Reklama

Największy talent w historii? Wszyscy mówią o Victorze Wembanyamie

Kacper Marciniak

Autor:Kacper Marciniak

29 listopada 2022, 20:38 • 8 min czytania 22 komentarzy

Koszykarski mainstream usłyszał o Victorze Wembanyamie dwa miesiące temu, kiedy ten wraz ze swoim zespołem rozgrywał sparingi w Stanach Zjednoczonych. Od tego czasu został najlepszym strzelcem ligi francuskiej, a NBA wykupiło prawa do jego spotkań za… 138 tysięcy dolarów. – Nigdy nie widziałem kogoś takiego jak on – mówił o 18-latku i przyszłej megagwieździe koszykówki Giannis Antetokounmpo.

Największy talent w historii? Wszyscy mówią o Victorze Wembanyamie

Nie do zdefiniowania

To już nie czasy, kiedy najlepsza liga świata nie wychylała nosa za Ocean, a jeśli już to robiła, to z dystansem – nie wierząc, że na Starym Kontynencie mogła urodzić się przyszła gwiazda basketu. Szczególnie przypadek Luki Doncicia, który w drafcie w 2018 roku został wybrany „dopiero” z trzecim numerem pokazał, że skauci powinni rynek europejski traktować na równi z amerykańskim.

W przypadku Victora Wembanyamy do żadnego „przeoczenia” czy „niedocenienia” zatem nie dojdzie i dojść nie może. Już teraz Francuz, urodzony w 2004 roku, jest uważany za najbardziej utalentowanego gracza, który nie występuje jeszcze w NBA. Ba, według niektórych to nawet… największy talent w historii dyscypliny.

Reklama

Największy w przenośni, a po części także dosłownie. Bo gabaryty 18-latka są wręcz niespotykane. Wspomagając się stroną ligi francuskiej możemy dowiedzieć się, że mierzy 219 cm wzrostu. To jednak dawno nieaktualne dane. Sam „test oka” wystarczył, żeby największe amerykańskie media określały Victora jako zawodnika mającego 7 stóp i 4 cale albo 7 stóp i 5 cali, a więc w przybliżeniu 224 cm lub 226 cm.

Wembanyama ma też niespotykanie długie kończyny, jego rozpiętość ramion wynosi ponad 243 cm, co dawałoby mu pierwsze miejsce wśród gigantów w NBA. Kristaps Porzingis, Kevin Durant, Giannis Antetounkompo czy Bol Bol – wszyscy koszykarze, do których porównuje się Francuza – są od niego zdecydowanie mniejsi.

Porównania to zresztą ciekawa rzecz. Bo naturalnie eksperci, dziennikarze, skauci chcą jakoś zdefiniować Victora Wembanyamę, wstawić go między ramki. Ale najprościej byłoby powiedzieć, że to koszykarz, jakiego świat jeszcze nie widział.

Kosmita. Tu i teraz

Nie chodzi tylko o wzrost. Ale to od niego wszystko się zaczyna. Nie ma zawodnika, który zablokuje rzut za trzy Wembanyamy. Niewielu jest też koszykarzy, którzy pędząc pod kosz, wykręcą swoje ciało w taki sposób, żeby nie dostać czapy od Francuza. Jego dłonie są w stanie być tylko w jednym miejscu naraz, ale rywalom może wydawać się, że są wszędzie.

Warunki fizyczne Francuza nikogo by nie paraliżowały, gdyby należał do grona ślamazarnych i ociężałych środkowych. Nastolatek porusza się jednak niezwykle sprawnie – zarówno z piłką, jak i bez niej. Swoimi długimi susami „połyka” boisko, nie potrzebuje dużo miejsca czy czasu, żeby wyskoczyć w kierunku kosza i zakończyć akcję efektownym wsadem.

Nasze opisy powiedzą sporo, ale wystarczą też same cyferki. Wembanyama, który 19 lat skończy na początku stycznia, jest już… najlepszym strzelcem ligi francuskiej. A także najlepszym zbierającym, blokującym i po prostu najlepszym zawodnikiem. Notuje średnio 23,2 punktów, 9,6 zbiórek i 3 bloki na mecz. A jego zespół przegrał tylko jeden z dziewięciu meczów i zajmuje pierwsze miejsce w tabeli.

Reklama

Wembanyama zatem nie jest projektem, kimś, kto ma być dobry za kilka lat. Nie można wykluczyć, że kiedy trafi do NBA, gwiazdą zostanie z miejsca. Nie można wykluczyć, że zrobi furorę jak Luka Doncić, który również jako nastolatek zachwycał w Europie (choć na jeszcze wyższym poziomie, bo był MVP Euroligi).

