Image and video hosting by TinyPic
Skurczybyku, znowu ci się udało! Stanowski żegna Zarzecznego…
Blogi i felietony

Skurczybyku, znowu ci się udało! Stanowski żegna Zarzecznego…

– Słuchaj Stanek, mam prośbę!
– Noooooo – odpowiadam znudzonym głosem.
– Napisałbyś mi pożegnanie.
– Jakie pożegnanie?
– No, moje. Nekrolog. Napisz mi taki tekst, jakbym umarł i mi wyślij, ok? Tylko wiesz, postaraj się, nie na kolanie, dobra?
– Czy cię, Pawełku, posrało?

Taki oto dialog mieliśmy ze trzy lata temu.

– Stanek, weź mi napisz i już. To dla mnie ważne – kontynuował.
– Ale o co ci chodzi? Jaki nekrolog, jakie pożegnanie? Dlaczego mam pisać, że umarłeś?
– Bo chodzi o to, że jak już umrę, to nie przeczytam, co o mnie napisałeś. Sam rozumiesz, prawda? – trudno było mu odmówić logiki, rozumiałem. – No więc to jest bez sensu, że te wszystkie teksty, kto kim był i jak żył, ukazują się zawsze minimum dzień za późno. Ja bym chętnie przeczytał taki o sobie, a ty napiszesz szczerze, a cała ta reszta nudziarzy strzeli jakieś hagiografie. To weź mi tak napisz coś ładnego, tak jak umiesz, sam jestem ciekaw co z tego wyjdzie. No i wyślij mi na maila. Jakbyś się wyrobił przed środą, byłoby wspaniale. Buźka!

Oczywiście była to jedna z wielu próśb, których nie spełniłem. W sumie szkoda, bo może odesłałby z poprawkami i w ten sposób mielibyśmy pierwszy w dziejach tego typu tekst zredagowany przez nieboszczyka.

*

Zdaje mi się, że Paweł zawsze chciał sfingować własną śmierć właśnie po to, aby przekonać się, co tak naprawdę sądzą o nim ludzie, sprawdzić, kto przyjdzie na pogrzeb i kto uroni łzę. Jako że nie został doceniony za życia w tym stopniu, w jakim jego zdaniem na to zasługiwał, docenienie po śmierci stawało się jego obsesją. Często mówił, co to będzie, gdy już umrze, jak bardzo zatęsknimy, jak zmienimy zdanie na jego temat i ile zdań napisanych czy wygłoszonych wreszcie zrozumiemy.

Pierwsza myśl: a może właśnie to się stało? Może wdrożył swój plan w życie? Może udaje, że umarł i śmieje się, siedząc w piwnicy i pijąc „Warkę”? Byłby w stanie porwać się na takie szaleństwo.

Druga myśl: no nie, bo jeśli ktoś naprawdę miał umrzeć, jeśli któremuś z moich znajomych miałbym przewidzieć śmierć, to jego wskazałbym jako pierwszego. Paweł i długo, długo nikt. Nawet w tym wyścigu był najlepszy.

Wiesz co Paweł, chciałeś, żebym coś o tobie szczerze napisał… No więc byłeś spaślakiem, grubasem, pierdolonym obżartuchem, który jako pierwszy człowiek w dziejach całkowicie wykluczył z diety wodę, a postawił w stu procentach na piwo. Nawet jak się dowiedziałeś, że masz cukrzycę i sto innych chorób, to po prostu oprócz reklamówki z browarami zacząłeś też nosić reklamówkę z lekarstwami, jakby popijanie jednego drugim miało wystarczyć. I o to mam do ciebie pretensje, a wręcz jestem wkurwiony. Wkurwiałeś mnie, przychodząc zrobiony na program. Wkurwiałeś mnie, pisząc kolejny felieton po pijaku. Wkurwiałeś bardzo często. Ale nie dlatego, że program źle wyjdzie albo ludziom nie spodoba się tekst. Wkurwiałeś mnie, bo wiedziałem, jak to się skończy. I wiedziałem, że ty też wiesz.

Gdy prosto na ścianę pędzi zwykły debil, wzruszam ramionami. A ty – no cóż – popełniłeś moim zdaniem takie powolne, kontrolowane, długo wyczekiwane samobójstwo. Byłeś zbyt mądrym człowiekiem, by w takiej sprawie nie dodać dwóch do dwóch i nie przewidzieć zakończenia.

O, to właśnie najbardziej chciałem ci napisać, bo nigdy nie zwyzywałem cię wystarczająco za to, co ze sobą robisz, mimo że miałem na to tysiąc razy ochotę.

*

– Widziałeś w „One Man Show” jak Paweł przewidział własną śmierć? Ale trafił – powiedziałem w sobotę do Przemka Rudzkiego.
– Wiesz, przy całym szacunku dla jego zdolności wizjonerskich, w końcu musiał trafić, bo przewidywał ją minimum raz w tygodniu – odparł nie bez racji.

Czasami miałem wrażenie, że Paweł sam był zaskoczony, że udało się przeturlać przez jeszcze jeden tydzień. Że po prostu nastał ranek, a on otworzył oczy. Nielogicznie – tak intensywnie niszczyć samego siebie i bez skutku. Wiele osób kupowało tę jego pozę – człowieka szczęśliwego, wesołka, lekkoducha, bawidamka. A moim zdaniem za tą maską często krył się człowiek smutny i niespełniony, złamany już na starcie. Często, bo nie zawsze. On faktycznie był rzadko spotykaną plątaniną charakterów i postaw. Był słodko-gorzki. Zdarzało się, że zapominał o problemach i żalu i wtedy był ośmiolatkiem, który dostał pierwszy w życiu rower. Ale zdarzało się, że miał te swoje 56 lat i niósł cały ten ciężki bagaż.

Myślę, że odpowiedzi na wszystko, co zdarzyło się później, trzeba szukać w dzieciństwie – gdy na oczach Pawła jego ojciec siekierą zabija matkę, a później się wiesza. Mały Paweł ucieka w książki, w naukę, w historię, w te wszystkie alternatywne światy, które pozwalają mu funkcjonować w innych wymiarach. Później znowu – w domu dziecka – otacza go przemoc i on znowu ucieka w lektury. Bo gdyby po prostu został tutaj, na Ziemi, między zwykłymi ludźmi i rówieśnikami – to zwariowałby od razu. Dużo więc czyta, chłonie, a na sprawy przyziemne ma całkowicie wywalone – nie ma już nic, co go rusza. Wszystko może obśmiać, okpić, każdego obrazić, albo złamać każdą zasadę. Bo co mu zrobią? Wszystko co najgorsze już się dokonało. Pozostaje więc bezczelnym chłopakiem z podwórka, ale jednak z głową pełną wiedzy.

Musicie więc wiedzieć, że Paweł był naprawdę intelektualnym tytanem, największym z największych. Aż mi się przypomniała taka scenka sprzed kilku tygodni, z czasów programu „Stan Futbolu”. W grudniu zmarł mój teść, w styczniu do Hiszpanii zabrałem teściową. Paweł pytał, jak się ona trzyma, co robimy na co dzień i tak dalej. Mówię mu: – Ona lubi sztukę, zawiozłem ją niedawno do muzeum Prado w Madrycie.

Nie wiem, czy Paweł był kiedyś w Prado. Nie sądzę. Jeśli był w Madrycie, to w barze, potem ewentualnie w jakiejś agencji towarzyskiej, ale najpewniej po prostu w kolejnym barze. Natomiast z książek wiedział o tym miejscu wszystko.

Siedzimy przy znanym wam z telewizji stole, wchodzimy na antenę za dziesięć minut. Obok albo Karol Klimczak z Lecha Poznań, albo Dariusz Marzec z Ekstraklasy SA, nie pamiętam już, który to odcinek. I Paweł mówi: – Tam są wspaniałe obrazy Velazqueza oraz Goi. Velazquez to głównie portrety, ale Goia to też scenki.

I zaczyna opowiadać o problemach z proporcjami na niektórych obrazach, zwłaszcza na tych przedstawiających ludzi siedzącymi na koniach. Przez słuchawkę słyszę, że do wejścia na antenę została minuta, a Paweł pyta: – A Boscha tam teraz wystawiają? Ten to miał łeb zryty!

Zaczyna kolejną opowieść, przerwaną przez reżyserkę: „jesteście na żywo”.

*

Przez wiele lat miałem problemy ze zdecydowaniem, czy postrzegam Pawła Zarzecznego jako osobę dobrą, czy jako złą. Nie chodzi o to, czy go lubiłem, czy nie, bo zawsze lubiłem. Po prostu o to, do której grupy osób obiektywnie należałoby go zakwalifikować.

Nie był on bowiem ideałem człowieka, a jego życie rodzinne – to dorosłe – nie paprało się samo, tylko w ogromnej mierze na jego własne życzenie. Nie uznawał świętości – to jest fajne hasło, imponuje młodym ludziom, ale w życiu każdego człowieka są pewne świętości, które uznawać po prostu trzeba. W przeciwnym razie płoną mosty, także te najważniejsze. Kilka poszło z dymem.

