Od Damasławka po dietę od Lewego. Linetty u progu wielkiej kariery.
Weszło Extra

Od Damasławka po dietę od Lewego. Linetty u progu wielkiej kariery.

Czerwiec 2011 roku. 16-letni Karol Linetty bierze udział w specjalistycznych testach zorganizowanych przez Akademię Futbolu Coca-Cola Cup. Z grupy dziesięciu najzdolniejszych zawodników w Polsce osiąga zdecydowanie najlepszy wynik. Organizatorzy rozczulają się nad jego umiejętnościami, porównując go nawet do Leo Messiego. Chwilę po teście do Linettego podchodzi Robert Lewandowski. – Masz ogromny talent. Jeśli podeprzesz go ciężką pracą, będziesz wielki – mówi na osobności „Lewy” i wręcza mu swoją koszulkę.

Trzy lata później znów się spotykają, tym razem w roli partnerów z boiska. 81. minuta meczu towarzyskiego z Litwą. Lewandowski ma dogodną okazję do strzelenia gola. Większość takich sytuacji kończy uderzeniem na bramkę, ale w tym wypadku zdecydował się podać do… chłopaka, któremu niedawno przekazał koszulkę. Linetty waha się z oddaniem strzału i po chwili rywale wychodzą z opresji. 19-latek zawiódł, ale bez obaw. Ma wsparcie Lewandowskiego.

Przegrał finał, a odebrał puchar

Noc po finale Pucharu Polski. Około 1:00 telefon odbiera Elżbieta Linetty. – Mamo, wracam do domu. Za godzinę powinienem być. Mam tylko jedną prośbę. Przygotuj mi schabowe -€ mówi załamany Karol. Prośby już nie dało się spełnić, bo wszystkie sklepy w pobliżu od dobrych kilku godzin były pozamykane. Na drugi dzień o powitanie piłkarza zadbali… sąsiedzi: – W ogrodzie jednej z zaprzyjaźnionych rodzin wyprawiono piknik. Sąsiad zadzwonił do nas byśmy przyszli z całą rodziną. Kilka osób zrzuciło się na puchar dla Karola. Prezent trafił na zaszczytne miejsce w domowej gablocie. Gdy syn to zobaczył, aż zdębiał! Mówi do mnie „Mamo, ale ja przecież nic nie wygrałem”. To było w tym momencie nieważne. Istotne, dokąd doszedł dzięki swojej ciężkiej pracy i jak wiele radości przysparza każdemu z nas.

Damasławek, wieś we wschodniej Wielkopolsce. Nieco ponad dwa tysiące ludzi. Karol Linetty to miejscowa duma, osoba wobec której nie da się przejść obojętnie. – Pamiętam, jak wrócił tutaj przed świętami Bożego Narodzenia. Pewnie musiał realizować plan treningowy przygotowany przez sztab Lecha. Biegał z kartką w ręku, ale dopiero gdy się ściemniło, mógł trenować. Za dnia każdy go zaczepiał, każdy chciał porozmawiać i zapytać o szanse Lecha na mistrzostwo Polski – mówi nam jeden z mieszkańców. W rozmowie z kolegą aż ściga się w kwestii, który z nich po raz ostatni widział młodego Linettego na ulicy.

W środę, koło godziny 20:00, Damasławek pustoszeje. Kilka minut później „Kolejorz” gra z Górnikiem Zabrze w przedostatniej kolejce ekstraklasy. – Naprawdę, kiedy jest mecz Lecha ciężko zobaczyć żywą duszę na ulicy. Ja przez nerwy nie mogę oglądać meczów Karola przed telewizorem, dlatego wyglądam przez okno w kuchni, a miejscowość, jakby wymiotło. Pusto! Po bramce Karola z Legią krzyknęliśmy na cały głos. W tej samej chwili usłyszeliśmy, jak w kilku sąsiednich domach też krzyczą ze szczęścia – dodaje pani Linetty.

Image and video hosting by TinyPic

Co ten młody narobił?!

