Barca, co Niemca nie chciała. Dlaczego kibice nie lubią ter Stegena?

redakcja

Autor:redakcja

28 stycznia 2026, 16:03 • 15 min czytania 3

Barca, co Niemca nie chciała. Dlaczego kibice nie lubią ter Stegena?

Stało się. Najbardziej nielubiana obecnie postać FC Barcelony opuściła kataloński klub. Być może tylko na najbliższe miesiące, ale i tak da się odczuć, że sporo negatywnych emocji wreszcie uszło z Camp Nou. Marc-Andre ter Stegen wylądował na wypożyczeniu w Gironie, choć wielu kibiców najchętniej wysłałoby go nawet do diabła. A przecież jeszcze niedawno był bohaterem Barcy. Jak doszło do tej degrengolady, jeśli chodzi o odbiór Niemca wśród fanów?

Reklama

Przykład ter Stegena pokazuje, jak fatalnie można poprowadzić swój wizerunek na wielu płaszczyznach, a także, jakie pryncypia dominują w obecnym nurcie kibicowskim, który potrafi całkowicie zapomnieć o dobrej przeszłości i bezwzględnie krytykować teraźniejszość, nawet znaczącego w historii klubu gracza. Stan na 2026 rok jest bowiem taki, że Niemiec jest powszechnie uznawany za hamulcowego, przegrywa, mąciwodę, bramkarza nie tylko zbyt słabego na obecne potrzeby Barcy, ale wręcz takiego, który niewiele dał klubowi przez całą karierę na Camp Nou. Nie zawsze tak przecież było…

Triumfator Ligi Mistrzów, filar mistrzowskiego zespołu

Pamięć bywa ulotna i przysłaniana przez bieżące negatywne emocje. Popisy ter Stegena w Lidze Mistrzów 2014/15, w której Barca w cuglach sięgnęła po tytuł, są już dawno przykryte piaskiem. Późniejszy okres z Ernesto Valverde na ławce rezerwowych (2017-2019), gdy Niemiec był drugim najbardziej znaczącym piłkarzem Barcelony po Leo Messim, również poszedł w niepamięć.

Reklama

A przecież golkiper był wówczas absolutnym filarem mistrzów Hiszpanii. Messi robił grę z przodu, a Marc-Andre pilnował wyniku z tyłu. Niemiec był w tym okresie najlepszym bramkarzem świata, prawdziwym kocurem, w niczym nie przypominał obecnego wizerunku „pomnikowego” golkipera, który niespecjalnie się rusza. A okazji do wykazania się było sporo – ter Stegen, mimo gry w mistrzowskiej ekipie, był na 5. lokacie w liczbie obron (99) w La Liga 2017/18. Pod względem skuteczności interwencji był z kolei 5. w pięciu najsilniejszych rozgrywkach europejskich. To znaczy, że miał sporo roboty.

Nikt nie kwestionował wówczas klasy tego bramkarza i jego miejsca w ścisłej światowej elicie. W 2019 roku znalazł się nawet wśród nominowanych do Złotej Piłki, a wielu w latach 2020-2021 nawoływało, żeby został kapitanem Barcy. Parę lat później teza jest już zgoła inna – niegodny opaski. Skąd wzięła się ta zmiana? Zacznijmy od początku.

Preludium kłopotów

Z upływem lat zaczęły wychodzić u ter Stegena coraz liczniejsze problemy zdrowotne. Na początku sezonu 2020/21 czekała go najdłuższa absencja w dotychczasowej karierze i, jak się okazało, stanowiła ona preludium dalszych urazów. W mniej niż rok Niemiec przeszedł dwie operacje rzepki. Te kontuzje nie mogły pozostać bez wpływu na formę sportową, która w rozgrywkach 2021/22 znacznie się pogorszyła. To właśnie wtedy zaczęły kiełkować (czy może wracać) uśpione krytyczne głosy pod adresem golkipera.

