Wiemy, jak długą drogę musimy przebyć, by Wisła silnie stanęła na nogi
Weszło Extra

Wiemy, jak długą drogę musimy przebyć, by Wisła silnie stanęła na nogi

– W Polsce stawiamy wszystko na jedną kartę. Jeżeli się nie uda awansować do pucharów, mówi się o dramacie. A wszystko powinno być zbilansowane. Podchodząc tak jak teraz, zmierzamy w kierunku destrukcji niektórych klubów. Oczywiście, nie wszystkich występujących w pucharach, ale trudno przejść obojętnie obok tego, co się dzieje. Przeinwestowanie powoduje, że pojawia się moment, w którym musi nastąpić weryfikacja. Liczby zawodników czy poczynionych inwestycji. Zwykle jest ona brutalna, bo wszyscy chcą awansu tu i teraz, nie bacząc na to, że klub trzeba budować stopniowo – przyznaje Maciej Stolarczyk, z którym porozmawialiśmy o drodze, którą powinien obrać polski futbol. O fundamentach, które powinny być największą wartością naszych klubów. A także między innymi o niedosycie spowodowanym brakiem awansu do Ligi Mistrzów i tym, co by było, gdyby Bogusław Cupiał trzymał się jednej filozofii… Zapraszamy.

*

Lubi pan ryzyko?

Zależy, z czym się wiąże.

Pytam, bo za ryzyko uważam zamianę posady dyrektora sportowego Pogoni na trenera Wisły. Podobno mocno się pan wahał.

Brało się to przede wszystkim z tego, że w Pogoni spędziłem dziesięć ostatnich lat. Mocno wrosłem w ten klub. Wiadomo, dyrektor sportowy a trener to dwa mocno różniące się światy, a nigdy nie ukrywałem, że zawsze ciągnęło mnie do trenerki. Dlatego po otrzymaniu propozycji z Wisły – mimo początkowych wahań, o których wspomniałem – nie mogłem się nie zgodzić. Nie ukrywam, ważnym aspektem było również to, że zgłosił się akurat klub, w którym spędziłem wiele lat swojej kariery.

Jak pan ocenia czas w roli dyrektora sportowego Pogoni?

Było kilka ruchów udanych, kilka nieudanych. Tak jak wszędzie. Jeżeli wskaże mi pan klub, w którym nie ma nieudanych, to pogratuluję. Ta rola wiąże się z tym, że nierzadko trzeba potrafić przyjąć krytykę. Bo zdarzają się i słabsze momenty, i lepsze. Decyzje niepopularne.

Których było więcej?

Nie mnie to oceniać, trzeba zapytać ludzi, którzy wydawali opinie. Jeżeli chodzi o mnie – cieszę się, że byłem częścią tego projektu. Uważam, że wiele rzeczy zostało zrobionych we właściwy sposób. Przede wszystkim rozwinęła się akademia, praca z młodzieżą stoi na wyższym poziomie niż kilka lat temu. Budowa pierwszego zespołu to, wiadomo, proces. Oczywiście, można dyskutować, co jest sukcesem dla Pogoni. Rok w rok znajdowaliśmy się jednak w pierwszej ósemce, nie licząc poprzedniego sezonu, gdzie mieliśmy problemy, by pozostać w Ekstraklasie. Generalnie jednak byliśmy stabilnym klubem. Wylano fundament pod budowę czegoś większego, mocniejszego. Przed Pogonią jeszcze powstanie nowego stadionu i bazy sportowej. Ten klub będzie się rozwijał.

Mówił pan poważnie o tym, że Ciftci – jeden z niewypałów transferowych – odegrał swoją rolę, bo zawodnicy zobaczyli, że nie są gorsi od kogoś wartego tyle pieniędzy?

A jak zostało to odebrane?

Negatywnie, jako szukanie wymówki.

Jeszcze raz powtórzę – nie ma klubu, który tworzyliby tylko i wyłącznie zawodnicy, którzy się sprawdzili. Taka jest kolej rzeczy.

Chodziło bardziej o sposób tłumaczenia takiego ruchu, a nie przyjęcie do wiadomości, że część graczy musi się nie sprawdzić.

To było zdanie wyrwane z kontekstu. Choć nie ma co ukrywać, że ten transfer nie był udany, tego nie zamierzam negować.

Przyznawał pan, że pana rozstanie z klubem było trudne. Jarosław Mroczek mówił, że pana odejście sprawiło Pogoni ogromne problemy.

Odczuwałem to podobnie jak prezes, zmiana klubu była sporym dylematem. Bardzo cieszę się z miłych słów pod moim adresem. Nasza współpraca układała się bardzo dobrze, rozumieliśmy się, nie mieliśmy ze sobą żadnych problemów. Podobnie z Darkiem Adamczukiem, prezesem akademii i pozostałymi ludźmi, którzy są częścią tego klubu – od kierownika zespołu do pana Bogdana, który zajmuję się pielęgnacją trawy. Szanowałem się z każdym, dlatego szkoda było mi opuszczać Pogoń, ale ciągnęło mnie do trenowania.

Pana wątpliwości brały się też z tego, że – było nie było – musiał pan wywrócić swoje życie do góry nogami? Nagle trzeba było wyjechać na drugą część Polski.

Już wcześniej czułem się w Krakowie bardzo dobrze, więc nie odegrało to znaczącej roli. Choć na pewno mam utrudniony kontakt z rodziną, moje dzieci edukują się w Szczecinie, żona została z nimi. Wiemy, jaka jest rola trenera. To nie jest praca na stałe, jest duża niestabilność. Trudno wywracać życie bliskich do góry nogami tylko dlatego, że otrzymało się posadę w innym mieście. Mamy jednak świetny kontakt, jak najbardziej dajemy radę.

Generalnie potrafi pan rozdzielić życie prywatne od zawodowego?

Nierzadko jest naprawdę trudno, taka specyfika pracy trenera. Trzeba jednak do tego dążyć. Pracować dużo, ale starać się znajdować czas dla siebie i bliskich, by nie trzeba było myśleć o piłce. Dla zdrowia umysłu czasami warto odciąć się od tego, co się na co dzień robi, czemu poświęca się większość czasu. Warto oddać się wypoczynkowi, w zależności co kto lubi. Film, książka, muzyka, czy jeszcze coś innego. W końcu zdrowie jest najważniejsze, trzeba na nie uważać.

Trzeba pielęgnować najważniejsze wartości, nie można zapominać o rodzinie i przyjaźniach. Bo w pewnym momencie człowiek te wartości docenia, gdyż trenerem się tylko bywa.

Czuje się pan bardziej Portowcem czy Wiślakiem?

Trudne pytanie. Urodziłem się w Słupsku, pierwsze kroki stawiałem w tamtejszym Gryfie. Później przeszedłem do Pogoni, w której spędziłem znaczną część życia sportowego. Drugim klubem, w którym byłem najdłużej, okazała się Wisła. Świetnie się tutaj czuję, dlatego nie chcę rozgraniczać. To nie jest jednoznaczne, bo obu klubom zawdzięczam bardzo dużo.

Żałuje pan, że odszedł do Widzewa w sezonie, w którym Pogoń sięgnęła po wicemistrzostwo?

Cóż, tak się złożyło. W życiu trzeba podejmować różne decyzje, ja podjąłem taką a nie inną. Widzew mnie kupił, więc przechodziłem do bardzo mocnego zespołu. Praktycznie cała jedenastka występowała w reprezentacji Polski. Celem było wejście do Ligi Mistrzów, niestety na drodze stanęła nam Fiorentina. Nie żałuję jednak odejścia z Pogoni. Nie ma skutków bez przyczyny, zawsze dzieje się coś po coś, a pobyt w Widzewie był naprawdę dobrym doświadczeniem. Pogoń wystrzeliła, bo przejął ją akurat Sabri Bekdas. Dokonał wielu transferów, które dały wicemistrzostwo. Beze mnie, ale trudno, tak zdecydowałem.

Kiedy pan wrócił do Pogoni, zaczęły nawarstwiać się problemy finansowe. Florian Krygier mówił o rozgardiaszu, którego nie było w ponad 50-letniej historii klubu.

To, że pan Florian tak to odbierał, nie wzięło się z niczego. Właściciel zaczął myśleć o tym, że projekt, który zaplanował, może nie wypalić. Powoli zaczął z niego wychodzić, wycofywał się. Nadal mieliśmy jednak mocny zespół. To był sezon z podziałem na grupy, pamiętam, że jako pierwsi weszliśmy do tej mistrzowskiej. Generalnie w pierwszej rundzie przegraliśmy tylko trzy mecze, wszystko wyglądało dobrze. Atmosfera była fajna. Jacek Bednarz, Kaziu Węgrzyn, Jurek Podbrożny, Robert Dymkowski. To był zespół, który miał możliwości, dodatkowo lubiliśmy spędzać ze sobą czas, być może to nas cementowało. Szkoda, że jakoś w grupie mistrzowskiej to nie wypaliło, przestaliśmy wygrywać, rywale byli sprytniejsi.

Robert Dymkowski mówił mi, że w drugiej części sezonu trudno było grać, kiedy w klubie działy się różne dziwne rzeczy.

Możliwe, choć nie do końca pamiętam tamtą sytuację, dlatego nie chciałbym czegoś przekręcić i zbytnio do tego wracać. Żałuję na pewno, że w takim składzie personalnym, jaki mieliśmy, nie udało nam się zrobić czegoś więcej. Powinniśmy osiągać lepsze wyniki, niezależnie od sytuacji panującej w klubie. Może i trudno byłoby powtórzyć wicemistrzostwo, ale skoro w pierwszej części sezonu prezentowaliśmy się tak dobrze… Cóż, szkoda, naprawdę szkoda.

