Właścicielowi Motoru można pewnie zarzucać różne przewiny. Niektórzy kibice zżymają się, wiedząc, jak dużym potencjałem finansowym dysponuje Zbigniew Jakubas i zarazem widząc, jaka część tego potencjału jest wykorzystywana w prowadzeniu klubu. Słychać, że to skąpiec, że wyciąga ręce po kasę, kiedy tylko ma ku temu sposobność. Że powinien zobaczyć – na przykład – co w takiej sytuacji zrobił w Łodzi Robert Dobrzycki. A nie powinien. Bo jego walka jest jak najbardziej słuszna.
Wyobraźmy sobie, że jedziecie na wakacje i płacicie za pokój w niezłym hotelu. W ofercie napisali, że wszystko jest, pełen serwis, ręczniki, czajniczek i inne takie. Zdjęcia wszystko zdradzają, pełna profeska. W momencie zakwaterowania odkrywacie jednak, że w miejscu łóżka leży po prostu stary materac i koc, to tam macie spać przez najbliższe dwa tygodnie. I co? Zamawiacie własne łóżko, kupujecie kołderkę i wstawiacie do tego pokoju czy robicie raban na całe chorwackie czy bułgarskie wybrzeże?
Ja robię raban. Zbigniew Jakubas też robi raban. Rozumiem go bardzo dobrze, choć ta opisana wyżej sytuacja jest całkiem fikcyjna. Jeśli jakość produktu nie odpowiada opisowi, to trzeba dochodzić swojego. A w Lublinie już na początku rundy wiedzieli, że problem będzie.
Powinni zresztą wiedzieć już kilka lat temu.
Słuszna walka Zbigniewa Jakubasa
Był czas na to, żeby przygotować się na rozwiązanie problemu, bo już zimą przepowiadaliśmy zniszczenia, jakie nastąpią wraz z rozgrywaniem spotkań w ekstremalnych dla trawy warunkach. W tłumaczeniu, jak duże są szanse na wystąpienie takiego kłopotu, pomagał nam zresztą prezes Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji w Lublinie, Maciej Wątróbka.
Fala mrozów zniszczy murawy? Może być naprawdę kiepsko
– Coś takiego ma wpływ na stan murawy w późniejszym terminie. Czy zniszczy ją do końca? Tego nie wiem, ale będzie miało duży wpływ na jej ogólną kondycję.
To jego słowa. Wszyscy wiedzieli, ale teraz i tak trzeba się solidnie poprzepychać, bo z tygodnia na tydzień plac na obiekcie udostępnianym Motorowi jest w coraz gorszej kondycji. Rozumiem, że MOSiR może nie mieć pod ręką miliona złotych na wymianę płyty, ale ta ma już siedem lat. To dużo – sam wiem to od specjalisty.
Przy okazji konferencji prasowej poświęconej wymianie murawy na stadionie Widzewa przysłuchiwałem się słowom pana Marka Wypychowskiego, który reprezentował firmę Dropservice. Odpowiedzialną za najnowsze boisko na Stadionie Narodowym, za wymianę płyty w Radomiu przed meczem młodzieżówki i właśnie za położenie nowej trawy w Łodzi. Ekspert przekonywał, że taka murawa wystarczy przy normalnym użytkowaniu na około pięć lat.
– MOSiR obudził się z ręką w nocniku. Ta płyta ma już siedem lat – potwierdza w rozmowie z Weszło Jakubas. – W zeszłym roku, gdy MOSiR podjął decyzję, że wpuszcza Dynamo Kijów na kilka meczów, za które zarobił kilkaset tysięcy euro, obiecano, że część pieniędzy przeznaczy na wymianę płyty. Bo to nie są miliony, to kilkaset tysięcy złotych, do miliona. Okazuje się, że płyta nie została wymieniona i mamy to, co mamy. O to mam żal.
Ani mi on brat, ani swat, ale to słuszna sprawa. Nie wchodzę już nawet w szczegóły rozmów, negocjacji, dżentelmeńskich umów i innych takich. Ta sama murawa leży w Lublinie od siedmiu lat. Jej wymianę powinno się już zaplanować dawno temu, budżet powinien to uwzględniać lata wcześniej. A jeśli był z tym problem, to przez dwa lata można było przygotować ten dodatkowy milion. Nie wierzę w „niedasizm”.
Jakubas grzmi w sprawie murawy! „Poddamy mecz z Lechem walkowerem”

Zbigniew Jakubas z trenerem Mateuszem Stolarskim
Marudzi, a powinien sam się za to zabrać?
