Aleksandar Vuković przychodzi do Widzewa Łódź w momencie, w którym drużyna potrzebuje klasycznego trenera-strażaka. Wraz z odpadnięciem z Pucharu Polski, przepadły definitywnie mrzonki Łodzian o występie w najbliższej edycji europejskich pucharów. Pozostała walka o utrzymanie w Ekstraklasie. „Vuko” chciałby jednak niewątpliwie być dla Widzewa kimś więcej, niż tylko ratownikiem na najbliższe tygodnie. Zastanówmy się zatem, jakie wyzwania stoją przed nim w drużynie plasującej się obecnie na przedostatnim miejscu w Ekstraklasie.
Zacznijmy – rzecz jasna – od wyzwania najpoważniejszego.
Utrzymać Widzew w Ekstraklasie
Misja numer jeden.
Oczywista oczywistość. Choć… czy aby dla wszystkich?
Niedawno viralem w mediach społecznościowych stała się wypowiedź Roberta Dobrzyckiego na antenie TVP Sport, że walką o utrzymanie w lidze w zasadzie nikt sobie jeszcze w Widzewie głowy nie zaprząta. Na platformie X krąży też wycinek wywiadu, jakiego Dariusz Adamczuk i Piotr Burlikowski udzielili przed startem rundy wiosennej Krzysztofowi Zimochowi z Widzew TV.
Gdy dziennikarz poruszył kwestię ewentualnej obrony przed spadkiem, obaj panowie setnie się uśmiali. Poziom odklejenia od rzeczywistości był zatem w łódzkiej ekipie bardzo wysoki, co znalazło odzwierciedlenie także w wypowiedziach Igora Jovićevicia.
Krzysiek Zimoch @ciekawski27 w @WidzewTV zadał pytanie Panu Adamczykowi i Panu Burlikowskiemu przed rundą wiosenną, które wtedy wydawało się śmieszne. Dzisiaj każdy je sobie zadaje. Przynamniej znamy odpowiedź. @RTS_Widzew_Lodz
Źródło : https://t.co/1ZhIDmnxLq pic.twitter.com/mCJO91Qbew— ʀᴏᴢᴍᴏᴡʏᴛʏʟᴋᴏsᴘᴏʀᴛᴏᴡᴇ (@rozmowysportowe) February 28, 2026
Przypomnijmy sobie, jak Adamczuk przedstawiał Chorwata, gdy ten zastąpił Patryka Czubaka na ławce trenerskiej Widzewa.
Dobrzycki nie myśli o spadku z Ekstraklasy. A może powinien?
– Widzew to bardzo duży klub. Na każdym kroku czuć jego historię i do niej chcemy nawiązać. Timing wyboru trenera na dwa dni przed meczem [z Radomiakiem Radom] nie wziął się z niczego. […] Po pierwszych spotkaniach podjęliśmy decyzję, że potrzebujemy trenera; z sukcesami, doświadczeniem, na miarę Widzewa – tłumaczył Adamczuk w TVP3 Łódź. – Kluczem było znalezienie dobrego trenera.
– Nie chcę mówić, że Patryk Czubak był złym, ale obecna szatnia Widzewa jest specyficzna, nie brakuje w nim dobrych jakościowo obcokrajowców, a dla niego to była pierwsza taka praca. Potrzebowaliśmy kogoś, kto takimi zespołami już zarządzał, a nawet większymi. […] Igor Jovicević jest dla mnie trenerem o profilu hiszpańskim, bo tam spędził wiele lat. Jego CV jest bogate, z Szachtarem wygrał mistrzostwo i grał w Lidze Mistrzów, w Bułgarii była potrójna korona. Nie każdy trener na pierwszej przemowie mówi, że przyszedł zdobyć tytuł mistrzowski.
Później przyjęło się sądzić, że to Jovićević jest totalnie oderwany od realiów, bajdurząc nieustannie o „dominacji”, „grze jak duży zespół”, „awansie do Europy” i tak dalej. No ale może on po prostu kreował na konferencjach prasowych taką narrację, jakiej oczekiwała od niego „góra”? My zabawiliśmy się nawet w bingo Jovićevicia.
Vuković musi więc zacząć od sprowadzenia wszystkich w Łodzi na ziemię. Tak jak to czynił w 2022 roku jako strażak w Legii Warszawa. Wtedy opinia publiczna przecierała oczy i uszy ze zdumienia, gdy Serb z pokorą i szacunkiem przyjmował paździerzowy, bezbramkowy remis z Bruk-Bet Termalicą Nieciecza. Ale czas pokazał, że takie podejście do sprawy było właściwe. Drogą do uniknięcie degradacji jest wyszarpywanie punktów, a nie – cytując klasyka – „strukturalna dominacja”.