Odpadliście też z Pucharu UEFA. Wyeliminował was Fylkir Reykjavik.

Spora niespodzianka, niestety. Dodatkowo dostałem czerwoną kartkę. Jak widać, już wtedy zdarzało się polskim klubom odpaść o ile nie z amatorami, to z bardzo przeciętnymi zespołami.

Później na kilka lat trafił pan do Wisły.

I muszę przyznać, że pierwszy sezon był bardzo, ale to bardzo udany. Sięgnęliśmy po dublet, dobrze pokazaliśmy się w Pucharze UEFA. Dobry moment zarówno dla klubu, jak i dla mnie. Mieliśmy wspólny cel, to nas cechowało. Jeden sposób myślenia, profesjonalizm. Dużą rolę odgrywał klimat, który panował w zespole. Piłkarze mocno utożsamiali się z klubem. Zawodnicy czuli w murach starego stadionu historię, która się przewijała. To nie tylko puste słowa, na każdym kroku dało się odczuć, jak wielki to klub, jak duże tradycje posiada.

Dziś też to czuć?

Obiekt zmienił swoje oblicze. Wydaje mi się jednak, że każdy kibic – wchodząc na stadion – odczuwa, że Wisła jest dużym klubem.

Mówił pan o dobrej atmosferze, ale momenty buntu się zdarzały. Za trenera Okuki nie godził się pan na rolę rezerwowego, głośno mówiąc o odejściu.

Rzeczywiście. W pewnym momencie przyznałem, że skoro nie widzi mnie w pierwszym składzie, to chciałbym zostać wystawiony na listę transferową. I tak się stało, pół roku przed wygaśnięciem kontraktu. Mocno wierzyłem w swoją wartość, widziałem siebie na boisku. Trener miał inną wizję i cóż, tak to się skończyło. Co prawda wypełniłem kontrakt do końca, ale rozmawiałem z trenerem Lenczykiem na temat mojego odejścia do Bełchatowa. I w końcu trafiłem tam, opuszczając po kilku latach Wisłę. Generalnie – patrząc na całą moją karierę – jestem mocno samokrytyczny. Chciałem osiągnąć więcej, więc mam delikatny niedosyt. Z drugiej strony patrzę na swoje CV i nie mam się czego wstydzić. Trzy mistrzostwa, Puchar Polski gra w reprezentacji Polski. Oczywiście, tylko kilka występów, ale wielu zawodników dużo by dało, by choć razy założyć koszulkę z orłem na piersi. Niedosyt bierze się jednak z tego powodu, że – patrząc na aspekty, które obecnie są poruszane w futbolu – mogłem zrobić coś więcej.

Może wyjechać za granicę?

Też. Chciałem tego spróbować, ale byłem zawodnikiem późno dojrzewającym. Do Wisły trafiłem, mając 30 lat. Troszkę późno, przez co nie pojawiało się później zbyt wiele interesujących ofert.

Mówiłem, że pierwszy sezon w Wiśle był jednym z lepszych momentów, które w niej przeżyłem. Tego najlepszego jednak nigdy nie udało się osiągnąć. Nie awansowaliśmy do Ligi Mistrzów, mimo że byliśmy bardzo, ale to bardzo blisko.

4

Trauma siedzi w panu do dzisiaj?

To nie trauma, raczej niedosyt. Czuję niewykorzystaną możliwość. Tamten zespół miał potencjał, zawodników poziomu europejskiego. Czegoś zabrakło. Nie wiem dokładnie czego, na pewno nie chodziło o szczęście. Albo umiejętności, albo zimnej głowy. W którejś sferze nie daliśmy rady. Po rewanżu z Panathinaikosem byliśmy załamani. Zeszło z nas powietrze. Po pierwszym meczu może nie byliśmy pewni awansu, ale zdawaliśmy sobie sprawę, że jesteśmy o krok od upragnionego sukcesu. No i tego kroku zabrakło. To bolało niesamowicie.

Wiśle czegoś brakowało. Tak jak dzisiaj polskim klubom, choć obecnie sytuacja jest inna. Wiadomo, każdy okres się czymś charakteryzuje. W tej chwili polskie zespoły mają łatwiejszą drogę do fazy grupowej, ale to jest ściśle związane z poziomem. Teoretycznie mamy łatwiejszych przeciwników, ale jak pokazuje przykład Dudelange, które eliminuje Cluj, okazuje się, że nie wszystko jest tak oczywiste. Albo my doszliśmy do takiego poziomu, gdzie większość rywali stanowi dla nas przeszkody nie do przeskoczenia. Wydaje mi się, że powinniśmy zmienić sposób myślenia. Wyzbyć się kompleksów. Jakkolwiek to zabrzmi, powinniśmy pójść drogą Luksemburczyków. To my powinniśmy być niespodziankami, a nie tymi, którzy zostają wyeliminowani.

Zderzenie z piłką europejską to zawsze pewna niewiadoma. Trzeba się do tego przygotować. Pamiętam, jak Borussia Dortmund zdobyła mistrzostwo. Jurgen Klopp – pomimo że prowadził mistrza Niemiec – mówił, że jego drużyna musi się zaadaptować do Ligi Mistrzów, bo nie wie, jakie to rozgrywki. I rzeczywiście, w pierwszym roku BVB nie wyszło z grupy. Złapano cenne doświadczenie, dzięki któremu za chwilę oglądaliśmy tę drużynę w finale najważniejszych europejskich rozgrywek. Oczywiście, w tej wypowiedzi mogło znaleźć się sporo kurtuazji, ale nawet tego typu kluby dają sobie furtkę, żeby przygotować się do pewnych sytuacji i nauczyć się ich. Nie nakładają na siebie niepotrzebnego balastu, zbędnej presji. I uważam, że tak to powinno wyglądać w naszej lidze. Do obecności w pucharach i zajmowania wysokiej pozycji w kraju trzeba przygotować cały klub. Krok po kroku, rok po roku. Musi być zaplecze, akademia, odpowiednia liczba zawodników, odpowiednia dawka rywalizacji. Podobnie jest na arenie międzynarodowej. Do rywalizacji w pucharach trzeba podejść w umiejętny sposób, żeby rok w rok dochodzić daleko, żeby rok w rok robić progres.

Często w Polsce stawiamy wszystko na jedną kartę. Nie ma co ukrywać, trochę tak jest. Jeżeli się nie uda, mówi się o dramacie. A wszystko powinno być zbilansowane. Podchodząc tak jak teraz, zmierzamy w kierunku destrukcji niektórych klubów. Oczywiście, nie wszystkich występujących w pucharach, ale trudno przejść obojętnie obok tego, co się dzieje. Przeinwestowanie powoduje, że pojawia się moment, w którym musi nastąpić weryfikacja. Liczby zawodników czy poczynionych inwestycji. Zwykle jest ona brutalna, bo wszyscy chcą awansu tu i teraz, nie bacząc na to, że klub trzeba budować stopniowo.

Często zdarza się tak, że klub odpadnie i robi wyprzedaż. Albo awansuje do pucharów i traci kilku kluczowych zawodników.

Z drugiej strony nie jesteśmy krajem, w którym możemy trzymać zawodników pod kloszem i czekać na odpowiedni moment. Większość klubów korzysta z finansów, które zapewniają kwoty transferowe. To naturalne. Ale polityka transferowa jest sztuką – w miejsca odchodzących trzeba dawać szanse kolejnym, którzy mogą pomóc wnieść się na wyżyny klubowi, i którzy w przyszłości zapewnią mu kolejny zastrzyk gotówki. Bo budżety to – oprócz praw medialnych, kibiców – kwestie związane z wytransferowaniem zawodników i przede wszystkim obecnością w europejskich pucharach. W większych czy mniejszym stopniu sponsorzy, czy kwestie związane z marketingiem. Jeżeli jednak odłożymy na bok europejskie puchary – bo z tego tytułu mamy obecnie małe pieniądze – najkrótszą rekompensatą, by załatać dziurę budżetową, jest sprzedaż zawodników. Podsumowując – z jednej strony nie można kłaść wszystkiego na jedną kartę, ściągać tabunu zawodników, by później srogo się rozczarować. Z drugiej – niestety w polskich warunkach trzeba sprzedawać. Kluczem jest jednak to, by robić to umiejętnie. Przede wszystkim z głową, choć do tego trzeba mieć również naturalny dryg.

Powiedział pan, że w Polsce kładziemy wszystko na jedną kartę. W pewnym momencie wszystko na jedną kartę postawił Bogusław Cupiał.

Nie ukrywam, że trochę mi go szkoda. Ludzie, którzy inwestują w sport swój majątek, stają się majątkiem sportu. Dla takich ludzi naturalna wydaje się rekompensata w postaci sukcesu, niestety – futbol bywa brutalny. Dominacja na krajowym podwórku to jedno, dla niego liczyła się przede wszystkim Liga Mistrzów. Ona była bardzo blisko, ale nigdy nie nadeszła. A Cupiał stworzył klub europejskiego formatu, był oddany swojej pracy. Prowadził politykę typowo polską, wydaje mi się, że najbardziej sensowną. Później postawił na obcokrajowców, niestety żadna z dróg nie przyniosła efektu.

Widać było, że szukał, ale zawsze czegoś brakowało.

