Bunt maszyn. Czy wkrótce komputery będą ustalać taktykę i skład?
Weszło Extra

Bunt maszyn. Czy wkrótce komputery będą ustalać taktykę i skład?

Smuda powiedział kiedyś, że laptop służy mu wyłącznie za podstawkę do kawy. W Midtjylland albo Brentford sam robiłby za podstawkę do kawy, używając – zgoda – ponurej przenośni. W tych klubach władzę objęli futbolowi naukowcy. Ludzie, których marzeniem jest usystematyzowanie, „umatematycznienie” każdego aspektu gry, tak by dało się na tej podstawie stworzyć obiektywną receptę na sukces, czy też raczej: równanie na sukces. Pomyślcie o swoich sukcesach w Football Managerze: jakże łatwiej o triumfy, gdy cechy każdego piłkarza są szczegółowo opisane liczbami i mają wymierne przełożenie na boisko?

To eksperyment, który można zdefiniować roboczym pytaniem „co by było, gdyby klub piłkarski objęły we władanie roboty?”. Ci rewolucjoniści otwarcie dyskredytują nasze, ludzi, zdolności poznawcze, udowadniając przy każdej okazji, jak łatwo nam popełnić błąd i jak każdy jest na niego narażony. Z radością oddają się we władanie dyktaturze liczb i wykresów, postępując odważnie, ale też starając się unikać oszołomstwa, czyli choćby wiary, że to model pozbawiony skaz, nie narażony na pomyłki, zarazem jednak ze szczerą wiarą, że jest to model narażony na wiele mniej pułapek niż ten, w którym decydującą rolę odgrywa oko.

Jeśli mają rację, stoimy u progu rewolucji. Rewolucji, na której końcu decyzje będzie podejmował komputer. On rozsądzi jaka taktyka przy posiadanej kadrze będzie najowocniejsza. Który junior najlepiej się zapowiada. Kogo warto kupić, kogo sprzedać, kogo zdjąć w przerwie. Czy odtworzona z głośnika przedmeczowa gadka motywacyjna „kiełbasy do góry i ładujemy w dupę frajerów” podniesie współczynniki zawodników, czy też jednak niekoniecznie.

***

„Futbol jest subiektywny. Zapytasz dwóch najwyższej klasy ekspertów o pomeczową opinię, a oni mogą dać skrajne odpowiedzi. Dane nie są perfekcyjne, ale przynajmniej dają większy poziom obiektywności.”

Phil Giles, wiceprezes Brentford.

***

ca07addb-e5e9-4b70-96d1-304b2fab35d0_473770456

Dwie kluczowe postacie – Matthew Benham i Rasmus Ankersen. Anglik wykłada pieniądze, Duńczyk tworzy wizję, ale obaj są wyznawcami tego samego kościoła, mają wspólną filozofię. Benham to facet po Oxfordzie, którego wielu ośmieliłoby się nazwać geniuszem. Wszyscy słyszeliście pewnie historie ludzi, którzy utrzymują się z gry u bukmachera, może nawet kogoś takiego znacie, ale Benham to zupełnie inny poziom. To Maradona obstawiania. Jeden z najlepszych w historii. Dorobił się w ten sposób fortuny, aktualnie ma całą firmę Smart Odds. Jego recepta? Jakby była powszechnie znana, bukmacherzy właśnie zwijaliby interes. A może i nie, bo za Benhamem stoi potężna i arcyszczegółowa baza analityczna, armia mikroskopów zaprzężona do najprzeróżniejszych lig na świecie, wyjątkowe narzędzie. Kilka lat temu Benham wraz z całym dobrodziejstwem inwentarza wszedł w ukochany klub z dzieciństwa, Brentford.

