Decyzja władz Realu Madryt o zwolnieniu Xabiego Alonso, który miał prowadzić Królewskich przez lata, dla wielu osób jest zaskoczeniem. Real miał swoje problemy, Alonso nie wykorzystywał potencjału pojedynczych zawodników, ale żeby już teraz reagować aż tak? W dodatku po meczu z Barceloną, który długimi fragmentami był widowiskowy z obu stron? – Mam wrażenie, że my żyjemy nadzieją, że Real będzie grał w piłkę równie widowiskowo jak Barcelona – mówi nam Cezary Wilk, były piłkarz, a dziś ekspert i komentator.
Stało się – Xabi Alonso został zwolniony z posady trenera Realu Madryt. Bask miał być szkoleniowcem na lata, a ostatecznie popracował ledwie pół roku. Pożegnano go 12 stycznia, bezpośrednią przyczyną była porażka 2:3 z Barceloną w finałowym meczu o Superpuchar Hiszpanii. Alonso prowadził Królewskich w 34 spotkaniach – wygrał 24 z nich, cztery zremisował, a sześciokrotnie ponosił porażkę.
– Sama ta decyzja nie jest jakimś wielkim szokiem, bo w hiszpańskim światku piłkarskim pojawiały się głosy o możliwym zwolnieniu. Ale ja osobiście nie do końca rozumiałem tę dyskusję. Według mnie doszło do tego za wcześnie. Moment zwolnienia Alonso uważam za dziwny, niecodzienny. Jeżeli już to robić, to na pewno były w tym sezonie lepsze momenty na podjęcie takiej decyzji – mówi w rozmowie z Weszło Cezary Wilk, były zawodnik hiszpańskich klubów (Deportivo La Coruna i Real Saragossa), a obecnie ekspert i komentator.
Cezary Wilk: „Żyjemy nadzieją, że Real będzie grał widowiskowo jak Barcelona”
Zarzutów w stosunku do Alonso było kilka. Główny – fakt, że Real, ściągając go, chciał grać ofensywny i ładny dla oka futbol, a, zwłaszcza w ostatnim czasie, wyglądało to trochę inaczej. Dwa – drużyna nie wygrywała przekonująco, często męczyła się z dużo słabszym rywalem. Trzy – konflikty wewnątrz zespołu, o których trochę pisały hiszpańskie media, jak choćby ten z Viniciusem. Pod koniec El Clasico wściekły Brazylijczyk, po tym, jak został zmieniony, nie podał ręki trenerowi i eksponował swoją złość. Ale i był dymy z Fede Valverde, który aż musiał wyjaśniać specjalnym komunikatem, że nigdy nie odmówiłby gry dla Realu.
– Mam wrażenie, że my żyjemy nadzieją, że Real będzie grał w piłkę równie widowiskowo jak Barcelona. Że też będzie atakował, nie bardzo myśląc o obronie, i tworzył dzięki temu wielkie widowiska. Niedzielny mecz o Superpuchar akurat taki był, mieliśmy wiele emocji. Jednocześnie też dużo osób miało wątpliwości, bo Real w wielu meczach był drużyną, która grała na zasadzie: bronimy przed własną bramką, a z przodu, jak coś, mamy wielki potencjał. Na tym chcieli budować wyniki, ale to okazało się za mało. Grali defensywnie, nie było widać wizji. Na pewno Alonso jakąś wizję miał, tego nie można mu odbierać. Jednak albo nie kupili jej piłkarze, co często się zdarza, albo sam nie potrafił jej przekazać – analizuje Wilk.
I dodaje: – Ta wizja mogła też być po prostu nieadekwatna do posiadanych piłkarzy, topowych gwiazd. Prawda jest taka, że styl Realu stawał się coraz gorszy, coraz bardziej defensywny, a to boli ludzi związanych z tym klubem. Niby Alonso dzięki tego typu filozofii wygrał 2:1 pierwsze El Clasico. Jego Real był w tym spotkaniu lepiej poukładany w defensywie, a Barcelona przystępowała dotknięta kilkoma kontuzjami. Poza tym Lamine Yamal był bez formy, a Pedri przemęczony. Po tamtej wygranej było już jednak tylko gorzej. Pozostaje pytanie: czy na tyle źle, żeby zwalniać trenera, na którego tak bardzo wszyscy czekali?
Brak klasowego środkowego pomocnika jako wytłumaczenie
Alonso nie ukrywał, że Real potrzebuje środkowego pomocnika o odpowiedniej jakości. Kogoś takiego, kim w sezonach 2014-2024 był Toni Kroos, a w ubiegłych rozgrywkach jeszcze Luka Modrić. 40-letni już dziś Chorwat, obecnie zawodnik Milanu, w sezonie 2024/2025 często wchodził na murawę z ławki, ale rozegrał aż 35 meczów w La Liga, w których strzelił dwa gole i miał sześć asyst.
Czy aby na pewno takiego zawodnika w Realu brakuje?
– Chodzi o człowieka z umiejętnością fantastycznego kreowania gry od tyłu. Vitinha to dzisiaj taki modelowy zawodnik, w Barcelonie kimś takim był kiedyś Sergio Busquets. Na początku Alonso próbował uczynić takim graczem Ardę Gulera i do pewnego momentu wydawało się, że na Turku można opierać grę. Pamiętajmy, że w Realu jest jeszcze Jude Bellingham. Jeżeli masz w składzie Anglika, zrzucanie większości problemów na aspekt braku środkowego kreatywnego pomocnika raczej nie przejdzie – ocenia Wilk.

Vinicius i Xabi Alonso
Władze Realu podały już informację, że tymczasowym szkoleniowcem został Alvaro Arbeloa. To były zawodnik Królewskich (2009-2016), grał tam na boku obrony i można było na nim polegać. Został mistrzem świata w 2010 roku w RPA, a w 2008 i 2012 – mistrzem Europy. Od 2020 roku pracuje jako trener: prowadził młodzieżowe drużyny Realu, a w lipcu ubiegłego roku objął rezerwy – Real Madryt Kastylia. Ma opinię zwolennika ofensywnej piłki. Właśnie takiej, jaka marzy się włodarzom klubu.
Wilk: – Nie ma żadnych argumentów, że to może być trener na dłużej. Alonso przed obecnym sezonem obejmował Real, będąc w glorii chwały, po świetnej pracy w Bayerze Leverkusen. Arbeloa tak naprawdę jest dzisiaj lata świetlne za nim. A kto mógłby objąć zespół długoterminowo? Wydaje mi się, że Real Madryt to raczej środowisko dla doświadczonych szkoleniowców. Tutaj kluczowe jest dotarcie do piłkarzy, a dopiero w drugiej kolejności kreowanie wymyślnych rozwiązań taktycznych. Relacje międzyludzkie są tym, co należy mieć opanowane do perfekcji. Tę umiejętność na pewno posiadał Zinedine Zidane i znakomicie to wykorzystywał. Miał to też na pewno Carlo Ancelotti. Xabiemu Alonso tego moim zdaniem zabrakło.
JAKUB RADOMSKI
WIĘCEJ O REALU MADRYT NA WESZŁO:
- Szok w Realu Madryt. Alonso zwolniony
- Kowal: Xabiego Alonso zwolnił Kylian Mbappe
- Alonso po porażce: superpuchar jest najmniej ważny
Fot. Newspix.pl