Nie dziwi zatem zainteresowanie NBA. Władze ligi wykupiły nawet prawa transmisji do meczów Metropolitans 92, w którym gra Victor, za 138 tysięcy dolarów. Tak, aby pokazywać je na swojej platformie League Pass. Według prezesa francuskiego zespołu to wręcz „śmieszna promocja”, patrząc na budżet najlepszej ligi świata.

Ale warto podkreślić, że jeszcze kilka lat temu nikt nie pomyślałby, że Stany mogą aż tak zachwycać się chłopakiem, który – na ten moment – nie ma z nimi nic wspólnego.

Dieta, nauka i wyjątkowość

Rodzice 18-latka należą do wysokich, choć pewnie nie przyszło im na myśl, że ich syn może aż tak wyrosnąć. Felix Wembanyama mierzy 195 cm wzrostu i w przeszłości uprawiał skok wzwyż. Elodie de Fautereau ma 188 cm wzrostu i grała w koszykówkę, a potem poszła w trenerkę. To pod jej okiem basketu uczył się Victor.

We Francji o jego osobie wiadomo już od dawna. Nicolas Batum – który w NBA gra już kilkanaście lat – pamięta, kiedy trafił na Wembanyamę w Paryżu w czasie zgrupowania reprezentacji kraju. Był nim zachwycony. Choć Victor mierzył wówczas „tylko” 210 cm i miał 14 lat, już można było dostrzec jego olbrzymi talent.

Niedługo później został zrekrutowany przez Tony’ego Parkera [najlepszy francuski koszykarz w historii – przy. -red.] do ASVEL Basket (opuścił go w pierwszej połowie 2022 roku, na rzecz wspomnianego Metropolitans 92), czołowego zespołu ligi francuskiej. W międzyczasie oko zawiesił na nim Bouna Ndiaye, agent numer jeden w Kraju nad Sekwaną, reprezentujący interesy Rudy’ego Goberta, Evana Fourniera czy właśnie Batuma. Tak wspominał moment, w którym po raz pierwszy widział młodego dryblasa w akcji:

– Mój przyjaciel powiedział: syn twojej przyjaciółki jest kapitalny. Musisz go zobaczyć. Ma 13 lat. Musisz go zobaczyć. Jest wyjątkowy. A więc wreszcie to zrobiłem. Zadzwoniłem do jego mamy i powiedziałem, że wpadnę na mecz. Nie w ramach pracy, dla zabawy. Jako przyjaciel. I kiedy tylko zobaczyłem Victora, widziałem, że jest jedyny w swoim rodzaju. To, jak podawał, kozłował… Potem oglądałem go w meczach francuskiej młodzieżówki. On nie ma przed sobą granic – wspominał obecny menadżer młodzieńca.

Sukces Wembanyamy mają gwarantować nie tylko jego warunki i umiejętności gry w koszykówkę, ale też charakter. Jest bardzo pracowity. Przed meczami przygotowuje się fizycznie, zwraca szczególną uwagę na kwestie koordynacji czy rozciągania, co może  mu pomóc w przyszłości unikać kontuzji.

Zdaje sobie też sprawę ze swojej wyjątkowości i ją pielęgnuje. Tak wypowiadał się w rozmowie z „New York Times”: – Żyłem innym życiem niż ktokolwiek w szkole, nawet w czasach podstawówki. Myślałem w inny sposób niż reszta. Starałem się być oryginalnym we wszystkim, co robię. To coś, co mam w duszy: bądź oryginalny. Bądź wyjątkowy. Trudno mi to wytłumaczyć. Myślę, że się z tym urodziłem.

Jego rodzice musieli wiedzieć, że ich syn ma wielki koszykarski potencjał. Ale starali się też, żeby dużą uwagę poświęcał nauce. Kiedy miał słabe oceny, na treningach musiał odrabiać zadania domowe i patrzeć, jak w basket grają inni. Do dzisiaj też przepada za czytaniem książek, co – jakby nie patrzeć – nie jest typowe dla młodego sportowca.

Ale Victor Wembanyama po prostu pod żadnym względem nie jest typowy. Od wielu lat pieczołowicie szlifował angielski, bo wiedział, że ten język będzie mu niezbędny w USA. Kluby we Francji natomiast układały mu specjalną dietę i zapewniały wyżywienie, żeby mógł obudowywać mięśniami swoją smukłą sylwetkę – traktując go niemal jak dobro narodowe. 18-latek już teraz mówi, że będzie tęsknił za Paryżem, kiedy przyjdzie mu grać w NBA.