Druga postać – Rasmus Ankersen. Był kapitanem młodzieżówki Midtjylland, wiązano z nim spore nadzieje, nie mniejsze zresztą, niż on ze sobą na boisku. Miał dziewiętnaście lat podczas seniorskiego debiutu, ale po piętnastu minutach doznał kontuzji, która praktycznie skończyła jego karierę. To byłaby tragiczna historia, jakich zdarza się w futbolu wiele i o których wszyscy zapominają błyskawicznie, ale klub o Ankersenie nie zapomniał. Akurat powstawała w Midtjylland profesjonalna akademia, na tamte czasy najnowocześniejsza w całej Skandynawii, Rasmusa zatrudniono jako szkoleniowca. Szybko okazało się, że to jego powołanie. Cały czas szukał sposobów, by się doskonalić, rozglądając się często w nieoczywistych miejscach. Owocem jego wszechstronnych zainteresowań, nazwijmy to, okołoszkoleniowych, były książki „DNA zwycięzcy” i „DNA lidera”, poczytne, ale i tak będące dopiero rozgrzewką. Potem bowiem odpalił bombę: „Gold Mine Effect”. Międzynarodowy hit, który zmienił jego życie, umieścił go na mapie.

bekoji1

Nie będę wam streszczał książki, jest dopakowana cennymi treściami na każdej stronie, powiem tylko o najważniejszej kwestii w kontekście reszty artykułu. Ankersen chciał dowiedzieć się co decyduje o tym, że niektórzy ludzie odnoszą sukcesy, a inni nie. Odwiedzał najlepsze szkółki sportowe – załapali się jamajscy biegacze, kenijscy maratończycy, koreański golfistki, brazylijscy piłkarze. Szedł niestandardowo, odwiedzał też choćby szkoły muzyczne. Najważniejszy wniosek?

Identyfikacja talentu leży i kwiczy. Mamy rozłożone ręce, ludzie są zbyt zawodni, aby wykonywać to z choćby mierną skutecznością. Czas na nowe otwarcie, nowe metody. Naukowe podejście.

Benham przeczytał „Gold Mine Effect” i zachłysnął się lekturą. Od razu zaprosił Ankersena na spotkanie. Podobno wtedy miał powiedzieć: „Wiesz jakie Brentford ma szanse na awans do Championship? Przeciętny członek piłkarskiego środowiska powiedziałby ci, że ma małe, średnie, duże, zależnie od emocji i przeczucia. Ja powiem ci natomiast, że mamy dokładnie 42.3 % szans na opuszczenie League One”.

Czy trzeba w ogóle mówić, że w lot złapali wspólny język, że szybko zaczęli współpracę, że trudno sobie wyobrazić dwóch ludzi w branży, którzy na tak fundamentalnym poziomie dzieliliby ze sobą futbolowe idee? Ankersen zyskał potężne narzędzia, zarówno jeśli chodzi o zaplecze analityczne jak i kasę, Benham zyskał wizjonera, któremu dał się też szybko przekonać, że warto wejść również w Midtjylland.

***

– W pierwszej chwili byłem przeciwny. Myślałem, że to poronione pomysły, bo w futbolu chodzi o zaangażowanie i serce do gry. Im dłużej jednak o tym myślę tym oczywistsze stają się dla mnie zyski tego projektu.

Kristian Bach Bak, kapitan Midtjylland. W klubie, z trzyletnią przerwą na Heerenveen, od piętnastu lat.

***

Wynik jest sprawą nieistotną, a tabela kłamie. Ryzykowna teza? Taka, którą trudno traktować poważnie? A jednak możliwe jest podporządkowanie jej się w pełni.

Konkretny wynik może być wypaczony przez przypadek. Przez pecha bądź szczęście. Przez sędziego. Przez multum kwestii nie mających związku z tym, że zespół dobrze realizował swoje zadania. W futbolu to prawo działa najmocniej ze wszystkich zespołowych sportów, bo pada tu najmniej bramek (względnie: liczy się najmniej punktów), więc siłą rzeczy kluczowe są chwile, a nie dyspozycja przez cały mecz. Ankersen i Benham nie chcą podlegać tyranii przypadku, dlatego mają własne kryteria oceny, i to zawsze one są znacznie istotniejsze niż ligowa tabela. Duńczyk powiedział kiedyś nawet, że nigdy, ale to przenigdy nie zwolni trenera ze względu na tabelę.

