Liga gówno varta
Weszło

Liga gówno varta

Nic w tej lidze nie działa. Nie ma ona żadnego sensu. Gdyby ją jutro rozwiązać, przez tydzień może i byłoby ciężko, tak jak ciężko rzucić fajki, z których jednak na dobrą sprawę nie wynika nic poza smrodem, rakiem i wrzodami. Ale potem człowiek uwolniony staje się człowiekiem szczęśliwszym i zdrowszym.

Mamy ligę, w której łącznie ze trzech piłkarzy umie dryblować, ze dwóch naprawdę umie strzelić z dystansu (oczywiście to nie jest żadna hiperbola, niech ktoś odważy się znaleźć czterech dryblerów i trzech od lutowania), może jeden piłkarz widzi trochę więcej niż wbity w ziemię strach na wróble. Reszta tylko biega, ale też niespecjalnie często i nie za szybko. Nie ma to wszystko wiele wspólnego z wyczynowym sportem. Gdyby tę ligę rozwiązać, spośród 300 piłkarzy, zaledwie z 60 znalazłoby pracę w piłce u zagranicznych pracodawców, z czego ze 30 na najwyższym szczeblu rozgrywkowym. Reszta musiałaby iść do uczciwej pracy.

Można oczywiście udawać, że wyniki w europejskich pucharach są konsekwencją niekorzystnego ułożenia planet oraz negatywnego biorytmu, ale byłoby to skrajnie naiwne. W ogóle przy okazji warto sobie uświadomić, że w pucharowych meczach Legii, Jagiellonii, Lecha i Arki oglądaliśmy kwiat piłkarstwa ekstraklasowego, a nie ekstraklasowe odrzuty, co w sumie jest jeszcze bardziej przerażające. Ten kwiat nie tylko jest w stanie z każdym przegrać, ale jest w stanie nawet zszokować przeciwników bezradnością w próbach zbliżenia się do bramki.

Mamy ligę, w której wszyscy nie tylko grają bez sensu, ale też gadają bez sensu. Ligę, w której piłkarze są zmęczeni nieróbstwem i usatysfakcjonowani meczami, których nikomu normalnemu nie chce się oglądać. Ligę permanentnie zadowolonych z siebie ludzi, utwierdzanych w dobrym samopoczuciu przez permanentnie zadowolonych komentatorów. Ligę, w której nie zgadza się nic, poza pieniędzmi przelewanymi na konta graczy. Bo jest to liga, w której bezsensowni prezesi wolą przelać 60 tysięcy złotych co miesiąc na konto kiepskiego piłkarza, ale nie widzą potrzeby budowy boiska treningowego.

Jedyne, co w tej lidze miało prawo zadziałać, to VAR. Bo niby dlaczego nie? To przecież technika. Kilka kamer i kilka par oczu. Powtórki ułatwiające pracę arbitrom. Tylko, że na koniec mamy sytuację następującą:

– Szymon Marciniak w Gdańsku dostrzega wyblok Covilo i anuluje gola, a ludzie nie wiedząc o co chodzi z zakłopotaniem kiwają głowami. No dobrze, może i wybloku nie widać, ale skoro tak zdecydował Marciniak na podstawie powtórek, to wyblok pewnie był.

– Szymon Marciniak w Białymstoku uznaje gola dla Sandecji, mimo że Tomasz Brzyski opanował piłkę ręką. Ludzie życzliwie mówią, iż analizował spalonego, a nie zagranie ręką, więc miał prawo się pomylić.

– Szymon Marciniak we Wrocławiu dyktuje rzut karny z kapelusza, ale ludzie życzliwie…

Nie, ludzie już nic życzliwie nie mówią, tylko są wściekli, bo na ich oczach rozgrywa się cyrk. Bajdurzy jeszcze w telewizji Andrzej Juskowiak, o którym plotka głosi, że gdyby miał powiedzieć coś stanowczo, zdecydowanie i ciekawie, to wówczas zamieniłby się w czaplę i on o tym wie. Ale jego już nikt nie słucha. Ta liga nie ma sensu nawet jako poligon doświadczalny dla VAR, ponieważ przerosła naszego niby najlepszego arbitra.

Jest to mówiąc krótko liga gówno varta.