Dariusz Adamczuk, pełnomocnik zarządu Widzewa ds. sportu
Realnie ocenić możliwości zawodników Widzewa
Umówmy się, że problemem Widzewa w sezonie 2025/26 nie są wyłącznie trenerzy. Igor Jovićević niczego w Łodzi nie zbudował i w stu procentach zasłużył na utratę stanowiska, jasne, ale nie oznacza, że zawodnicy RTS-u są w tym wszystkim bez winy. Podobnie jak działacze, którzy tę kadrę za kolosalne pieniądze skompletowali.
Podstawowym zadaniem „Vuko” na starcie kadencji będzie zatem realna ocena poszczególnych graczy. W oderwaniu od tego, z jakich klubów przyszli, jakie kwoty odstępnego za nich zapłacono i jakie wynagrodzenia im zagwarantowano. Widać było, że poprzednik Serba totalnie się w tym wszystkim zamotał. Najlepszym przykładem to, jak traktował Osmana Bukariego.
Najpierw wystawiał go we wszystkich meczach ligowych i trzymał na murawie od pierwszego do ostatniego gwizdka arbitra, mimo że reprezentant Ghany grał straszliwy piach, ale już w pucharowym starciu z GKS-em… w ogóle nie wpuścił go na plac, choć przecież spotkanie rozciągnęło się do dogrywki. Pomieszanie z poplątaniem. Zresztą ciągłe zmiany meczowe z kategorii: obrońca za obrońcę też były dość dziwaczne. Jak gdyby Jovićević doszedł do wniosku, że skoro już mu tylu tych defensorów nakupowano, to należy teraz przynajmniej udawać, że są mu oni do czegoś faktycznie potrzebni.
Vuković: Daleko mi do zachodnich idei. Jestem odporny na manipulacje
Vuković nie może tych błędów powtórzyć, jeśli chce w Łodzi zbudować w trybie przyspieszonym zespół z prawdziwego zdarzenia. Bo na razie Widzew stanowi po prostu zbieraninę piłkarzy, których chaotycznie powyciągano z najrozmaitszych krajów, lig, piłkarskich kultur, systemów taktycznych i tak dalej.
Byle drogo, byle naprężyć muskuły i zasygnalizować po raz nie wiadomo który wielkie ambicje.
We wspomnianym już sezonie 2021/22 Vuković nie zawahał się jednak, by odsunąć od pierwszego składu Legii Artura Boruca. Można więc zakładać, że w Widzewie będzie podobnie bezwzględny dla graczy, którzy w jego ocenie nie zasłużą – z takich czy innych względów – na miejsce w pierwszym zespole. – Z perspektywy prowadzenia zespołu i zarządzania drużyną nie można było postąpić inaczej – skwitował wówczas Vuković w rozmowie z Weszło.

Osman Bukari
Trzymać się rozwiązań, które działają
Były w tym sezonie takie momenty, kiedy Widzew zdawał się wskakiwać na właściwe tory. Krótkie momenty, w zasadzie momenciki, ale jednak. Na przykład Juljan Shehu wkroczył w ligową kampanię z przytupem i we wrześniu miał już na koncie trzy gole oraz trzy asysty w Ekstraklasie.
Grał jak prawdziwy lider drugiej linii. Potem – kompletnie przygasł.
Sebastian Bergier też miał taki okres w rundzie jesiennej, gdy regularnie pakował piłkę do sieci z gry, a nie tylko z rzutów karnych. 26-latek zdawał się też tworzyć całkiem zgrabnie dobrany duet z Andim Zeqirim w systemie z dwójką napastników. To oczywiście wciąż bardzo mało, no ale był to taki element, na którym można było próbować wybudować coś większego i trwalszego. Igor Jovićević nie trzymał się jednak tego rozwiązania.
Być może był do tego stopnia przyzwyczajony, że w jego zespole nic się nie zgadza, że aż nie potrafił wychwycić, kiedy metodą na chybił-trafił udało mu się zaimplementować w drużynie coś skutecznego. Albo udzieliła mu się transferowa gorączka kierownictwa klubu i machnął ręką na kwestie taktyczne, by za wszelką cenę wciskać do składu graczy ściągniętych do Łodzi zimą.
Znów: jeśli Aco Vuković ma odnieść w Łodzi sukces, musi podążyć zupełnie inną drogą, niż jego poprzednik. Nawet jeśli ma na tym ucierpieć ego nowych gwiazd Widzewa, na razie cieszących się tym statusem tylko na papierze. I nawet jeśli działacze będą zgrzytać zębami, widząc swoje „perełki” poza wyjściową jedenastką.

