Wszystko, co złe trafia we mnie. A ja nie chcę robić nic złego
Weszło Extra

Wszystko, co złe trafia we mnie. A ja nie chcę robić nic złego

Największy nieobecny ostatniego zgrupowania, Kamil Grosicki, wrócił przy drugim rozdaniu selekcjonera Brzęczka do kadry, więc nie mogliśmy sobie odmówić tej okazji i porozmawialiśmy dziś ze skrzydłowym Hull. O czym? Ano choćby:

– o mundialu („chcieliśmy mieć dwa ustawienia, a moim zdaniem powinniśmy poprawiać cały czas jeden wariant”, „czytałem raporty trenera, że ćwiczyliśmy o złej godzinie. Szczerze: ja nawet nie pamiętam, o której godzinie trenowaliśmy”),

– o burzy na jego social mediach („nie rozumieją mnie ludzie, którzy siedzą cały czas przed komputerem i hejtują”),

– o jego sytuacji w Hull („po tym zgrupowaniu wracam do klubu i mówię głośno: chcę być zawodnikiem pierwszego składu, gdyż na to zasługuję. Klub mnie potrzebuje, a ja potrzebuję klubu”).

Zapraszamy!

*

Masz wrażenie, że skupiłeś na sobie największą złość kibiców po mundialu? Nawet wpis, gdy pytasz o bilety na Włochy, odebrano skrajnie źle.

Jeśli ktoś mnie zna, wie, że żartowałem, Nie dodałem jednak uśmiechniętej buźki i kibice inaczej to odbierali, ale nie jestem jakimś wariatem, żeby prosić o bilety na kadrę. Chciałem tylko tę atmosferę lekko rozładować, ale niestety pojawiły się osoby, które moich żartów odebrać nie potrafią. Uważam, że są to ludzie, którzy siedzą cały czas przed komputerem i hejtują. Są najczęściej młodzi, więc powinni sobie znaleźć inny cel niż hejtowanie, bo to do niczego nie prowadzi. Każdy ma prawo do swojego głosu, ja też wiem, że niejednokrotnie dolałem benzyny do ognia, ale bez przesady, czasem przekraczano granice w tych komentarzach.

Z czegoś ta niechęć do ciebie jednak wynika. Gdyby coś podobnego zrobił – załóżmy – Glik, wszyscy by się śmiali i mówili: „ale ten Kamil ma dystans”.

Ja przez kilka ostatnich lat dużo wizerunkowo zyskałem. Kibice i dziennikarze mnie uwielbiali. Jednak po mistrzostwach pojawiły się zdjęcia z wakacji, moje odpowiedzi na różne komentarze i to kibiców zdenerwowało. Potem, co bym nie napisał, to by ze mną jechali. Teraz to się uspokoiło, ale wtedy nie miałem argumentów, by się bronić. Była we mnie też frustracja związana z nieudanym mundialem i pogubiłem się w tych social mediach. Jednak ja prowadzę je sam: chcę być otwarty i być sobą, a nie udawać kogoś innego. Mógłbym komuś zlecić, by pisał na tych kanałach banały, ale to nie jest coś, czego oczekują ode mnie fani i to nie jestem ja. Oni wolą wiedzieć, że to ja tam siedzę i sam piszę, mając z nimi bezpośredni kontakt. Nigdy nie udaję i tyle.

Ta frustracja wynikała z porażki na mundialu, braku transferu i braku powołania?

Tak. To wszystko mi buzowało w głowie, więc cieszę się, że skończyło się tylko na tym. Czasami człowiek ma dosyć wszystkiego i szuka kwadratowych jaj, a ja mimo tego jednak wytrzymałem ciśnienie.

Te „kwadratowe jaja” to takie rzeczy jak twoje demony z przeszłości?

Czasem masz słabszy moment i szukasz czegoś innego. Jednak wiedziałem, że muszę wziąć się za siebie, że koledzy grają w klubie i reprezentacji, a ja miałem wolne. Żona pytała mnie: „Co to ma być? Ty masz co trzy dni wolne?”. Bo rzeczywiście tak było, jeździłem co trzy dni do Londynu i tam zastanawiałem się nad wszystkim. A inni grali. Przez sierpień miałem więcej wolnego niż przez ostatnie lata kariery. To był dla mnie tragiczny okres: ten sierpień i jeszcze lipiec. Moja kariera się zatrzymała, musiałem to sobie poukładać.

Ktoś ci w tym pomógł? Żona, menadżer?