_80373831_458218790

Pamiętacie jak Borussia Dortmund szorowała dno Bundesligi? Benham w swojej bazie ma wspólny ranking wszystkich analizowanych drużyn i mimo mizernego punktowania BVB, u nich wciąż banda Kloppa wciąż była drugą najlepszą drużyną Niemiec. Nie wiemy dokładnie jak to jest wyliczane, ale biorąc pod uwagę różne wypowiedzi obu panów można podejrzewać, że kluczowy jest bilans tworzonych sytuacji oraz tego do ilu okazji dopuszczasz drugi zespół. Borussia nie strzelała goli, ale w tym współczynniku wciąż wypadała znakomicie.

Ufność wewnętrznym kryteriom doprowadza do sytuacji bezprecedensowych. W Brentford choćby Benham skończył współpracę z trenerem Markiem Warburtonem, choć ten szkoleniowiec miał doskonałe rezultaty, wprowadził klub do Championship, potem mimo ograniczonego budżetu walczył do końca o Premier League („Pszczoły” odpadły po play-offach), a także miał świetną opinię na trybunach. Benham jednak postanowił skończyć współpracę, bo trener nie chciał iść na całość jeśli chodzi o filozofię klubową. Wymowne słowa właściciela o współpracy z Warburtonem: – Łatwo przekazać menadżerowi wiadomość, że zespół miał pecha i powinien być wyżej w tabeli. Ale nieprawdopodobnie trudno przetrawić szkoleniowcowi wieść, że choć jesteśmy wysoko, to tak naprawdę powinniśmy być niżej i mieliśmy dużo farta.

Warburton nie chciał być sprowadzony do roli pionka, którego trenowanie nie ma większego wpływu na to co się faktycznie dzieje. Nigdzie na świecie rola trenera nie jest tak umniejszana, co w Brentford i Midtjylland, a to umniejszanie nie wynika ze złej woli, tylko z modelu działania. Warburton musiałby się zgodzić na to, że ma transfery nie wedle wyrażonych przez siebie chciejsw, ale wedle zaleceń komputera, że w przerwie też musi działać według dyktatu analitycznych wykresów (tak jest, dostają takie dane i to one są kluczem, a nie suszarka), że jest tylko jednym z trybików piłkarskiego kalkulatora i jego sukcesy w oczach mocodawców nie pójdą na jego konto, ale systemu.

Za dużo do przeskoczenia. W jego miejsce wskoczył Holender Marinus Dijkhizen. Referencje? Excelsior w sezonie 14/15, najtaniej zdobywane punkty w Eredivisie. Tak, dobrze przeczytaliście: najtaniej.

***

„Firmy wydają 2% budżetu na rekrutację i 98% na pokrywanie jej błędów.”

Rasmus Ankersen.

***

Według Ankersena rynek transferowy jest źle oszacowany, pełen kuriozalnych ruchów – to opinia akurat mało kontrowersyjna patrząc na niektóre zakupy chociażby angielskich klubów. Dla Duńczyka, który zęby zjadł na nowatorskich metodach identyfikacji talentu, to właśnie sprawne wyszukiwanie niedocenionych piłkarzy miało być flagowym projektem.

Generalnie to, co uznajemy za szczyt profesjonalizmu jeśli chodzi o skauting, dla nich jest dowcipem opowiadanym w klubowej pakamerze. Jeżdżenie na mecze, sondowanie zawodnika jeden, drugi, trzeci raz prosto ze stadionu? Przeżytek i narzędzie nieefektywne. Lepsze są analizy nagrań video i tak, trzeba jasno rozróżnić piłkarza z Youtube, Oproiescu czy innych podobnych, od przegryzienia się przez dziesiątki godzin materiałów.