Nasuwa mi się jeden wniosek. W polityce klubu trzeba dokonywać korekt, jednak nie można zapominać o fundamentach. Ciągłość planu, który się założy, to podstawa. Budowa klubu to długoletni proces. Oczywiście, jeżeli ktoś ma duże pieniądze, może ściągnąć tabun obcokrajowców podczas jednego okienka transferowego i stworzyć z nich drużynę. No ale właśnie – zawsze będzie brakowało fundamentów, nawet pomimo wydania sporych pieniędzy na określony poziom sportowy. Tylko wynik sportowy obroni taki projekt. A jeżeli klub ma plan długofalowy, zakładający przede wszystkim stawianie na akademię, rozbudowę jej, bo według mnie tutaj jest największy potencjał, co pokazują przykłady ostatnich lat, to po prostu musi mu się odpłacić. Kibice chcą widzieć piłkarzy którzy utożsamiają się z klubem, którzy zostali przez klub wychowani. Najdrożsi zawodnicy odchodzący z naszej ligi to Polacy, sprzedawani do mniej lub bardziej renomowanych klubów. To nie przypadek. Jeżeli ktoś chce realizować swój plan właśnie tak, fundament powinien zapewnić mu stabilizację. Ważne, by móc czerpać z tego, co samemu się wyszkoli. Wiadomo, trzeba mieć cierpliwość, bo często to proces trwający kilka lat, ale zakładając taki plan, po dwóch-trzech sezonach nie można od niego odchodzić, bo wtedy tworzy się błędne koło.

Łatwo mówić po czasie, ale wydaje się panu, że Bogusław Cupiał powinien trzymać się jednej filozofii?

Wydaje mi się, że kluczowe jest to, by sternik klubu miał swoją filozofię i trzymał się jej do samego końca. Nie wiadomo, jaki byłby efekt w Wiśle, ale będąc przez tyle lat przy piłce, moim zdaniem właśnie takie podejście do tematu jest najważniejsze.

Czyli dzisiejsza Wisła, która postawiła na Polaków, po ewentualnych niepowodzeniach nie wywróci swojego planu do góry nogami?

Czy dzisiejsza Wisła stawia na Polaków? Jak najbardziej, jednak proszę zauważyć, że mamy w składzie kilku obcokrajowców, którzy gwarantują nam jakość. Nie mam nic przeciwko piłkarzom z innych krajów, nikt z włodarzy też nie ma z nimi problemu. Mamy jednak świadomość tego, że jeżeli piłkarz spoza granic Polski, to tylko i wyłącznie taki, który bardzo szybko stanie się wzmocnieniem drużyny. Takich chcieliśmy zostawić i takich chcemy ściągać. Ale tak jak mówiłem – trzeba stawiać na Polaków, by mieć własną tożsamość, a i ci Polacy po prostu są w cenie. Wyjątkiem jest Nikolić, sprzedany za sporą sumę. Wcześniej Duda, ale tak naprawdę ze sporym zyskiem można sprzedać głównie Polaka. W nim tkwi największy potencjał.

4

Początkowo nie odstraszała pana sytuacja finansowa Wisły, możliwość wyprowadzki ze stadionu?

Przy rozmowach, które prowadziliśmy przed podpisaniem przeze mnie kontraktu, powiedzieliśmy sobie, w jakim miejscu jest klub. Wiedziałem, jak wszystko wygląda od kuchni. Nic mnie nie zaskoczyło, choć oczywiście nie było łatwo. Wiemy, jak długą drogę musimy przebyć, by Wisła silnie stanęła na nogi. Oczywiście, to była trudna sytuacja, ale należało ją zaakceptować. I odnaleźć siebie, bo problemy nie były meritum. Dziś najważniejszy jest dla nas każdy kolejny mecz, nie zaprzątamy sobie głowy tym, na co nie mamy wpływu.

Piłkarze nie mieli problemów, żeby wyprzeć negatywne myśli z głowy?

Od początku byli świadomi tego, co jest dla nich najważniejsze. Problemy mogą ustąpić w ciągu jednego dnia, ktoś może przyjść, załatwić wszystkie kwestie finansowe. A przygotowań nie da się wypracować w jeden dzień. Jeżeli się odpuści, będzie się cierpiało cały sezon. Przyświecała nam taka świadomość od początku, byliśmy na wszystko przygotowani.

Przyznawał pan, że był obrońcą z przymusu, ale zawsze ciągnęło pana do ataku. To dlatego pana Wisła stara się grać tak ofensywnie i efektownie?

Tak było, ale dziś chodzi przede wszystkim o moje spojrzenie na futbol. To akurat przypadek, który nie wiąże się z tym, jak gra Wisła. Liczy się po prostu moje filozofia, którą staram się wcielić w zespół. A że jest podobna, przede wszystkim opiera się na ataku, to tym lepiej. Bo im zespół gra efektowniej, tym jest przyjemniejszy w odbiorze. W pracy trenera kluczowe jest dopasowanie systemu do tego, co się posiada. Tak starałem się podejść do tego w Wiśle. Po prostu cieszę się, że moja współpraca z zespołem układa się dobrze, to mnie najbardziej satysfakcjonuje.

Przede wszystkim udało się panu odbudować kilku zawodników. Ondrasek, Kostal, Kort czy Pietrzak to nie są gracze, których przed sezonem byśmy podejrzewali o tak dobrą grę.

To efekt ich pracy, codziennego podejścia do swoich obowiązków. Nie odkryłem Ameryki. Wszyscy bardzo dobrze pracowali w okresie przygotowawczym. Tutaj naprawdę nie ma co dodawać, wylewać rzeki słów. Jako trener nie zrobiłem niczego magicznego, to oni po prostu bardzo ciężko pracują i to od początku sezonu przynosi efekty.

Grając w piłkę, chciałem zostać trenerem. Jako piłkarz zrobiłem kurs UEFA C, wówczas instruktorski, a później UEFA A. Jeszcze przed końcem kariery miałem świadomość, co chcę robić. Zawodnicy po zakończeniu gry w piłkę mają dylemat, co zrobić ze swoim życiem. Ja byłem przekonany do trenerki, dlatego cały czas starałem się pogłębiać swoją wiedzę i robię to do dziś. Skończyłem kurs UEFA PRO w Szkole Trenerów w Białej Podlaskiej, obroniłem pracę licencjacką na Wydziale Kultury Fizycznej i Promocji Zdrowia w Szczecinie. Jeździłem na staże trenerskie.

Pomaga panu doświadczenie, które zdobył pan, będąc dyrektorem sportowym Pogoni?

Każda praca blisko piłki pomaga. Trenowałem juniorów, byłem koordynatorem grup młodzieżowych, asystentem pierwszego trenera, pierwszym trenerem, dyrektorem sportowym. To wszystko zapewniło mi cenne doświadczenie, które dziś procentuje.

Trener musi być pewny siebie, ciche myszki nie osiągną sukcesu” – przyznawał pan kilka lat temu. Dziś podpisze się pan pod tymi słowami?

Trochę zmieniłem podejście. To nie jest zero-jedynkowe. Musi być naturalne. W trenerze powinna zwyciężyć natura, to, jaki jest. A nie to, czy będziemy mieć piętnastu odpowiedników Jose Mourinho. Uważam, że każdy musi być sobą, bo tylko w taki sposób można osiągnąć sukces. Sztuczność nie jest cechą pożądaną nigdzie.

Wasz sztab składa się z Polaków, ludzi związanych z klubem. Dzięki temu jest wam łatwiej?

Rzeczywiście – mam bardzo dobrych współpracowników, profesjonalnych, oddanych swojej pracy. Cieszę się, że znałem ich wcześniej. Nie musieliśmy się poznawać, tracić na to czasu. Choć, gdyby była taka potrzeba, pewnie nie byłoby problemu, bo to bardzo otwarci, inteligentni ludzie.

Zagraniczny zaciąg Bogusława Cupiała, ostatnio Hiszpanie rządzący w Wiśle pokazali chyba, że zagraniczna droga w przypadku tego klubu raczej się nie sprawdza.

Tego typu skrajności nie są korzystne. Duże ligi, duże kluby często wymieniają całe sztaby, całe piony szkoleniowe. Stawiają na obcokrajowców i tutaj trudno o porównanie do naszej ligi.  Ponieważ są to potężne kluby, przygotowane na tego typu systemy. Według mnie u nas kluczowe są korzenie, fundamenty. DNA powinno przenosić się poprzez zawodników, sztaby szkoleniowe. A zawodnicy powinni utożsamiać się z kibicami. Choć wiadomo, jaką rolę odgrywają piłkarze i trenerzy. Zazwyczaj to ludzie najmowani do pewnej roli. Niestety my nie mamy do czynienia z zawodnikami o najwyższej wartości. To nie są gwiazdy rozpoznawalne na całym świecie, a gracze, którzy muszą dojść do pewnego poziomu. Więc powinni starać się, by zjednać wokół siebie kibiców, bo wtedy będzie im łatwiej się rozwinąć, dać kibicom satysfakcję w postaci poziomu sportowego oraz zaangażowania. Uważam, że polscy zawodnicy mają potencjał, kluczowe jest dobre szkolenie, dobry system szkolenia, dobrze opłacani trenerzy młodzieży, którzy w pełni poświęcą się swojej pracy. Oczywiście, bez pomocy wartościowych obcokrajowców jest to niemożliwe. Sam bardzo cenię obcokrajowców, których mam u siebie w zespole. Przede wszystkim ze względu na ich umiejętności i profesjonalizm. Ale specyfiką naszej piłki powinna być tożsamość klubowa. Spójrzmy, jeśli skład tworzą niezwiązani emocjonalnie z klubem obcokrajowcy, jedynym co obroni w oczach kibica taki projekt, jest zdobycie trofeum. Jeżeli się nie udaje to kibic odsuwa się od klubu. Łatwiej przyjąć niepowodzenia, gdy w składzie ma się wychowanków, młodych zawodników. Wiadomo, że potrzebują oni czasu, by wskoczyć na odpowiedni poziom. Przykładem Marcin Brosz i Górnik Zabrze. Trener bardzo dobrze radzi sobie z sytuacją, w jakiej znalazł się jego zespół. Rozwija tych chłopaków, a z drugiej strony ma wsparcie kilkunastu tysięcy kibiców, którzy co mecz zasiadają na trybunach. Fani widzą, że mogą utożsamiać się z zawodnikami, którzy grają w klubie. Bo zostawiają oni na boisku serce, nawet jeżeli na razie nie widać tego w tabeli. Podobnie jest w Wiśle – kibice dają z siebie maksa, przychodzą, dopingują, ale robią to tak żywiołowo przede wszystkim dlatego, że widzą, iż piłkarze na boisku zostawiają serce. To jest kluczowe. Walczymy do końca, przecież ostatnio ze Śląskiem nie byliśmy zespołem lepszym, a jednak wyszarpaliśmy zwycięstwo w końcówce. I kibice taką postawę doceniają i doceniliby, nawet gdybyśmy nie strzelili gola w ostatnich minutach.

