Weszło w Neapolu: Krajobraz po straconej szansie
Weszło Extra

Weszło w Neapolu: Krajobraz po straconej szansie

22 kwietnia. Juventus gra z Napoli. Mistrz Włoch, który w całym meczu nie jest w stanie oddać ani jednego celnego strzału, zainteresowany jest wyłącznie dowiezieniem bezbramkowego remisu. Plan okazuje się bardzo naiwny. W 90. minucie piłkę do siatki głową po rzucie rożnym pakuje Kalidou Koulibaly. Neapol przybliża się na punkt do Juventusu. Neapol, który w najbliższych kolejkach ma – wydawałoby się – spacerek. Bo kim są Fiorentina, Torino, Sampdoria czy Crotone przy rywalach Juventusu, który miał w perspektywie zwłaszcza dwa piekielnie trudne wyjazdy – do Rzymu (mecz z Romą) i Mediolanu (mecz z Interem)? Po zwycięstwie nad Juve miasto ogarnia euforia. Kibice organizują przedwczesną, spontaniczną fetę na lotnisku, na którą przychodzi 20 tysięcy fanatyków. Nazajutrz w neapolitańskich studiach tatuażu rysowane są podobizny Koulibaly’ego z datą 22.04. Szaleństwo osiąga rozmiary absurdu. 

29 kwietnia. Napoli jedzie do Fiorentiny i wyłapuje trójkę w plecy. Juve swój mecz wygrywa i odskakuje na cztery punkty. Neapol pocieszył się ledwie siedem dni. Siedem dni miał nadzieję na pierwsze mistrzostwo od 28 lat. Na zdetronizowanie znienawidzonego Juventusu po – wtedy jeszcze – sześciu latach dominacji. 

Cały misterny plan w pizdu. 

***

DSC01989

Wystawka przy jednym ze stoisk z klubowymi gadżetami. Wystarczyła jedna bramka, by Koulibaly stał się w Neapolu obiektem kultu. 

Nie będziemy was czarować, że pojechaliśmy do Neapolu, bo tak bardzo interesował nas mecz o pietruszkę z Crotone. Na fali euforii neapolitańskich kibiców kupiliśmy bilety lotnicze na 20.05 po to, by z bliska oglądać coś wielkiego, co wisiało w powietrzu. Jeśli po jednym zwycięskim meczu ci kibice byli w stanie zorganizować taki show, to co stałoby się po mistrzostwie Włoch? Zapowiadało się na taki poziom żywiołowości, jakiego w europejskiej piłce zwyczajnie nie ma. By zobaczyć coś podobnego, trzeba udać się pewnie do Ameryki Południowej lub Turcji. A może nawet i tam jest spokojniej.

Trochę zostaliśmy jednak z tymi biletami jak Jagiellonia z fetą po mistrzostwie. I też uznaliśmy, że nie ma sensu wyrzucać do kosza tego, co się przygotowało.

Pod Stadio San Paolo przybywamy kilka godzin przed meczem i szukamy kasy biletowej. Jakieś są, ale wyglądają tak parszywie, jakby stadion zamknięto jeszcze przed ostatnim mistrzostwem dla Napoli. Wszystkie oczywiście zamknięte. Pytam ochroniarza, gdzie można kupić wejściówkę. Nie wie. Sugeruje, że „probably sold out”. Ochroniarzowi i zamkniętym kasom nie mam prawa nie wierzyć.

Proszę zatem o pomoc ostatnią deskę ratunku, człowieka od spraw stadionowo beznadziejnych – konika. Ma wygląd typowego, włoskiego rzezimieszka. Kolczyk w uchu, tatuaże na każdej możliwej widocznej części ciała, koszulka z pistoletem uzi i napisem „Narcos. Cartel de Medellin”. Nie mówi po angielsku, więc po ratunek idziemy do jego kolegi po fachu – wesołego wuja, od którego kupiłbyś nawet piasek na środku Sahary. Wujo za pośrednictwo życzy sobie pięć euro, ale jest tak wesoły, że aż głupio mu nie dać. Za całość usługi płacę 30 euro – jak na „sold out” cena, myślę sobie, w granicach rozsądku.

Myślę sobie także, że gość z uzi na koszulce zaraz przekaże mi bilet i się rozejdziemy. Niestety nie jest to takie proste.

– Jedziesz z nami do agencji!
– Agencji?
– Tak, agencji. Tam są bilety. Przyszykuj dokumenty!

Istnieją pewnie rozsądniejsze rzeczy niż wsiadanie na skuter bez kasku z przypadkowym typem z Neapolu nie mówiącym po angielsku i jazda do agencji (?), ale za rozsądek nie wchodzi się na mecze, więc nie mam wyjścia. Jedziemy. Tak przynajmniej chciałbym napisać, ale to grube niedopowiedzenie. Pędzimy. Dynamika większa niż na karuzeli trenerskiej w Ekstraklasie. Konik odwraca się do mnie, pokazuje jak wciska kilka razy hamulec i nic się nie dzieje. Ze szczerym (acz niepełnym) uśmiechem wypala coś w stylu: – Nie działa!