Ter Stegen potrafił jednak zdobyć się na ostatni, jak się później okazało, wyczyn w Barcelonie. W sezonie 2022/23 Katalończycy odzyskali mistrzostwo Hiszpanii, w dużej mierze na skutek doskonałych wyników w defensywie, bo drużyna straciła raptem 20 goli. Niemiec przyczynił się do tego w wydatny sposób i został nawet wybrany najlepszym piłkarzem całej La Ligi. Było kilka takich spotkań, w których pomógł w odniesieniu wygranej swoimi interwencjami (m.in 1:0 z Atletico, 1:0 z Mallorcą czy 1:0 z Athletic Club).

Nikt nie bronił tak skutecznie w pięciu najsilniejszych ligach europejskich (84,7%). Zatem wcale nie tak dawno był jeszcze na topie.

W kolejnych sezonach wrócił jednak temat problemów zdrowotnych, tych z kolanem i plecami. O ich skali świadczy to, że ter Stegen od listopada 2023 roku przegapił 92 mecze w klubie i reprezentacji. Dla zawodnika będącego już po trzydziestce może to brzmieć jak wyrok. Zwłaszcza że po każdym kolejnym urazie Niemiec tracił trochę zwinności czy skoczności, co dla tego typu bramkarza o mniejszym zasięgu ramion jest absolutnie kluczowe. Po serii urazów niewiele zostało z tego gibkiego zawodnika sprzed lat. Stąd też model interwencji ter Stegena stopniowo ewoluował.

Miał większe problemy z elastycznym złożeniem się do ekwilibrystycznej parady, częściej przyjmując bardziej „stacjonarną” pozę bramkarza rodem z piłki ręcznej. To było skrzętnie eksponowane w różnych materiałach, obciążając wizerunek golkipera. Mówiąc wprost – stało się nawet memem. Ter Stegena określa się dziś szyderczo „ter Statua” – właśnie z racji na jego dziwne, pomnikowe pozy przy interwencjach, gdy po prostu zastyga i się nie rzuca.

Twarz wieloletnich klęsk

Kontuzje sprawiały więc, że ter Stegen na poziomie piłkarskim notował systematyczny spadek. W jego przypadku ogromną rolę odgrywały też jednak nieprzyjemne skojarzenia. Jako jeden z nielicznych zawodników pozostałych w nowym projekcie po katastrofalnej w skutkach epoce rządów Josepa Marii Bartomeu stał się niejako symbolem porażek, zwłaszcza w Lidze Mistrzów. Tu mamy do czynienia z pewnym paradoksem, bo przecież ter Stegen jako jedyny członek obecnej kadry zna smak sukcesu z Blaugraną w tych rozgrywkach.

Lata rozczarowujących czy wręcz upokarzających klęsk przesłoniły jednak tamten triumf, bo nawet jeśli to nie bramkarz był ich głównym winowajcą, to znajdował się wśród przegranych. To on wpuścił osiem goli z Bayernem. Chcąc, nie chcąc, stał się twarzą wieloletnich upokorzeń niegodnych marki Barcelony po tym, jak inni jego koledzy zeszli już z celownika kibiców, bo opuścili klub. Zwłaszcza że po wspomnianej serii kontuzji Niemiec znalazł się w schyłkowym momencie swojej kariery. Będący po drugiej stronie rzeki weteran stawał się po prostu coraz łatwiejszym celem, w przeciwieństwie do młodych i lubianych graczy.

Barcelona od momentu sromotnej klęski z Bayernem – przegrała rok później z PSG w 1/8 finału Ligi Mistrzów (2:6 w dwumeczu) i dwa razy z rzędu odpadła już na etapie fazy grupowej, spadając do Ligi Europy. Tam zresztą też pożegnała się z rozgrywkami najpierw na etapie ćwierćfinału (vs Eintracht), a potem odpadając już w 1/16 finału z Manchesterem United. W sezonie 2023/24 znów okazała się słabsza od PSG, choć tym razem w ćwierćfinale. Dopiero w poprzednim sezonie osiągnęła pierwszy półfinał Champions League od 2018/19, który zresztą też pozostaje do dziś bardzo bolesną blizną. Liverpool odrobił wówczas trzy bramki straty i wygrał u siebie 4:0.