Jednak ostatnie trzy-cztery lata to moim zdaniem przemiana Pawła. Może wynikająca z zaakceptowania faktu, że już na rynku medialnym nie będzie rozdawał kart, takim wyzbyciem się niepotrzebnych, zjadających człowieka ambicji. Przejściem do tego momentu w życiu, gdy siada się przy kominku i po prostu opowiada historie. Bez napinania mięśni i bez groźnych min.

Paweł stał się znacznie życzliwszy niż wcześniej, otwarty na ludzi, przyjemniejszy w codziennym odbiorze. Zaczął dzwonić i pytać się, co słychać. Ze szczerą ciekawością. Ileż razy mu mówiłem, że wszystko OK i że nie mam teraz czasu na głupie gadki, a on to ciągnął i ciągnął, aż musiałem brutalnie przerywać. Zwłaszcza, że zawsze schodził na ten sam temat: – A kiedy „akcja Zosia”?

Chciał, żebym miał córkę Zosię. Powtarzał, że ja i moja żona mamy dobre geny i nie mogą się marnować. I że Leon musi mieć rodzeństwo. Zawsze mnie to krępowało: – Paweł, co ja ci mam powiedzieć? Pytasz czy uprawiam seks, czy co?

Każda rozmowa kończyła się tak samo: – A kiedy „akcja Zosia”?

Dzieci to w ogóle była jego zajawka. Jaką ma mądrą córkę, jakiego sprytnego syna. Rozpierała go duma, gdy o nich mówił. Wszystko w życiu było głupotą, wszystko teatralną sztuką, wszystko było fatamorganą, ale dzieci były naprawdę.

*

No więc Paweł bywał różnym człowiekiem, takim z krwi i kości, upadającym i wstającym, ale w ostatnich latach – dobrym. Takim naprawdę dobrym. Ciepłym. Kiedyś – zimny skurwiel, cynik. Ale potem nastąpiła przemiana. On naprawdę zaczął wszystkim wokół życzyć dobrze. I wybaczał, godził się, nie chował urazy. Mówił: „winy przeciwko mnie są nieprzedawnione”, a potem z automatu przedawniał wszystkie.

Poznaliśmy się w „Przeglądzie Sportowym”. Miałem pewnie z 16 lat, już dobrze nie pamiętam, i o dziwo w „PS” wylądowałem przed nim. On przyszedł jako uznana postać, od razu na stanowisko zastępcy redaktora naczelnego. Byłem zdziwiony, że gdy nas sobie przedstawiono, wiedział o moim istnieniu.

Cztery lata później wysłał mnie na finały mistrzostw świata do Korei i Japonii. Nie dlatego, że mnie lubił, bo nawet mnie jakoś dobrze nie znał, a z innymi biesiadował. Po prostu wiedział, że mu ten mundial dobrze obsłużę. Przyślę dużo tekstów, wszystkie na czas, będzie wstęp, rozwinięcie i zakończenie, przecinki gdzie trzeba. Bo to, że Paweł nie uznawał świętości objawiało się w każdym wycinku jego życia – nie uznawał na przykład takich świętości, że polecieć powinien ktoś z większym stażem i zasługami. On, jako osoba odpowiedzialna za gazetę, chciał mieć święty spokój i możliwie najlepsze artykuły. Hierarchię miał w dupie jak wszystko inne, za wyjątkiem wyników sprzedaży.

– U mnie demokracja nie istnieje. Ja rządzę, a jak coś wam nie pasuje, możecie sobie popierdolić o tym w kuchni – mówił.

Różny był wtedy „Przegląd Sportowy”. Bywał świetny, bywał fatalny, Paweł jak we wszystkim w życiu, tak i w robieniu gazety potrafił się zatracić i przekroczyć granicę dobrego smaku („Sraczka w Legii” na okładce), ale trzeba było przyznać jedno: to była gazeta z zębem. Czasami gryzła za mocno i nie zawsze właściwą osobę, ale chociaż gryzła, zamiast przeżuwać.

Bo jak sam Paweł mówił: „Najgorsza jest obojętność. A jeśli czytelnik we wszystkim się z gazetą zgadza, to jest to dla gazety duży problem”.

*

W tamtych czasach stosował taktykę rodem z boksu: przypierdol i odskocz. Mówił: – Dobra, dzisiaj go skrytykowaliśmy, to jutro pochwalmy, żeby sam nie wiedział, o co chodzi.

Ale takie tylko wydawał rozkazy. Sam zdecydowanie częściej wolał soczyście przypierdolić. Tylko że z wdziękiem, ze swadą. Jak wtedy, gdy w chwili triumfu Jerzego Engela i jego kadry napisał prorocze słowa, których nikt inny nie odważyłby się puścić drukiem w gazecie: „Panowie, jeszcze nie czas na lizanie się po fiutach”.

*

To był geniusz słowa, erudyta. Musielibyśmy się wszyscy drugi raz urodzić, by przeczytać tyle książek, ile on przeczytał – i jeszcze ze cztery razy, by tyle ich zapamiętać, ile on zapamiętał. Nie wiem, jak on magazynował w głowie te wszystkie postaci, cytaty, wydarzenia, którymi mógł rzucać z niebywałą lekkością. I co najważniejsze – zawsze we właściwym momencie. Dalibyście mi tydzień na dobranie cytatu do jakiegoś zdarzenia i bym nie dał rady tego zrobić tak dobrze, jak on robił to od ręki. Komputer w głowie.

Chociaż jeśli chodzi o czytanie, przypomina mi się taka scenka…

– A wiesz, miałem teraz sporo wolnego czasu. Uznałem, że przeczytam jeszcze raz tych wszystkich Mickiewiczów, Słowackich, Sienkiewiczów… No, walnąłem komplet przez wakacje. I wiesz co? – zapytał.
– Co?
– Okazało się, że jak sam nie napiszę, to nie poczytam. Chała.

Siedzieliśmy wtedy przed jego domem, w Zalesiu, Paweł sprowadzał do poziomu gówna wszystkich największych polskich pisarzy. Z kolei jego pies – z wyglądu groźny jak diabli – biegał sobie po okolicy. Podszedł wnerwiony sąsiad.

– Dlaczego ten pies biega bez kagańca?
– A dlaczego ma biegać w kagańcu?
– Bo może kogoś pogryźć!

W duszy przyznałem rację sąsiadowi, ten pies to było bydle.

– A dlaczego pan jest bez kagańca? – zapytał nagle Paweł.
– Słucham?!
– Statystycznie rzecz biorąc, ludzie na ludzi napadają znacznie częściej niż psy na ludzi, więc zgodnie z tym rozumowaniem pan pierwszy powinien założyć kaganiec.
– Co pan powiedział?!
– No sam pan widzi, kto tu jest agresywny – skwitował Paweł i sięgnął po piwko.

*

Myślę, że słowo „bajkopisarz” jednak go trochę obraża. Bardziej pasuje – „bajarz”. On nie tyle w swoich tekstach często zmyślał, ile nie przejmował się faktami, które uważał w danym momencie za nieistotne lub po prostu psujące całkiem przyjemną narrację.

Kilka tygodni temu do niego mówię: – Paweł, opowiadasz jakieś bzdury, że PSG sprzedało mecz Barcelonie. Sam w to nie wierzysz, a ludzie cię słuchają. Po co to?

A on na to: – Pewnie, że nie wierzę, ale każdy może powiedzieć, że PSG nie sprzedało. A że sprzedało, to mogę powiedzieć tylko ja!

Był człowiekiem, który w piłce i w ogóle w życiu tyle widział, iż kolejne mecze, kolejne sezony, kolejni piłkarze – to wszystko mu powszedniało. Kiedy więc snuł swoje opowieści, nie należało zwracać uwagi, o jakim konkretnie zawodniku mówi z jakiego klubu. Mógł na potrzebę chwili podstawić dowolnych bohaterów, zgadzać miało się przesłanie. Pawła trzeba było umieć czytać i słuchać. Kto próbował robić to dosłownie, ten przegrywał. Jak w starych bajkach – więc może jednak „bajkopisarz”? – z reguły chodziło o morał.

Denerwowałem się czasami, że czytelnicy tego nie rozumieją. Tego przerysowania, stawania okoniem tylko po to, by rzucić na sprawę inne światło. Kiedy wszyscy mówili „to jest czarne”, on mówił „to jest białe”. Nie dlatego, że uważał, iż to jest faktycznie białe, lecz dlatego, by zwrócić wszystkim innym uwagę, iż tamta czerń nie jest do końca czernią, lecz po prostu bardzo, bardzo ciemną szarością. Tak, trzeba było umieć go czytać. Zastanowić się, co faktycznie chce przekazać i dlaczego.

– Nie zgadzam się! Głupoty pisze! – to prostackie. Z Pawłem można się było nie zgadzać, on sam się z sobą celowo nie zgadzał. Zazwyczaj chodziło jednak o to, by przy okazji czytelnik leciutko nie zgodził się także z samym sobą, troszkę zmodyfikował wcześniejszą opinię. Albo chociaż poczuł ożywczy intelektualnie zamęt w głowie.