Zaje, kurwa, biście. To może kolego zwolnij, co?

Chyba czyta w moich myślach, bo za chwilę wciska drugi hamulec z pełną mocą i pokazuje roześmiany: – Ale drugi działa!

Nie no, eeeeee, jak drugi działa to jesteśmy uratowani.

Jakimś cudem dojeżdżamy na miejsce. Jakimś cudem agencja nie okazuje się tą agencją z tych agencji, a zwykłym punktem bukmacherskim, w którym przy okazji sprzedawane są bilety. Konik prosi o dokumenty. Waham się, czy nie chce mnie przekręcić na jakiś lewy zakład, ale wisząca przed wejściem karteczka „tickets Napoli – Crotone” mnie uspokaja. Wręczam mu dowód i zaskakuję się, gdy po kilkunastu sekundach dostaję bilet do ręki.

Konik, który mnie dorwał ma więc bardzo fajną pracę – kasuje 30 euro za pojechanie z turystą do kasy oddalonej o kilometr od stadionu (swoją drogą – gdzie tu logika?) i zakupienie biletu za 10 euro. Ale nie mam pretensji, mój błąd – mogłem się doinformować.

Wracamy. Nawet nie zdążam wsadzić biletu i dowodu do kieszeni, a konik już rusza. Omal nie spadam ze skutera. Szybko, szybko, trzeba nacinać kolejnych frajerów – zdaje sobie myśleć, a ja łapię się czego się da i obserwuję ten szalony slalom pomiędzy samochodami i przechodniami. Gdy dojeżdżamy, oddycham z ulgą. Żyję. Jest dobrze. Ulga jest jednak tylko chwilowa. Po chwili spostrzegam się, że podczas tej arcyszalonej jazdy z ręki wyleciał mi bilet.

Patrzę wokół siebie – nie ma. Przeszukuję wszystkie kieszenie – nie ma. Patrzę po okolicy – nie ma. Nie proszę już jednak o pomoc tego samego konika – mój portfel by się na mnie mocno pogniewał, tego nie chcę – a idę do rzeczonej agencji, w której zakupiliśmy wejściówkę. Mówię, jaka jest sytuacja, lecz zderzam się ze ścianą.

– Zgubiłeś? Trudno. Nie możemy dać ci nowej wejściówki.
– To kupię następną.
– Nie możesz. Jedno nazwisko – jeden bilet.
– Ale przyleciałem na ten mecz z Polski. Na pewno da się coś zrobić.
– Nie da się. Trudno. Przykro nam.

DSC01972

 W Neapolu wszystko jest dobre, by położyć na tym graffiti. 

DSC01981

Tu zdjęcia robią sobie zakochani, pan Włoch wyczekuje właśnie na swoją lubą. Ktoś coś?

Ściana. Proponują, by poszukać biletu, pewnie gdzieś jest. Idea jest słuszna, przecież nie wyparował. Choć to poszukiwania igły w stogu siana, idę wzdłuż trasy, jaka widziała przed parunastoma minutami szalony rajd, ale zgodnie z przewidywaniami biletu nie uświadczam. Jechać do Neapolu na mecz i nie wejść na mecz – brzmi co najmniej jak zgłoszenie kandydatury na frajerstwo miesiąca. W ferworze poszukiwań wpadam na genialny plan. Nieco podobny do mnie kolega (nie chcę go obrazić – w zasadzie bardzo nieco, a w sumie to w ogóle niepodobny) wysyła mi zdjęcie swojego dowodu. Drukuję je. Sprzedawca w agencji wymaga plastiku. Żadne czarno-białe papierki, pokazuj kolego dokument.

– Przyjechałem na mecz specjalnie z Polski. Dokumenty dla bezpieczeństwa zostawiłem w hotelu. Proszę zobaczyć, jestem Arkadiusz! Jak Milik!
– Arkadiuszo?! OK!!!

Przeszło. Imiennik Milika nie może zostać na lodzie. Teraz tylko przejść przez bramkę. Gdy na stadionie ochroniarz sprawdzający bilety odsyła mnie do wyrzucenia butelki z prawie pełnym napojem, robię minę, jakby stała mi się największa krzywda świata. Jemu staje się głupio i nie sprawdza moich dokumentów już tak uważnie. Naciął się na stary trik – znów się udało.

Choć znam takich, którzy w awaryjnej „sytuacji dowodowej” posiłkują się słynnym zdjęciem z podobizną Tumu(L)ca. I też czasami daje radę.

***

Neapol to fajne miasto, mimo że nie ciągnie się za nim dobra opinia. Mówi się, że jest parszywy, brudny, śmierdzący, ale to tylko półprawda. Wydaje się przyjemny, choć może to efekt tego, że autor tekstu dopiero co wrócił z Dakaru czy Bogoty, które jednak ustalają światowy poziom hardkoru na metr kwadratowy. Neapol jest brudny, ale bez przesady. Jest parszywy, ale tylko trochę. Może czasami cuchnie, ale tak generalnie to nie.

Jakie inne słowo pasuje do tego miasta, jeśli już chcemy na siłę szukać negatywów? Niezadbany. Neapol taki właśnie jest.