Rozmawiał Norbert Skórzewski

KOMENTARZE (47)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
renegat

i o to chodzi. takich ludzi, jak Stolarczyk potrzebuje polska pilka. a nie maruderow z Canal Plus, jak ten Twarowski czy Smokowski. stworzyli wlasny projekt? cala Polska sie smieje z ich projektu. pierwszy wrocil do Canal Plus i to o dziwo nie z podtulonym ogonem, a jako herszt bandy. trzeba przyznac, ze troche wigoru odzyskal, ale jednoczesnie dziwne, ze po nieudanym projekcie i porzuceniu programu, wraca z jeszcze mocniejsza pozycja… co to za uklady? to samo Smokowski. osmieszyl sie tym calym wlasnym projektem, a teraz przechodzi do Polsatu jako wielka gwiazda… przygarneli burka, bo juz trzasal sie, ze z rynku wypadnie i tak dobrze platnej pracy wiecej nie dostanie, a tu nagle Polsat zrobil z niego bohatera. hyhy.
.
zdecydowanie wole ludzi pokroju Stolarczyka, twardo stapajacych po ziemii. powodzenia i szacunek, chociaz nie jestem fanem Wisly Krakow.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

renegat

zgadzam sie, ze polska pilka jest pelna wlasnie takich czarusiow. ale zapomina Pan, kto jest ksieciem Czarusiem polskiej pilki… to przeciez trener Cracovii – Michal Probierz. to on opowiada ciagle swoje komunaly, za czym nie idzie zaden czyn. tylko czeka, ze moze w jednym z kolejnych sezonow Cracovia odpali i znowu zaprosza go do studia Ligi + jako bohatera. tym bardziej, ze prezes go nie zwolni, bo jest smiertelnie oczarowany. i nie zapominajmy, ze ksiaze Czarus – Michal Probierz, jest trenerem bogatej Cracovii, ktora moze rozwijac swoj projekt w wielu kierunkach.
.
Michal Stolarczyk, wrecz przeciwnie. za jego slowami ida czyny. z biednej Wisly, z przecietnych zawodnikow, wydobyl to co najlepsze. ma przy tym klarowne cele budowy druzyny, chociaz nie wiadomo jak w najblizszej przyszlosci kwestie finansowe wplyna na funkcjonowanie klubu. w Pogoni zrobil kawal dobrej roboty, jak na mozliwosci szczecinskiej Pogoni w tamtym okresie. poza tym, jak zauwazyl Stolarczyk: „Przede wszystkim rozwinęła się akademia, praca z młodzieżą stoi na wyższym poziomie niż kilka lat temu”. jak juz zrobil cos w tym aspekcie, to chwala mu za to. co zrobiono w Cracovii? ale ksiaze Czarus sie wytlumaczy.

Tomaszz

To nie popelina dla gawiedzi, tylko najprostsza prawda, której nikt nie przyjmuję do siebie, bo jest zbyt prosta. Problem polega na tym, że tę prawdę muszą znać ci, którzy mogą ją wcielić w życie. Co z tego, że ja o tym wiem, skoro nie mam klubu ani pieniędzy, żeby taka akademię zbudować. Drugi problem jest taki, że akademia przyniesie zysk za 15 lat, a w lidze trzeba się utrzymać w tym sezonie. I tak błędne koło się kręci.

megozn1k

Tomasz Kurzak :

Komunały to ty opowiadasz – twoja wypowiedź jest tak typowo ‚polska’ w swoim wydźwięku, że nie zdziwię się jak dostaniesz multum plusów i przyklasku.
My potrafimy przede wszystkim narzekać i krytykować swoje i chwalić obce. Planów przeróżnych mniejszych i większych, realizowanych bądź nie było w polskiej piłce multum. Tylko ty o nich nie wiesz, bo się nimi NIE INTERESUJESZ. Nie jesteś w temacie, nie wiesz co jest uzgadniane w gabinetach danych klubów. Nasza liga nie licząc ostatnich dwóch sezonów, gdy zaliczyliśmy spory zjazd jest mniej więcej w tym samym miejscu pod względem sportowym jak i finansowym. Reszta to tak kochane u nas w kraju malkontenctwo i pesymizm. Ja się bardzo cieszę, że moi rodzice nie wychowali mnie w tak syfskim podejściu do życia.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

megozn1k

Jak coś nie daje efektów to plan się zmienia. Tak jest wszędzie na świecie, nie tylko w Polsce. Tak działają nie tylko malutcy ale ci największy. Nawet w Man U gdzie całe życie niemal przepracował Sir Alex Moyes wyleciał po sezonie. Plan uległ zmianie, bo nie dawał efektów. Proste.

Powiedz mi również, gdzie ty widzisz w mojej wypowiedzi ad personam? Nigdzie nie atakuje Ciebie bezpośrednio, atakuję tylko Twoje wywody i podejście. Jak mam polemizować wg Ciebie, jeśli się nie zgadzam?

qdlaty81
WIDZEW

Wlasnie. Po sezonie. U nas 20 zmian trenerow rocznie przy 16 druzynach

Camilos
Wisła Kraków, Pogoń Siedlce

Probierz i inne Michniewicze mogą mu buty czyścić…

Lluc93

W polskiej lidze co sezon ktoś odpala, by za chwilę zgasnąć. Poczekałbym jednak z takimi osądami, bo fajnie ta Wisła wygląda, ale jestem przekonany, że za chwilę przyjdzie kryzys i pisanie, że ten Stolarczyk to się jednak nie nadaje. To takie typowe dla naszej ligi.

Siwy z Łęcznej
Górnik Łeczna

Tak naprawdę polskie kluby najlepiej odnajdują się w biedzie, bo gdy maja kilka monet ponad stan, to zaczyna ludziom tym na górze odpierdalać, później gdy monety nie ma, to następuje zderzenie ze ścianą, najczęściej bardzo bolesne…

RobRob

Najlepszy przyklad to Bytovia :)) Chociaz ciekawe jak dlugo pociagna.

pepe72

Bo jak nie ma pieniędzy to trzeba działać racjonalnie. A jak są to zlatuje się stado sępów by się nachapać. Lechia też jest doskonałym przykładem.

BurakWywiadu

Dzień dobry! Ja nazywam się Patrycja Mirosławska, a to jest „Burak Wywiadu”. Dziś moim i państwa gościem będzie Wojciech Chlawalczyk! Cześć Wojtek!
Chlawalczyk: Siema.
Miłosławska: Jak się czujesz jako naczelny hejter polskiej piłki?
Chlawalczyk: Powiem Ci, że różnie… wiesz jak to jest. Mam w sobie to ego wielkiego, niespełnionego piłkarza, który przegrał swoją karierę na własne życzenie. Hejt, którym pluje to po prostu moja frustracja, czasem mam to w dupie, ale wiesz… mnie jako ekspertowi można więcej. Mogę na przykład życzyć takiemu Milikowi, żeby złamał rękę, ale jak wywieszą jakąś szmatę z moim nazwiskiem i coś tam pokrzyczą na meczu okręgówki to mam ból dupy.
Miłosławska: Może powinieneś trochę wyważać swoje opinie?
Chlawalczyk: A gdzie tam, mam to w dupie. Za to mi Krzysiek płaci. Za mój cięty język. To się sprzedaje. Zawsze można jednak ponarzekać, że Legia o mnie zapomniała. To fajnie brzmi, tak kontrowersyjnie. W sumie jak tak się zastanawiam, co niekiedy mówię, to faktycznie nie dziwie się, że jestem tak nie chciany przy Łazienkowskiej. Opowiem Ci anegdotę. Kiedyś na Weszło, siedziałem cały dzień pod jednym z moich felietonów. Czekałem, czy będą jakieś pozytywne komentarze, co do moich tez. Okazywało się, że nie ma. 100% wpisów wyzywających mnie od pijaków, alkoholików, etc. etc. Poczułem się wtedy niezrozumiały. Wkurwiłem się i zrobiłem sobie multikonto na Weszło i dopisałem tam komentarz „Brawo Kowal, masz rację!”. Później oczywiście odwróciłem kota ogonem i zadzwoniłem do Krzyśka, że czekałem, czy będzie 100% negatywnych komentarzy, ale jednak ktoś się ze mną zgodził.
Miłosławska: Trochę to nieetyczne, to co opisujesz…
Chlawalczyk: Trochę? To jest bardzo nieetyczne, ale co mam zrobić. Przyznać się do błędu?
Miłosławska: Może właśnie tak?
Chlawalczyk: Wiesz…, mnie uczono, że jako ekspert mam zawsze rację. Nawet jak się okazuje, że nie mam, to nikt już o tym nie pamięta, bo nikt mnie z tego nie rozlicza. Uczyłem się tych zasad od samych tuzów dziennikarstwa sportowego: Romka Kołtunia i Mateusza Górka w Polsrace.
Miłosławska: O co masz jeszcze ból dupy?
Chlawalczyk: O to, że nie przyznano mi matury za zasługi. Wolałbym maturę, niż tą cholerną emeryturę olimpijską. Zarobić, to jakoś zarobię. Na przykład zbierając grzyby. Gdybym miał maturę, nikt przynajmniej by się ze mnie nie naśmiewał, że jestem głupi. Teraz tak trochę głupio robić maturę po czterdziestce…
Miłosławska: Myślę, że na tym możemy zakończyć naszą rozmowę. Dziękuję i do usłyszenia! W następnym programie gościć będę Krzysztofa Sranowskiego.

