Ważny gol, mnóstwo cennej pracy w destrukcji, no i zwycięstwo po przeszło 140 dniach niemocy. Rafał Adamski zaliczył naprawdę obiecujący debiut w barwach Legii Warszawa w sobotnim starciu z Wisłą Płock (2:1). Z obsypywaniem go komplementami nie ma co przesadzać po zaledwie jednym spotkaniu, to jasne, ale jeżeli były piłkarz Pogoni Grodzisk Mazowiecki zdoła utrzymać ten poziom boiskowej pracowitości na stałe, to pewnie wkrótce trudno będzie sobie wyobrazić jedenastkę Wojskowych bez niego. Marek Papszun uwielbia takich napastników.
Wiele wskazuje na to, że rosły 24-latek może zostać w Legii, jak to się zwykło określać, żołnierzem Papszuna.
Rafał Adamski w Legii Warszawa. Burzliwe okoliczności transferu
Umówmy się – na papierze transfer Rafała Adamskiego do Legii Warszawa nie wyglądał zbyt imponująco, zwłaszcza w zestawieniu z letnią ofensywą transferową Wojskowych. Ot, napastnik wyciągnięty z 1. ligi, z klubu ściśle współpracującego z Legią, który Ekstraklasy już kiedyś liznął i raczej w niej nie poszalał. Na dodatek nie mówimy o piłkarzu bardzo młodym. Adamski nie jest przecież nastolatkiem, w listopadzie będzie obchodził 25. urodziny.
Do tego trzeba dodać dość – ujmijmy to – dziwaczną otoczkę tego transferu. Mówiło się o nim bowiem od dłuższego czasu, lecz działacze z Łazienkowskiej jakoś nie potrafili dopiąć transakcji. W końcu o kulisach negocjacji opowiedział Piotr Wołosik z „Przeglądu Sportowego”.
— Legia rozglądała się za wzmocnieniami tej zimy, w tym oknie transferowym. Próbowała sprowadzić ofensywnego zawodnika, napastnika. Podczas rozmów podkreślała, że nie ma pieniędzy, ale zapłaci pieniędzmi, uwaga, z udziału Legii w pucharach. W Pucharze Polski też nie ma Legii. To jest po prostu, już naprawdę… Błazeństwo w tym klubie osiągnęło szczyty. Tabeli nikt nie ma przy Łazienkowskiej? – ironizował dziennikarz podcaście Ofensywni. Jego wypowiedź uzupełnił Marek Wawrzynowski: — Chcieli kupować napastnika z Grodziska, Rafała Adamskiego, w trzech ratach po 40 tysięcy złotych Ludzie… Tamci oczywiście odmówili.
Legia nie dogadała się z napastnikiem. Był za drogi
Wszystko układało się zatem w pożałowania godny obrazek.
Legia po katastrofalnej rundzie jesiennej rozpoczęła zmagania w Ekstraklasie od równie złych rezultatów. Marek Papszun nie odczarował drużyny. Mileta Rajović jak nie strzelał goli wcześniej, tak nie strzelał dalej. I wtedy, w roli potencjalnego wybawcy dołącza do zespołu piłkarz z 1. ligi. Ściągany na dodatek w wielkich bólach.
Co tu dużo gadać, mocna degrengolada klubu „znającego przepis na mistrzostwo Polski”.

Rafał Adamski był rewelacją 1. ligi. Zapracował na transfer do Ekstraklasy
Sam Adamski nie był jednak rzecz jasna niczemu winny. On naprawdę rzetelnie zapracował na kolejną szansę w najwyższej klasie rozgrywkowej, notując 11 goli i 8 asyst w barwach Pogoni Grodzisk Mazowiecki, która była jedną z rewelacji rundy jesiennej na zapleczu Ekstraklasy.
– Adamski był punktem odniesienia ataków Pogoni. W jej systemie potrzebujesz wysokiego napastnika, który dobrze gra głową i taki jest Adamski. Potrzebujesz takiego, co dobrze współpracuje z ofensywnymi pomocnikami i taki też jest Adamski. Nie dziwi więc, że wiele klubów się nim interesuje, także zagraniczne. Jak na ten poziom, niech to będzie podkreślone, jest kompletnym napastnikiem. Niewielu się spodziewało, że pokaże on tyle atutów technicznych – to nie był tylko „target man”, on jest bardzo wszechstronny – tłumaczył nam dziennikarz Michał Zachodny, pracujący przy 1. lidze na antenie TVP Sport.
I dodał, że Adamski jest piłkarzem dobrze zaznajomionym z systemem gry, jaki od lat preferuje Marek Papszun.
– Pod tym względem łatwo sobie Adamskiego wyobrazić w tym układzie, grał w tym systemie już w Pogoni. Można jednak wskazać potencjalne zagrożenia – przeniósłby się z meczów rozgrywanych przy jednej trybunie w Pruszkowie do walki o większe cele, nawet jeśli pozycja wyjściowa Legii jest bardzo zła. Do takich klubów i w takich momentach szukasz raczej sprawdzonych kart, a nie piłkarza, co miał w przeszłości nieco ponad dwadzieścia meczów w Ekstraklasie.
Wygląda jednak na to, że Adamski w Legii poczuł się jak ryba w wodzie.

