14 miesięcy i koniec? Mączyński wywalony do rezerw Legii
Weszło

14 miesięcy i koniec? Mączyński wywalony do rezerw Legii

Wygląda na to, że powoli dobiega końca przygoda Krzysztofa Mączyńskiego z Legią Warszawa. Przygoda, która rok temu kosztowała go spalenie mostów w Krakowie i utratę szacunku u kibiców Wisły, bo wcześniej zapewniał, że nigdy do stołecznego klubu by nie poszedł, a przed transferem nie potrafił postawić sprawy po męsku, gubiąc się w zeznaniach na Twitterze. Z Legią zdobył mistrzostwo i Puchar Polski, ale nie ulega wątpliwości, że obie strony spodziewały się po tej współpracy znacznie więcej. 

Klub we wtorkowe popołudnie poinformował o przesunięciu zawodnika do trzecioligowych rezerw. Nie podano powodu. Dla osób będących blisko Legii, taki scenariusz to zaskoczenie. Szybko stało się jasne, że Ricardo Sa Pinto nie za bardzo ceni 32-krotnego reprezentanta Polski, ale tak drastycznych rozwiązań się nie spodziewano. Wychodzi jednak na to, że Mączyński prawdopodobnie dostał bilet w jedną stronę i zimą zostanie pożegnany. Prawdopodobnie, bo przy Łazienkowskiej w ostatnich miesiącach wszystko jest możliwe i nawet najbardziej zaskakujące zwroty akcji trzeba brać pod uwagę, co pokazuje chociażby przykład Artura Jędrzejczyka.

W pięciu meczach warszawskiego zespołu pod wodzą Sa Pinto, Mączyński rozegrał tylko 100 minut. W Ekstraklasie wszedł jedynie na końcówkę z Wisłą Płock, gdy goście wygrali 4:1. W pozostałych przypadkach nie podnosił się z ławki. Wychodzi na to, że portugalski szkoleniowiec bardzo zawiódł się na „Mące” w swoim debiucie, w rewanżu z Dudelange. Zmienił go wtedy w 77. minucie, a po jego zejściu Legia najmocniej potrafiła przycisnąć rywala.

W tym sezonie Mączyński strzelił pięknego gola w Kielcach, ale generalnie grał słabo, prezentując najczęściej minimalistyczną postawę. Przy Łazienkowskiej zrealizował cele krajowe, jest on jednak pewnym symbolem niepowodzeń na arenie międzynarodowej. Odkąd przyszedł z Wisły, mistrzowie Polski doznają samych klęsk w europejskich pucharach, do czego zresztą sam zainteresowany nierzadko walnie się przyczyniał, że wspomnimy tylko fatalną stratę w Astanie.

2018 rok, mimo dwóch trofeów, zapowiada się więc dla wychowanka „Białej Gwiazdy” na pasmo rozczarowań. Uciekł mu mundial w Rosji, już chyba na dobre wypadł z reprezentacji, kolejny raz nie posmakował pucharów na poważnie, a teraz został zdegradowany do roli kosztownego balastu. Taką decyzją Sa Pinto przy okazji uwiarygadnia decyzję o zatrudnieniu Andre Martinsa już po zakończeniu okienka transferowego. Teoretycznie wydawało się, że w środku pola robi się mały tłok, ale przy takim obrocie wydarzeń wygląda to inaczej.

Obyśmy tylko zaraz nie usłyszeli od Sa Pinto, że nic nie wie o tym, iż „Mąka” zaczął treningi z trzecioligowcami…

A wszystko mogłoby wyglądać piękniej, gdyby dwa lata temu Jakub Meresiński podczas swoich króciutkich rządów nie odrzucał ofert Chievo Werona. Rok później Mączyński mógł przejść do Slavii Praga wspartej chińskim kapitałem, ale i w tym przypadku Wisła postawiła „weto”. Z perspektywy czasu: chyba ze szkodą dla piłkarza. Za granicą słabiej by nie zarobił, a nie musiałby się do końca życia tłumaczyć, dlaczego zrobił z gęby cholewę.

Fot. FotoPyk