Mixu
WISŁA KRAKÓW KRÓLOWA POLSKI

Mam nadzieję że Stolarczyk zostanie naszym trenerem na lata, nawet jeśli przyjdzie kryzys. Oby Towarzystwo nie było w gorącej wodzie kąpane jeśli przyjdzie ten moment. Dać mu parę lat na budowę drużyny i wdrożenie swojej wizji.

pepe72

Tak długo jak nie mamy kasy to Stolarczyka nikt nie ruszy. Miejmy nadzieję, że zarząd ogarnie finanse.

biggala2310

Ivan Djurdjevic, Aleksanda kir Vuković, Marcelo Guedes, Mauro Cantoro – zagraniczni piłkarze związani z polskim klubem.

Ondrej Duda, Artjom Rudnevs, Marcelo Guedes, Petar Brlek – zagraniczni piłkarze, na których polskie kluby dobrze zarobiły.

Bartosz Bereszyński, Krystian Bielik, Adam Kokoszka – polscy wychowankowie, którzy odchodzili ze swoich klubów bez żadnych sentymentów.

Mowienie o graniu „młodymi Polakami” to utarty, nacjonalistyczny frazes.

Talent i umiejętności nie mają narodowości. Trzeba grać piłkarzami młodymi i uzdolnionymi, bez względu na ich pochodzenie. Ograniczanie się do Polaków to droga do nikąd. Co pokazują przykłady naszych młodzieżówek, nie mamy na tyle utalentowanych zawodników, by czerpać tylko z własnego źródła. A nawet jeśli byśmy mieli, to do rozwoju potrzebują konkurencji i wysokiego poziomu treningu i gry na co dzień. Do tego potrzeba umiędzynarodowienia. W juniorach najlepszych szkółek w Europie też są młodzi zdolni piłkarze z całego świata. Wystarczy wspomnieć, że nawet najlepszy wychowanek La Masii jest Argentyńczykiem.

robertmar

Krótko – nie pierdol. Cztery przykłady obcokrajowców, na których polskie kluby dobrze zarobiły w całej historii ligi. Cztery przykłady (w tym tylko jeden powtarzający się) zagranicznych piłkarzy związanych z polskimi klubami. Trzy przykłady wychowanków, którzy nie byli szczególnie sentymentalni. No kurwa faktycznie niezbity dowód na to, że teza o potrzebie grania młodymi Polakami to „utarty, nacjonalistyczny frazes”!

A pamiętasz np. jacy wirtuozi z zagranicy przychodzili do Lecha, Legii czy Wisły za Rudnevsa, Dudę czy Marcelo? I czy myślisz, że taki Cantoro czy Djurdjević serio zostali w Polsce, choć mieli możliwość zrobienia większej kariery na Zachodzie? NIE, zostali tu, bo byli zbyt ciency.

Owszem, można sprowadzać do szkółek obcokrajowców. Pytanie: czemu tak się nie dzieje? Może dlatego, że nie jesteśmy uważani za potęgę? Wagony cudzoziemców, które do nas przyjeżdżają i grają zamiast Polaków, to nie jest materiał na cokolwiek poważnego. Oni tu przyjeżdżają wyłącznie na zarobek, bo wiedzą, że u nas dostaną więcej niż w swojej Bośni, Słowacji czy innej Estonii. Ale wcale nie są lepsi (tak, trochę generalizuję) aniżeli młodzi Polacy. Śmieszy mnie dowodzenie, że „stranieri” są lepszymi piłkarzami od Polaków, bo np. Dimun i Siplak zagrali w zwycięskim meczu słowackiej młodzieżówki z włoską. Tylko czemu w takim razie nie pokazują tej jakości grając w barwach Cracovii, która ma niewielu Polaków w składzie? To samo aż do bieżącego sezonu było z Haraslinem – też nie ciągnął Lechii w górę.

Owszem, nie tak dawno w Legii grał Nikolić, Prijović, Vadis czy Guilherme, czyli piłkarze rzeczywiście dający naszej lidze jakość. Ale… już ich nie ma! Wystarczył jeden dobry sezon, a pierwsza trójka w komplecie wybyła z Polski, a pół roku później dołączył do nich czwarty. Kim Legia ich zastąpiła? Wyrobami piłkarzopodobnymi w rodzaju Antolicia czy Phillipsa. I tak będzie za każdym razem, jeśli będziemy opierać się głównie na obcokrajowcach. Że grający Polakami dostał srogi łomot od Trenczyna niemal pozbawionego Słowaków? Owszem, dostał. Dostał, bo był drużyną słabszą piłkarsko, co jest wypadkową partyzantki, na jakiej tworzony jest klub bez kasy, jakim jest Górnik. Łomot dostała też (dwukrotny) Legia, czyli klub, gdzie Polacy są w mniejszości i gdzie trzon zespołu jest wymieniany co kilka miesięcy. Sorry, ale jeśli mam wybierać, to wolę wpierdol przy graniu Polakami, bo nic tak nie uczy, jak konfrontacje pucharowe. A któryś z nich na pewno się wybije. Tak, jak wybili się Kurzawa czy Kądzior.

biggala2310

„A pamiętasz np. jacy wirtuozi z zagranicy przychodzili”
A pamiętasz jacy wirtuozi z POLSKI przychodzili do Lecha, Legii czy Wisły? Michał Masłowski, Hubert Wołąkiewicz, Patryk Fryc… Różnica między polskim słabym piłkarzem, a zagranicznym jest taka, że Polski po nieudanej przygodzie w ESA pójdzie do 1-2 ligi. Zagraniczny wróci do swojego kraju. To logiczne.
_
„Oni tu przyjeżdżają wyłącznie na zarobek”
A Polacy to grają tu z miłości do ojczyzny jak Pazdan? Tak samo jak wszyscy inni – grają tu dopóki mają dobre kontrakty lub ktoś lepszy się po nich nie zgłosi.
_
„Śmieszy mnie dowodzenie, że „stranieri” są lepszymi piłkarzami od Polaków”
Wiesz, że na każdego Dimuna czy Siplaka przypada 20 polskich piłkarzy, którzy okazują się jeszcze gorsi i nie przechodzą z wieku juniora do seniora? Z wymienioną dwójką rywalizację o miejsce w Cracovii przegrywali Adam Deja, Szymon Drewniak czy Sylwester Lusisz. Byli więc jeszcze gorsi od nich.
_
„Wyrobami piłkarzopodobnymi w rodzaju Antolicia czy Phillipsa”
Z kolei tej dwójki jeszcze gorsi okazali się Jodłowiec czy Kopczyński.
_
Przestańmy w końcu podchodzić do futbolu w kategorii My-Oni. Jesteśmy jak wszystkie inne nacje w Europie. Równie utalentowani i równie lojalni. Najlepiej jest każdego człowieka oceniać indywidualnie za to jaki jest, a nie za to jaki paszport posiada. Do sukcesów potrzebni są po prostu zawodnicy najlepsi. Mądrze zarządzane kluby Europy Zachodniej o tym wiedzą i jak się im trafi jakaś perełka jak Piotr Zieliński, Wojtek Szczęsny, Arek Milik czy nawet Leo Messi to ją ściągają. Paszport ma tu kwestię drugorzędną.

robertmar

Kolega już Ci napisał – chcesz zacząć od dachu, a tu trzeba fundamentów. Co z tego, że Lyn sprzedało Obi Mikela, a Nordsjaelland Lobotkę? Dało im to coś na dłuższą metę? Wypuścili potem kogoś kolejnego wartego dużych pieniędzy? A taki Lech na przykład wypuścił i to (poza Rudnevsem i ew. Kadarem) samych Polaków. Ajax to zupełnie inna bajka – ten klub w wypuszczaniu młodych za dużą kasę po prostu się specjalizuje. Nie mówiąc już o tym, że w przeszłości parokrotnie wygrywał Puchar Europy (czyli markę opartą na graniu Holendrami ma), a obecnie biłby nasze kluby na głowę mimo kryzysu.