*

Zwykł mawiać: „wszystko już było” – dlatego też niespecjalnie ekscytował się kolejnymi sportowymi wydarzeniami. W każdym doszukiwał się kalki z przeszłości, za wyjątkiem wygranego meczu z Niemcami na Stadionie Narodowym, gdy rozpłakał się jak dziecko. Raz jeden nie mógł powiedzieć, że „wszystko już było”. A on nawet własną śmierć sprowadziłby do tego stwierdzenia. Powiedziałby: – Co to w ogóle za temat? Geniusz umarł? Einstein też umarł! Wszystko już było!

W ten sposób dochodzimy do jego narcyzmu. Tego nigdy do końca nie rozgryzłem. Wciąż nie wiem, na ile Paweł w sobie zakochany był, a na ile udawał. Na ile stworzył postać, którą po prostu odgrywał. Nie wiem. Ale bywał w tym uroczy.

Nie ukrywam, że jakoś na początku roku często się na niego denerwowałem. Pisał teksty, które tak naprawdę nadawały się tylko do śmieci, a nie do publikacji. Nie przykładał się, nie trzymał poziomu. Napisałem mu to, grałem na ambicji, chciałem go podłączyć pod prąd. Wprost go informowałem – to gówno jest, a nie felieton.

Odpisał: „masz rację”. Zdziwiłem się.

Po chwili odpisał znowu: „Ale i tak lepszego nie napiszesz”. Uśmiechnąłem się.

A potem napisał tekst i całą tę moją złość na zawsze rozładował. Jak to on – kilkoma głębokimi zdaniami:

Kolega mi doradził, jak pisać felietony. Mądrze, dowcipnie, merytorycznie, długo, z pasją… Przemyślane.

Ja bym bardzo chciał, wierzcie, problem w tym, że każdy człowiek się zużywa. Jak bateria. Ślepnie, głuchnie, za autobusem nie pobiegnie.

Życie. Kto tego nie pojmuje, nie zrozumie nigdy własnych rodziców.

Kiedyś – z rok wcześniej – podjąłem inną próbę walki o jakość jego tekstów. Odpisał mi: „To tak jakbyś recenzował Hemingwaya, przykre”. I po chwili: „Kopernik musiał mieć przejebane”. I znowu po chwili: „A Galileusza skazali na stos, taki z ognia, a Sokratesa na wypicie trucizny”.

Puszczał oko i porównywał się z największymi.

*

Kochał życie. Kochał też przechwałki. Nikt do końca nie wiedział, którą z opowieści należy potraktować poważnie i czy w ogóle którąkolwiek. Co się rzeczywiście zdarzyło, a co jest tylko cudowną fikcją. Zdarzały się jednak sytuacje, które nagle rzucały wszystkich adwersarzy o glebę.

Na przykład taka z „Dziennika”, gdzie też pracowaliśmy razem. Jak się weszło drzwiami, do działu sportowego naszej gazety należało przejść ze 20 metrów prosto, a z kolei 10 metrów po prawej od drzwi był dział sportowy „Faktu”. Tam urzędowała sekretarka. Dziewczyna przed 30 rokiem życia, młodzież by powiedziała, że solidne 7/10, z obfitym i z reguły niezbyt ukrytym biustem, więc spora część dziennikarzy nie odrywała wzroku.

Natomiast Paweł nigdy nawet nie rzucił okiem.

Wchodził, albo raczej wtaczał się, kierował się prosto do swojego biurka, siadał i mówił z grymasem: – Nogi bolą, bardzo bolą.

Tak dzień w dzień – 20 metrów na wprost, krzesło: – Nogi bolą, bardzo bolą.

A potem była impreza firmowa, koło knajpy pieniek. Paweł usiadł, w czym nie było nic dziwnego, pewnie bolały go nogi. Ale na Pawle siedziała owa sekretarka i…

No, tak właśnie. Przestaliśmy traktować jego opowieści jako fantastykę.

*

Na pewno jednak dużo grał. Grał bogatego, którym nie był. Opowiadał o cudzych domach i cudzych samochodach, jak o swoich. To wszystko kreacja, pomagająca mu w codziennej pracy. Prawda jest taka, że bywały lata, gdy ze znalezieniem pracy miał ogromne trudności, a w tylnej kieszeni wcale nie nosił miliona dolarów, tylko bilet na tramwaj. Niby wszyscy go lubili, ale na dystans, jeśli się spotkać to najlepiej przypadkowo i góra na godzinkę. Z jednej strony miał prawo czuć się rozżalony, że on – człowiek o takiej wiedzy, medialny potwór i mistrz wszech wag – nie może liczyć na wystarczająco nobilitującą posadę. Z drugiej – sam sobie zamykał kolejne drzwi. Pijaństwem. Delegacjami, w które jechał i z których zapominał przesłać teksty (za to przesyłał pocztówki). Hotelami, w których się barykadował, podając się za Andrzeja Szarmacha. Wreszcie – chadzaniem własnymi ścieżkami, bez słuchania instrukcji i poleceń, niesubordynacją. Całym tym stylem utracjusza, który był czarujący, ale nie z punktu widzenia przełożonego.

– Paweł, od pięciu dni do ciebie dzwonię. Nie nadałeś tekstu! Daj mi coś podyktuj – krzyczał do słuchawki Kaziu Marcinek, podczas kolejnej zawalonej delegacji.
– Dobrze, notuj. W bramce zagra Matysek, w obronie Bąk, a dalej sobie dopisz. Muszę kończyć.
– Ale Paweł!
– Nie popisuj się Kaziu, nie popisuj się. Buźka! Ściskam! Pa!

(abonent czasowo niedostępny)

Rozumiałem obie strony – Pawła zdziwionego, że nie ma pracy i pracodawców, którzy nie chcieli mu jej dać.

Niedawno rozstawałem się z Eleven. Przedstawiciel stacji próbował wtedy rozbić nasz duet. Wziął Pawła na rozmowę i zaczął go mamić pieniędzmi, a Paweł pieniędzy potrzebował – chociażby po to, żeby opłacać córce studia w Anglii (jemu samemu wystarczyło szesnaście puszek „Warki” dziennie). W Eleven mieli przez moment plan robienia mojego programu, ale beze mnie.

– Co ja mam zrobić? – spytał mnie Paweł przez telefon.
– Jeśli pytasz mnie, czy rozczaruję się tobą, jeśli dalej będziesz tam chodził do programu, to moja odpowiedź brzmi: tak, rozczaruję się. Ale jeśli potrzebujesz pieniędzy, to nic mi do tego.

Zadzwonił po trzydziestu minutach: – Pierdolić te pieniądze. Zawsze razem.

*

Teraz chwila przykrej dla mnie szczerości. Są oferty na „Stan Futbolu”. Jedna z telewizji powiedziała: – Chcemy to, ale bez Zarzecznego.

Bez niego i już, warunek nie do przeskoczenia. Wszystko inne jest negocjowalne, ale to akurat nie.

I wiecie co? Pomyślałem sobie – rozumiem ich. Prawda jest taka, że Paweł coraz częściej był niedysponowany i przeszkadzał zamiast pomagać. Nie każda telewizja przymyka na to oko. Brałem pod uwagę przyjęcie warunku, mimo tamtego telefonicznego „zawsze razem”. Zastanawiałem się, rozważałem, radziłem. Napisałem Kubie Olkiewiczowi: – Waham się, to trochę zostawienie swojego człowieka na polu bitwy.

Nie wiem, jaką decyzję bym ostatecznie podjął, bo żadnej podjąć niestety nie zdążyłem.

*

Ostatnio w ogóle kilka razy Pawła zawiodłem. Nie wiem, o co chodziło mu z tym odcinkiem numer 500, dlaczego chciał robić z tego jubileuszu tak wielkie wydarzenie, po co ta pompa. Prosił mnie, bym nagrał życzenia. Nie miałem pomysłu, wszystko wydawało mi się takie banalne – nie nagrałem w ogóle. Pomyślałem: – Nagram na odcinek numer 1000.

A teraz patrzę na ten moment, gdy on na wstępie mówi, że odcinek numer 500 i więcej może już nie być, bo umrze. Przypominam sobie, jak zabiegał, by mu te życzenia wysłać, co było nie w jego stylu. Wręcz… błagał? Więc powiedz mi teraz, Pawełku. To był jakiś plan? Wiedziałeś, co się stanie następnego dnia? Tak miało być? Chciałeś się pożegnać ze mną, z Rudim, z chłopakami? Po co cała ta celebra? Nie mogło przecież chodzić o pracę. Nigdy nie przejmowałeś się pracą.

Zastanawiam się, kiedy ostatni raz tak dłużej rozmawialiśmy, co dziś faktycznie można byłoby uznać za pożegnanie. Było lato, pamiętasz? Jechałem z żoną na działkę, pomyślałem, że siedzisz sam i że po ciebie podjadę. Pojechaliśmy pogrillować, popatrzeć na biegającego Leona, powspominać. Przyjechał teść i przywiózł whisky. Bardzo był dumny przed kolegami w pracy, że gościł na działce tego słynnego Pawła Zarzecznego.