Nawet koledzy reagowali, a wiesz, jak to z nimi jest. Zawsze mówią: „będzie dobrze, będzie okej”, a tutaj już było „chłopie, sezon się zaczął, a ty masz wolne i gdzieś jeździsz. Zastanów się”. Żyłem myślą, że będzie transfer i odejdę. Jak mi powiedziano w sierpniu, że do końca miesiąca nie będę grał, by nie doznać kontuzji blokującej odejście, złapałem luz. Natomiast taki zły luz: trenowałem i tyle, na niczym innym mi nie zależało, tylko na transferze. Jednak to się ciągnęło i w końcu miałem tego dosyć.

Jak się wziąłeś za siebie?

Indywidualnymi treningami, rozmowami. Co zmieniłem: postanowiłem cieszyć się z tego, co mam. Mam klub, dobry kontrakt, jestem zdrowy, jestem teraz w reprezentacji. Nie patrzę w przyszłość i nie myślę o tym, czego nie ma, bo to zawsze doprowadzało mnie do złych momentów w karierze. Niejeden zawodnik chciałby grać w Anglii, w reprezentacji, zarabiać takie pieniądze, jakie ja zarabiam. Zacząłem to doceniać. Wcześniej wydawało mi się, że za mało zarabiam, gram tylko w Championship… Przestałem szukać tego, czego nie ma.

Ale żal do Hull chyba jednak masz o to, że nie puścili cię do Sportingu?

Rozumiem klub, bo płacił za mnie duże pieniądze i chciał jak najwięcej zarobić przy kolejnym transferze. Bardziej się zastanawiam, dlaczego zaakceptował gorszą ofertę z Bursy, a nie zaakceptował lepszej ze Sportingu. O to mam żal. Temat Turcji szybko mi wypadł z głowy, nie myślę o tym, że tam się nie udało tego transferu dopiąć. Wszystko było wyłożone na tacy, ale gdy dostałem ofertę ze Sportingu, to było dla mnie coś lepszego. Gdy nie wyszło, może nie byłem załamany, jednak źle się czułem, że znowu nie udało się dopiąć transferu.

KAZAN 24.06.2018 MISTRZOSTWA SWIATA W PILCE NOZNEJ 2018 GRUPA H MECZ: POLSKA - KOLUMBIA 3:0 --- 2018 FIFA WORLD CUP GROUP H MATCH: POLAND - COLOMBIA 3:0 SLAWOMIR PESZKO KAMIL GROSICKI KAMIL GLIK FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

A odpowiedź na pytanie, dlaczego mundial wypadł tak słabo, znalazłeś?

Przegraliśmy ten turniej mentalnie. Przegraliśmy go też w pierwszym meczu z Senegalem przez błędy indywidualne. Po tym spotkaniu widziałem, że zespół jest rozbity i nic dobrego się nie wydarzy. Jeszcze, gdybyśmy grali ten drugi mecz z Japonią, teoretycznie słabszym zespołem… A tutaj czekała Kolumbia, która też przegrała, a miała w swoim składzie świetnych zawodników. To było widać na boisku, że są mocniejsi. Myśmy przechodzili przez różne eksperymenty, były duże oczekiwania, w które my wierzyliśmy. Nakręcaliśmy się i na końcu pogubiliśmy.

Euro jednak udźwignęliście mentalnie.

Tam było inaczej. We Francji wszystko wychodziło, a w Rosji było czuć, że coś nie gra. Brakowało atmosfery, jaka była przed mistrzostwami Europy. Niby szliśmy takim samym cyklem, jednak czegoś zabrakło. Moim zdaniem, gdybyśmy utrzymali 0:0 z Senegalem do przerwy, to byśmy tego spotkania nie przegrali. No ale przydarzył się jeden błąd, potem drugi i przyszła porażka.

Było tak, że po meczach towarzyskich rozprężyliście się?

Uśpił nas ten mecz z Litwą. Wygraliśmy z nimi w systemie 3-4-3, ale też wówczas nie graliśmy pierwszym składem. Poza tym mieliśmy dobrą połówkę z Koreą, z Chile, udany mecz z Urugwajem. Były pozytywy. Napompowano balon, piłkarze pojawiali się wszędzie, mieliśmy dużo kontraktów reklamowych, ja też. Bo pracowaliśmy na nie. Jednak zdawaliśmy sobie sprawę, że jeśli przegramy, to będzie z nami jazda. Nie dźwignęliśmy tego i rzeczywiście, była jazda.

Porobiły się grupki w kadrze?

W reprezentacji na co dzień wszyscy nie siedzimy razem, ale to jest normalne. Natomiast wiesz, kiedy kadra scaliła się przed Euro? W Arłamowie, gdy zorganizowano nam koncert, mogliśmy usiąść z rodzinami i pogadać. Tutaj też coś takiego niby było, ale po odwołanym sparingu, na który każdy się nastawiał, a który został przełożony na dzień po integracji. I niech nikt nie myśli, że piłkarze myślą o balowaniu. Nie. Po prostu, gdy trenujesz ciężko na obozie, taka integracja z rodzinami może pomóc scalić grupę.