Ambicje miejscowego klubiku z Damasławka sięgają utrzymania się w klasie okręgowej. O talencie wychowanka Sokoła zrobiło się głośniej przy okazji powołania do reprezentacji okręgu pilskiego. Skauci Lecha zaraz po meczu zdobyli numer jego rodziców. – Przybiegła do mnie pani Linetty i mówi „Co on robi?! Do Lecha go chcą! Nie wiem, co teraz. Dostaję telefony, przysyłają pisma, a on ma dopiero 12 lat” – opowiada nam Kazimierz Kaźmierczak, pierwszy trener Karola. – To był pierwszy taki przypadek we wsi. U nas nikt nie wiedział, z czym to się je! Panie, papiery dawali jacyś sponsorzy. Mówili, że będą 100 złotych tygodniowo Karolowi przekazywać. No tak, ale kto wie, czy chłopakowi życia nie zmarnują. Przecież krętaczy to pełno. Powiedziałem, że z tym to trzeba iść do prawnika, bo my nic nie pomożemy. I tak pani Linetty zrobiła. Ja to tam w sumie żaden trener z wykształcenia przecież nie jestem. Emerytowany instruktor. Utalentowanych już kilku przewinęło się przez Damasławek, ale byłem pewny, że Karol zrobi karierę. On na stadion miał z dwa kilometry, a na trening szedł podbijając piłkę. Najważniejsze było jednak, że rodzina poukładała młodemu w głowie!

Choć w domu Linettych nie przelewało się, to rodzice postanowili zaryzykować. Od szóstej klasy dowozili syna na treningi Lecha. W dwie strony robili ponad 150 kilometrów, niejednokrotnie zrywając się wcześniej z pracy. – Nie było mowy, żebyśmy dali radę codziennie podwozić Karola, stąd jeździł na dwa, trzy treningi w tygodniu. Czy pieniędzy na to brakowało? Gdy widzisz u dziecka tę radość i błysk w oku podczas zajęć, nie patrzysz na pieniądze – mówi z wyraźnym wzruszeniem Elżbieta Linetty.

Tej sytuacji jednak nie można było dłużej ciągnąć. Po roku dojazdów młody przeniósł się do poznańskiego gimnazjum i zamieszkał w internacie. Tak, w tym słynnym internacie, o którym usłyszała cała Polska, a wszystko za sprawą roznegliżowanego Drewniaka i spółki. – W gimnazjum był najtrudniejszy okres – dodaje pani Linetty. – To, że nie mieliśmy pieniędzy na treningi Karola w Lechu, jest najmniej ważne. Do dziś, jak wspominam ten moment, to aż serce mi staje. Pamiętam, jak dziś chwilę, gdy zamykałam za sobą drzwi od jego pokoju w internacie. Karol miał łzy w oczach, mnie też zanosiło na płacz, ale musiałam twardo podejść do sytuacji. „To była twoja decyzja. Ty tego chciałeś, więc teraz walcz o swoje”. Całą drogę z Poznania do Damasławka nie mogłam wykrztusić z siebie słowa. Przecież on był jeszcze dzieckiem.

Image and video hosting by TinyPic

Na starcie chłopakowi ze wsi dano nieźle popalić: – Wiadomo, jak to starsi, a zwłaszcza gdy jeszcze się ze sobą znają. On był rodzynkiem w grupie, dla każdego nowym. Internat był dla niego jak służba wojskowa. Ustalono hierarchię wśród chłopców, a on musiał to przetrwać. Młodsi musieli swoje wycierpieć. Kilka razy dzwonił do nas, że to już kategoryczny koniec i żebyśmy po niego przyjeżdżali. Ogarniała go tęsknota za domem i kolegami ze wsi. Gdy już byliśmy na miejscu, decydował się na jeszcze jedną szansę. Chłopcy go zaakceptowali, bo w końcu spostrzegli, że bez niego na boisku by sobie nie poradzili.

W grupie jest cichy, już od szkoły podstawowej non stop musi coś udowadniać. – Klasa Karola nie należała do najłatwiejszych. Było w niej – delikatnie mówiąc – kilku gości, którzy mieli coś do powiedzenia. On należał do tych grzeczniejszych, nad którymi ta bardziej zadziorna grupa chciała panować. Do niego jedynego podchodzili jednak z ogromnym szacunkiem. Na pewno wpływ na to miały także jego umiejętności piłkarskie  – mówią nauczyciele WF-u ze szkoły podstawowej w Damasławku. – Karol nikomu nigdy nie podpadł i za wiele się nie wypowiadał, ale od dzieciństwa miał w sobie coś takiego, że grupa chciała za nim iść. Na każdą przerwę wybiegał z piłką przed szkołę, a po kilku sekundach pojawiali się chłopcy z całej klasy – dodaje pierwsza wychowawczyni Linettego, Alina Matysiak.