Mariusz Fornalczyk
Odblokować Mariusza Fornalczyka
25 meczów w sezonie 2025/26. Cztery w Pucharze Polski, reszta w Ekstraklasie. W sumie blisko 1700 minut spędzonych na boisku.
Zero goli, jedna asysta, dziewięć żółtych kartek (osiem w lidze).
No masakra. MA-SA-KRA.
Bilans Mariusza Fornalczyka po hitowym transferze do Widzewa jest tak koszmarny, że aż nam 23-latka szkoda. Zwłaszcza po tym przestrzelonym rzucie karnym w ćwierćfinale Pucharu Polski. Tym bardziej że mógłby mieć na koncie o kilka asyst więcej, lecz został z nich obrabowany przez nieskutecznych partnerów. Poza tym, po kim jak po kim, ale akurat po Fornalczyku naprawdę widać, że cała ta sytuacja zżera go od środka. Że chciałby pociągnąć Widzew do lepszych rezultatów, przy okazji odblokowując własny licznik trafień. W wielu meczach były zawodnik Korony Kielce wyglądał na totalnie przemotywowanego, przygniecionego własną ambicją.
A przecież wiosną minionego roku Fornalczyk należał do najlepszych piłkarzy w Ekstraklasie. Strzelał gole w barwach Korony, asystował, imponował rajdami i dryblingami. Transfer do Widzewa nie wziął się przecież z powietrza. Aleksandar Vuković musi zatem podążyć tropem Jacka Zielińskiego i dotrzeć do Fornalczyka. Sprawić, by – nawiązując do słynnych słów Jerzego Brzęczka – coś mu wreszcie przeskoczyło w głowie.
Bo odblokowany Fornalczyk – ze swoją zadziornością i przebojowością – może odegrać kluczową rolę na finiszu ligowych zmagań.

Aleksandar Vuković w meczu z Widzewem Łódź (2007)
Pokazać się jako ktoś więcej niż strażak
I na koniec wyzwanie, które także stoi przed nowym trenerem Widzewa, choć akurat nie dotyczy bieżących rozgrywek.
Teraz temat utrzymania w lidze powinien być w łódzkim klubie odmieniany przez wszystkie przypadki i traktowany jako absolutny priorytet. To już ustaliliśmy. Jeśli jednak ta misja się powiedzie, to nagle Aleksandar Vuković znajdzie się w pozycji, której będą mu mogli pozazdrościć wszyscy stali bywalcy ekstraklasowej karuzeli trenerskiej. Bo to właśnie on będzie twarzą nowego, bogatego, mającego mocarstwowe plany Widzewa. Oczywiście Serb ma już na koncie mistrzostwo Polski wywalczone w Legii Warszawa, ale przy Łazienkowskiej jednak kojarzy się go przede wszystkim z późniejszą akcją ratunkową.
– Uważam, że utrzymanie Legii w lidze jest większym sukcesem niż zdobycie mistrzostwa – mówił sam „Vuko” w maju 2022 roku.
Piast Gliwice? Tam również Vuković zaczynał od wyciągania zespołu z głębokiego dołka. Udało mu się to, lecz sufit gliwickiej ekipy był zawieszony bardzo nisko z uwagi na ogromne kłopoty finansowe klubu. Trener musiał się tam zatem koncentrować głównie na łataniu kolejnych dziur w składzie, by zapewnić drużynie spokojne funkcjonowanie w środku tabeli. Widzew to – potencjalnie – zupełnie inne perspektywy, nawet jeśli „Vuko” znów zaczyna od strefy spadkowej.
Wojtek Kowalczyk zasugerował w Weszło TV, że Serb staje się „Leszkiem Ojrzyńskim B”, trzeci raz z rzędu obejmując zespół pogrążony w kryzysie. Jednak to nie do końca tak, ponieważ Ojrzyński klubów o możliwościach Legii czy obecnego Widzewa nigdy nie prowadził.
Dziś Vuković gasi pożar. Ale jutro może wpływać swoimi rekomendacjami na śrubowanie kolejnych rekordów transferowych Ekstraklasy.
Wszystko w jego rękach.
CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:
- Vuko, ratuj… Widzew kompletuje karetę, a i tak przegra?
- Widzew na żywo wygląda równie słabo jak w telewizji. Reportaż z Katowic
- Siemieniec komentuje ofertę z Widzewa. Krótka odpowiedź
fot. NewsPix.pl