„Cieszę się, że nie będę z nim długo w lidze”

Wembanyama trafił do mainstreamu na początku października, kiedy jego Metropolitans 92 wzięło udział w dwóch sparingach w Stanach Zjednoczonych przeciwko G-League Ignite, drużynie grającej na „zapleczu” NBA. Celem zorganizowania takiego wydarzenia było zaprezentowanie na jednej scenie dwóch największych talentów rocznika 2004: czyli właśnie Wembanyamy, a także Scoota Hendersona.

To oczywiście nie był równy pojedynek. Wembanyama zanotował w dwóch meczach łącznie 73 punktów i zablokował 9 rzutów. Trafiał za trzy, siał spustoszenie pod koszem, ogrywał rywali w akcjach indywidualnych. I to wszystko na oczach ponad 200 skautów i osób decyzyjnych z NBA.

Każdy klub najlepszej ligi świata marzy o tym, że Wembanyama będzie reprezentował jego barwy. Tak jak wcześniej marzyły Barcelona, Real Madryt czy Paris Basket – bo Francuz miał oferty z niemal wszystkich najlepszych ekip Starego Kontynentu.

Najwięcej o talencie 18-latka powie nam jednak to, jakie wrażenie robi na swoich kolegach po fachu. Kiedy w październiku przebywał w Stanach i pojawił się na przedsezonowym meczu Los Angeles Lakers, piątkę zbili z nim Anthony Davis i LeBron James. Ten drugi mówił: – Nazywamy wyjątkowych zawodników „jednorożcami”, w ostatnich latach było ich pełno, ale on jest bardziej jak kosmita. Nikt nie widział wcześniej kogoś tak wysokiego, ale przy tym płynnego w ruchach jak on.

Podobnego zdania był Giannis Antetokounmpo. – Ten dzieciak będzie stanowił problem. Wielki problem. Nigdy nie widziałem kogoś takiego jak on. Obserwowałem go z bliska, grał w tym samym zespole co mój brat Kostas. Jest wyższy niż Rudy Gobert [ten ma 215 cm – wzrostu przyp. red.]. Ale może blokować jak on. A rzuca jak Kevin Durant. Szalone, szalone. Ma też dobry charakter. Jeśli dopisze mu zdrowie, będzie bardzo dobry. 

Najciekawsza jest jednak wypowiedź Damiana Lillarda, gwiazdy Portland Trail Blazers: – Widziałem tylko powtórki jego meczów, ale, człowieku… co on tam robi? Jest zawodnikiem jednym na pokolenie. Mieliśmy zawodników, którzy blokowali rzuty, ale nie poruszali się zbyt dobrze. A on porusza się jak skrzydłowy. Potrafi blokować, rzucać po koźle, rzucać za trzy z odchylenia, dryblować. To szalone! Cieszę się, że nie będę musiał być z nim zbyt długo w lidze – opowiadał 31-latek.

Nie jest wykluczone, że w czerwcu przyszłego roku francuski koszykarz zostanie kolegą z drużyny Jeremy’ego Sochana. W końcu San Antonio Spurs będą jednym z zespołów z największymi szansami na pierwszy numer w drafcie. To, gdzie będzie Victor Wembanyama grał, nie ma jednak wielkiego znaczenia. Bo prędzej czy później w akcji będzie chciał go zobaczyć każdy miłośnik NBA na świecie.

Fot. Youtube

Źródła wypowiedzi: Sports Illustrated, New York Times, Andscape, ESPN, How Hungry Are You.

Czytaj więcej o NBA:

Na Weszło chętnie przedstawia postacie, które jeszcze nie są na topie, ale wkrótce będą. Lubi też przeprowadzać wywiady, byle ciekawe - i dla czytelnika, i dla niego. Nie chodzi spać przed północą jak Cristiano czy LeBron, ale wciąż utrzymuje, że jego zajawką jest zdrowy styl życia. Za dzieciaka grywał najpierw w piłkę, a potem w kosza. Nieco lepiej radził sobie w tej drugiej dyscyplinie, ale podobno i tak zawsze chciał być dziennikarzem. A jaką jest osobą? Momentami nawet zbyt energiczną.

Rozwiń

Najnowsze

Hiszpania

Echa El Clasico. Czas zorganizować zbiórkę na goal-line dla biednego Tebasa

Kamil Warzocha
7
Echa El Clasico. Czas zorganizować zbiórkę na goal-line dla biednego Tebasa

Inne sporty

Komentarze

22 komentarzy

Loading...