Ter Stegenowi w pewnym momencie zaczęto też zarzucać brak robienia różnicy w kluczowych meczach, zwłaszcza Ligi Mistrzów. Fani chcieli mieć w bramce kogoś, kto będzie w stanie dołożyć coś ekstra. W tym kontekście ter Stegenowi nie służyło porównywanie z odwiecznym rywalem Barcelony – w Realu Madryt Thibaut Courtois potrafił bowiem ratować drużynę, gdy najmocniej tego potrzebowała. Najlepszym tego przykładem finał Champions League przeciwko Liverpoolowi. Wzorując się na konkurencji, katalońska publika też chciała mieć kogoś takiego na europejskiej arenie. I być może dostała, choć akurat nie w osobie ter Stegena.

Problematyczny charakter ter Stegena

A Niemiec? Do tych wszystkich aspektów sportowych dochodził po prostu temat czysto ludzki. Gdyby nie on, być może byłby traktowany przez fanów łaskawiej. Pierwszy problem wizerunkowy ter Stegena miał miejsce już na początku jego przygody w Barcelonie. Po drugim sezonie zaczął otwarcie domagać się miejsca w wyjściowym składzie (do tej pory bronił tylko w pucharach) w klubowych biurach. Zagroził nawet Luisowi Enrique odejściem. Tak opowiadał o tym sam ter Stegen w podcaście BILD-a, to jego słowa:

W pewnym momencie poszedłem do Luisa Enrique i powiedziałem mu, że chciałbym odejść. Odpowiedział, że nie ma na to szans. Powiedział też, że przekaże klubowi, żeby pod żadnym pozorem mnie nie sprzedawać. Odpowiedziałam, że z jednej strony bardzo to doceniam, ale z drugiej to ja chcę być numerem jeden. Kiedy odparł, że zobaczymy po wynikach przedsezonowych, to prawie straciłem panowanie nad sobą. Powiedziałem tylko, że jest to moje życzenie i sam pójdę do zarządu, by porozmawiać o transferze.

Cel osiągnął, ale smród pozostał, zwłaszcza że jego konkurent Claudio Bravo był ceniony przez kibiców za solidną postawę. Podobnie jak i ostatnio, również wtedy zarzucano Niemcowi złe nastawienie, gdy musiał zasiąść na ławce.

Ter Stegenowi obrywało się tym bardziej, że bezpośrednio przed i po zastąpieniu Chilijczyka nie zawsze stawał na wysokości zadania. Zdarzały mu się duże i głośne błędy. Później jednak ustabilizował formę i wręcz wszedł na znakomity poziom sportowy, a skoro stylem gry też idealnie pasował do wymagań Barcy, to te wewnętrzne spory zostały mu zapomniane, a raczej odłożone do szafy.

Tego typu kontrowersje występowały także w reprezentacji. Julian Nagelsmann – już po decyzji o postawieniu na Manuela Neuera na Euro 2024 – mówił o nim jesienią:

Rozmowa, którą przeprowadziliśmy w marcu nie była zbyt przyjemna. Zachowywał się grzecznie, ale był niezadowolony. Przez chwilę obawiałem się, że powie: „Nie zamierzam w tym uczestniczyć”. Byłem w stanie to zrozumieć, zbyt długo był numerem 2. Teraz mam tylko nadzieję, że Marc pozostanie zdrowy i będzie dobrze grał do mundialu za dwa lata.