DSC01928

Bloki są obdrapane, chodniki krzywe, asfalt do poprawki, skwery przestarzałe, stadion zarośnięty… Dla Włochów to jednak nie stanowi żadnego problemu. I tak to miasto jest piękne.

Nie zdarza się, by europejskie miasto było tak ciekawie położone. Z jednej strony wulkan, Wezuwiusz, z drugiej – skarpa, na której zbudowane jest całe miasto. Budynki wymalowane na jasne kolory usytuowane na pagórkach dodają temu słonecznemu miastu niebywałego klimatu.  Wyobrażam sobie, że właśnie tak wyglądałaby Ameryka Południowa, gdyby była bardziej cywilizowana.

Centrum miasta. Pytam przechodnia o drogę. Coś mówi do mnie po włosku, więc go nie rozumiem. Wymachuje rękami. Będzie bił? Nie, chyba nie. Chce pomóc. Zaczyna krzyczeć. Woła następnego przechodnia. Stoją obok siebie i wzajemnie do siebie wymachują, jakby pytanie „ta knajpa to w lewo czy prosto?” była sprawą wagi państwowej. Zaraz dołącza trzecia osoba, czwarta i piąta. W piątkę – każdy krzyczy! – dochodzą do konsensusu. Jednak prosto.

Odchodzę, wciąż dyskutują. To może jednak w prawo? „Nie, nie, prosto” – pokazuje ruchem ręki jeden z nich. Dyskusja trwa.

Wchodzę w typową, włoską uliczkę. Wzdłuż stragany, na których można kupić wszystko – od przemycanych fajek, przez świeże warzywa i płyty disco polo, aż po przeróżne owoce morza. Słychać jeden, wielki krzyk. Po chwili dochodzę do wniosku, że ludzie wychodzą tu z domów tylko po to, by sobie pokrzyczeć. Ciasno tak, że dwa idące rzędy osób to już za dużo, a jeszcze co chwilę przejeżdża jakiś skuter. Nie wiem, jak oni to robią, ale Włosi są mistrzami w brawurowej jeździe samochodem Cinquocento skuterami. Oczywiście bez kasku, bo i po co?

DSC01974

W tych ciasnych uliczkach przemieszczają się też samochody. Włoskie parkowanie to parkowanie na zapałki. Do karoserii nie przywiązuje się tu dużej wagi. Przechodząc jedną z uliczek robię test: czy znajdę samochód, który nie jest bity? Pierwszy – zderzak do wymiany. Drugi – no jakże. Trzeci – oczywiście, że blacharz się dopomina. Normalną karoserię znajduję w okolicach trzynastego/czternastego pojazdu. Celowo piszę „w okolicach”, bo szukałem tak długo, że pogubiłem się w rachunkach.

DSC01899

Jeśli turyści dochodzą do wniosku, że Neapol śmierdzi, to chyba w tym miejscu. Owoce morza potrzebują tyle wody, że trzeba omijać kałuże, a sprzedawcy profilaktycznie wybierają gumofilce. No i oczywiście – potwierdzam – śmierdzi. 

Ustaliliśmy, że Neapol jest niezadbany? Idealnym ambasadorem tej teorii jest stadion San Paolo, który z daleka wygląda imponująco…

DSC01907

…ale im bliżej podejdziemy, tym więcej parszywych ujęć jesteśmy w stanie wykonać. Momentami wygląda to jak opuszczony stadion – i nie ma ani grama przesady w tym stwierdzeniu.

DSC01911 DSC01917 DSC01919 DSC01922 DSC01923 DSC01912 DSC01915

DSC01916

Tak, na tym obiekcie gra drużyna, która zdobyła wicemistrzostwo Włoch.

Obiekt straszy nie tylko od zewnątrz, ale i w środku. Szukamy miejsca, w którym można zjeść coś ciepłego, ale nie znajdujemy. Tylko chipsy, piwo, woda. Tak jak w Ameryce Południowej po trybunach chodzą sprzedawcy, których można zawołać do krzesełka lub do nich podejść. Sklepu nie ma żadnego, więc pamiątek kupić się nie da. Napoli nie prowadzi na stadionie swojego sklepu kibica, a markowe pamiątki możesz kupić co najwyżej w oddalonym o kilkaset metrów salonie Kappa. Zamiast tego wokół obiektu gromadzą się bazarowi sprzedawcy i opychają ludziom podrabiany bubel. Ich biznesy kwitną – niewiele jest alternatyw, a trzeba stadionowy styl jakoś trzeba zachować.

DSC01957

Na stadionie nie ma koszy, a kubki po napojach wyrzuca się przed siebie – najlepiej próbą wyrzutu w stylu Damiana Zbozienia. 

***

Zdarza się czasem, że nie przemyślisz prostej sprawy i z automatu palniesz totalną głupotę. Chcesz się potem zapaść pod ziemię, ale trudno, stało się – co powiedziane nie zostanie odusłyszane. Macie tak, nie? Jeśli chcecie tak mieć we Włoszech, jedźcie czym prędzej i zapytajcie:

– Jakie są wasze oczekiwania przed mundialem?