W grudniu umarł, w marcu umarłeś ty. Mam nadzieję, że polewacie tam sobie nawzajem.

*

Trudno się pisze nekrologi, wiesz? Wiem, że wiesz. Pamiętam, jak zmarł Kazimierz Górski. Naczelny chciał o tym dwie strony, koniecznie twojego autorstwa. Gazeta miała odjechać o 21:00.

O 20:50 przybiegł spanikowany sekretarz redakcji, by sprawdzić, czy już poprawiasz literówki. Tymczasem ty jadłeś golonkę, a na monitorze widoczne było tylko jedno zdanie: „Zmarł Kazimierz Górski”. Więcej nie dałeś rady.

– Paweł, a co z tekstem? – zawołał przerażony.
– Zjeść też trzeba – odparłeś, nawet nie podnosząc głowy znad talerza.

*

Chciałeś zobaczyć własną śmierć? Wszedłem na Twittera, na Weszło, na Onet, na Gazetę, na Interię… Byłbyś zadowolony. Piszą, że odszedł ktoś wielki. Hejterzy pochowani w norach, a normalni ludzie przed klawiaturami. Tak jak chciałeś. Skurczybyku, znowu ci się udało.

KRZYSZTOF STANOWSKI

PS Mamy mało wspólnych zdjęć. To główne zdjęcie pochodzi z mojego wesela. Paweł w oczepinach złapał rzucaną przeze mnie muchę, dzięki czemu mógł przetańczyć noc ze świadkową.

Zrzut ekranu 2017-03-26 o 11.54.25

KOMENTARZE (114)

Dodaj komentarz

Powiadom o
Sortuj wg:   najnowszy | najstarszy | oceniany
Marian Rzezaczka

Pierwszy raz mam tak że, czuję się dziwnie gdy umarł ktoś znany, w sumie nigdy za Pawłem szczególnie nie przepadałem ale jedno mi się w nim bardzo podobało, jako jedyny w tym kraju z branży dziennikarskiej, nie wchodził nikomu ze świata piłki do dupy, to był jedyny dziennikarz który potrafił lagę położyć na prezesów, dyrektorów itp. Gdy inni smarowali masło żeby dostać jakąś wejściówkę lub być znajomym tego czy tamtego, Paweł kładł na to wszystko lagę… PS Nie ma sensu już tworzyć program Stan futbolu gdy nie będzie w nim uczestniczył Paweł.

Janko Buszewska
Jadwiżański KS

A tu rzeczywicie najostatniejsze publiczne słowa Zarzecznego, z piątku 24 marca w BUL GLOWY o 20:30

http://rlu.ru/1tuL7 (cz.1)
http://rlu.ru/1tuLv cz.2)

Tu sie wypowie m.in na temat długości życia (do śmierci) Matuzalema i o *latach księzycowych*, bo chyba i sam Paweł żył w takowych…

Vinnie
Pogoń Szczecin

Szkoda, że nie napisałeś tego z miesiąc temu, pewnie czekał na to ostatnie kilka lat. Myślę, że był z Ciebie cholernie dumny, dlatego chciał byś to Ty ocenił jego życie, nikt inny nie miał prawa tego zrobić. Wielki Mistrz, Wielki Uczeń.

Analityk33tm

ale tu nie ma co myśleć, każdy wie że Zarzeczny traktował Stanowskiego jak syna 😀

czybek

Nawet nie wiem jak skomentowac ta zenade z czarnobialymi reklamami. No ale wiadomo jaki jest pan Krzysztof. Kto by 3 lata temu pomyslal, ze na weszlo bedzie cos dobrego o skokach? Teraz nawet na smierci kolegi trzeba dorobic, tylko czekac na kolejna jego ksiazke w ktorej motywem przewodnim bedzie chlanie, bo to najwazniejsze dla niego, a jak ktos nie chleje do zarzygania to jest dla Krzysztofa nudny.
Ale w sumie co sie dziwic. W koncu Stanowski jest uznawany za drugiego dziennikarza sportowego w Polsce, a to nie jest nawet sredni poziom skoro najlepszy byl ten, ktory zeby to osiagnac musial mitomanic i kazdy o tym dobrze wiedzial, ale bal sie postawic.
Zarzeczny byl inteligentny i bardzo go szkoda. Niestety widac bylo, ze jest z nim coraz gorzej i to wielka strata. Mial swoje wady, ale takich ludzi jak on bardzo brakuje. Trzymaj sie Krzysztofie, wyrazy wspolczucia! Tekst jak zwykle swietny.

[*]

Uśmiech Koali

Reklamy jak reklamy, jakas firma za okreslona kwote postanowila je na tym portalu zamiescic, to trzeba byc wiarygodnym i nie usuwac ich w zaleznosci od wlasnego widzimisie.

wally

1. Kuźwa, jakie pożegnanie… Takie prawdziwe, bez lukru, takie jak Pawka by chciał. Piękne.

2. Grzywka na twitterze pożegnał Pawkę (i nawet udało mu się przed śmiercią pogodzić z nim), Kołtoń (!) bardzo ładnie – jako jedyny (!) w cafe futbol – wspomniał Pawkę.

3. Dzień po meczu Polska-Niemcy Pawka w tvp.info na wizji na żywo rozbeczał się jak dziecko – tego nie zapomnę. Tak jak piszesz Stano – w tym momencie był bardzo szczęśliwy, bo tego nie było wcześniej.

Thiago

Dziękuję Ci, ze wrzuciłeś ten filmik. Widziałem go teraz po raz pierwszy. I też się popłakałem…

Roman Kolton

Drogi Wally ,dziekuje za mile slowa ale po prostu wspolpracowalem z Pawlem w PS wiec nie widzialem powodu aby nie pozegnac go na antenie. Nie wierzcie w to co pisal o mnie Stanowski , to nie ja zwolnilem Pawla z PS i zawsze gdy sie spotykalismy normalnie rozmawialismy bez zadnej awersji do siebie

Tomasz Szczygieł
Wisła Kraków & FC Barcelona

Piękny tekst, aż płakać się chce. Świetna robota.

Mimo wszystko będąc szczerym to chujowe, że myślałeś robić program bez niego. Skoro on odmówił Eleven i powiedział: „zawsze razem”. A Ty brałeś pod uwagę odpalenie go.

Dziś to jednak już nie ważne. A sam podziwiam, że umiałeś to dzisiaj napisać. Ukłony.

AVOCADO

Boże, w takim momencie wypominasz Stanowskiemu jakąś pierdołę… A gdyby nie on, los Pawła prawdopodobnie wyglądałby dramatycznie. Sam o tym nie napisał ale nietrudno wywnioskować, że był jedną z niewielu osób która związała z nim swoje życie i pomagała do końca.
Nie podjął decyzji i już, reszta to luźne dywagacje.

Tomasz Szczygieł
Wisła Kraków & FC Barcelona

Wypominać – «przypomnieć coś komuś z wyrzutem».

1. Nikomu niczego nie przypominam, komentuje to co zostało napisane TERAZ.
2. Komentuje jedną sytuacje. Która nie ma wpływu na całokształt znajomości.

Znaffca

nie ten moment…..chodź dobrze że doceniasz szczerość.

Phelek

Moment wybrał Stano. Piękne pożegnanie, ale ta sytuacja też mnie trochę dziwi. Może mimo wszystko nie warto było o tym wspominać. Bo jednak – sam Stanowski byłby rozczarowany Zarzecznym, gdyby ten zgodził się na udział w programie bez udziału Stana. Ale jednocześnie Stano zastanawiał się, nad opcją poprowadzenia programu bez udziału Zarzecznego. Szanuję za przyznanie się. Widać, że to trochę siedziało w Panu Krzysztofie i temat czas zakończyć.

Seweryn

Tak mi się wydaje, że to właśnie był ten jedyny moment i jedyna chwila, w której Krzysztof mógł (i był w stanie) o tym napisać.
A co do epitafium – piękne. Acz smutne…

WhiteStarPower

Tez o tym pomyslalem ale tez pomyslalem ze Stano ma jaja ze o tym pisze i to w taki dzien. Duzo mowi o czlowieku i jego zasadach takze plus z mojej strony

Sebastian Ro(L)ewski
kup pan cegłę

>Teraz chwila przykrej dla mnie szczerości. Są oferty na „Stan Futbolu”. Jedna z telewizji powiedziała: – Chcemy to, ale bez Zarzecznego.

To chyba im sufit na łeb spadł. Bez Pawła to kolejny program z cyklu „o futbolu – panowie w krawatach z jajami zawiązanymi na supeł”. Paweł wiedział, że piłka nożna to nie relacja z bombardowania szpitala dziecięcego w Sarajewie tylko opowieść o 22 gościach w krótkich spodenkach uganiających się za napompowanymi świńskimi jajami na które ktoś nakleił łaty.