A szukając dalej przyczyn porażki, to przyszła kontuzja Kamila Glika, który jest bardzo ważnym ogniwem reprezentacji. Po jego urazie trener miał do wyboru Bednarka i Cionka, którzy wcześniej nie grali za dużo w kadrze. Mentalnie ten zespół też na tym stracił, że zabrano mu lidera w postaci Kamila.

Czytałem raporty trenera, że ćwiczyliśmy o złej godzinie. Szczerze: ja nawet nie pamiętam, o której godzinie trenowaliśmy. Dla mnie przegraliśmy po prostu mentalnie, bo akurat fizycznie ja się czułem dobrze i nigdy nie powiem, że było inaczej. Łukasz Piszczek mówił, że on czuł się słabo, więc może problemem był trening indywidualny. Nie wiem. Ja miałem się świetnie.

A byłeś zły na Lewandowskiego, gdy ten sugerował, że nie daliście rady piłkarsko?

Według mnie te słowa zostały źle odebrane. Robert tłumaczył nam potem, że nie chciał być akurat tak zrozumiany, zresztą on sam wówczas nie grał na swoim normalnym poziomie. Wszyscy zawaliliśmy jako jedna drużyna, ale umiejętności mamy bardzo duże, przecież widać, w jakich klubach chłopaki grają. Powtórzę: moim zdaniem nie wytrzymaliśmy presji.

Ale skoro się tłumaczył, to chyba mieliście pretensje?

On sam widział, jak ludzie odbierają jego wypowiedzi, więc przyszedł do nas i opowiedział, jak chciał być zrozumiany. Jednak ja od początku wiedziałem, że nie chciał nas urazić, po prostu był tak samo sfrustrowany, jak każdy z nas. Umiejętności mamy, więc na pewno nie miał nic takiego na myśli.

Czy przeszkodziło wam zamieszanie z ustawieniem?

Wracamy do meczu z Senegalem. Gdybyśmy dotrwali do przerwy z 0:0, trener nie zmieniłby ustawienia. Jestem tego w stu procentach pewny. Zawsze bazowaliśmy na podaniach do boku: czy to do mnie, czy to do Kuby. W drugiej połowy, gdy przeszliśmy na 3-4-3, nie mogliśmy z tego korzystać, bo grałem też tyłem do bramki. Choć z drugiej strony we wcześniejszych spotkaniach pokazałem, że umiem tam się odnaleźć… W każdym razie: chcieliśmy mieć dwa ustawienia, a moim zdaniem powinniśmy poprawiać cały czas jeden wariant. Jeśli rozpoczynasz mecz jednym ustawieniem, powinieneś go nim skończyć. Próbować przez 90 minut, skoro w przeszłości ta taktyka dawała ci punkty.

Czułeś się oszukany albo zdradzony, gdy Nawałka nie wystawił cię na Kolumbię?

Byłem wściekły, ale to była wściekłość typowo sportowa. Czekał nas najważniejszy mecz, zawsze grałem w pierwszym składzie, nakręcałem grę reprezentacji, a wtedy musiałem zacząć na ławce. To jednak znów zależało od tego nowego systemu, bo trener zdecydował się na niego i uznał, że lepsza będzie gra z innym zawodnikiem. Powiedziałem szkoleniowcowi, że jest we mnie ta złość i on mi tłumaczył, jaki ma plan na mecz. Chciał mnie wykorzystać w drugiej połowie, ale wiemy, jak to wyglądało. Żeby było jasne: za dużo zawdzięczam trenerowi Nawałce, by mieć do niego żal.

Po wejściu z ławki chyba pękłeś, kamery nagrały, jak poleciały ci łzy.

To była mieszanina emocji: rozgoryczenia, nerwów, smutku. Wiedziałem, że odpadamy, a nie takie miały być to mistrzostwa. Tak, coś we mnie pękło. Niby jestem twardym facetem, ale ta złość i ten smutek sprawiły, że tak zareagowałem. Szczerze, to nie pamiętam z samego meczu, że tak się stało. Zobaczyłem to dopiero w telewizji. Na boisku jestem skupiony na grze i nie kontroluję niektórych zachowań.

A co czułeś, gdy przyszło ci symulować z Japonią?

