas robił szarżę na skrzydle i dograł do Suareza, ale takich akcji było zdecydowanie za mało. I nic w tym dziwnego, bo trudno liczyć, że boczny obrońca zastąpi w pełni jednego z najlepszych graczy w historii futbolu. W końcu rzeczywistość jest taka, że on żyje z podań Messiego, a nie odwrotnie. Choć trzeba Hiszpanowi i tak oddać, że udowodnił ekspertom swoją wartość w ostatnich spotkaniach. Wielu myślało, że bez kapitana nie będzie w stanie grać na wysokim poziomie, a rzeczywistość pokazała coś zupełnie innego.

Rayo Vallecano po doprowadzeniu do wyrównania poczuło krew. Gospodarze coraz szybciej zaczęli przemieszczać się do stref ofensywnych, co przynosiło efekt w postaci groźnych akcji. W sytuacji sam na sam z golkiperem był de Tomas, ale pojedynku nie wygrał. Innym razem z dystansu dwukrotnie uderzał Luis Advincula, lecz także bramek z tego nie było. Piłkę do siatki wpakował jednak Alvaro Garcia, który dobił futbolówkę do pustej bramki, po tym jak Raul de Tomas obił słupek bramki strzeżonej przez niemieckiego golkipera.

Nie od razu, ale stopniowo Barcelona trzeźwiała po stracie drugiej bramki. Wreszcie Luis Suarez i spółka zrozumieli, że muszą wrzucić wyższy bieg, bo wrócą do domu na tarczy. Podobnie do sprawy podchodził Ernesto Valverde, który zmienił bezbarwnych Rafinhę i Coutinho, a na boisko wprowadził Dembele i Munira. Co prawda żaden z nich nie wprowadził dużego ożywienia w grze swojego zespołu, ale ten pierwszy zdobył wyrównującą bramkę. Głową do Francuza dograł Gerard Pique, a ten pewnym, płaskim strzałem wpakował piłkę do bramki. Długo nie trzeba było czekać, a ponownie w tym meczu przemówił Luis Suarez, który tym razem na bramkę zamienił dośrodkowanie Sergiego Roberto

Nie taki diabeł straszny jak go malują. Kontuzja Messiego miała oznaczać kłopoty dla Barcelony, a tymczasem przyniosła więcej pożytku niż strat. Pod nieobecność 31-latka grę na siebie wziął Luis Suarez, który dzięki temu powrócił do wielkiej formy. Jordi Alba natomiast udowodnił wszystkim, że bez pomocy Argentyńczyka również jest świetnym piłkarzem. Do dobrej dyspozycji wrócił także Gerard Pique, ale ten powrót nie poprawił gry defensywnej Barcelony. Tak jak obrona była dziurawa, tak jak jest nadal.

Rayo Vallecano – FC Barcelona 2:3 (1:1)

0:1 Luis Suarez 11′

1:1 Jose Pozo 35′

2:1 Alvaro Garcia 57′

2:2 Ousmane Dembele 87′

2:3 Luis Suarez 90

Fot. NewsPix

KOMENTARZE (8)