Janusz Kibol

Dokładnie! Paweł sprawiał, że ten program się wyróżniał na tle innych. Niektórych mogło drażnić, że chwilami Stan Futbolu zamieniał się w One Man Show. Jednak bez Zarzecznego byłoby nudno. I myślę, że wielu doceni ile ten człowiek tak na prawdę znaczył właśnie teraz kiedy go zabraknie. Zresztą już się tak dzieje. Ale to typowe dla ludzi. Tak już jesteśmy skonstruowani, że gdy coś mamy pod ręką potrafimy wybrzydzać. Dopiero w obliczu straty, zaczynamy zdawać sobie sprawę jak było to dla nas ważne.

Marcin Bauman
Arsenal Football Club

Może uznali, że prezentuje się jak nieśmieszny irytujący bej spod sklepu?

lostintrain

Paweł nie zmyślał ale był przedstawicielem „realizmu magicznego” jak Gabriel García Márquez.
Jeśli nawet bajdurzył to o zdarzeniach, które potencjalnie mogły się wydarzyć

garret

Jak to było w dedykacji Spalonego? „Pawłowi Zarzecznemu. Za wszystko.”

tomosion

To naprawdę był wyjątkowy Gość…

Janko Buszewska
Jadwiżański KS

Co niestety, przy całej sympatii, świadczy b.żle o poziomie naszego społeczenstwa, zwł. ilości talentów i nieprzeciętniaków którzy sie przebijają i pojawiają…

Amber Mozart

Być może inaczej bym patrzył na wszystko gdybym znał pana Zarzecznego osobiście, ale nie znałem. I, pomimo pańskich starań, nie potrafię go docenić. Nie trafia do mnie argument, że próbował rzucić inne swiatło na sprawę, a jeśli tak było, to robił to, niestety, słabo, przez co sprawiał jedynie wrażenie kontrowersyjnego na siłę, człowieka, który ma odmienne zdanie tylko dlatego, że jeśli raz na 100 przypadków jego odmienne zdanie się sprawdzi, to będzie mógł się tym chwalić przez lata, że wiedział lepiej. A tak nie jest. Nawet ludzie głoszący najdziwniejsze teorie czasem, przypadkiem, trafiają.

Nie przykładał się do swoich obowiązków. Być moze to moje spaczenie, nie neguję tego, ale denerwuje mnie, kiedy ktoś wyraźnie podchodzi do swojej pracy w tak olewczy sposób. Ja, osobiście, jako czytelnik czuję się wtedy obrażony. Obrazony faktem, że ktoś podkłada mi pod nos zdechłą, śmierdzącą rybę i myśli, że ją kupię.

Nie podobało mi się jego przesadne bajanie, odnosiłem wrażenie, że sam juz dawno przestał rozróżniać prawdę od fikcji, a jego teksty powstają w wyniku pijackich złudzeń. Ale wiem też, że wielu osobom właśnie to się podobało, a przy tym miał bardzo luźny styl, przez co nawet ewidentne bzdury dobrze się czytało. Nie pasowało mi jego poczucie humoru, ale to normalne. Poczucie humoru każdy ma inne, znam ludzi, których śmieszy to co mnie i takich, których śmieszy zupełnie co innego. Nie podobało mi się kiedy gwiazdorzył, próbował być centralnym punktem każdej rozmowy – ale czasem, przy odpowiednio dobranych gościach, to się sprawdza i dobrze rozładowuje napięcie.

Stylu życia nie będę komentował. Nie robił nikomu krzywdy, moze poza sobą samym, więc dlaczego nie mógłby żyć tak, jak chciał? Wierzę, kiedy pan pisze, że Paweł Zarzeczny nie był złym człowiekiem. Niespełnionym – to na pewno. Licyzł na o wiele więcej niż dostał, takze ze swojej winy, ale nie był zły. Wielu ludzi na tym etapie jest zgorzkniałych i pełnych nienawiści dla tych, którzy osiągnęli więcej. Pan Zarzeczny sprawiał wrażenie, ze dobrze się bawił i to był jego najsilniejsyz punkt. Nie odpowiadał mi jego styl, irytowało mnie olewactwo i, szczerze mówiąc, w pewnym momencie przestałem czytać jego teksty i śledzić jego programy. Ale rozumiem tych, którym to się podobało.

Nie mam zamiaru nadmiernie go krytykować, bo jaki miałoby to sens? Miał swoich fanów co oznacza, że coś robił dobrze. Nie to co ja bym chciał, owszem, ale czy tylko to co sami lubimy musi być dobre, a to, co nam się nie podoba, musimy traktować jako bezwartościowe?

seal

Zgadzam się z tobą poza tym myślałem ze ten 500 odcinek bedzie niezwykły a był daremny Zarzecznemu brakowało już weny od jakiegoś czasu. Jeszcze trochę a mało kto interesowałby się jego oms bo było szkoda czasu na oglądanie tych pierdol.

Janko Buszewska
Jadwiżański KS

Powiedzmy sobie szczerze, jego uśmiechnięte oblicze i lekki ton było utożsamiane z poczuciem humoru, ale akurat w tym departamencie jego warsztat był nader amatorski, bo prócz książek zabrakło mu chyba kontaktu z kabaretem, mistrzami kalamburu i pokrętnej logiki.
Często więc te „dowcipne puenty, punche” były na poziomie.. „kopnąłem go w d*** , a on się obalił”.
Jakoś też nie przepadał za publicznymi przytyczkami pod własnym adresem, choc innym ich nie szczędził.
Zasadniczo, nie czuł tempa wypowiedzi, i nawet jak sie prosiło o oczywisty strzał, to wpadał w pierdoły….

jigga

„Niedawno rozstawałem się z Eleven. Przedstawiciel stacji próbował wtedy rozbić nasz duet. Wziął Pawła na rozmowę i zaczął go mamić pieniędzmi, a Paweł pieniędzy potrzebował – chociażby po to, żeby opłacać córce studia w Anglii (jemu samemu wystarczyło szesnaście puszek „Warki” dziennie). W Eleven mieli przez moment plan robienia mojego programu, ale beze mnie.
– Co ja mam zrobić? – spytał mnie Paweł przez telefon.
– Jeśli pytasz mnie, czy rozczaruję się tobą, jeśli dalej będziesz tam chodził do programu, to moja odpowiedź brzmi: tak, rozczaruję się. Ale jeśli potrzebujesz pieniędzy, to nic mi do tego.
Zadzwonił po trzydziestu minutach: – Pierdolić te pieniądze. Zawsze razem.”

Łzy same napływają do oczu. Chociaż jest też śmiech przez łzy „(…) Hotelami, w których się barykadował, podając się za Andrzeja Szarmacha”. :-) Piękny tekst, ale czy trzeba się bardzo wysilać jak się pisze o kimś tak barwnym? Chyba nie. Wszystko pisze się samo i pewnie mogłoby się jeszcze ciągnąć… na książkę?

Janusz Kibol

O wielu rzeczach o których tu napisałeś nie wiedziałem, nie znałem Pawła osobiście. Nie interesowałem się też jego życiem prywatnym, nie dociekałem szczegółów. Po przeczytaniu powyższego tekstu mam ostrzejszy obraz twórczości Zarzecznego. To co wydawało się rozmyte, zamazane, teraz widzę wyraźniej.

Pawełek popełniał teksty genialne jak i takie, przez które ciężko było przebrnąć. Często zdarzało mu się popadać w grafomański słowotok. Z czysto dziennikarskiego punktu widzenia było to słabe, bo niezrozumiałe, nieprzystępne dla odbiorcy. Nie irytowało mnie to, wywoływało raczej uśmiech. Przyglądałem się z przymrużeniem oka, kiedy Zarzeczny odpływał w swych wywodach, Zdawałem sobie sprawę, że autor zatapia się wtedy we własnym świecie, do którego niewielu ma klucz, być może nikt poza nim samym. Akceptowałem to. Teraz mogę starać się zrozumieć jak ten jego świat powstał. Dziękuję za to Panie Krzysztofie.

koala1976

Spierdalaj Krzysiek, popłakałem się!
Paweł mogłeś zaczekać aż Polska zdobędzie Mistrzostwa Świata. Szkoda że go nie zbluzgałes za ten brak szacunku wlasnego zdrowia. Może na to czekał. Trzymaj się Krzysiek.
Dzięki Paweł

Habanero
Las Palmas

będzie mi Go brakować człowiek nieprzeciętny

Habanero
Las Palmas

star.

często ceniłem, ale nigdy nie lubiłem. może dlatego, że człowieka z innego świata poznaje się dopiero w takich momentach (smutnych momentach), acz i to nie powiedziane, bo szczerości w światku piłkarskim to nie ma za dużo. po śmierci dużo słodkości, ale przed to sami by człowieka utopili w łyżce wody za 5 zł.
natomiast Pańskie pożegnanie jest piękne, chcę napisać, że zajebiste, przepraszam, jeśli to nie pasuje do okoliczności.
nie Pan Paweł spoczywa w pokoju.

blazej przybylowicz

dobry tekst.

chociaż warto jednak wyjaśnić, że hejterzy nie pochowali się tylko szanują, że jednak odeszla znacząca postać polskiego dziennikarstwa sportowego.