Pomyślcie o tym. Obejrzeć wszystkie mecze danego piłkarza z konkretnego sezonu. Kiedyś nie do zrobienia choćby ze względu na dostępność taśm, dzisiaj jak najbardziej, nawet, jeśli chodzi o trzeciorzędne rozgrywki. Praca mrówcza, zamknięcie się w sali w towarzystwie telewizora na tydzień, dwa? Tak. Ale to wsparte bazą Benhama ma dawać zabójczo skuteczne efekty, znacznie lepsze, niż obejrzenie gracza na żywo, gdzie już jest szansa na bycie poniesionym przez emocje czy inną formę „zaciemnienia obrazu”. Skaut dostaje bilet tylko po to, by dowiedzieć się jaki charakter ma piłkarz, bo jak mówi Ankersen: skaut on nie musi nam mówić, czy piłkarz jest dobry czynie, my to już wszystko wiemy.

Nie znamy konkretnych metod wyliczania wartości zawodnika. Są pilnie strzeżone. Za pouczający przykład może posłużyć jednak Tim Sparv, jeden z najlepszych zawodników Midtjylland.

We wspomnianym już wcześniej rankingu wszystkich klubów zaobserwowano anomalię. Greuther Furth, zespół z 2 Bundesligi, wykręcał wyniki na poziomie Premier League. Uznano więc, że to zespół niedoszacowany, gdzie za grosze można wyjąć zawodnika o znacznie większym talencie, niż na to wskazywałoby CV. Wybór padł na Sparva, który nie notował liczb w naszym tego rozumienia znaczeniu, ale już w ich – jak najbardziej. Ankersen nazwał kiedyś Fina mianem „No stat All Star”.

Możemy teraz poteoretyzować na temat jedynego polskiego zawodnika, który został ściągnięty przez naukowców – Patryka Wolańskiego. Zaznaczam, że to tylko moje spekulacje, ale lecimy: Widzew za czasów tego golkipera był beznadziejny, leciał z ligi. Bardzo możliwe, że drużyny stwarzały ogromną ilość sytuacji bramkowych na łodzian, a choć ci większość meczów przegrywali, to jednak nie tracili znowu tak wielu bramek, ile zwykle w bazie Benhama tracić mogły ekipy pozwalające rywalom na tak wiele. Anomalia wskazująca na dobrą grę utalentowanego golkipera.

***

„Atmosfera w klubie jest energetyczna. Wszyscy ciągle szukają nowatorskich metod podejścia do treningu, skautingu, taktyki, stałych fragmentów gry. Bardzo mi to odpowiada. Za wielu dzisiaj reprezentuje konserwatywne podejście i robi ciągle te same, nudne rzeczy – w ten sposób się nie rozwiniesz. „

Tim Sparv.

***
Tak, futbol jest bardzo losowy, można powiedzieć nawet, że jest najtrudniejszą do „zaprogramowania” dyscypliną świata. Baseball, z którego wywodzi się osławiony „moneyball”, jest na drugim biegunie, bo to gra statyczna, z dużą dozą powtarzalności. Ale jest jeden element gry w piłce nożnej, który nie jest aż tak podległy zmienności i przypadkom, jeden element, nad którym można mieć większą kontrolę i z góry go zaplanować, a potem liczyć na sukces.

To oczywiście stałe fragmenty gry. Stałe fragmenty gry, które w przeciągu roku stały się morderczą bronią Midtjylland. W poprzednim sezonie tylko jedna drużyna w Europie miała lepsze statystyki w tym elemencie – Atletico. Duńczycy i tak jednak strzelali blisko gola na mecz z wypracowanych rutyn. Zdarzały się mecze w całości rozstrzygnięte przez kornery bądź rzuty wolne, podobno w jednym strzelili nawet cztery gole tylko w ten sposób.