Gra na całego

Debiutu w pierwszym zespole Lecha doczekał się w październiku 2012 roku przy okazji meczu towarzyskiego z HSV Hamburg. „Kolejorz” wygrał 2:1, a Mariusz Rumak nie miał już żadnych wątpliwości. Linetty był gotów do gry w Ekstraklasie. Pół godziny w meczu z Wisłą, a już w trzecim spotkaniu od początku do końca. Rywalem była Legia. – Najbardziej przeżyliśmy jego debiut z Hamburgiem. Gdy po ostatnim gwizdku biegł w naszą stronę, widziałam w jego oczach ten błysk, dumę i radość. Wtedy właśnie spełnił swoje marzenia – mówi Elżbieta Linetty. Ekstraklasa na stałe powitała swój największy talent, ale sam Rumak ograniczył się w wykorzystywaniu potencjału piłkarza. Głównym zadaniem Linettego było zabezpieczenie Łukasza Trałki, co samo w sobie brzmi komicznie, bo Trałka w swojej grze to przecież typowy ubezpieczyciel. Odebrać, przyjąć, zagrać do przodu. – Faktycznie, u trenera Rumaka Karol był takim piłkarzem do środkowej linii – zgadza się pani Linetty. Więcej swobody w grze dostał od Macieja Skorży. – Gdy zobaczyliśmy go pędzącego przez pół boiska na bramkę Legii aż byliśmy w szoku! Gdzie on jest? Czy to faktycznie Karol w polu karnym?! – mówi mama 20-latka.

Bramka Linettego okazała się symboliczną zmianą warty w polskim futbolu. To po tej bramce Lechici uwierzyli, że mistrzostwo Polski jest w ich zasięgu. Młody w świetnym stylu odebrał piłkę Vrdoljakowi, piłkarsko go upokorzył i przez pół boiska pognał, jak po swoje. A przecież to był dopiero jego drugi gol w ekstraklasie:

Jednak droga do tegorocznego mistrzostwa (ktoś ma jeszcze wątpliwości?) okraszona była falą krytyki. Zasłużonej? – Gdy dowiedziałam się jeszcze, że Lech przegrał z Błękitnymi, to była jakaś masakra. W dniu tego meczu miałam pogrzeb brata, wszystko mnie przerastało. Po meczu zadzwoniłam do Karola i powiedziałam „Synek, ale co to jest za kłopot wygrać z nimi u siebie? Wy jesteście Lechem, dacie radę!”. Na rewanż nie pojechałam, za mało czasu minęło od tamtego dnia. Jeśliby przegrali, a ja zobaczyłabym minę Karola, to już całkiem bym się rozsypała. Po meczu przyszła córka i z głęboką ulgą w głosie powiedziała tylko: „Mama, wygraliśmy! Gramy na Narodowym” – opowiada mama piłkarza. – Czy bolały mnie komentarze po pierwszym spotkaniu? Nikt nie wiedział, co miało miejsce, w dodatku Karol grał z kontuzją i borykał się z chorobą. Nie było wyjścia, musiał ktoś grać. Inni oceniają go tylko tak, jak widzą. Czasami piłkarze przenoszą jednak swoje problemy na boisko, a ci co ich nie znają, oceniają zawodnika tylko po tym, co pokaże w czasie meczu.

Dieta od „Lewego”

Debiut w reprezentacji okrasił bramką strzeloną w podobny sposób, co Legii. Jednak prawdziwy test nadszedł w czerwcu, gdy znalazł się w kadrze ze swoim największym wzorem, Robertem Lewandowskim. Jeszcze za czasów juniorskich podglądał treningi dorosłego Lecha z „Lewym” w kadrze, później otrzymał od niego koszulkę Borussii, którą rodzice wywiesili na szczególnym miejscu w domowej gablocie. Gdzieś obok zdjęcie sprzed ośmiu lat z Piotrem Reissem, tegoroczny medal za finał Pucharu Polski i wreszcie pożądany trykot. Niby koledzy z reprezentacji, ale jednak podczas pierwszego zgrupowania Linetty zwracał się do Lewandowskiego per „pan”. – Karol do wszystkich zwracał się tak formalnie. Zresztą na początku treningów z dorosłym zespołem Lecha było podobnie, co lekko zaszokowało starszych piłkarzy. Tak już go wychowaliśmy. Skoro jeszcze się komuś nie przedstawił, to nie powinien do niego mówić na „ty”. Szacunek do drugiego człowieka jest najważniejszy -€“ odpowiada Elżbieta Linetty. 20-latek z kontaktu z Lewandowskim chciał czerpać wszystko, co najlepsze. Poprosił kapitana o pomoc przy układaniu diety i niedługo później dostał od Roberta pełen jadłospis: – Jest jednym z najlepszych piłkarzy świata, znanym na całym świecie, a nie powiedział do Karola „e, młody spadaj”, tylko wciąż mu doradza. Robert przerzucił na niego swoje doświadczenia.