Zbigniew Malara

Mam łzy w oczach.Wielka strata,wielka szkoda.
PS. Mam prośbę do Weszło,żeby podać miejsce spoczynku Pawła Zarzecznego,jak będę w okolicy to odwiedzę grób i złożę hołd.

Joanna Zboczen

No i co bedzie u mnie jutro w pracy? Jak co poniedziałek…Co? Gówno, pustka.

marsulek83

Oglądałem jego programy dość regularnie. Był to dziennikarz o specyficznym podejściu do wykonywanego zawodu i życia. Wiem, że wielu denerwował, jednak dla mnie program „Stan Futbolu” był wart oglądania głównie z powodu jego obecności. Czasem drażnił gadulstwem, ale ogólnie wnosił dużo kolorytu oraz fajnych anegdot i trafnych przemyśleń. Dla mnie „Stanu Futbolu” bez Pawła nie byłoby po co oglądać. Bardzo ważna postać polskiego dziennikarstwa. Istotny jest też jego wpływ na takich dziennikarzy jak: Stanowski, Rudzki, Święcicki, a więc facetów inteligentnych, main stream polskiego dziennikarstwa sportowego. Generalnie dla mnie gigant. On i Szaranowicz, potem dłuuugo nikt. Szkoda.Wielka szkoda.

DrMabuse
Wisła Kraków

Szacunek za ten fragment o Stanie Futbolu.

Necro

Świetny tekst i aż ciężko uwierzyć,że jutro nie będzie 501 odcinka OMS.Paweł był i pozostanie najlepszy.

Herod

Co by nie napisać Pawełka nam to nie wróci wielka szkoda i strata mam wrażenie że mimo iż nie miałem nigdy sposobności poznać Pawła osobiście to przez te 500 odcinków OMS stał się jak by wirtualnym bohaterem jak za czasów dzieciństwa kiedy wpatrywałem się w Polonię 1.i puszczane tam kreskówki. Dzięki Paweł że dawałeś mi poprzez swoją twórczość tyle uśmiechu w tym zblazowanym świecie.

Jacek Nysa

Spoczywaj wpokoju Paweł artykuł napisany w celu zaspokojenia swojego sumienia co powinno być nauką dla nas

Grandal
Legia Warszawa

Niestety, ja 500 odcinek zostawiłam sobie na niedzielę, tak przed meczem reprezentacji chciałem go obejrzeć. Teraz… teraz zwyczajnie, tak po ludzku, nie mogę się zmusić do obejrzenia ostatniego odcinka OMS. Cholernie mi Zarzecznego będzie brakować. Cholera, nie wiedziałem, że tak bardzo brakować.

Chopin

Trudno coś napisać, mimo że minęła ponad doba od tej informacji, która wydawała mi się kolejną prowokacją Pawła. Co będzie jutro, co będzie pojutrze?
Wstyd się może przyznać, ale przez ostatnie 2 lata największą radością dnia dla mnie było było te 10 – 20 minut „hejtowania” wszystkich dookoła przez PZ. Nigdy nie zżyłem się tak mocno z kimś, kogo nie znałem. Naprawdę czuję się od wczoraj, jakby mi ktoś z rodziny zmarł. Wiem, że nie jestem z tym uczuciem sam. I to jest największy sukces Pawła Zarzecznego.

waydack

Powód jego śmierci jest prozaiczny i tragiczny zarazem. Paweł jako człowiek uzależniony od alkoholu nie był w stanie sam sobie pomóc i nie chciał tej pomocy bo to wiązało się z abstynencją. Dokładnie rok temu przeżyłem to samo co on. Staczałem się po równi pochyłej w dół. Piłem i byłem przekonany, że niedługo umrę, że to koniec. Pytałem sam siebie „Kiedy to wszystko pierdolnie?”. Też byłem świadomy swojego upadku, swojego uzależnienia i swojej choroby, ale wizja zaprzestania picia była jeszcze bardziej przerażająca na śmierć. Niby obecna, ale jednak trochę abstrakcyjna. Alkohol całkowicie niszczy instynkt samozachowawczy, nawet tytani intelektu jak Paweł nie są w stanie kontrolować picia i podjąć walki. Większość alkoholików podejmuje leczenie gdy sięgnie już dna. Ja też sięgnąłem, trafiłem do szpitala, tydzień bez gorzały nieco rozjaśnił mi umysł, podjąłem leczenie, żyję w abstynencji. Paweł też niestety sięgnął tego dna, tyle w tym najokropniejszym wydaniu, bez szansy na powstanie z kolan. Stano pisze, że przesyłał fatalne teksty. Niestety, ale w pewnym etapie życia alkoholika, ambicje schodzą na dalszy plan. W jubileuszowym, ostatnim odcinku Paweł wyglądał okropnie. Był poważnie schorowany, miał nienaturalną opuchliznę na twarzy, zmęczony głos, widać że cierpi. Zastanawiałem się, czy jego przyjaciele, rodzina tego nie widzieli? Ale potem doszedłem do wniosku, że żadne słowa, żadne prośby i błagania nic by nie dały. Paweł żył na własnych zasad. Szkoda, że nie dostał drugiej szansy, bo życie bez piwa i wódy jest możliwe, ba mógłby wrócić do dawnej formy.

Znaffca

ale jak sam napisałeś „Paweł żył na własnych zasad”

waydack

Taki miał charakter, ale nie do końca to oddaje to o czym chciałem napisać. W pewnym momencie Paweł po prostu nie miał wyboru i stał więźniem nałogu, jak każdy alkoholik, niestety. Alkoholik szuka motywacji dla swojego picia, więc dla Pawła ten nonkonformizm i buntownicza postawa było wygodnym alibi. Ale choroba sama w sobie jest cierpieniem i gdyby miał wybór, na pewno by się zastanowić czy warto tak sobie marnować zdrowie i życie. Kto wie, gdzie by zaszedł gdyby nie zamiłowanie do procentów. Niestety w stanie wiecznej nietrzeźwości nie można wykrzesać z ze swojego potencjału tych stu procent..

Tomasz Kurzak

Wiesz gdzie jest ten przełomowy moment? Ten w którym już się z alkoholem nie chce walczyć? Jak przypałętają się choroby. Jak jesteś świadomy, że to już jeden wielki chuj, że rzucając to gówno nie wrócisz już do formy. A alkohol to najlepszy oszust w takim momencie. Sprawia, że nie czujesz bólu spowodowanego chorobami, nadwagą, czymkolwiek. Pozwala tępić zmysły, tępić cały ten cielesny festiwal który mają schorowani ludzie.

Powiem więcej, mojemu śp wujkowi lekarze już wręcz odradzali odstawienie picia, bo z nim pociągnie może 5 lat (pociągnął 3), a bez niego przekręci się na odwyku. Za dużo chorób, za dużo stresu by odstawić – po prostu za późno. Dlatego sądzę, że Paweł to wiedział. Wiedział, że już za późno na odstawienie, że za daleko to poszło by zdrowo żyć, bo dziś to zabije go jeszcze szybciej. Być może stąd świadomość, prośby o nekrologi i tym podobne. Prawda jest taka, że aby móc przejść chociażby detoks trzeba być chociaż podstawowo zdrowym.

BaronVonTrockhy

Stano, dzięki za ten tekst, wspomnienie Pawki bez zbędnego lukrowania i auto-szczerość, zwłaszcza w kontekście ostatniego zamieszania ze „Stanem Futbolu”. Wczoraj pytałem czy była jakaś szansa na wyprowadzenie Pawła na dłuższą drogę życia. Dzisiaj, po chwili zastanowienia jak i po lekturze Twojego tekstu, myślę że chyba jednak nie. To on świadomie wybrał kurs na autodestrukcję, miał to wszystko zaplanowane i udało mu się doprowadzić do finalnego momentu. Ktoś pisał o tym, że ostatnie odcinki OMS robione były tylko na podbicie licznika do 500 (Grande Finale!), ktoś zauważył, że ostatni odcinek trwa 56 minut, tyle ile lat dane mu było przeżyć. „W poezji nie ma przypadku”, jak zwykł mawiać mój polonista w liceum. U Pablo Pablito też przypadku nie było, zakpił sobie z nas wszystkich będąc pewnym, że jednakowoż te 3% skuma intrygę…Nie bez znaczenia są przeżycia z dzieciństwa, o których pisałeś. To potrafi być znak wypalony na duszy, który boli, uwiera i zostaje na całe życie. Co nie zmienia faktu, że dalej w to nie wierzę, tak jak Himilsbach nie mógł uwierzyć w śmierć Maklakiewicza…

Chopin

Był taki moment pary miesięcy temu, że Paweł jakby miał wyjebane trochę na te OMS, Ostatnie tygodnie jednak, to była obsesja 500. odcinka. Cały czas o tym mówił, mimo że widać było, w jakim fatalnym stanie jest.
Dziwne jest też to, że o ile ostatnio w OMS i Stanie Futbolu cały czas wydawał się mocno zrobiony, to wieczorem w TV Republika był w świetnej formie. Zastanawiało mnie, kiedy on trzeźwieje.