Jak się nad tym dobrze zastanowić, to nic przełomowego. Wszyscy o tym wiedzą i nad tym pracują. Ale tu też dobrze widać wizyjność Ankersena, to, że on zawsze chce – i potrafi – być krok przed konkurencją. Poświęcono stałym fragmentom cały sztab, tworzy się konferencje konsultacyjne raz w miesiącu, na które potrafi być zaproszony choćby ekspert z NFL, ligi futbolu amerykańskiego, królestwa ofensywnych schematów.

Zawsze dołożenie cegiełki więcej, dodatkowy wysiłek, nawet idąc rozpoznanym szlakiem. Oto jedna z ich licznych, godnych pozazdroszczenia dewiz.

***

„Nie ufaj temu, co widzisz”.

Podobno motto klubowe Midtjylland.

***

Benham i Ankersen dopiero zaczynają budować swoje królestwo, w tym momencie są na etapie kompletowania dworu. Pod względem zaplecza szkoleniowego to albo – według jednych – ferajna dziwaków, albo – według drugich – „Galacticos”.

Do Brentford właśnie trafił Giovanni Vio, specjalista od ofensywnych stałych fragmentów gry, o którym kiedyś Walter Zenga powiedział, że mieć go w sztabie to jak mieć napastnika strzelającego 15-20 bramek w sezonie. To autor książek „+30%” i ” „Dead Ball: 15 Goal Striker”, absolutny ekspert w temacie. Facet jest tak inspirujący, że… poświęciliśmy mu już kiedyś cały osobny artykuł.

vio

Innym skaperowanym jest Ted Knutson. Dawniej autor bloga „Mixed Nuts”, potem założyciel witryny Stats Bomb. Gość od zawsze zafascynowany zaawansowanymi statystykami w futbolu i tym co z nich wynika. Nie prowadzi już swojej strony, zdradzę też, że grzecznie odmówił wywiadu, tłumacząc, że po prostu nie może ich udzielać. Ale lektury jego starych artykułów dają posmak tego czym się zajmuje.

U Knutsona przeczytamy chociażby tyradę na temat tego, jak bardzo przereklamowane są dośrodkowania. Że to najbardziej toporna i nieskuteczna forma ataku, właściwie w zdecydowanej większości głupia strata piłki. Na marginesie dodam, że w sukurs Knutsonowi przychodzi praca „Crossing in Soccer has a Strong Negative Impact on Scoring„, zaprezentowana podczas sympozjum New England Symposium for Statistics in Sport przez Jana Vecera: próbkę wzięto potężną, bo osiem sezonów Premier League i pięć Bundesligi, a wniosek był taki, że do napastnika dochodzi co piąte dośrodkowanie, a tylko co 91 (!) kończy się golem. Chcecie poczytać więcej, znajdziecie tę lekturę bez trudu.

Inny arcyciekawy wniosek Knutsona. Napastnik, który nie umie podawać, rani twój zespół. Analityk zabija mit napastnika, który ma mieć nosa do goli i to wystarczy. Prawda jest bowiem taka, że przez większość czasu nie będzie strzelał, a pracował ustawianiem się (to w ogóle cecha, która dla Knutsona jest alfą i omegą), a także podaniami i jeśli tego nie umie robić, to ogółem narobi takich szkód, że parę goli tego nie zrównoważy.

Jedziemy dalej i natrafiamy na Polaka, Bartka Sylwestrzaka. Bartek jest specjalistą od kopania. Po prostu, bez owijania w bawełnę, zajmuje się tylko i wyłącznie tym jak efektywnie uderzać piłkę. To jest specjalizacja tak szczegółowa, że nie zajmuje się tym bodaj nikt, a jednocześnie tak genialna w swej prostocie, że aż dziwi, iż nikt wcześniej na to nie wpadł. Przecież praktycznie wszystkie piłkarskie obowiązki sprowadzają się do kopania gały, nieustanne szlifowanie kunsztu w tym aspekcie to powinna być podstawówka! Facet na pokładzie, który ma potężną wiedzę jak to ulepszyć, jest żywym złotem.