Rewelacyjny debiut Rafała Adamskiego. Nie chodzi tylko o gola
23 minuty – tyle czasu zajęło 24-latkowi upolowanie pierwszego gola w nowych barwach.
Adamski trafił do siatki już w debiucie, który przypadł na sobotnie spotkanie ligowe z Wisłą Płock. I była to ważna bramka, bo otwierająca wynik spotkania. Pewnie nowy snajper Wojskowych nie będzie zaliczał tego gola do najpiękniejszych, jakie zdobył w karierze, ale z drugiej strony – niepewne interwencje bramkarza również trzeba umieć wykorzystać, prawda? Choćby poprzez znalezienie się w odpowiednim czasie, w odpowiednim miejscu pola karnego. Tak się akurat składa, że Legia ma w składzie napastnika, za którego zapłaciła rekordowe pieniądze, a który ma niemałe problemy z zamienianiem na gole nawet najprostszych okazji strzeleckich.
O ofensywnej indolencji Legii niech zresztą zaświadczy fakt, że Adamski dzięki bramce wbitej Nafciarzom traci już tylko dwa gole do najlepszego strzelca stołecznej drużyny w bieżącym sezonie ligowym. Jest nim bowiem nie kto inny, tylko właśnie Mileta Rajović ze swoim oszałamiającym dorobkiem trzech trafień. Po dwa gole w lidze mają Kapustka, Wszołek, Colak, Krasniqi i Biczachczian. Po jednej bramce: jedenastu piłkarzy, w tym Adamski.
Legia prowadzi z Wisłą Płock! 🔥
Rafał Adamski w świetnym stylu przedstawił się kibicom z Warszawy 💪
📺 Oglądaj w CANAL+: https://t.co/ggj8f4RI2h pic.twitter.com/OlLObwUvGS
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) February 21, 2026
Zostawmy jednak na moment z boku gola, bo w sumie to nie w ten sposób Adamski najmocniej wyróżnił się w starciu z podopiecznymi Mariusza Misiury. Napastnik Legii przede wszystkim ten mecz – jak to się mówi – wybiegał. Dosłownie. Przebiegł ponad 12 kilometrów (najwięcej w zespole), wykonał 13 sprintów (najwięcej w zespole), rozwinął maksymalną prędkość 31,64 km/h (najwyższą w zespole). Trudno nawet stwierdzić, by zagrał w tym spotkaniu jako dziewiątka. Tę rolę wziął na siebie – jak zawsze znacznie mniej ruchliwy i na ogół bezproduktywny – Mileta Rajović. Natomiast Adamski kąsał zawodników Wisły w rozmaitych sektorach boiska, w stylu dość typowym dla wielu ofensywnych „żołnierzy Papszuna”. Wygląda na to, że trener Legii z miejsca zrekrutował 24-latka do swojej armii.
Było to szczególnie cenne właśnie w takim meczu, jak ten z ekipą z Płocka, kiedy to rywale Legii zauważalnie przeważali w posiadaniu piłki i zawodnicy teoretycznie ofensywni musieli długimi okresami wspierać swoich kolegów z formacji obronnej w odbiorze czy przynajmniej asekuracji.
Adamski w sobotę wygrał aż siedem pojedynków w defensywie, zaliczył dwa odbiory i dwa skuteczne wybicia futbolówki.

Rafał Adamski – nowy żołnierz Marka Papszuna
– Przede wszystkim gratulacje dla Rafała, bramka w debiucie i myślę, że udany mecz. Wytrzymał do końca pod kątem fizycznym. Ekstraklasa to, podejrzewam, że wyższe tempo meczu niż w 1. lidze. Dał z siebie naprawdę dużo – powiedział Papszun po meczu. I już zaznaczył, że ten transfer otwiera przed drużyną nowe możliwości taktyczne, w ramach których Adamski będzie wykorzystywany jako cofnięty, a nie wysunięty napastnik. – Zakładałem ten system, tylko nie mieliśmy trzeciego napastnika. Stąd korzystaliśmy z tego rozwiązania tylko okresowo. Dzisiaj mogliśmy wyjść w ten sposób od początku, bo na ławce był jeszcze Colak. Możemy dzisiaj już trochę manewrować tymi ustawieniami i to jest też atut. Możemy zagrać trochę pod przeciwnika, pod zarządzanie meczem, pod wynik danego spotkania.
– To daje nam większe pole manewru – podsumował trener Wojskowych.
Oczywiście nie ma co przesadzać z zachwytami po jednym meczu. Ale był to debiut naprawdę udany i bardzo obiecujący. Bo w swojej obecnej sytuacji Legia z całą pewnością potrzebuje graczy gotowych, by na boisku po prostu ostro harować. No i Adamski już udowodnił, że takiej ciężkiej orki na murawie się nie boi.
CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:
- Fajnie, Widzew ściąga Kapuadiego. Tylko po co?
- Papszun: Pomogłem drużynie wygrać mecz. Oby częściej takie decyzje
- Legia oddała sześć strzałów, ale wygrała. Koniec żenującej serii
- Legia ma nowy sposób na kryzys. Nietypowe metody
fot. NewsPix.pl