(Nie)bezpieczna przyszłość

Kryzys klubu z lat 2019-2022 globalnie rzutował w jakimś stopniu na ter Stegena, zwłaszcza gdy obniżył on loty. Wyrok publiczności został jednak odroczony dzięki wspomnianemu sezonowi 2022/23. Tu jednak pojawił się kolejny problem – zobowiązania kontraktowe. Po świetnej grze w wykonaniu ter Stegena Barcelona podpisała z nim nową umowę. Zakładała ona odroczenie jego pensji, dzięki czemu można było zarejestrować np. Inakiego Penę.

Miała ona też oznaczać zmniejszenie wynagrodzenia bramkarza po 2025 roku. W zamian ter Stegen dostał bezpieczną przyszłość, a przynajmniej… tak się wtedy wydawało. Pięcioletni kontrakt dla 31-letniego bramkarza okazał się bardzo problematyczny dla klubu, również ze względu na późniejsze kłopoty zdrowotne zawodnika, co też wpływało na opinię wśród kibiców. Ter Stegen zarabiał, choć nie grał, gdy Barcelonie permanentnie brakowało pieniędzy i pewności w bramce.

Wszystko to zmierzało w złym kierunku. Gdy rozorany kontuzjami ter Stegen zaczął nie dojeżdżać sportowo, wszystkie jego przywary osobiste zaczęły być dla kibiców drażniące, aż w końcu stały się nie do zniesienia. Niemiec dalej był też symbolem przegranej epoki, gdy fani chcieli ruszyć do przodu z nowym projektem. Kupno Joana Garcii i wyczyny tego bramkarza już w pierwszym sezonie w klubie potwierdzały słuszność założenia, że Barca potrzebuje kogoś wyjątkowego na tej pozycji. Ter Stegen stał się zbędny. Problem w tym, że nie potrafił zrozumieć, że jego czas po prostu przeminął.

Ter Stegen i jego problem z przemijaniem

Ter Stegen jeszcze przed przybyciem Joana Garcii uparcie utrzymywał stanowisko, że chce walczyć o miejsce w składzie. Miał w tym zakresie niefortunne wypowiedzi, jak ta pomijająca Wojciecha Szczęsnego w gronie bramkarzy na kolejny sezon. To właśnie wtedy kibice mogli wyciągnąć z szafy sytuację z Bravo, patrząc na Niemca podejrzliwie.

Kiedy jednak zawodnik nie dojeżdża sportowo, większość czasu spędza u lekarzy, a w dodatku zachowuje się tak arogancko, jest to wzorowy przepis na wizerunkową katastrofę. Zwłaszcza że ter Stegen nie mógł poprawić notowań i czerpać fruktów z sukcesów drużyny Hansiego Flicka, bo stracił cały poprzedni sezon z powodu kolejnej kontuzji kolana. A Wojciech Szczęsny – po angażu w Barcelonie z krótkiego bezrobocia – budził raczej pozytywne skojarzenia.

Przeciwieństwa

Na niekorzyść – i to ogromną – ter Stegena działało to, że w samej Barcelonie kibice mogli bezpośrednio porównywać postawę jego i Wojciecha Szczęsnego w roli zmiennika. Polak po prostu emanuje poczuciem zespołowości. Jest fantastycznym kolegą, weteranem doradzającym młodym, piłkarzem, który buduje szatnię. Wspierał prywatnie i publicznie wszystkich konkurentów – Inakiego Penę, który był od niego słabszy, Joana Garcię, który jest od niego lepszy, a nawet samego ter Stegena, o czym będzie mowa za chwilę.

Być może niemiecki golkiper też jest lubiany i ceniony w szatni, świadczyłyby o tym zresztą różne wypowiedzi zawodników Blaugrany i otrzymanie opaski kapitańskiej. Sam Raphinha mówił, że ter Stegen zawsze mu pomagał i nawet jeśli nie jest już kapitanem oficjalnie, to pozostanie wyjątkową osobą dla całej szatni i gdyby on miał wybierać, to właśnie jemu dałby opaskę. Pochlebnie wypowiadał się też Szczęsny:

Odkąd przybyłem do Barcelony, Marc był bardzo pomocny. Myślę, że nawet przed podpisaniem kontraktu napisał mi wiadomość, że jeśli będę potrzebował pomocy, to mi pomoże. 