Reakcja jest gorsza niż u Kolumbijczyka zapytanego o Pablo Escobara. Niż u Michała Kucharczyka słyszącego słowo „fatalny”. Niż u fanatyka PiS-u zapytanego o sukcesy rządu PO i na odwrót.

Gorsze pytanie można zadać w Neapolu tylko jedno. Brzmi ono: – Co powiecie na powrót Higuaina?

Oczywistością jest, że rana po wielkiej zdradzie argentyńskiego napastnika jest wciąż żywa. W centralnym miejscu knajpy kibiców Napoli wisi podobizna Higuaina pokazanego jako wielki zdrajca. Koszulki z nazwiskiem piłkarza Juve zdobiły swego czasu kosze na śmieci. Nienawiść do Juve można spotkać na każdym kroku. Na ulicach sprzedawany jest papier toaletowy z herbem Juventusu, ale nie tylko.

– Ma pan Milan, Lazio, Inter, Juve. Wszyscy merda?
– Wszyscy.
– A kto największa?
– Wszyscy!

Szalik „Juve merda” jest tak popularny jak te z Maradoną. Z kolei przyśpiewka „Juve merda” to najchętniej intonowana na stadionie piosenka.

DSC01986

Worki na śmieci w barwach Juve. W Neapolu używane do tych najbardziej nieekskluzywnych odpadów. 

DSC01976 (1)

Aha, pytania nie odważyłem się oczywiście zadać, wizja bezpiecznego powrotu do kraju okazała się silniejsza niż sny o reportażu kaskaderskim.

***

DSC01948

Bałem się, że ostatni mecz na San Paolo będzie przypominał trochę imprezę po zbiegnięciu panny młodej sprzed ołtarza. Wszyscy mają ogromny niesmak i niedosyt, ale jedzenie już zamówione, więc nie może się zmarnować. Niby jesteśmy razem, niby robimy co trzeba, ale powodów do radości brak.

Tak absolutnie nie było. Kibice szybko zapomnieli wpadkę we Florencji, a piłkarze niezmiennie cieszą się w Neapolu ogromnym kultem. Największym oczywiście Marek Hamsik, który mimo dziesiątek ofert postawił na Napoli całą karierę i którego otoczenie mówi wprost, że jest traktowany w mieście na równi z Bogiem. Na rozgrzewkę przed meczem wychodzi osobno cała drużyna (i zostaje powitana przez spikera, trybuny szaleją), a chwilę później osobno sam Hamsik (także jest przywitany i tym razem trybuny szaleją tak ze trzy razy mocniej).

Legendarny spiker, Daniele Bellini, porywa tłumy. Autor tekstu miał kiedyś okazję gościć na koncercie Sokoła (dla niezorientowanych – legenda polskiego rapu). W niskim głosie rapera jest tyle charyzmy, że gdy ten krzyczy „ręce!”, nie sposób ich nie podnieść. Dziwna, magiczna siła, która poprzez respekt z lekką domieszką strachu wyciąga twoje łapy w górę. Identycznie jest w Neapolu z Bellinim – cokolwiek zaproponuje publice, ta euforycznie powtarza za nim.

– ARKADIUSZO!
– MILIIIIIK!
– ARKADIUSZO!
– MILIIIIIK!
– AR! KA! DIUSZ!
– MI! LIK!

Piękne. Naprawdę piękne.

O wiele większym uwielbieniem w Neapolu cieszy się Milik niż Zieliński, co jest ciekawe o tyle, że to przecież równorzędni piłkarze, a w kontekście całej ich przygody więcej klubowi dał Zieliński (głównie ze względu na kontuzję drugiego z Polaków, ale jednak). W Miliku widzą jednak kogoś, kto pozwoli zapomnieć o Higuainie. – Nie zostaliśmy mistrzami dlatego, że brakowało Milika. Potrzebujemy typowej dziewiątki z przodu – słyszę od jednego z kibiców. Inny omal nie posiadał się z radości, gdy usłyszał, że Milik wybiegnie w pierwszym składzie. Gdy tylko spiker zaczął wypowiadać imię „Ar…” stanął na krzesełku i wykrzyczał „Miliiiiiiiik!”. Gdy polski napastnik schodził – cały stadion podarował mu aplauz. Zieliński? Rozegrał cały mecz, jakby w nagrodę za to, że przez cały sezon był gościem o numerze dwanaście. Niby grał w każdym meczu, ale większość z nich zaczynał od ławki rezerwowych. Zielińskiego na koszulkach kibiców jednak nie widać. Nie grzeje aż tak bardzo. Milik to nadzieja.

DSC01931 DSC01936 DSC01926

Kojarzycie, tę wesołą bitewkę o piłkę, gdy ta na meczu Ekstraklasy powędruje na trybuny? Kibice są w stanie nawet poderwać się z krzesła, by spróbować ją złapać, pomacać, a później oczywiście odrzucić.