Widzicie już schemat? Ludzie wyprzedzający trendy, wychodzący przed szereg, fachowcy jutra, a wszyscy ściągani do naukowego imperium Ankersena i Benhama. Takich jak powyżsi znajdziemy więcej, bo są jeszcze choćby Flemming Pedersen, poprzednio asystent w Mainz (ma objąć w Brentford tajemniczą funkcję szefa do spraw „Football Philosophy and Player Development” – wybaczcie, nie tłumaczę, po polsku brzmiałoby jeszcze kuriozalniej), Tom Bates, czołowy psycholog sportowy, a także Nikos Overheul, holenderski specjalista od analizy taktycznej. Na każdym polu mistrz swojego fachu – to jest cel, którego wyznaczenie nie dziwi, skoro nad wszystkim czuwa człowiek kładący nacisk na właściwą rekrutację. Do tego naukowcy nie zamykają się na pomoc z zewnątrz, dlatego współpracują choćby z firmą E4Talent, koncentrującą się na drobiazgowej analizie groźnych sytuacji pod bramkami, czyli tego co ma być – jak się podejrzewa – kluczowym elementem wartościowania piłkarzy i klubów.

***

„Za kilka lat przekonamy się, czy mieliśmy rację. Myślę, że wiele osób życzy nam źle, ale równie wiele będzie miało nadzieję, że nam się powiedzie. Na pewno wszyscy będą nam się przyglądać i będzie ciekawie”.

Matthew Benham.

***

Mogę wam opowiedzieć o tym, że Midtjylland ma doskonałą akademię, jedną z najlepszych w regionie, pracującą tak wzorowo, że co roku dostarcza ona po kilku wychowanków pierwszej drużynie. Mogę wam opowiedzieć o sprytnej współpracy ze szkółkami w Afryce, planach otworzenia własnych w Ameryce Środkowej, Azji. O tym jak dobrze wygląda współpraca z kibicami, jak tworzy się familijną atmosferę w klubie, co pozwala na dobrą aklimatyzację nowych. Jak dba się o żywienie, siłownię, bazę.

Mógłbym, ale to są jednak kwestie, które występują na świetnym poziomie w wielu miejscach. One odgrywają znaczenie i w tym przypadku, ale to nie one czyją ten projekt unikalnym.

Dlatego powiem wam o powołaniach do kadry U-17 na konsultację i mecze z Serbią – tak, polskiej kadry, blisko rok temu. Brzmi od czapy? Zaraz przestanie. Wybrałem to akurat młodzieżowe zgrupowanie na chybił trafił, zainspirowany podobnym eksperymentem Ankersena. Oto miesiące, w których urodzeni byli powołani:

Bartłomiej Drągowski: sierpień
Szymon Walczak: kwiecień
Dawid Kownacki: marzec
Adam Makuchowski: styczeń
Kamil Szubertowski: wrzesień
Kacper Szymankiewicz: maj
Adam Gołuński: styczeń
Adam Ryczkowski: kwiecień
Mateusz Wieteska: luty
Miłosz Kozak: maj
Marcin Gałkowski: styczeń
Paweł Marczuk: lipiec
Michał Walski: luty
Oktawian Skrzecz: maj
Michael Olczyk: marzec
Mario Cieślik: styczeń
Artur Siemiaszko: styczeń
Damian Dudała: styczeń
Filip Jagiełło: sierpień
Hubert Adamczyk: luty

Nie ma tu jednego zawodnika urodzonego w grudniu, listopadzie, październiku, czwarty kwartał niereprezentowany. Tymczasem z samego stycznia mamy sześciu, a ogółem urodzeni w pierwszym kwartale to 55% kadry. To nie jest przypadek, Ankersen tę samą tendencję znalazł w juniorskich kadrach Norwegii. Czy myślicie, że jest tajemnicze prawo, wedle którego największe piłkarskie talenty rodzą się w pierwszej części roku? Nie. Ale jest znacznie większa szansa, że szybciej dojrzewają fizycznie, a przez to w takim wieku zyskują przewagę nad rywalami, jednak nie z powodu piłkarskich umiejętności.

