Piotr Zieliński praktycznie całą piłkarską karierę spędził na włoskich boiskach. Można powiedzieć, że wsiąknął w tamtejszą kulturę, a przed kilkoma laty doczekał się nawet włoskiego obywatelstwa. Teraz jednak przyznaje, że początki do najłatwiejszych nie należały. Potrzebował czasu, by odnaleźć się w nowym otoczeniu. W pewnym momencie nawet miał myśli, żeby wracać do Polski.
Przygoda Piotra Zielińskiego na Półwyspie Apenińskim zaczęła się, gdy jako 17-latek Udinese pozyskało go z Zagłębia Lubin za około 100 tysięcy euro. Reprezentant Polski wyjechał z kraju nawet bez debiutu na poziomie seniorskim. Teraz w rozmowie z „La Gazzettą dello Sport” wraca do niełatwych początków i momentu, w którym zwrócił na siebie uwagę ekipy z Udine.
Na szansę Zieliński zapracował udanym turniejem w młodzieżowej reprezentacji Polski.
– Miałem 17 lat i od czterech mieszkałem już 120 kilometrów od domu, w internacie Zagłębia Lubin. Z reprezentacją Polski pojechaliśmy na młodzieżowy turniej do La Manga w Hiszpanii. To był przełomowy moment, bo połowa klubów Serie A zaprosiła mnie na dziesięciodniowe testy. Udinese przekonało mnie obietnicą kontraktu. Tak też się stało – Andrea Carnevale po kilku treningach uznał, że jestem całkiem dobrym zawodnikiem. Mój transfer kosztował zaledwie 100 tysięcy euro. Myślę, że to była dobra inwestycja – opowiada reprezentant Polski o transferze do Włoch.
Zieliński potrzebował czasu, by odnaleźć się we Włoszech. „Chciałem wracać do domu”
Tak jak teraz Zieliński udziela wywiadów nienagannym językiem włoskim, tak na początku miał problemy nawet z najprostszą komunikacją. Jak po latach opowiada, była to tylko jedna z uciążliwości, z jakimi zmagał się na początku swojej przygody we Włoszech. Wspomina, że miał momenty, że chciał wracać do domu, ale klub odegrał dużą rolę, by udało mu się w końcu odnaleźć w nowych warunkach.
– Nie, zwłaszcza że znałem tylko podstawy włoskiego. Gdy przyjechałem, w planie dnia zobaczyłem słowo ritiro i nie miałem pojęcia, co oznacza. Musieli mną potrząsnąć i powiedzieć, żebym spakował walizki, bo jedziemy na zgrupowanie w góry. W tamtych czasach internet nie był tak łatwo dostępny, bardzo tęskniłem za rodziną i przyjaciółmi. Były chwile, kiedy chciałem wrócić do domu. Bardzo pomógł mi Georgios Alafogiannis, nauczyciel języka włoskiego w klubie. Dzięki niemu ja, Allan, Pereyra i inni szybciej się zaaklimatyzowaliśmy.
Od tego momentu minęło wiele lat i sporo się przez ten czas zdążyło zmienić. Zieliński przeszedł przez Udinese, Empoli, Napoli, aż w końcu wylądował w Interze Mediolan, w którym obecnie występuje. Na boiskach Serie A ma rozegranych ponad 400 spotkań i spokojnie można zakładać, że zdoła dobić do magicznej bariery pół tysiąca. Zwłaszcza, że jak mówi na ten moment nie myśli o zakończeniu kariery.
– Nie chcę o tym myśleć, bo mnie to przeraża. Poza tym nie jestem jeszcze taki stary. Inspiruje mnie ktoś taki jak Modrić, który w wieku 41 lat nadal gra na najwyższym poziomie i jest świetnie przygotowany fizycznie. Muszę jeszcze bardziej dbać o swoje ciało, żeby wytrzymać jak najdłużej. Mam nadzieję, że zostanę w wielkiej piłce jeszcze przez pięć–sześć lat. Może nawet w Interze.
Włoska Serie A wraca do gry pod koniec sierpnia. Z kolei we wrześniu wystartuje Liga Mistrzów, w której zespół Polaka oczywiście będzie brał udział.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newpsix