Gdy w Neapolu piłka wypadła na sektor, doszło do… wojny. Kilkanaście osób zerwało się z miejsc i pognało w jej kierunku, by wyprzedzić najpierw wszystkich zainteresowanych, a potem ochroniarzy, którzy oczywiście też momentalnie ruszyli w pościg. Walkę wygrał największy i najszybszy – gość w czapce, który mógłby śmiało startować w castingu na statystów w serialu Gomorra. Po złapaniu piłki nie zadowolił się czuciem kawałka materiału pod opuszkami. Zaczął… uciekać. Ochroniarz, który za nim wybiegł, szybko potknął się o krzesełko i wyrżnął twarzą o glebę. Wyglądało to tyleż strasznie, co komicznie. Pozostali walczący o piłkę podbiegli do niego sprawdzić, czy nic się nie stało. W tym czasie złodziejaszek przemknął na drugą część sektora i cichaczem wtopił się w tłum. W tłum, którego przedstawiciele zaczęli zapraszać go do swoich rzędów. „Chodź tutaj, tu cię nie znajdą”. Nie wiadomo, jaki interes mają kibice w tym, by po stadionie grasował złodziej piłek. Może myślą, że dzięki temu piłkarze nie będą kopać po autach? Byłaby w tym jakaś logika. Warto docenić spryt rzezimieszka – piłkę schował do worka na buty (prześwitującego, mistrzostwo kamuflażu) i zdjął czapkę (no, teraz to już w ogóle nie do poznania!). Zgaduję, że w rodzinnych stronach wołają na niego „Kameleon”.

Swoją drogą, gdyby nasi ligowcy tak walczyli o posiadanie futbolówki, może wreszcie dałoby się tę ligę oglądać.

Kibice Napoli reagują bardzo żywiołowo na konkretne małe fragmenty spotkania. Kiedy Koulibaly – rosły stoper, który demonem dryblingu przecież nie jest – przedryblował przy narożniku dwóch gości, cały stadion zaczął krzyczeć jego nazwisko. Nawet mimo faktu, że z akcji nie wyszło kompletnie nic – powalczył, trzeba docenić.

DSC01955 DSC01947 DSC01940

Krzesełka potwierdzają obiegową opinię, iż Perfekcyjna Pani Domu nie pochodzi z Neapolu. DSC01944

Jak w Neapolu zapobiegli problemowi kibiców wbiegających na murawę? Skonstruowali stadion tak, by trybuny i murawę dzieliła… przepaść. 

***

Drugi po Hamsiku najbardziej ubóstwiany piłkarz? Diego Maradona. W centrum miasta znajduje się przeuroczy mural z jego podobizną. Wiele ściennych malowideł prezentuje większą jakość, ale z jakichś względów najfajniejszy jest właśnie ten. Na każdym straganie sprzedawane są szaliki z nazwiskiem Maradony, koszulki, flagi. Jest go więcej niż Marka Hamsika. Kult jest wciąż żywy nawet w młodszym pokoleniu – bez problemu da się zauważyć dzieciaki, które noszą koszulkę z numerem „10”.

Przechadzam się przez centrum. Wchodzę do baru Nilo, zamawiam piankę, a po lewej stronie znajduje się…

Ołtarz Diego Maradony, nad którym czuwa Jan Paweł II.

DSC01994

DSC01984

Nie jest to mistrzostwo w fachu, ale z jakichś powodów ten mural jest przeuroczy. 

DSC01980

DSC01927

Ciekawy jest też napis pod ołtarzem: Fotka? A później espresso? Jeśli ty możesz zrobić fotkę a dopiero później zamówić espresso, my możemy cisnąć twoim aparatem o podłogę (i cóż, że będzie szkoda). Znane są przypadki, gdy w tej knajpie faktycznie wypraszano po tym, jak klient wyjął aparat zapomniawszy zamówić w barze cokolwiek.

Idąc dalej spotykam kibiców tak fanatycznych, że aż wystroili w barwach Napoli całą uliczkę. Proszą, by nie robić zdjęć, tłumacząc to zatargami z policją. Okazują się jednak bardzo sympatyczni.

– Jak ważny jest tu Maradona?
– Bóg.
– A dla ciebie?
– Też Bóg.
– A ty co myślisz?
– Bóg.

Aż dziw, że Maradona musi przyjmować pracę w jakimś – z całym szacunkiem – Brześciu. Żyjąc w Neapolu mógłby odcinać kupony i robić cokolwiek, a i tak byłby noszony przez wszystkich na rękach.

DSC01982

DSC01999

Jedna z kibicowskich knajpek. Wszystko fajnie, tylko po co ten Che Guevara? DSC02000 DSC01997

Gdy w Polsce mówimy, że piłkarze odstawili szopkę, mamy jednak na myśli coś innego. 

DSC01958

Stadion jest tak stary, że… nagle zaczął przeciekać. 

***

Napoli znów nie zdobyło mistrzostwa, więc teoretycznie można było się na nich obrazić i „mieć kurwa dosyć”. Okazało się jednak, że fanatyzm kibiców wobec piłkarzy nie ucierpiał ani o gram. Po skończonym meczu zawodnicy udali się na przechadzkę wokół bieżni, na której dziękowali fanatykom za wsparcie i cały sezon. Ci od około 80. minuty zaczęli się gromadzić tuż przy bandzie ogradzającej trybuny, by być jak najbliżej piłkarzy. Stadion Napoli – jak ustaliliśmy – jest dość stary i nie ma na nim takiego rozwiązania jak zejście z górnego sektora na dolny. By znaleźć się bliżej piłkarzy, kibice… skakali z górnego sektora na dolny.