Żeby wypuszczać zagraniczne talenty od nas w świat, najpierw muszą one tu przyjeżdżać i grać w naszych klubach po ZDROWEJ rywalizacji. Czyli nie tylko naprawdę muszą być lepsi od rodzimych zawodników, ale jeszcze muszą wywalczyć sobie miejsce w składzie po rzeczywiście zażartej walce! Z chujowym Polakiem wygra i chujowy cudzoziemiec. Ergo – jeżeli nie postawimy na szkolenie miejscowych piłkarzy i dawanie do zrozumienia graczom spoza Polski, że przy równej klasie nie będą zabierać naszym miejsca w składzie, to będzie się to jeszcze długi odbijać również na jakości sprowadzanych obcokrajowców. To niestety są naczynia połączone i tego nie przeskoczysz pieprzeniem o nacjonalistycznych frazesach.

biggala2310

„Dało im to coś na dłuższą metę?”
Dało im to parę ładnych baniek. Czego chcieć więcej?
~
„A taki Lech na przykład wypuścił i to (poza Rudnevsem i ew. Kadarem) samych Polaków.”
Jeszcze na Tonewie ładnie zarobili. To całkiem nieźle patrząc na to ilu ściągają MŁODYCH starnieri, a ilu Polaków co rok przechodzi przez akademię. Poza tym akurat w Lechu dużą rolę odegrali piłkarze zagraniczni w odnoszeniu sukcesów w yPolsce i zagranicą. Arboleda, Rengifo, Stilic, Krivets czy obecny trener Djurdjevic. Wszyscy zagraniczni, którzy swego czasu bardzo się przydali.
~
„jeżeli nie postawimy na szkolenie miejscowych piłkarzy”
By dobrze szkolić potrzeba dobrej jakości rywalizacji i treningu na co dzień. Przykro mi, ale nie mamy na tyle licznych uzdolnionych Polaków, by w juniorach taką rywalizację stworzyć. Okazuje się , że takiej nie ma nawet La Masia, która do rywalizacji ściąga młodych piłkarzy z całego świata.

robertmar

A co do „paru ładnych baniek” i „czego chcieć więcej?” – czegoś potem po prostu. Innymi słowy – sukcesów sportowych. Z tego co wiem Lyn nawet do Ligi Europy nigdy się nie załapało.

I masz rację, w Lechu obcokrajowcy odgrywali dużą rolę. Czemu? Bo byli autentycznie LEPSI od NIEZŁYCH Polaków na swoich pozycjach. Czaisz już bazę? Nie mówiąc już o tym, że liczba Polaków w pierwszym składzie stale tam oscylowała w granicach połowy całego zestawienia. W Wiśle o takie pierdoły nie dbano. W efekcie rany liżą do dziś.

biggala2310

Zdjęcie profilowe robertmar
W Wiśle przede wszystkim nie dbano o to, by byli to piłkarze perspektywiczni.
W ostatnim czasie Wisła dobrze zarobiła na Brleku. Jest szansa na fajną kasę za Arsenica, a ostatnio świetnie pokazał się Kostal. To co ich wszystkich łączy to wiek, nie miejsce urodzenia.

Nawet patrząc z perspektywy młodego piłkarza: mając wybór między treningiem i grą z dobrymi piłkarzami z całej Europy lub nawet świata a treningiem z 20 chłopakami z województwa każdy ambitny wybrałby to pierwsze.
_
Rzucajmy młodym wyzwania, nie czerwony dywan.

Celtu

Masz rację i podoba mi się twój projekt,tylko mam dziwne wrażenie że budowę chcesz zacząć od postawienia dachu,podczas gdy fundamenty są jeszcze nie wylane.Przecież Polskie kluby w przeważającej większości nie potrafią szkolić młodych Polaków,a co dopiero młodych murzynów z Afryki?Najpierw postawmy fundamenty,a dopiero później myślmy o dachu czy wykończeniu domu.

biggala2310

Zdjęcie profilowe Celtu Dzięki. Po prostu nie rozumiem, dlaczego taki norweski Lyn może zarobić grubą kasę na Obi Mikelu, Nordsjaelland na Stanislavie Lobotce, A Ajax Amsterdam na Suarezie, Eriksenie czy Miliku. Natomiast polski klub musi mieć nadzieję, że trafi mu się jakiś mega utalentowani Nowak czy Kowalski. Co niektórzy chyba jeszcze nie dorośli do globalizacji.

matek15

Zupełnie nie chodzi o globalizację. Tylko o podejście „wszystko co obce jest dobre”.
Prawdą jest, że Lyn gdy promowało (lub pozwalało promować się samemu) Obi Mikela miało w swoim składzie 18-19 piłkarzy ukształtowanych w Skandynawii i pewnie tego modelu zawsze się trzymali.
Ajax gdy Suarez tam błyszczał był oparty głównie o wychowanków i holendrów posiłkowany kilkoma zawodnikami jak Suarez. Dlatego to funkcjonowało, o czym mówił Stolarczyk w wywiadzie i chyba koledzy nade mną. Ale to wymaga zdrowego przemodelowania struktur i przede wszystkim czasu. Niestety tego ostatniego w Polsce nigdy nie uświadczysz.

biggala2310

Zdjęcie profilowe matek15 Skandynawia nie równa się Norwegii. Nie mam nic przeciwko temu, by polskie kluby wyciągały najzdolniejszych piłkarzy z regionu Europy Środkowej, tj. Polski, Litwy, Białorusi czy Słowacji. Niech nasi z nimi rywalizują. Tylko nie róbmy nikomu autostrady do gry tylko dlatego, że urodził się w granicach naszego kraju. Bo to zamiast rozwijać, wstrzymuje rozwój piłki.
_
Jest nawet takie angielskie przysłowie, które pasuje do naszych najzdolniejszych piłkarzy: „Pośród ślepców jednooki królem jest”.

matek15

Ale ja się zgadzam. Zwłaszcza, że mamy środki ku temu by tworzyć akademię i ściągać tych zdolniejszych nastolatków z Litwy, Białorusi, Słowacji i dawać im tu szansę na rozwój na równi z chłopakami z Polski.
Tylko te akademię muszą mieć odpowiedni poziom, a zawodnicy pewną gwarancję, że będą mogli się rozwijać dalej w dorosłej piłce. I nie ma znaczenia czy to Polak, Francuz, Litwin, Słowak.

biggala2310

Zdjęcie profilowe matek15 Mamy środki finansowe, jednak nie dla wszystkich nacji mamy środki prawne :) Przez głupotę prezesa Bońka i jego kolegów ograniczamy się z możliwościami do 28 państw UE. Przepadają nam przez to chyba najciekawsze dla nas rynki, czyli: Białorusini, Ukraińcy, Serbowie… Natomiast słowacki AS Trecin prowadzi od wielu lat świetną politykę sprowadzania młodych piłkarzy głównie z Brazylii i Nigerii, których sprzedaje z dużym zyskiem, a i wyniki przy tym notuje całkiem niezłe.
_
Konkluzje mamy jednak podobne. Powinniśmy mówić o dawaniu szansy młodym i zdolnym PIŁKARZOM, a nie młodym i zdolnym POLAKOM. Dzięki temu nasze możliwości będą większe. Talent, podobnie jak i pieniądz, nie ma ojczyzny.

matek15

Amen 😉

robertmar

Niestety lub stety trzeba zacząć od Polaków. Messi w życiu nie przyszedłby do La Masii, gdyby Barca nie wychowała wcześniej tabunu zdolnych Hiszpanów. Tak samo Suarez do Ajaksu, który wcześniej wychował Overmarsa, Bergkampa, Kluiverta i paru innych Holendrów. Obcokrajowiec MUSI być lepszy od Polaka, ale nie w sensie, że trochę mniej chujowy, tylko dobry lub bardzo dobry. Lecz obecna sytuacja temu nie służy. Cudzoziemcy brani są głównie dlatego, że są tańsi. Rzadko zaś zarazem lepsi.

I w sumie fajnie, że rozmawiamy o tym w tekście o Wiśle, bo właśnie przykład Wisły Maaskanta i Valckxa – kosmopolitycznej do bólu – pokazuje jak łatwo się na takim projekcie wypieprzyć. Obecne długi tego klubu mają swoje korzenie właśnie w tamtych chorych czasach. Następna w kolejce może być Legia, choć ona przynajmniej coś zarobiła w Lidze Mistrzów. Ale wszystko zaczęło się od tego, że nasprowadzano cudzoziemców, którzy rychło (po porażkach w Europie) stali się dla klubu balastem.

A kapitał – wbrew pozorom – jak najbardziej ma narodowość. Niemcy, Francja, Wielka Brytania i wszystkie kraje najbardziej rozwinięte wiedzą o tym doskonale. I właśnie z tego powodu są najbardziej rozwinięte.

biggala2310

„Cudzoziemcy brani są głównie dlatego, że są tańsi. Rzadko zaś zarazem lepsi.”
W tej kategorii cenowej są lepsi 😉
_
„MUSI być lepszy od Polaka, ale nie w sensie, że trochę mniej chujowy,”
Mnie wystarczy, że będzie trochę mniej chujowy. To już jest postęp.
_
„bo właśnie przykład Wisły Maaskanta i Valckxa – kosmopolitycznej do bólu – pokazuje jak łatwo się na takim projekcie wypieprzyć”
Wisła wtedy przede wszystkim ściągała zawodników doświadczonych, przez co drogich i ciężkich do sprzedania. Gdyby ściągała doświadczonych i drogich Polaków, wpieprzyłaby się w takie same kłopoty. Kazus Jędrzejczyka w Legii.
_
„A kapitał – wbrew pozorom – jak najbardziej ma narodowość”
Jasne. Ale milion euro przytulony za Hiszpana smakuje równie dobrze co milion przytulony za Polaka.

robertmar

„W tej kategorii cenowej są lepsi ”
Jak sport to dla Ciebie tylko biznes, to ok. Ale sport to jednak przede wszystkim… sport :) Tą miarą można przede wszystkim mierzyć powodzenie inwestycji, a nie sprzedażą jednego gościa za „miliony monet”.

