Wielki Jannik Sinner! Wygrał z Alcarazem i wraca na szczyt rankingu

Sebastian Warzecha

12 kwietnia 2026, 18:10 • 4 min czytania 2

Reklama
Wielki Jannik Sinner! Wygrał z Alcarazem i wraca na szczyt rankingu

Finał turnieju ATP 1000 w Monte Carlo. Dwaj najlepsi aktualnie tenisiści świata. A do tego – bezpośrednia rywalizacja o pozycję lidera rankingu ATP, bo zwycięzca tego właśnie pojedynku miał w kolejnych tygodniach być na szczycie zestawienia. Była to wielka obietnica tenisowej uczty. I faktycznie, mecz stał na wysokim poziomie… ale Carlos Alcaraz momentami jednak nieco nie dojechał do poziomu rywala. W efekcie Jannik Sinner wygrał w dwóch setach i znów jest najlepszym zawodnikiem świata!

Reklama

Jannik Sinner lepszy od Alcaraza w Monte Carlo

W meczach na poziomie ATP Carlos Alcaraz prowadził z Jannikiem Sinnerem 10:6. Carlitos wygrał w dodatku ich ostatnie dwa mecze na mączce – w obu przypadkach wybitne, fantastyczne pięciosetówki na Roland Garros. Zwłaszcza ta z finału z zeszłego roku, gdy Hiszpan wybronił kilka piłek meczowych i wrócił ze stanu 0:2 w setach to mecz niezapomniany, który już na zawsze zapisał się w historii tenisa. Ale od tamtego czasu grali jeszcze czterech kolejnych finałach:

  • na Wimbledonie lepszy był Jannik Sinner,
  • Cincinatti górą był Carlos Alcaraz,
  • na US Open triumfował Carlos Alcaraz,
  • ATP Finals zwyciężył Jannik Sinner.

Sensacyjnie zakończyło się dla obu tegoroczne Australian Open. No, może mniej dla Alcaraza, który turniej wygrał, ale Sinner odpadł po drodze w rywalizacji z Novakiem Djokoviciem po tym, jak triumfował w dwóch poprzednich edycjach. Skorzystał z tego właśnie Hiszpan, który tym samym skompletował karierowego Wielkiego Szlema, ale też został nowym liderem rankingu. Pozycję tę utrzymywał do dziś, ale by na niej pozostać, musiał wygrać – bronił bowiem punktów za triumf sprzed roku, a Jannik w ogóle wtedy w Monako nie grał.

To musiał więc być mecz wielkiego gatunku. I patrząc tylko na samą grę: był. Rozczarował jedynie nieco wynik.

Reklama

Sinner wielki w kluczowych momentach

Wiele było przed tym meczem rozważań. Po pierwsze, czy Jannik Sinner nie będzie zmęczony, bo przecież dopiero co wygrał tak zwane Sunshine Double, triumfując w turniejach w Indian Wells i Miami. W kapitalnej formie znalazł się więc w ostatnich tygodniach Włoch, ale tak dużo grania i to na różnych kontynentach, potrafi odcisnąć piętno na zawodniku. Z drugiej strony pozostawało pytanie, jak obaj zaprezentują się na mączce, po zmianie nawierzchni z kortów twardych. Do tego dochodziła właśnie kwestia rywalizacji o szczyt rankingu, dodatkowa presja z tym związana.

Wyszło, że Sinner ani nie był zmęczony, ani przesadnie się nie stresował. Alcaraz – a i owszem.

Choć w obu setach to Alcaraz lepiej zaczynał. W pierwszym z miejsca przełamał Jannika Sinnera. Niewiele mu to jednak dało, bo Włoch zrewanżował się natychmiast, doprowadzając do stanu 2:2. Zresztą serwis Hiszpana był w tym meczu jego najsłabszą stroną – popełniał przy nim Carlos sporo błędów, był nieregularny, z rzadka zyskiwał za jego sprawą przewagę. Sinner umiał to wykorzystać, ale głównie w drugim secie. W pierwszym obaj poszli w długie wymiany i grali tenis na naprawdę najwyższym poziomie.

Jannik szalał z forehandu, raz po raz uderzając z pełną mocą. Carlos biegał w defensywie tak, jakby jutra miało nie być, a to był ostatni mecz sezonu i znakomicie kontrował. Naprawdę, to był fantastyczny mecz, ale powoli, powolutku zarysowywała się przewaga Włocha. W piątym gemie miał break pointa, w dziewiątym też. Tyle że Carlos wtedy jeszcze fantastycznie potrafił się z nimi uporać i oddalić to zagrożenie. Uległ dopiero w tie-breaku, w którym przegrywał już 2:5. Straty jednak właściwie odrobił, doprowadził do stanu 5:6 i swojego serwisu.

Reklama

Po czym popełnił podwójny błąd serwisowy. Nie wytrzymał presji, a może i obciążeń związanych z pierwszym setem, który trwał… 74 minuty! Bywało, że obaj w takim czasie bez problemu rozstrzygali całe mecze.

Druga partia była krótsza. I znów lepiej zaczął Carlos, znów przełamał rywala. I tym razem przełamanie utrzymał, choć przy swoim serwisie w czwartym gemie musiał bronić dwóch break pointów. Tyle że to był ostatni wielki moment Hiszpana w tym meczu. Od prowadzenia 3:1 owszem, nadal grał nieźle, ale nie na poziomie, który pozwoliłby mu rywalizować z Jannikiem. Włoch, tak się zdaje, sam zresztą się jeszcze poprawił. Był bardziej agresywny, a przy tym precyzyjny, fantastycznie namierzał czy to boczną czy końcową linię.

Reklama

I trafiał raz za razem tam, gdzie chciał. Carlos robił wszystko – biegał, walczył, odgrywał – co tylko mógł, ale na takiego Sinnera to było za mało. Włoch wygrał pięć gemów z rzędu i w ten sposób zamknął seta oraz cały mecz. Wygrał 7:6 (5), 6:3, zgarniając tytuł w Monte Carlo – trzecie trofeum w tym sezonie, a już 27. (!) w karierze. Pokazał przy tym, że jest w wybitnej dyspozycji.

Przekonamy się, czy utrzyma ją do Roland Garros. Bo tak jak Alcarazowi brakowało Australian Open, tak Jannik nie triumfował w Wielkim Szlemie tylko w Paryżu.

Reklama

Fot. Newspix

Czytaj więcej o tenisie:

 

2 komentarze
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Inne sporty

Reklama