DSC01965

O, skakali dokładnie z takiej wysokości. Połamane kości? Tym razem zero. 

DSC01959

DSC01962

Niektórzy zawodnicy dostali nawet swoje upominki. Można fanatycznie, ale pozytywnie? Można. Zwłaszcza, że mimo wszystko jest za co oklaskiwać. Napoli to pierwsza drużyna w historii Serie A, która uciułała ponad 90 punktów i nie została jednocześnie mistrzem Włoch. Zrobili naprawdę dużo, by spełnić sen.

20 maja Neapol usnął wyjątkowo szybko. Marek Hamsik powiedział kiedyś, że gdyby Napoli zostało mistrzem Włoch, Wezuwiusz wybuchłby raz jeszcze. To może jednak lepiej, że w gablotce nie wylądowało kolejne trofeum? Tym razem na półkę odłożone zostały jedynie marzenia.

Z Neapolu JAKUB BIAŁEK 

KOMENTARZE (37)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
michalszostak
Premier League

Fajny, brudno- luksusowy klimat tego miasta, zostal ukazany w Gomorrze, szkoda, ze wyburzyli najciekawsza atrakcje, czyli Scampia. Najciekawsza oczywiscie dla milosnikow serialu ;]

matteomat

Vele di Scampia jak najbardziej stoją! I stoją zamieszkane. Chyba tylko jeden budynek wyburzyli. Zdjęcia z ostatniego weekendu

received_1809840175704764.jpeg
received_1809840285704753.jpeg
received_1809840322371416.jpeg
michalszostak
Premier League

O widzisz, fajnie wiedzieć. Czytałem, że ze względu na złą reputację, miejsce ma być zrównane z ziemią. Coś chyba się zmienilo, albo rozłożony ten proces w czasie.
Trzeba pojechać, oczywiście za dnia :)

Cumshot

Chyba raczej na pierwsze mistrzostwo od 28 lat.

Gdy ci dobrze, gdy ci źle - chodź na anal, nie bój się.
KTS WESZŁO

Ja pierdole jaka melina, aż się rzygać chce

Albin Wikulski

Stadion Słoników to przy tym trzecim świecie stadion narodowy

irman

Jeśli chodzi o stadiony to tam chyba wszystko, poza Juventusem i może nielicznymi wyjątkami, zatrzymało się okolicach Italia 1990. Wtedy, przy tym co wówczas stało w Polsce, patrzyło się na takie stadiony jak San Siro czy stadion w Genui jak na obiekty z XX wieku. Trudno uwierzyć, że bądź co bądź bogaty kraj, zakręcony totalnie na punkcie piłki, ma tak wywalone na infrastrukturę.

Napoli szkoda. Zaliczyć tak zajebisty sezon i zostać z niczym to duży niefart. U nas mistrzem zostaje drużyna z 11 porażkami i może trzema dobrymi meczami w sezonie. Tam o mistrzu może pomarzyć klub, który przegrał trzy razy.

wscieklybajpas

W Udine mają ładny stadion. ale większość to straszliwa nędza i patrzeć na to sie nie da. do tego większość stadionów (o ile nie wszystkie poza Allianz i Friuli) są własnością miasta przez co kluby nie zarabiają na dniach meczowych tyle co Juventus i Udinese.

Szynkers88

Włochy to obecnie biedniejszy kraj niż Polska. Mieszkam we Włoszech od ponad pół roku – ogromne bezrobocie, masa imigrantów, żebrzących, nie są w stanie stworzyć rządu od ponad dwóch miesięcy. Ogólnie mało gospodarny kraj, ale ludzie kapitalni, życzliwi. Pójdziesz do baru, zagadają, postawią kawę i rogalika. Natomiast rzeczywiście ta infrastruktura sportowa jest zupełnie nieadekwatna do poziomu sportowego.

B123

#szynkers biedniejszy toś trochę dojebał 😉 pojedz na wieś czy jakieś miasto poza trasą 50/60 tyś poprzemysłowe u nas. Przeciętny Włoch mówi że nie da się wyżyć za 1200 euro co ciągle jest marzeniem dla 80% Polaków a koszty utrzymania wcale nie takie znacząco różne . Ja myślę że włoskie społeczeństwo coraz bardziej się rozwarstwia z 1 strony ferrari i astony których pełno w Rzymie czy na północy z drugiej całe dzielnice zamieniające się w slamsy no i podział na północ i południe.

Szynkers88

Może i masz rację. W każdym razie, u nas tego ubóstwa tak nie widać, we Włoszech, gdzie nie wyjdziesz na ulicę, spotykasz żebrzących… Znam też Polaków, którzy chcą wracać do Polski, z powodów ekonomicznych. „Ok. 1200 euro”. To dla mnie nie ma jakiegoś znaczenia, bo zupełnie inaczej żyje się we Włoszech za 1200 euro, a inaczej w Polsce. Ponadto, drogi dziurawe, chyba już gorsze aniżeli u nas.
Na pewno rozwarstwienie społeczne w Italii ogromne, a w dodatku problemy z Mafią, która potrafi żerować na klasie średniej (spotkałem kobietę, która do końca życia będzie spłacała długi męża wobec Gomorry).
W każdym razie według mnie problemem przy budowie nowych stadionów jest także jest sytuacja ekonomiczna kraju.