JanekSport

Idzie się poryczeć… Chuj że faceci nie płaczą… gówno prawda… tylko obojętni nie płaczą…

michal kotowski

dzięki Stano.

Czeski_Amator_Fioletowej_Ambrozji
Odra Opole, LFC

Pawel dla mnie jestes na tym samym poziomie co Jan Pawel II, lez nie moge zatrzymac od wczorajszego poranka, pustke po tobie nie wiem jak zapelnie, twa smierc boli tym bardziej ze wiedziales o niej, o tym ze juz chodzia za toba krok w krok od paru dni jak nie tygodni,
dzieki Pawel,
moze kiedys zagramy razem

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

fronda

Miałeś się schowacnie cmoku.

Thiago

Ludzie piszą tutaj o obsesji Pawła dotyczacego odcinka nr. 500 Czyżby przeczuwał co sie wkrótce stanie i chciał dojść do tej liczby? Skoro musiał nadejść koniec i on to wiedział to chyba piękniejszego i bardziej symbolicznego być nie mogło… „Tak jak chciałeś. Skurczybyku, znowu ci się udało” …

v. Lynden

Zwróć uwagę, że 500 odcinek trwa 56 minut i 3 sekundy. PZ żył 56 lat i odszedł w 3 miesiącu roku czyli marcu.

To wszystko wygląda jakby to sobie zaplanował, albo mówiąc inaczej – los zaplanował za niego, a on tylko temu losowi pomógł.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

michalszostak
Premier League

Wielka szkoda, lubiłem gościa właśnie za ten cyniczny, niepodrabialny styl. Takich dziennikarzy ze świecą szukać.
Nasuwa mi się jedno pytanie, o czym był ten felieton Pawła, którego niedawno nie pozwoliłeś opublikować. Co ten Nasz „Rogalik” nagryzmolił ?? 😉
pozdrawiam.
ps. a tekst zacny.

PJ

Tekst ucznia o Mistrzu. Ucznia który potrafi przyznać się do własnych myśli. Taki tekst który pokazuje Mistrza takim, jakim był. Gdybyście wysłali Pawła na te cholerne badania.,

donsobano

Leczył się ponoć bo w którymś OMS nawet czytał swoje wyniki badań

Znaffca

Panie Krzysztofie dziękuję za przybliżenie postaci Pana Pawła nie tylko jako dziennikarza ale i człowieka.
Jeżeli chodzi o Pawła Zarzecznego, PANA dziennikarza(redaktora) to myślę, że większość odbiorców wiedziała że pomimo tych bajek….. „z reguły chodziło o morał.” i to zawsze było sednem.
Kto tego nie dostrzegał nie był, jak mawiała to Pan Paweł w górnych 3% :D.

PS. „Zadzwonił po trzydziestu minutach: – Pierdolić te pieniądze. Zawsze razem” dokładnie takie maiłem wrażenie o nim, nie znając go a będąc tylko jego czytelnikiem.

Tanadice

Panie Pawle, wszystkich odcinków OMS nie obejrzałem na pewno (chociaż te 300 zaliczyłem na bank), za to przeczytałem wszystkie felietony od początku Pana pracy na Weszło. Często mi się nie podobały, ale i tak ciekawiej się je czytało niż bezsensowne rozmówki z piłkarzami na jakichś innych śmiesznych portalach. Szczerze mówiąc, Pana śmierć wstrząsnęła mną bardziej niż śmierć któregokolwiek z członków mojej rodziny (pewnie dlatego, że lepiej Pana poznałem poprzez felietony i programy niż wyżej wspomnianych, chociaż – sądząc z felietonu Stana – taki mi się tylko wydaje). Dziwnie będzie czytać o piłce, wiedząc że oglądasz już Pan mecz z Czarnogórą tam z góry. Ale i tak zazdroszczę bomby-per-bomby w zaświatach, z tymi wszystkimi gamoniami, których i tak Pan pociśnie jak zawsze. Do zobaczenia kiedyś.

gronojad

Dzięki za ten post. To gdzie malujemy mural dla Pawła?

maciek2301

świetne strasznie szkoda …

KatarzynaMorga

Może i szczerość warta jest pochwały, ale Stanowski to jednak bardzo śliski człowiek. Po takim akcie lojalności ze strony Zarzecznego, myślał w ogóle o tym by go zdradzić.
Całe to środoiwsko dziennikarzy sportowych to bagno, konflikty, oskarżenia, nienawiści, zazdrość, złość, zawiść. Kto kogo opluł, zwolnił, kto z kim nie pił wódki, albo pił. Kołtoń lubi Lewandowskiego, Stanowski nie lubi Kołtonia, to pluje na Lewandowskiego, itd, itd, itd. Bagno, gorzej niż politycy.

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

Użytkownik usunięty
Użytkownik usunięty

Treść usunięta

KrolikKR

Nie Lubiłem skurwiela , ale byl dosadny w tym co pisał ale teraz wiem skad sie to brało czytajac tekt powyzej, po prostu brakowało czasu i slinotok niosł szczerosc tak samo jak wowczas gdy teksty pisał nawalony!
Co mnie za to zmasakrowało to historia z jego dziecinstwa , krotko stwierdzilem :…….. Ja pier…….
uwazam ze te trzy czynniki w dorosłym juz Zarzecznym dawały mega texty: trauma z dziecinstwa , lenistwo i alkocholizm !
Szczerze ? to ze mial jednego najwierniejszego , kumpla , przyjaciela/?/ w ostatnim czasie i ktory dawal mu jeszcze zorobic to byl red. Stanowski i chyba Pawel dobrze zrobil ze zszedl z tego swiata bo i ta znajomosc sie chcwiala juz mocno , wnioskujac z przczytanego tekstu powyzej !

Kiedys w Chicago miałem mozliwosc poznac innego kolorowego ptaka polskiego dziennikarstwa sp Janusza Atlasa przy okazji wizyty polskiej delegacji PKOL wraz z Irena Szewinska na czele!
Byl czas pogadac , pipic oczywiscie z nim jak i towarzyszacemu im wowczas sp Włodzimierzowi Smolarkowi….. i co by nie slyszec lub nawet nie pamietac to wowczas obaj panowie chyba byli na swiezo po rozejsciu sie dróg z Zarzecznym bo tyle i co uslyszalem to do dzis glowa puchnie ! co zostalo w glowie to niech zostanie ale z goscia ktorego chetnie czytalem zrobil sie inny obraz czlowieka na ktorego teksty juz spogladalem inaczej.
Ale mam nadzieje ze cala trójka wyjasni sobie problemy teraz tam u góry pomiedzy soba.

Niech mu ziemia lekka bedzie

Ps
Mysle ze smierc Zarzecznego uwolni spora grupe ludzi od udawania bycia jego kumplem czy nawet znajomym.

Ps2 respect dla Stanowskiego za podtrzymywanie go przy „kroplowce zycia zawodowego” przez ostatnie lata !

Mathis

Stano, zacząłem wchodzić na weszlo.com między innymi dla Pana Pawła, bardzo podobały mi się jego wypowiedzi, począwszy na OMS po Stan Futbolu, ja bardzo lubiłem Pawła, bardzo mnie też zdziwiła wczorajsza wiadomość o jego śmierci, świeć Panie nad jego duszą. Stano jesteś dobrym dziennikarzem, ale musisz wznieść się na wyższy poziom, żeby dorównać weszlo z Zarzecznym…

drake7

Jestem nadal w szoku, że Jego nie ma. Cały czas łudzę się, że po meczu zrobi OMS odc 501 i powie :witam was tuż po skończonym meczu…Jak został zdjęty Stan Futbolu to zastanawiałem się jak się Paweł zachowa. I byłem prawie pewien, że zachowa się tak, jak to ostatecznie zrobił. Polubiłem go gdy jeszcze siedział w studiu Canal Plus i razem z Twarowskim robił ligę +. Weszło bez niego już nie będzie takie samo. Zastanawiam się czy pojawi się jakiś felieton jego autorstwa w „jak co poniedziałek”. Zawsze czekałem co tym razem napisze. Czasem były słabe, ale wiedziałem, że zawsze jest jakiś morał, ale nie zawsze wiedziałem jaki. Szkoda, że go nie ma już z nami. Płaczę jakby umarł ktoś bliski, choć go nie znałem. A to Twoje, pożegnanie-piękne, choć trochę smutne, że po takich słowach Pawła „Pierdolić te pieniądze. Zawsze razem” zastanawiałeś się czy go nie odpalić.. Teraz pozostaje mi tylko czekać na „jak co wtorek”.

Zdzislaw Kazimierz

@Stanowski – nie wiem, czy to przeczytasz, ale wiedz, że aby stać się lepszym człowiekiem, powinieneś sam się dostosować do tych zasad, które tak pięknie opisałeś w tym artykule.
W tej chwili jesteś na etapie młodego Zarzecznego – utracjusza.
I pamiętaj o Zosi! Bo Paweł, jakby to durnie nie zabrzmiało, był od jakiegoś czasu mistykiem, bo tak maja niektórzy ludzie parę lat/miesięcy przed śmiercią, że WIEDZĄ coś, o czym ty nie masz pojęcia. Jestem święcie przekonany, że będziesz miał jeszcze co najmniej córkę. Możesz ją nazwać Andżelina, ale to będzie właśnie ta Zofia, o której Zarzeczny ci tłukł do głowy.
No i fajnie :)
Zdrówka życzę!