I tak mimo wszystko w oczach kibiców porównanie wizerunku Niemca ze Szczęsnym wypada dla tego pierwszego jednoznacznie negatywnie. Ter Stegen jawił się jako zimny, zdystansowany, czasem nawet naburmuszony egocentryk. Może po prostu ma taką ekspresję? Jak najbardziej ma prawo taki być i wcale nie musi to oznaczać druzgocącego wpływu na szatnię. Kibice jednak bardziej postrzegali 33-latka negatywnie, mając ten cały bagaż złych wrażeń związanych z ter Stegenem i pozytywnych co do tego, jak fajnym i pozytywnym gościem jest Polak.

Zresztą, kiedy Niemiec odszedł już na wypożyczenie do Girony, to Szczęsny skomentował mu całkiem miło, żeby pokazał tam wszystkim, jak dobrym jest bramkarzem.

No i fakt, że Szczęsny sam miał zaproponować Hansiemu Flickowi, żeby ter Stegen zagrał z Guadalajarą w Pucharze Króla, doskonale pokazuje, czego brakuje 33-latkowi – zadbania o interes grupowy, pokory i altruizmu. Być może wynika to z tego, że jest na innym etapie kariery niż Polak, który przecież był już z własnej woli na emeryturze, ale też nie ma co się dziwić, że fani woleli mieć w zespole kogoś takiego jak Szczęsny, dobrego ducha zespołu, niż kontrowersyjnego ter Stegen, który zawsze miał problem z zaakceptowaniem bycia numerem 2.

Nie do obrony

Jeżeli Ter Stegen miał jeszcze jakichś obrońców, to wykruszyli się oni po kolejnej kontuzji i operacji pleców 33-latka, gdy doszło wręcz do otwartego konfliktu z Barceloną. Rzecz dotyczyła czasu absencji Niemca. Według klubu miała ona potrwać 4-5 miesięcy, co dawało możliwość wygenerowania oszczędności w Finansowym Fair Play i zarejestrowania w kadrze Joana Garcii. Nieoczekiwanie ter Stegen opublikował oświadczenie, w którym swój czas rehabilitacji oszacował na… 3 miesiące, co uniemożliwiłoby zgłoszenie nowego bramkarza do rozgrywek. Odmówił w tym kontekście podpisania raportu medycznego, niwecząc całą procedurę. 24 lipca 2025 roku napisał:

– Drodzy kibice Barcelony, Z wielką dumą noszę barwy i koszulkę FC Barcelony, zarówno na boisku, jak i poza nim, w chwilach sukcesów i trudnych. Dziś jest dla mnie osobiście trudny dzień. Fizycznie i sportowo czuję się w bardzo dobrej formie, choć niestety nie jestem wolny od bólu. Po intensywnych konsultacjach z zespołem medycznym FC Barcelona i zewnętrznymi ekspertami, najszybszą i najbezpieczniejszą drogą do pełnego powrotu do zdrowia jest operacja kręgosłupa. Po ostatniej operacji kręgosłupa wróciłem na boisko po 66 dniach, czyli prawie 2 miesiącach.

Tym razem lekarze uważają, że konieczne będą środki ostrożności na okres około trzech miesięcy, aby uniknąć ryzyka. Na poziomie emocjonalnym bardzo mi przykro, że nie mogę wspierać drużyny w tym czasie, ale na szczęście rehabilitacja przebiega pomyślnie, a droga powrotna jest jasna. Będę informował Was na bieżąco o postępach w powrocie do zdrowia i chciałbym szczerze podziękować Wam wszystkim, drodzy kibice Barcelony, za to, że zawsze jesteście przy mnie.