17-S-92

Biorąc pod uwagę siłę nabywczą pensji w Polsce i we Włoszech wyjdzie, że wcale źle nie mamy. Różnica nie jest wielka. Może Cię rozbawię, ale za średnią płacę u nas kupisz na przykład tyle samo produktów i usług co np przeciętny Belg u siebie (wiadomo stać ich na więcej dóbr luksusowych). Już takich dziadów z siebie nie róbmy

matteomat

Zakładam, że mieszkasz w południowych Włoszech… Północ i południe to dwa światy, zarówno pod wzgłedem ekonomicznym jak i kulturowym.

Wacław Grzdyl

ale gdyby Napoli miało ładny, nowy stadion, to już nie byłby ten sam klimat, ja jako turysta wolałbym zobaczyć ten stary stadion niż jakiś nowy, przeciętny,
tak jak wolę zobaczyc Colloseum niż hotel mariot,
nie wiem czy oni nawet w pewnym sensie celowo nie zrobili z tego stadionu rezerwatu przyrody, gdzie odmalowanie czegokolwiek, czy przykręcenie śrubki zakrawa o zbrodnię. Dopóki się ten stadion nie zawali to ma być po prostu symbolem Neapolu i tyle

FalszywyProfil

nie wiem, czy to fajne, patrząc na ten zdjęcia stadionu przede wszystkim można mieć serio obawy, że dojdzie do tragedii takiej jak były w latach 80. w Anglii, że spalił się stadion albo ludzie się zgnietli. Albo takiej jak na Heysel, że zawaliło się ogrodzenie podczas zamieszek.

adrian92

Z tego co wiem to zarówno samo Napoli jak i burmistrz miasta mają plany na zupełnie nowy obiekt gdzieś na obrzeżach. Oczywiście byłby to obiekt mniejszy, a ponadto nie wiadomo kiedy (jeżeli w ogóle) powstanie. Neapol ma (jak widać na załączonych obrazkach) dużo większe problemy niż nowy obiekt sportowy na jakieś 45000 widzów (o takich rozmiarach się mówi). Także San Paolo jeszcze trochę im posłuży…

Szynkers88

De Laurentiis naciska na prace na San Paolo. Coś się powinno zmienić. Może i Napoli ma masę innych problemów, ale jak widać dla nich futbol to religia, więc stadion to powinna być jedna z ważniejszych inwestycji. Ale „stadion mniejszy” – jedynie z możliwością rozbudowy, gdyż w Neapolu zainteresowanie futbolem ogromne, więc problemów z zapełnieniem nowego, komfortowego stadionu z pewnością by nie było. W stadionie też właśnie leży przewaga Juve. Oni wybudowali swój stadion i już ciągną sporą kasę z dnia meczowego, a reszta wielkiej „6” (Roma, Lazio, Inter, Milan, Napoli) dopiero myśli jak by tu się za budowę zabrać… To niestety oznacza dużą przewagę Juventusu i nie wierzę, że to się szybko zmieni.

wscieklybajpas

fajny reportaż. ciekawe czy kibice Napoli już usunęli tatuaże które zrobili sobie po wygrnaym meczu z Juventusem. stadion to chlew niesamowity i idealnie pasuje do tego miasta.

„Jechać do Neapolu na mecz i nie wejść na mecz – brzmi co najmniej jak zgłoszenie kandydatury na frajerstwo miesiąca.”
to byś się świetnie wpasował do klubu który w tym sezonie olał wszystko byleby chociaż raz być przed Juve. i znowu zostali z niczym. a pakę mieli taką że finał LE był jak najbardziej w ich zasięgu a przy dobrym rozegraniu Sarriego to może nawet by ojebali Atletico. generalnie ten włoski kompleks na punkcie Juve jest strasznie szkodliwy. w poprzednich sezonach gnoił Romę a teraz gnoi SSC. chyba jedynym dużym klubem z Włoch który potrafił normalnie rywalizować z Juventusem był Milan. cała reszta miała zesrane głowy tym żeby za wszelką cenę być ponad Juventusem co w konsekwencji sprawiało że olewali wszystko tylko po to aby znowu przegrać a to z kolei sprawiało że tracili pieniądze z CI, LE a Napoli w tym sezonie pokazało że nawet wyjście ze stosunkowo łatwej grupy LM jest zbyt dużym wyzwaniem gdy myśli są skupione na dojebaniu Juventusowi.