Image and video hosting by TinyPic

Po czerwcowym zgrupowaniu Linetty skorzystał z porad i udał się na specjalistyczne badania. Co się okazało? Piłkarz Lecha jest uczulony na gluten. – Karol ma alergię pokarmową i pewne produkty musiał odrzucić. Jest obecnie na diecie bezglutenowej i organizm zaczął jeszcze lepiej funkcjonować. W Poznaniu ma już taką możliwość, że gotuje mu kucharz, ale gdy przyjeżdża do mamy to na obiad je schabowego – śmieje się pani Linetty.

W krótkim czasie pomocnik „Kolejorza” znacząco rozbudował swoją sylwetkę. Dziś jest jednym z silniejszych środkowych pomocników w ekstraklasie. – Bardzo pomogła mi rozmowa z Robertem – mówił Linetty na kanale „Łączy nas piłka”. – Zacząłem lepiej się odżywiać i od razu szybciej rosnę. Dużo się dowiedziałem o diecie i sposobach na mniejsze zakwaszenie. Widziałem, jak „Lewy” zmienił sylwetkę po wyjeździe za granicę, dlatego ciekawiło mnie, w jaki sposób trenuje i co na co dzień je. Do treningu dołożyłem także ćwiczenia na taśmach TRX.

Pożary wolał gasić na boisku

Linetty nie marzył o powołaniu do reprezentacji, on do tego dążył. Od najmłodszych lat jest świadomy tego, co chce osiągnąć. – Koledzy ciągnęli, ale imprezy mu nie w głowie – mówi mama. – Po lekturze „Jak Wojtek został strażakiem”, zapytałam dzieci, kim chcą zostać w przyszłości – opowiada pierwsza szkolna wychowawczyni Linettego. – Większość chłopców po przeczytaniu książki chciała gasić pożary. Niektórzy mówili też, że chcą zostać piłkarzami. Karol nie odpowiedział, że chce grać w piłkę, tylko że BĘDZIE reprezentować Polskę. Nie w głowie mu było zostać zwykłym piłkarzem.

Rodzina po cichu liczy, że przeciwko Gruzji partnerem w środku pola Grzegorza Krychowiaka będzie Linetty. Na towarzyskim mecz ze Szwajcarią przyjechali skauci kilku klubów Premier League, zainteresowani głównie 20-latkiem z Lecha. Dwa lata temu głośno było o Manchesterze United, w ostatnich miesiącach przewijają się nazwy Liverpoolu, Tottenhamu i Aston Villi. W Poznaniu powoli oswajają się z myślą, że ich lider w najbliższym czasie przeniesie się z Bułgarskiej na Zachód. Nikt z rodziny decyzji za niego nie podejmie, a co do mamy? Dalekie podróże jej nie straszne. – Karol już jako 13-latek sam decydował o wyjeździe do Poznania. Od siedmiu lat nie mieszka w domu, a świat zrobił się teraz taki mały, że z odwiedzinami nie będzie żadnego kłopotu. Najważniejsze, by dalej cieszył się piłką. A nam dostarcza dziś takich emocji, że napawamy się nimi w każdy dzień. Tak jak wielu ludzi czeka na wolne do weekendu, tak my czekamy na mecze Karola. Po prostu nie potrafimy już bez nich żyć. My już potrzebujemy tej adrenaliny, ona uskrzydla nas na kolejny tydzień. Jakąkolwiek decyzję podejmie, na pewno będziemy z niego dumni.

MICHAŁ WYRWA

KOMENTARZE (0)