„Mnie wystarczy, że będzie trochę mniej chujowy. To już jest postęp”
Postęp mierzony Siplakiem i Dimunem w przedostatniej drużyny jednej z bardziej chujowych lig Europy, bo ci byli lepsi od Dei? Dziękuję, postoję… Nie przypadkiem ci dwaj trafili akurat do Cracovii, a nie na przykład zdecydowanie bardziej polskiego Zagłębia Lubin czy nawet Górnika, który mimo wszystko jest dużo wyżej w tabeli od klubu z ulicy Kałuży.

„Wisła wtedy przede wszystkim ściągała zawodników doświadczonych, przez co drogich i ciężkich do sprzedania. Gdyby ściągała doświadczonych i drogich Polaków, wpieprzyłaby się w takie same kłopoty. Kazus Jędrzejczyka w Legii”.

Tego Jędrzejczyka, którego Legia nawet nie zgłosiła do pucharów, co na pewno nie pomogło klubowi w walce w Europie? Tego Jędrzejczyka, który – jak już zaczął grać – jest stale wśród najlepszych legionistów na boisku? Odnieś to teraz na przykład do niejakiego Jaliensa czy Boukhariego, którzy jak już zjechali z formą, to nijak jej nie odbudowali. A płacić im było trzeba. Albo Covilo.

„Milion euro przytulony za Hiszpana smakuje równie dobrze co milion przytulony za Polaka”
Pełna zgoda. Ale żaden młody Hiszpan nie przyjdzie do nas się szkolić dopóki nie zobaczy, że wypuszczamy dobrych rodzimych graczy. Bo to OD NICH się zaczyna.

„W ostatnim czasie Wisła dobrze zarobiła na Brleku. Jest szansa na fajną kasę za Arsenica, a ostatnio świetnie pokazał się Kostal. To co ich wszystkich łączy to wiek, nie miejsce urodzenia.

Nawet patrząc z perspektywy młodego piłkarza: mając wybór między treningiem i grą z dobrymi piłkarzami z całej Europy lub nawet świata a treningiem z 20 chłopakami z województwa każdy ambitny wybrałby to pierwsze”

Przypominam, że cały czas piszemy pod tekstem właśnie o Wiśle. Klubie, który umożliwił pokazanie się Arseniciowi czy Kostalowi tylko dlatego, że nie miał kasy na Lloncha, Veleza, Suljicia czy Gonzaleza. Musiał więc sprowadzić Pietrzaka, Korta czy Lisa. Co wychodzi na plus Arseniciowi i Kostalowi.

biggala2310

„sport to jednak przede wszystkim… sport :) Tą miarą można przede wszystkim mierzyć powodzenie inwestycji”
No i jak tam poszło Górnikowi wypełnionemu młodymi Polakami w rywalizacji sportowej z zagranicznymi zespołami? Męczarnie z ostatnią drużyną z Mołdawii i wpierdol od międzynarodowego Treczyna. Kwestie sportowe tym bardziej przemawiają za ściąganiem z zagranicy.
_
„Postęp mierzony Siplakiem i Dimunem”
Rywalizacja, nie postęp. Ta dwójka wygrała z Deją czy Drewniakiem, Antolić i Philips z Jodłowcem i Kopczyńskim. Szrot bywa tak samo polski jak i zagraniczny. Polski chyba nawet częściej…
_
„Tego Jędrzejczyka, którego Legia nawet nie zgłosiła do pucharów”
Tego, który jest dużym obciążeniem dla budżetu i pewnie nie przyniesie zysków z transferu. To wcale nie musiał być przykład Jędrzejczyka. Równie mało korzyści w ostatnich latach mieli w Lechii z drogiego Sebastiana Mili, a przecież to Polak. Polak i były reprezentant! Innego Polaka obciążającego budżet – Mateusza Lewandowskiego chcieli oddać za złotówkę, niestety bez powodzenia. Mają tam jeszcze drogich w utrzymaniu Wojtkowskiego i Peszkę, a w zeszłym sezonie mieli Wawrzyniaka i Kuświka. Wszyscy sportowo zawodzili. W przeciwieństwie np. do Flavio Paixao :) PS. Lechii z kolei udało się dobrze zarobić na Milinkovicu-Savicu. Też obcokrajowiec. Też młody. Widzisz już, że cechą łączącą dobrze sprzedawanych piłkarzy jest WYŁĄCZNIE talent i wiek?
_
„Ale żaden młody Hiszpan nie przyjdzie do nas się szkolić dopóki nie zobaczy, że wypuszczamy dobrych rodzimych graczy”
To słowo „rodzimych” jest zbędne. Ogółem chodzi o to, by wypuszczać dobrych graczy. Nieważne czy przyjedzie z sąsiedniej wsi, województwa czy Ameryki Południowej.
_
„dlatego, że nie miał kasy na Lloncha, Veleza, Suljicia czy Gonzaleza”
Czyli na zawodników ogranych i doświadczonych. Tak samo swego czasu z Wisły odszedł Rafał Wolski, który przecież jest Polakiem.

robertmar

„Tak samo swego czasu z Wisły odszedł Rafał Wolski, który przecież jest Polakiem”.

I który był do Wisły wyłącznie wypożyczony, więc porównanie niewiele warte. Zresztą Wolski poszedł później do innego polskiego klubu.

„Ogółem chodzi o to, by wypuszczać dobrych graczy. Nieważne czy przyjedzie z sąsiedniej wsi, województwa czy Ameryki Południowej”.
Powtarzam po raz kolejny raz: dobrzy i perspektywicznie gracze spoza Polski NIE PRZYJADĄ do nas dopóki nie będą wiedzieli, że dajemy radę wyszkolić rodzimych piłkarzy.

„Ta dwójka wygrała z Deją czy Drewniakiem, Antolić i Philips z Jodłowcem i Kopczyńskim”
W efekcie z tym Antoliciem i Philipsem Legia przerżnęła z pełną Słowaków Trnavą i Luksemburczykami, którzy teraz zanotują sześć wpierdoli w grupie LE. Antolić i Philips byli po prostu „trochę mniej chujowi” od Jodły czy Kopczyńskiego, co – jak pisałeś – Tobie wystarczy.
Powtórzę jeden z pierwszych postów – wpierdol Górnika jest o tyle mniej bolesny, bo nikt tam nie oczekiwał rewelacji. Tam grają ci, którzy muszą się ograć w starciach z innymi. Zwłaszcza po stracie Kądziora i Kurzawy. Gdyby Górnik nie grał pierwszego sezonu w pucharach po ponad 20-letniej przerwie, miałbym doń zdecydowanie większe pretensje.

„Równie mało korzyści w ostatnich latach mieli w Lechii z drogiego Sebastiana Mili, a przecież to Polak. Polak i były reprezentant! Innego Polaka obciążającego budżet – Mateusza Lewandowskiego chcieli oddać za złotówkę, niestety bez powodzenia. Mają tam jeszcze drogich w utrzymaniu Wojtkowskiego i Peszkę, a w zeszłym sezonie mieli Wawrzyniaka i Kuświka. Wszyscy sportowo zawodzili. W przeciwieństwie np. do Flavio Paixao”.
Średnio młodego i średnio perspektywicznego Flavio Paixao, którego brat odszedł do drugiej ligi tureckiej. Z całej reszty młodym piłkarzem jest tylko Mateusz Lewandowski. Zapomniałeś do listy obciążających budżet doliczyć Krasicia.
Zważ może, że obecnie w Lechii regularnie grają tacy gracze jak Chrzanowski, Fila, Kubicki, Lipski, Arak, Sopoćko czy Nalepa. Wszyscy mają max. 25 lat. A teraz spójrz które miejsce w tabeli zajmują obecnie gdańszczanie. I porównaj z Cracovią, pełną Siplaków i innych Dimunów :)

biggala2310

„więc porównanie niewiele warte”
Dla mnie wiele. Tak samo Wisła chciałaby go zatrzymać, ale nie miała ku temu środków. Czy trzeba zapłacić zawodnikowi za podpis czy też klubowi za transfer to bez różnicy. Chodzi o pieniądze.
_
„gracze spoza Polski NIE PRZYJADĄ do nas dopóki nie będą wiedzieli, że dajemy radę wyszkolić rodzimych piłkarzy”
Marcelo Guedes, Paulinho, Kalu Uche, Ondrej Duda, Aleksandar Prijovic, Miroslav Radovic, Vanja Milinkovic-Savic, Emmanuel Olisadebe, Aleksandar Tonew, Petr Brlek czy Semir Stilic, 11 na szybko wystarczy? Swego czasu w Legii chciał grać nawet Mo Salah :) Wystarczy zapłacić za transfer i zaproponować dobry kontrakt. To co dla nas jest podłogą dla większości nacji z wyżej wymienionych jest sufitem. Owszem, nie ma co liczyć na to, że trafi do Polski zdolny młody Hiszpan, Niemiec czy Anglik. Ich wyciągną miejscowe szkółki. Trzeba patrzeć szerzej, do Państw gdzie w piłce nie ma takich pieniędzy jak u nas (np. Słowacja, Nigeria). Lub tam, gdzie tych talentów jest na tyle dużo, że wystarczy i dla nas (Brazylia). Niestety, Boniek tego nie widzi.
_
„W efekcie z tym Antoliciem i Philipsem Legia przerżnęła z pełną Słowaków Trnavą”
Wychodzi na to, że lepsza jest drużyna pełna Słowaków. Bez żadnego Polaka.
_
„bo nikt tam nie oczekiwał rewelacji. Tam grają ci, którzy muszą się ograć w starciach z innymi.”
Treczyn jakoś nie ma takich wymówek i problemów. Średnia wieku AS Treczyn to 22 lata. Górnika 22 lata i 5 miesięcy. AS Treczyn też nie jest wcale klubem bogatszym. Ma natomiast w swojej kadrze piłkarzy z Trynidadu, Nigerii, Chorwacji, Maroko, Kongo czy Ghanny. Młodych i zdolnych. A nie młodych i polskich.
_
„Średnio młodego i średnio perspektywicznego Flavio Paixao”
Przecież to porównanie jest tylko po to, by pokazać, że Polacy tak samo jak obcokrajowcy mogą zawodzić. A obcokrajowcy bez względu na wiek mogą pokazywać dobrą piłkę. Nie ma reguły. Trzeba patrzeć indywidualnie.

robertmar

Wisła nie miała środków, a Lechia tak. Ergo – Wolski został w Polsce, na czym najgorzej nie wyszedł. Przynajmniej biorąc pod uwagę jego zagraniczne podboje.