Jeszcze jedna sprawa – Zbigniewa Jakubasa stać na zapłacenie za ten nowy trawniczek. Mówimy o jednym z najbogatszych Polaków, na pewno ma milion na nową płytę. Zasady gry są jednak równie ważne jak umiejętność rozwiązywania problemów i w tej sprawie z czystym sumieniem można zapisać się do drużyny Jakubasa. Nawet jeśli imponuje nam prostota rozwiązania, jakie w podobnej sytuacji wykorzystał Robert Dobrzycki, właściciel Widzewa.
Szef europejskiej odnogi Panattoni postanowił, że zamiast przepychanki z Miejską Areną Kultury i Sportu w Łodzi po prostu weźmie na klatę koszty wymiany murawy, a w zamian stanie się jej operatorem. Trochę to dziwny układ, w którym za stadion dalej odpowiada miejska spółka, ale płyta główna to już w jakiejś mierze własność klubu. Nie znam szczegółów łódzkiego porozumienia, ale i bez tego mogę uznać decyzję Widzewa za nieszablonową. Szczególnie, że równolegle toczyła się zażarta dyskusja o wymianie murawy na stadionie lokalnego rywala Łodzian, ŁKS-u. I tam miasto w końcu robi swoje, po tym jak Widzew za swoją płytę zapłacił sam.
Czyli wychodzi na to, że Dobrzycki, a także Jakubas, mają być traktowani przez operatorów stadionów inaczej, bo są po prostu bogaci, nie? No nie. To ich wina, że się dorobili i ich stać? Też nie. A biedniejszy właściciel ma mieć stawiane inne warunki niż ten z napuchniętym portfelem? Nie, nie i jeszcze raz nie. Zbigniew Jakubas zasługuje na to, by nie wymuszać na nim własnej inwestycji w obiekt, który do niego nie należy. Powiedzmy sobie jasno – na nic mu nawet stanie się właścicielem murawy na stadionie miejskim w Lublinie, podczas gdy cały stadion pozostanie własnością ratusza. Nie każdy musi zadziałać tak – szukam dobrego słowa, to się nawet nada – brawurowo jak Robert Dobrzycki.

Robert Dobrzycki kilka razy był podszczypywany w mediach przez właściciela Motoru
Stan konta nie powinien mieć znaczenia
To trochę tak, jakbyśmy oczekiwali, że ktoś będzie na przykład dotował ze swojego prywatnego majątku jakieś wydarzenia kulturalne w rodzinnym mieście. Fajnie, jeśli to zrobi, brawo. Ale przecież nie zaczniemy wieszać na nim psów, jeśli postanowi wydać te pieniądze na nowy samochód. Albo wakacje. Bo i czemu byśmy mieli, skoro to wszystko jego sprawa. Wiele zespołów Ekstraklasy nie gra na miejskich obiektach za darmo, choć często opłata za wynajęcie stadionu pokrywana jest przez miejską dotację, która przetransferowana do klubowej kasy, za chwil parę wraca do konkretnej miejskiej spółki. W Lublinie układ jest taki, że Motor gra teoretycznie za friko, choć ponosi poboczne koszty, o których mówi Jakubas w rozmowie z Szymonem Janczykiem.
To wszystko nie znaczy natomiast, że klub nie ma prawa wymagać chociaż przyzwoitych warunków, nawet jeśli realny koszt ponoszony przez Motor czy Widzew jest solidnie uszczuplony albo i nawet zerowy. Mowa o relacjach popartych konkretnymi umowami, a wraz z nimi po prostu chęcią zdrowej współpracy. Ta nie może być zdrowa, jeśli jedna ze stron zaniedbuje swój produkt/usługę, jednocześnie podtrzymując ustalone warunki, na których dogadywano się wcześniej.
Z tym ma problem Jakubas. Z tym należy mieć problem w ogóle. Przypadek Widzewa i Dobrzyckiego wypada traktować jak wyjątek od reguły, a nie ustanowienie nowych zasad.
– Jakoś tak wszystkim łatwo przychodzi: Jakubas bogaty jest, to niech dołoży bańkę – narzeka właściciel Motoru. Ma rację.
CZYTAJ WIĘCEJ O EKSTRAKLASIE NA WESZŁO:
- Podium czy spadek? W Ekstraklasie to kwestia trzech meczów
- Młody kibic wbiegł na murawę podczas meczu Cracovii. „Poruszający moment”
- Hitu nie będzie, bo… nie ma trawy? Motor rozważa wyprowadzkę
- Andi Zeqiri zawodzi. Nie ma ani perły, ani korony
fot. Newspix