Walemark o czasie w Feyenoordzie. „Reprymendy jak w szkole”

Przemysław Michalak

22 września 2026, 15:35 • 4 min czytania 0

Reklama
Walemark o czasie w Feyenoordzie. „Reprymendy jak w szkole”

Patrik Walemark jest gwiazdą Lecha Poznań, a na początku tego sezonu znajduje się w świetnej formie, dzięki czemu otrzymał powołanie do reprezentacji Szwecji i stanie przed szansą debiutu. 24-letni skrzydłowy na polskich boiskach w pełni odbudował się po nieudanym pobycie w Holandii. Teraz w rozmowie ze szwedzkimi mediami wrócił do tamtych czasów.

Reklama

Walemark zimą 2022 przeszedł z Hacken do Feyenoordu, ale w ciągu półtora roku rozegrał łącznie tylko 36 meczów, w których strzelił trzy gole i zaliczył trzy asysty. Później został wypożyczony do Heerenveen, a od ponad dwóch lat jest piłkarzem Lecha.

Patrik Walemark nie wspomina dobrze czasu w Feyenoordzie

Czasu w Rotterdamie nie wspomina zbyt dobrze. – Kiedy tam trafiłem – a był to mój pierwszy wyjazd do gry za granicą – musiałem przyswoić mnóstwo nowych rzeczy. Wszystko, co mówili, traktowałem jak świętą prawdę. Chyba zbyt dosłownie stosowałem się do ich wskazówek i chłonąłem każdą uwagę. Przez to nieco zatraciłem samego siebie. Oczywiście swoje zrobiły też kontuzje, które wszystko pokrzyżowały. Nie mam jednak do nikogo pretensji. Takie doświadczenia wiele uczą. Wyciągnąłem z tego lekcję, by nie zapominać o tym, kim jestem jako piłkarz i jako człowiek – mówi Walemark w rozmowie z fotbollskanalen.se.

Uważa, że Holendrzy źle do niego podeszli na tak wczesnym etapie jego kariery. – Czułem, że skupiano się głównie na mankamentach mojej gry, a poza boiskiem też musiałem wysłuchiwać cierpkich słów. Z perspektywy czasu myślę, że brałem to wszystko zbyt mocno do siebie. Miałem wrażenie, że przeprowadzali na mnie różne testy, by sprawdzić, jak zareaguję. Chodziło o drobnostki – na przykład o to, że rano nie ułożyłem włosów, od razu mi to wypominano. Stosowano mnóstwo takich gier psychologicznych. Kiedy wyjeżdżasz za granicę w wieku 20 lat, takie rzeczy dają się we znaki. Ale człowiek się uczy i dziś siedzę tu jako lepszy piłkarz i lepszy człowiek – mówi.

Reklama

24-latek podaje kolejny przykład: – Chodziło właśnie o takie drobiazgi: jeśli podczas śniadania wyglądałem na zmęczonego, natychmiast wzywano mnie na rozmowę. To była swego rodzaju reprymenda, jak w szkole. Nie poświęcałem zbyt wiele czasu na rozmyślania na ten temat, ale chyba chodziło o sprawdzenie mnie. Szczerze mówiąc – nie wiem, dlaczego tak robili. Chyba nie byłem wtedy wystarczająco dojrzały, by sobie z tym poradzić. Gdyby to przydarzyło mi się teraz, zareagowałbym lepiej. Kiedyś uważałem, że wszystko, co robili, było słuszne – że to był jedyny właściwy sposób postępowania.

„Rozdzieliłem piłkę od życia prywatnego”

Walemark przyznaje, że dziś potrafi nie zabierać pracy do domu, z czym kiedyś miał problem. – Gdy byłem młodszy, bardzo mocno utożsamiałem się z tym, jak układały się sprawy w futbolu. Teraz nieco rozdzieliłem te dwie sfery. Mam swoją karierę zawodową i życie prywatne. Wtedy były one ze sobą ściśle powiązane; jeśli w piłce nie szło mi najlepiej, odbijało się to na mnie również poza boiskiem. Wyciągnąłem z tego wnioski – zapewnia.

Szwed zaznacza, że ​​otrzymał wsparcie od kolegów z drużyny w Feyenoordzie. – Zawodnicy byli świetni i naprawdę się mną opiekowali, ale w klubie byli też inni ludzie… W klubie takim jak Feyenoord panuje ogromna rotacja zawodników. Wielu przychodzi, a sześć miesięcy później już ich nie ma. Chyba po prostu tak wygląda ten biznes. Mam to już za sobą, choć do tej pory właściwie o tym nie mówiłem. To już przeszłość, a ja dojrzałem jako człowiek – podsumowuje.

Jednocześnie bardzo podoba mu się życie w Poznaniu. – Jest dobrze, mamy naprawdę świetną drużynę. Jest wielu obcokrajowców i Polaków, a także kilku Szwedów. To też bardzo przyjemne uczucie, móc po prostu porozmawiać po szwedzku o tym, co się tutaj dzieje i o podobnych sprawach – skomentował.

Reklama

Walemark był już powołany do dorosłej reprezentacji Szwecji we wrześniu 2022, ale wtedy oba mecze Ligi Narodów przesiedział na ławce. Teraz przed nim i kolegami w ramach tych właśnie rozgrywek aż cztery spotkania: dwumecz z Rumunią, domowe starcie z Polską oraz wyjazd do Bośni i Hercegowiny.

fot. Newspix

0 komentarzy
Przemysław Michalak

Jeżeli uznać, że prowadzenie stronki o Realu Valladolid też się liczy, o piłce w świecie internetu pisze już od dwudziestu lat. Kiedyś bardziej interesował się ligami zagranicznymi, dziś futbol bez polskich akcentów ekscytuje go rzadko. Miał szczęście współpracować z Romanem Hurkowskim pod koniec jego życia, to był dla niego dziennikarski uniwersytet. W 2010 roku - po przygodach na kilku stronach - założył portal 2x45. Stamtąd pod koniec 2017 roku do Weszło wyciągnął go Krzysztof Stanowski. I oto jest. Najczęściej możecie czytać jego teksty dotyczące Ekstraklasy – od pomeczówek po duże wywiady czy reportaże - a od 2021 roku raz na kilka tygodni oglądać w Lidze Minus i Weszłopolskich. Kibicowsko nigdy nie był mocno zaangażowany, ale ostatnio chodzenie z synem na stadion sprawiło, że trochę odżyła jego sympatia do GKS-u Tychy. Dodając kontekst zawodowy, tym chętniej przyjąłby długo wyczekiwany awans tego klubu do Ekstraklasy.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Ekstraklasa

Reklama
Ekstraklasa

Kucharczyk zrzekł się milionów od Legii. „Mogłem leżeć teraz na Kanarach”

Maciej Piętak
25
Kucharczyk zrzekł się milionów od Legii. „Mogłem leżeć teraz na Kanarach”