Devorious

A wiesz, miałem teraz sporo wolnego czasu. Uznałem, że przeczytam jeszcze raz tych wszystkich Mickiewiczów, Słowackich, Sienkiewiczów… No, walnąłem komplet przez wakacje. I wiesz co? – zapytał.
– Co?
– Okazało się, że jak sam nie napiszę, to nie poczytam. Chała.

Kurwa przynajmniej jeden powiedział prawdę o „wybitnych dziełach”

Zener

Taką „prawdę” usłyszysz od każdego dwójkowego ucznia oraz zapewne na każdej budowie, gdzie tacy kończą. Najlepiej powiedzieć że chała jak się nie rozumie, bo przecież nie przyznasz się przed sobą do bycia kretynem i ignorantem.

Devorious

No cóż, w takim razie pomyliłem studia kończąc filologię polską.

Zener

To jeszcze pochwal się co to za uniwersytet takich orłów wypuszcza. Bo mi się wydaje, że raczej jakiś z rzeczywistości wirtualnej.

Devorious

Uniwersytet Śląski :) Kończyłem te studia dla zabawy, ale jeżeli uważasz, że w/w dzieła są wybitne no to w takim razie współczuję i polecam zapoznać się z innymi dziełami tamtych epok, mniej znanymi :)

Ludwik_Dlugi

Mój pierwszy komentarz na Weszło, mimo, że jestem tu już od lat. Nigdy mi się nie chciało bawić w komentowanie, ale dla Pawła Zarzecznego warto napisać komentarz.
Wiele już napisano o Zarzecznym, niewiele mogę dodać. Chyba tylko to, że rzeczywiście nawiązywał on do polskiej tradycji gawędy. Taki współczesny Zagłoba. Nie zawsze zgodnie z faktami, ale zawsze mądrze i ciekawie. Żałuję tylko, że gdy pisano na weszło idiotyczne komentarze pod jego felietonami (często bardzo słabymi, ale taki urok Zarzecznego, że nie zawsze mu się chciało), to nie broniłem go. On wyróżniał się ponad innych dziennikarzy, nie tylko sportowych. A teraz zostaną nam tacy dziennikarze, którzy przed meczem przeczytają biografię piłkarza, kilka plotkarskich artykułów i potem mają anegdoty na kilkanaście meczów – patrz komentatorzy Eleven, którzy przyznali się do takiego procederu w wywiadzie dla weszło. Zarzeczny rzeczywiście do nich nie pasował, inne lektury, inny poziom.
Smutny obraz relacji Stanowskiego z Zarzecznym wyłania się z tego tekstu. Stanowski chyba co raz bardziej zaczął myśleć jak menadżer, a nie jak przyjaciel/uczeń Pawła. Chyba rzeczywiście mogło wkrótce dojść do rozstania tego duetu. Mimo wszystko szacunek dla Stanowskiego za te lata, kiedy pomagał Zarzecznemu. Jego materiały, mimo wszystkich wpadek, to była wartość dodana weszło.
Mam nadzieję, że śmierć Zarzecznego da też do myślenia Stanowskiemu… Trzeba sobie uzmysłowić, że są rzeczy ważniejsze niż mieszkanie w Barcelonie, bycie światowcem, programy w TV, bo potem przyjdzie czas, gdy trzeba będzie zastanowić się, co o człowieku napiszą po śmierci. O Zarzecznym napisano po śmierci różnie, ale nikt nie napisał, że kogoś skrzywdził. Chyba, że tylko siebie. Świeć, Panie, nad jego duszą… Będzie mi brakowało tekstów Pawła Zarzecznego.

r0manx

Byłem wielkim fanem Pawełka, obejrzałem wszystkie odc. ONE MAN SHOW, czytałem wszystkie felietony Pawła, jego śmierć nie daje mi spokoju. Może to głupie, ale coś mi tu do końca nie pasuje. Paweł zawsze podchodził do wszystkiego na luzie a tu nagle na równo 500 odcinek prosi swoich podopiecznych koniecznie o nagranie życzeń. Poza tym ta wstawka z Powązkami na początku odcinka, wcześniej mówił coś o tym, że mecz z Czarnogórą go nie dotyczy? Widzę tu jakoś za dużo zbiegów okoliczności. Oprócz tego w dwóch ostatnich odcinkach Paweł pije i pokazuje bodajże lek Tussipect, który wyczytałem, że powoduje wiele skutków ubocznych. Efedryna w nim zawarta przyśpiesza czynność serca i powoduje zwiększone zużycie tlenu przez serce.
Spoczywaj w spokoju Pawełku, ZAWSZE BYŁEŚ NAJLEPSZY.

Vinnie
Pogoń Szczecin

Sporo jest głosów piętnujących Stana za to, że rozważał wypięcie się na Pawła mimo tego, że wcześniej Pawka dał mu do zrozumienia, że za żadne skarby nie zdradzi ich przyjaźni. Chodzi oczywiście o sytuację z Eleven i dalsze tworzenie „Stanu Futbolu”. Stano nie musiał tego pisać, prawda? Nie zeznawał pod przysięgą, nie był trzymany przez żadnego z nas z akumulatorem na jajach. Napisał sam od siebie, z serca. Niewykluczone, że trochę przekolorował, być może nie rozważał rozbicia duetu tak bardzo jak to tu napisał, być może zestawiając ze sobą te dwie różne reakcje, dwóch bliskich sobie przyjaciół, chciał nam przekazać jak wielkim i oddanym człowiekiem potrafił być Paweł i pisząc to uświadomił światu, a może także sobie, że zawsze Pawka był nad nim, a nie pod. Na początku jest przyjacielskie, bezsilne zmieszanie z błotem, pod koniec hołd oddany jego wielkości, zdarzenie, które nie mieści się w głowach nowoczesnych korposzczurów. Przyjaźń ponad pieniądze. 16 piw dziennie, najlepsze z możliwych wykształcenie dla córki, bilety dla dzieciaków z domu dziecka załatwione od Bońka, a reszta to chooj. Wiedziałem, że Paweł był z bidula, nie wiedziałem jak do tego doszło. Teraz już wiem i dlatego nie dziwię się, że potrzebował do życia codziennej dawki alkoholu.

zielonywojownik

Stanowski, ja rozumiem, że to był Twój kolega, może nawet przyjaciel i że masz powody, żeby człowieka dobrze wspominać. Ja nigdy nie lubiłem tego gadania Zarzecznego, nie będę się tego wypierał tylko dlatego, że człowiek odszedł. Ale człowieka poznaje się w takich zwykłych codziennych sytuacjach. Sprawa się ma w Piasecznie, Auchan na Puławskiej. Jesteśmy na zakupach, żona w ciąży. Mówię do niej – popatrz, to jest ten dziennikarz. Tłumaczę jej o kogo chodzi, po czym on się pakuje do kolejki dla kobiet w ciąży i wpycha się przed moją ciężarną żonę. No sorry ale takie zachowanie mogę zinterpretować tylko w jeden sposób. Miał zawsze abstrakcyjne poglądy. Ja wiem że chcielibyście wspominać tego redaktora jako osobę wielką, znaną i poważaną. Ale widzę, że poza Weszło nikogo to specjalnie nie obeszło. Nie ma info na stronach głównych, nie ma wzmianki w wiadomościach i na paskach informacyjnych. Odszedł po cichu. Polska i Świat nie podzielała jego poglądu o byciu najlepszym i najbardziej znanym i szanowanym dziennikarzem. Odszedł ktoś ważny w kontekście tego portalu i w określonym środowisku. I… tyle.

Verpakovskis

Zachowanie lipa wiadomo.Pewnie pomyślał sobie,ze on tez jest w ciazy.

Zener

Zarzeczny miał wstęp do wszystkich kolejek dla zaciążonych. To chyba oczywiste i nie rozumiem oburzenia.

Zener

Zarzeczny miał wstęp do wszystkich kolejek dla zaciążonych. To chyba oczywiste i nie rozumiem oburzenia.

Kelrik

Ja na wielu portalach oraz w TV widziałem informację o jego śmierci. Oceniasz Zarzecznego przez pryzmat jego ostatnich chudszych lat. Przez całą swoją karierę wychował on wielu dziennikarzy, zapraszany był często do TV. Nie był aniołem, ale sporo ludzi go dobrze wspomina.

PS. Twoja historia o kolejce przypomniała mi jak kiedyś znajomy w wieku nastoletnim zobaczył na Łazienkowskiej Jacka Bednarza.

– Panie Jacku, można autograf?
– Spierdalaj gówniarzu!

Znajomy dalej kibicował Legii, ale o Bednarzu nigdy już dobrego słowa nie powiedział…

wpDiscuz
Najnowsze wpisy

INNE SPORTY

tennis-agnieszka-radwanska-australian-open_3406817
15 sierpnia, 21:54