Nie martw się, wrócę! Twój, Marc

Powszechnie traktowano to jako pokazanie, że kapitan nie będzie szedł na rękę, zwłaszcza że widzi w tym swój prywatny interes w rywalizacji z Joanem Garcią. Przypominało to walkę o miejsce w składzie nie na boisku, tylko w biurach, jak z Bravo. Gdyby jeszcze weteran miał rację… Tymczasem okazało się, że rzeczywiście leczył się przez cztery i pół miesiąca. Strony w końcu doszły do porozumienia, a klub oddał Niemcowi odebraną wcześniej opaskę kapitańską, ale niesmak wywołany takim zachowaniem pozostał. Zwłaszcza że mowa o kapitanie.

Tego wszystkiego można było uniknąć, gdyby ter Stegen był bardziej wyrozumiały wobec otoczenia i mniej owładnięty własnymi ambicjami. Nie zrobił tego, co przybiło ostateczny gwóźdź do jego trumny wizerunkowej. W tym kontekście sam jest sobie winien.

Ciągnący się temat odejścia przy piętrzących się kontrowersjach też frustrował kibiców, zwłaszcza że dawało to pole do kolejnych plotek transferowych, ukazujących ter Stegena jako upartego, aroganckiego i niepogodzonego z upływem czasu piłkarza. Nie brakowało też innych doniesień prasowych wskazujących na różne złe zachowania 33-latka.

Fanów nie interesowały już obiektywne trudności ze znalezieniem klubu dla długo kontuzjowanego weterana ani jego problemy rodzinne (nie chciał wyjeżdżać daleko, aby nie tracić kontaktu z dziećmi po rozstaniu z ich matką). Zwłaszcza że temat wiązał się też z wysokimi zarobkami. Ter Stegen mógłby zaskarbić sobie sympatię rezygnacją z części wynagrodzenia podczas wypożyczenia do Girony, ale wygląda na to, że tego nie zrobił.

Czas wyleczy rany?

Spiętrzenie się tych wszystkich problemów wizerunkowych sprawiło, że temat ter Stegena stał się przegrany. Nie miał jak oczyścić swojego wizerunku poza murawą, a przecież szans na grę już nie było – Joan Garcia mógłby stracić miejsce tylko w przypadku urazu. Dlatego rozstanie, nawet na średnio korzystnych warunkach, jest dla wszystkich stron potrzebne. Ter Stegen ma szansę na zbudowanie formy, utrzymanie miejsce w składzie reprezentacji na mundial i pokazanie, że nadal jest wartościowym bramkarzem, co być może pomoże mu w końcówce kariery. Z kolei Barca oczyszcza atmosferę wokół zespołu, w którym zamiast nadąsanego Niemca będzie śmieszkujący Polak, a kibice będą musieli znaleźć inny cel dla wyładowania negatywnych emocji.

W każdym razie po tym wszystkim, co się wydarzyło, wydaje się, że drogi powrotu już nie ma, sprawy zaszły za daleko. Kibice nie pogodzą się z Ter Stegenem, tak jak on sam nie potrafił pogodzić się z upływem czasu i utratą pozycji. Tylko poczucie dystansu i czas mogą sprawić, że te dobre chwile z niemieckim bramkarzem wrócą do łask i nieco zrównoważą obecne, jednoznacznie negatywne nastawienie fanów Barcy wobec zasłużonego zawodnika.

DARIUSZ MARUSZCZAK, FCBARCA.COM

CZYTAJ WIĘCEJ O BARCELONIE NA WESZŁO:

Fot. Newspix

3 komentarze

Najnowsze

Reklama

La Liga

La Liga

Lewandowska: Gdy Robert skończy karierę, zajmie się dziećmi

Mikołaj Duda
20
Lewandowska: Gdy Robert skończy karierę, zajmie się dziećmi
Reklama
Reklama