Też nie pamiętam dokładnie tej sytuacji z boiska, kojarzę tyle, że trener coś mi każe zrobić. To są taktyczne zagrywki. Gdybyśmy z tej grupy wyszli, tak byłoby to odebrane: jako taktyka. Trener pewnie zauważył, że Kuba stoi przy linii pięć minut, a piłka nie wypada. Ja też to widziałem, a kiedyś stałem tak samo: w meczu z Grecją na Euro, w swoje urodziny. W końcu nie wszedłem na boisko. Kuba nie zasługiwał na coś podobnego. Zrobiłem, co zrobiłem, nie jestem z tego dumny, ale zachowałem się tak też dla Kuby. Wszystko, co złe trafia we mnie, ale ja nie chcę robić nic złego.

Graliśmy o honor, a skończyło się tak, że przez 10 minut nawet nie atakowaliśmy Japończyków.

Mieliśmy 1:0, więc chcieliśmy to utrzymać i wygrać dla kibiców. W takim, a nie innym stylu, ale przecież wcześniej mieliśmy w tym meczu okazje, mogliśmy strzelić więcej bramek. A tak było 1:0, 85. minuta, myśleliśmy o obronie wyniku, bo kolejne bramki by nic w zasadzie nie zmieniły. I znów: ja z meczu naprawdę nie pamiętam, że to 10 minut tak wyglądało. Dopiero po meczu dziennikarzy pytali mnie o ten styl i dopiero wtedy zobaczyłem, że to był kabaret.

Na tym polega ten paradoks: mecz o honor był wygrany, ale kibice o brak tego honoru i tak mieli pretensje.

Ten cały mundial to była jedna wielka klapa. Zawiedliśmy pod każdym względem.

MOSKWA 19.06.2018 MISTRZOSTWA SWIATA W PILCE NOZNEJ 2018 GRUPA H MECZ: POLSKA - SENEGAL --- 2018 FIFA WORLD CUP GROUP H MATCH IN MOSCOW: POLAND - SENEGAL NZ KAMIL GROSICKI POL ISMAILA SARR SEN FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

A swój występ jak oceniasz? Ja widzę asystę z Senegalem i dobry mecz z Japonią. Można chyba powiedzieć, że wśród zawodzących byłeś jednym z tych, którzy zawiedli najmniej.

Byłem dobrze przygotowany. Pracowałem pod względem fizycznym, opłacałem trenerów mentalnych, by do mnie przyjeżdżali. Chciałem się zapisać w historii polskiej piłki tak jak Boniek, Lato czy inni. Chciałem, by za parę lat ludzie mówili o Grosickim i o kadrze Nawałki, która zrobiła dobry wynik. Będę do końca życia pamiętał, że miałem asystę na mundialu, ale… tylko tyle.

Żal może być większy, bo to był pewnie twój pierwszy i ostatni mundial.

Bardzo możliwe. Dlatego tak żałuję. Dlatego miałem taką frustrację w tym lipcu i sierpniu. Bardzo to przeżywałem. Być na mistrzostwach świata to marzenie każdego piłkarza. Miałem szansę pokazać się z lepszej strony, miała też tę szansę kadra. Nie wyszło.

Teraz gdy spędziłeś chwilę z nowym selekcjonerem, widzisz różnice między nim a Nawałką?

Tak, są różnice, obaj trenerzy mają różne style pracy. Dopiero poznaję pracę trenera Brzęczka, ale już widzę, że jest konkretny. To, co widzi, od razu ci mówi, reaguje, żyje treningiem i każdą sytuacją. Trener Nawałka bardziej analizował, dopiero po czasie pokazywał błędy albo pozytywy. Trener Brzęczek reaguje automatycznie.

Jesteś w stanie jeszcze dużo dać tej kadrze?

Oczywiście. Jakbym nie był, to bym zakończył karierę w reprezentacji jak Łukasz Piszczek. Liczą na mnie kibice, liczę na siebie ja sam. Do mojej optymalnej formy jeszcze jest trochę brakuje, ale z każdym meczem będzie coraz lepiej, pojawi się pewność siebie. Po tym zgrupowaniu wracam do klubu i mówię głośno: chcę być zawodnikiem pierwszego składu, gdyż na to zasługuję. Klub mnie potrzebuje, a ja potrzebuję klubu. Takie moje granie w kratkę do niczego dobrego nie doprowadzi. Mam tam czystą kartę, dostałem informację od trenera, że jak do transferu nie dojdzie, to wracam i normalnie walczę o skład. Nie ma tak, że jestem odsunięty i trenuje w klubie kokosa. Coś takiego za granicą – a już na pewno w Anglii – nie istnieje.

Miałem ciężki okres, ale wracam do formy. Na kolejne zgrupowanie przyjadę w jeszcze lepszej dyspozycji, wtedy będę gotowy już na 200 procent. I będę walczył o odbudowę zaufania do kadry, i do mnie.

ROZMAWIAŁ PAWEŁ PACZUL

Fot. FotoPyk