Szynkers88

Według mnie źle to oceniasz. Problemem Napoli była przede wszystkim „krótka” ławka, lub nieumiejętność rotowania zawodnikami ze strony Sarriego. I kiedy Sarri dał odpocząć liderom, jak np. z RB Lipskiem w LE czy z Szachtarem w CL w Doniecku, to Napoli przegrywało. To był rzeczywisty problem. Juve rotowało cały sezon kadrą 20 zawodników, a Napoli… żelazny skład z trio Mertens-Callejon-Insigne, które zresztą z czasem stawało się coraz bardziej przewidywalne w grze i w meczach z silnymi ekipami były na wiosnę duże problemy ze zdobywaniem goli.
Natomiast „kompleks Juve”. Może gdyby Napoli przy takim stanie kadrowym powiedziało: „Ok, mamy w d… scudetto, bo 2. miejsce mamy na pewno, a z Juve i tak nie wygramy, skupiamy się na LE”, to może rzeczywiście doszliby dalej, a może nie… W każdym razie kibice w Neapolu to chyba nigdy by im nie wybaczyli takiej strategii.

SL Benfica

W 1997 Polska grała z Włochami w Neapolu i już wtedy stadion i otoczenie było ch…. Minęło ponad 20 lat i jest pewnie gorzej . Jak to możliwe że Włosi są mistrzami wzornictwa, mają wspaniała modę, motoryzację zapierającą dech w piersiach i tak wywalone na stadiony. Byłem jeszcze na kilku i rzeczywiście do polskich nie ma żadnego porównania.

Kroliczek

Cale Wlochy takie sa, nie tylko stadiony. Smieci, zarosniete pobocza drog, rdza. Z tym mi sie Wlochy kojarza. Oczywiscie miejsca z przewodnikow sa inne.

adrian92

Rdza na barierkach na autostradach to ich znak rozpoznawczy, nawet bez mapy czy znaków wiesz, że wjechałeś do Włoch :)

FalszywyProfil

może właśnie dlatego, że myślą, że i tak są zajebiści i stylowi. Nie znam Włochów, ale trochę Jugosławię , i tam jest taka mentalność, można podejrzewać, że mają to po Włochach, w których są zapatrzeni.

Fidel

Dobry tekst. Fajnie się czytało.

Curry#30

fantastyczny reportaż, dzięki :)

pep

I dostali licencję? No dziwne! Boniek, musisz coś z tym zrobić!

Taiczo
Ekstraklasa=Tego nie da się zrozumieć.To trzeba przeżyć.

Estadio da Gruz(jeśli wiecie o jakim stadionie piszę) to przy tej Neapolitańskiej ruinie niemal stadion XXI wieku. Nie mam pojęcia czemu nie zrobili tam remontu czy po prostu nie walnęli nowego stadionu.

adrian92

Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze…. Napoli to nie Juve, nie mają takich możliwości. A miasto Neapol ma wiele innych problemów, wystarczy spojrzeć na zdjęcia.

Belser

Od tego miasta już chyba nawet Wałbrzych, Katowice i Łódź są ładniejsze…

lilmatiflakon

Bardzo fajnie się czyta, super artykuł. Ten kult Diego trochę mnie przeraża…

StryjekSylweriusz

Kibice kradną piłki i skaczą z sektora na sektor? A podobno na zachodzie sobie poradzili… Prawda jest taka że tak samo jak u nas kompletnie sobie nie radzą. Tylko że potrzeba reportaży Weszło (brawo za tekst!) a nie jakichś durnych pokazów slajdów na sport.pl czy innych piłkarskich pudelkach żeby to zauważyć. Chociaż ten pomysł z fosą polecam zarządzającym Inea Stadionem w Poznaniu :)

Wacław Grzdyl

wtedy by wnosili pontony i dmuchali na młynie

Michal Sz

Prawda jest taka, że sobie poradzili, a to czy ty czy ktoś inny nie rozumie dlaczego to już wasz problem.

derlis

Zwykle rzadko (o ile w ogóle) chwalę artykuły na różnych stronach.. ale to? To jest pierdolony majstersztyk, chyba najlepszy tekst jaki kiedykolwiek przeczytałem na weszło
Historyjkę ze złodziejem piłek zwizualizowałem sobie w momencie czytania i nawet „śmiechłem”
Genialne, oby więcej takich materiałów

marcinw13
Manchester United 1997/98

Reakcja kibiców po bramce Milika z Crotone… Niesamowita sprawa zważywszy na to, że to był mecz o pietruszkę po frajersko przegranym wyścigu o tytuł ze znienawidzonym Juve…
U nas pewnie by to inaczej wyglądało, zgoła inaczej, tak bardziej jak ostatnio w Poznaniu. M.in dlatego u nich gra np. Hamsik a u nas Chujadinović i jemu podobne porażki. 😉

matteomat

Też byliśmy na tym meczu i jeśli chodzi o piłki lądujące na trybunach to byliśmy świadkiem akcji wyciągania przez kibiców piłki, która wpadła do fosy oddzielającej stadion od trybun. Jeden z kibiców został spuszczony na linie z szalików na dół, wydobył piłkę, która następnie trafiła pod bluzę Pani, która już jako ciężarna nie wzbudzała niczyich podejrzeń:) ochrona bez szans

mr.OTHER
Kartofliska.pl

Bardzo dobry artykuł :) Chciałem przeczytać fragment, ale się wkręciłem i dobrnąłem do końca.

wpDiscuz