Ankersen mówi tak: poznaj cały kontekst tego co prezentuje piłkarz. Ci z grudnia, listopada, października prawem statystyki nie będą mniej utalentowani, będzie tam taka sama pula słabych i dobrych zawodników. Patrzysz na styczniowego, który jest ciut lepszy od tego z grudnia i inwestujesz w pierwszego, podczas gdy to oznacza, że ten drugi ma większy talent, bo jest niemal tak samo dobry mimo ograniczeń – tak powiedziałby Ankersen. To jest jedna z jego podstawowych zasad wyszukiwania talentów.

Powyższa prezentacja pokazuje jednak przede wszystkim jak zawodne jest nasze oko. Jak łatwo też nam przejść nad tymi błędami do porządku dziennego, bo przecież to jest praktyka obowiązująca praktycznie wszędzie. Kto wie, czy to nie tłumaczy dlaczego wielu juniorów nagle sypie się w seniorach – ich siłą mogła być przewaga fizyczna nad rówieśnikami, pozbawieni jej okazują się wydmuszką.

***

Najnowszej książki Ankersena, „Hunger in Paradise”, ludzie futbolu powinni się bać. Opowiada ona bowiem o pułapce doświadczenia. Gdy już zaczynasz sobie dobrze radzić, gdy złapiesz pewność i coś osiągniesz, przestajesz się rozwijać. Czujesz się komfortowo, kończy się naturalny głód osiągnięć – dzieje się to zwykle bezwiednie, automatycznie. Ankersen natomiast napisał całą potężną publikację o tym jak hodować głód wyzwań, który jest niezbędnym elementem rozwoju dla każdej jednostki i każdej organizacji.

Projekt jego i Benhama zaczął od sukcesów, mistrzostwa Danii i ambitnej walki o awans do Premier League, ale kto jak kto, ci ludzie nie spoczną na laurach, doskonale wiedzą, jak wielkie to zagrożenie. Znacznie bardziej możliwe, że zaszczepią tę jakże właściwą i motywującą mentalność wszystkim swoim zawodnikom, od akademii poczynając, a także wszystkim pracownikom.

Biznes już zaczyna nabierać rozpędu, także finansowego. Brentford po rajdzie do play-off sprzedało graczy za 20 milionów funtów, inwestując tylko część w nowych, bo wierzą, że znaleźli tanich, a równie dobrych. Jeśli kiedykolwiek awansują do Premier League – a przecież już teraz byli blisko – to naukowcy będą mieli skarbiec pełen pieniędzy na realizację swoich szalonych planów.

Szalonych z dzisiejszej perspektywy, bo jutro może się okazać, że to nie szaleństwo, a geniusz i autostrada do sukcesu. Jeśli tak istotnie się stanie, wielu obudzi się w nowej rzeczywistości. Nagle okaże się, że zostali w epoce brązu, a niektórzy już mają w arsenale kałasznikowy. Zmiany, jakie mogłoby to wywołać, są trudne do przewidzenia – zmierzch szkoleniowców, rywalizacja nie Mourinho z Capello, a tego kto ma silniejszy komputer do szacowania i optymalizowania danych? Nowy program najważniejszym, szeroko świętowanym transferem polskiego klubu? Ostateczne wymazanie z boisk ludzi takich jak Riquelme?

Oswójmy się z myślą, że to naprawdę możliwe. Brentford i Midtjylland może nie biją się o największe triumfy, ale za kulisami w swoim laboratorium pracują nad rzeczami, które mogą – tylko i aż mogą – wywrócić boiska do góry nogami.

Leszek Milewski

KOMENTARZE (0)