„Treczyn jakoś nie ma takich wymówek i problemów. Średnia wieku AS Treczyn to 22 lata. Górnika 22 lata i 5 miesięcy. AS Treczyn też nie jest wcale klubem bogatszym. Ma natomiast w swojej kadrze piłkarzy z Trynidadu, Nigerii, Chorwacji, Maroko, Kongo czy Ghanny. Młodych i zdolnych. A nie młodych i polskich”.
1. Jeszcze proszę o porównaniu budżetów Trenczyna i Górnika.
2. Trenczyn przegrał w LE z AEK Larnaka. Średnia to potęga. Tak, po drodze wyeliminował Feyenoord. W formie gorszej od Górnika.

„Wychodzi na to, że lepsza jest drużyna pełna Słowaków. Bez żadnego Polaka”.
Pełna tych, których nasza liga wypluła, np. Slobodę. A którzy zarazem w swoim gronie umieją grać.

„Marcelo Guedes, Paulinho, Kalu Uche, Ondrej Duda, Aleksandar Prijovic, Miroslav Radovic, Vanja Milinkovic-Savic, Emmanuel Olisadebe, Aleksandar Tonew, Petr Brlek czy Semir Stilic, 11 na szybko wystarczy? Swego czasu w Legii chciał grać nawet Mo Salah :) Wystarczy zapłacić za transfer i zaproponować dobry kontrakt”.
Spośród nich karierę jako taką zrobili Marcelo, Paulinho i Prijović. Sam dołożyłbym jeszcze Nikolicia. Cała reszta albo ugrzęzła (jak Duda) albo przepadła, albo przepadła i wróciła. Sorry, ale to raczej dowód na to, że przychodzi do nas w 90 proc. najpospolitszy szrot.

biggala2310

Zdjęcie profilowe robertmar Odpisałem Ci w normalny, kulturalny jak wcześniej sposób, ale moja odpowiedź nie przeszła moderacji Dzięki za wymianę zdań, miło się rozmawiało. Przy tej moderacji jednak nie ma to sensu.

Brawo Zdjęcie profilowe Jakub Olkiewicz Brawo Zdjęcie profilowe krzysztof-stanowski ktoś od Was uciął przyjemną, kulturalną i dość merytoryczną dyskusję.

robertmar

Mam w ogóle wrażenie, że cały czas rozmawiamy o czymś zupełnie innym. Tobie chodzi o to, żeby polskie kluby przede wszystkim pozyskiwały kasę z transferów. Mnie zaś o to, by odnosiły sukcesy, co potem przerodzi się w konkretne pieniądze do zgarnięcia od UEFY czy – zdecydowanie bardziej obfitych finansowo – sprzedaży graczy na Zachód. Sorry, ale bez pokazania się w Europie nie zareklamujemy się w świecie. A nie pokażemy się w świecie, jeśli nie zrobimy tego tymi, których mamy do dyspozycji.
Nie mówiąc już o tym, że pozyskane pieniądze należałoby jednak zainwestować zdecydowanie owocniej niż zrobiło to np. Lyn z kasą za Obi Mikela.

Celtu

W jakiej kategorii cenowej?W kategoriach cenowych porusza się w Polskiej piłce tylko Legia i Lech,a reszta bierze to co podeślą różnej maści Menadżerowie.Oni nie mają żadnej wartości gdyż są to piłkarze w przeważającej większości z kartami w ręku.Piszesz o młodych murzynach,Litwinach czy innych Ukraińcach,tylko że problem polega na tym że szrot sprowadzany do Polskiej ligi nie jest obserwowany przez scoutów,tylko na zasadzie kontaktów menadżerskich z prostej przyczyny.Polskie kluby zazwyczaj nie mają czegoś takiego jak system doboru zawodników,szeroko rozumiany scouting itp,itd.A skoro nie ma czegoś takiego dla pierwszej drużyny, to o jakim sprowadzaniu młodziutkich murzynów my w ogóle mówimy?
Trochę mniej chujowy to twoim zdaniem postęp?W takim razie postęp co roku widzę w Europejskich pucharach,czy oglądając ekstraklasę gdzie oczy zaczynają mi krwawić widząc tych wszystkich Heinlotów,Pospisilów i Cernychów kopiących się po czołach.

Celtu

Kolega matek15 mądrze zauważył że akademie muszą gwarantować jakiś poziom.Dam przykład aglomeracji Śląsko-Zagłębiowskiej liczącej średnio od półtora miliona do dwóch milionów mieszkańców,posiadającej kluby o określonej marce i bogatej historii jak np Ruch Chorzów,Zagłębie Sosnowiec.Górnik Zabrze,GKS Tychy,Polonia Bytom,GKS Katowice.W ostatnich dziesięciu latach na palcach obu rąk można zliczyć piłkarzy którzy wywodzą się z tych klubów a osiągnęli coś w Europie i na świecie.Wszystko to moim zdaniem dlatego że akademie są bardzo słabo dofinansowane,pojęcie scoutingu nie funkcjonuje nawet przy szkole podstawowej oddalonej o 100 metrów od siedziby danego klubu,a ty chcesz żebyśmy wyciągali murzynów z Monrowii,latynosów z Montevideo i Litwinów z Kowna.Nakpierw zacznijmy ogarniać swoje podwórko,a dopiero później myślmy o latynosach z Manaus czy innej Amerykańskiej Dżungli.

Celtu

I właśnie dlatego piszę że chcesz zacząć budowę od dachu a nie fundamentów.Wszystkie kluby o których wspomniałeś mają jakikolwiek plan i system szkolenia młodzieży,dlatego wobec braku utalentowanych chłopców w okolicy mogą się podpierać wychowankami zagranicznymi.Tylko że np taki Ajax ma internat,mnóstwo boisk treningowych,duże pieniądze na szkolenie młodzieży,scoutów rozsianych po różnych regionach świata o których wiedzą że mogą się tam trafić prawdziwe perełki,i jeszcze masę innych rzeczy których w Polsce zwyczajnie nie ma.Jeżeli dany klub na szkolenie wydaje rocznie np 100tys złotych,gdzie o efektywnej pracy można mówić przy kwotach np dziesięć razy większych,to jak ty chcesz sprowadzić tutaj tych murzynów,Białorusinów czy Brazylijczyków?

biggala2310

„Wszystkie kluby o których wspomniałeś mają jakikolwiek plan i system szkolenia młodzieży,dlatego wobec braku utalentowanych chłopców w okolicy mogą się podpierać wychowankami zagranicznymi”
_
Nie jesteśmy wcale gorsi w szkoleniu od Słowaków. Nie przesadzajmy. Mamy tylko głupsze przepisy dotyczące cudzoziemców spoza UE autorstwa sami wiecie kogo.
Piłka nożna to gra zespołowa. Trzeba wspomóc tych najbardziej utalentowanych kolejnymi utalentowanymi. By nie było tak, że zdolny piłkarz musi dostosowywać się w dół. Trenować i grać ze słabszymi kolegami. W żadnym roczniku szkółki nie ma choćby 10 zawodników z potencjałem na ESA, 1. czy nawet 2. ligę. Dlatego trzeba sięgać dalej, by już od wieku nastolatka zwiększać rywalizację i wymogi względem potencjalnych piłkarzy. Grając z lub przeciw lepszym możesz się czegoś nauczyć. Wymiatając wśród mało utalentowanych tak naprawdę stoisz w miejscu.

FCKierpce

W sumie sztampowy wywiad, szkoda. Trzeba się chyba ładnie postarać, by od takiej charakternej i dość wyrazistej postaci nie wyciągnąć nic ciekawego ;P

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Yarek

Trzymam kciuki za powodzenie nowego projektu w Wiśle, bo ten klub zasługuje na grę o najwyższe cele. Jeśli faktycznie będzie rozsądnie prowadzony i pomysł będzie konsekwentnie realizowany to za kilka lat powinni być na stałe w czołówce ligi i rok do roku walczyć o europejskie puchary. Wiele lat temu Wisła była oparta na polskich zawodnikach, którzy regularnie grali również w kadrze a i z sukcesami występowali w europejskich pucharach. Oby nie zabrakło cierpliwości…

Yarek

Trzymam kciuki za powodzenie nowego projektu w Wiśle, bo ten klub zasługuje na grę o najwyższe cele. Jeśli faktycznie będzie rozsądnie prowadzony i pomysł będzie konsekwentnie realizowany to za kilka lat powinni być na stałe w czołówce ligi i rok do roku walczyć o europejskie puchary. Wiele lat temu Wisła była oparta na polskich zawodnikach, którzy regularnie grali również w kadrze a i z sukcesami występowali w europejskich pucharach. Oby nie zabrakło cierpliwości…

wpDiscuz