Legia ma swój Real, dla Norwegów to będzie Bayern

Mikołaj Duda

13 października 2026, 23:43 • 3 min czytania 0

Reklama
Legia ma swój Real, dla Norwegów to będzie Bayern

Doskonale pamiętamy, jak 10 lat temu (ależ to zleciało) Legia przy Łazienkowskiej remisowała z Realem Madryt. Kibice z Warszawy obudzeni w środku nocy zapewne będą potrafili ze szczegółami opisać gole Miroslava Radovicia, Vadisa Odiji-Ofoe oraz Thibaulta Moulina. Norweską wersją Królewskich został właśnie Bayern Monachium, który odwrócił losy meczu, ale i tak sensacyjnie stracił punkty w Skandynawii. Antybohaterem Bawarczyków został Michael Olise.

Reklama

W ostatnich sezonach zdążyliśmy się przyzwyczaić, że do Ligi Mistrzów jest w stanie awansować, a nawet wyjść do fazy pucharowej, Bodo/Glimt. W tym roku do rywala doskonale znanego polskim klubom dołączył Viking Stavanger, który właśnie sprawił niemałą sensację. Po szalonym boju zatrzymał Bayern Monachium. Skończyło się remisem, chociaż w pewnym momencie Norwegowie mogli liczyć na zgarnięcie kompletu punktów.

Szalony mecz w Lidze Mistrzów. Norwegowie mają swój Real Madryt

Jesteśmy więcej niż przekonani, że przez wiele kolejnych lat w domach wszystkich fanów Vikinga będzie toczyła się dyskusja, co by było gdyby… Gdyby udało się pokonać mistrza Niemiec, do czego wcale tak wiele nie brakowało. Po pierwszej połowie gospodarze sensacyjnie prowadzili i to 2:0! Do siatki Bawarczyków trafili Gianni Stensness oraz Peter Christiansen.

No i to się nazywa wycisnąć maksa, bo gospodarze stworzyli sobie raptem trzy okazje, a to goście byli nieskuteczni. Choć też nie przesadzajmy – Bayern niby miał piłkę, ale wcale tych szans wiele nie kreowaał. Najlepsze zmarnowali Luis Diaz i Harry Kane. Chociaż Kolumbijczyk bardziej pokazał indywidualny kunszt, robiąc akcję „odwrotną” do Robbena – drybling, zejście do środka, ale z lewej strony i załadowanie po długim. Arild Ostbo końcami palców zbił piłkę na rzut rożny.

Jednak już Kane uderzył z czterech metrów z główki… prosto w ręce bramkarza. I było to dosłownie trzy minuty przed golem Vikinga na 2:0 (swoją droga, wybitna kontra na kilka podań).

Reklama

Po przerwie marzenia Norwegów o sensacyjnym pokonaniu niemieckiego hegemona legły w gruzach. Już po pierwszym kwadransie po wznowieniu gry był remis za sprawą dwóch trafień Harry’ego Kane’a, w tym jednego z rzutu karnego (Anglik i spółka mogą się cieszyć, że na prowadzenie ich meczu nie zostali wysłani sędziowie z Polski, bo przy ich ostatniej formie, to kto wie, jakby to się skończyło).

W każdym razie niedługo później piłkę do siatki wbił jeszcze Luis Diaz i w tym momencie mogło się wydawać, że to koniec marzeń graczy mistrza Norwegii o pierwszej zdobyczy na poziomie Ligi Mistrzów. Swoją drogą, to Kane także miał ogromny udział przy trzecim golu. Choć nie znajdziemy go w rubryce asyst, to on przeszywającym podaniem nad głowami pięciu czy sześciu rywali wypuścił Konrada Laimera, a ten wyłożył piłkę do Diaza.

Reklama

Pomocną dłoń do rywala postanowił wyciągnąć jednak Michael Olise, który wyleciał z boiska za dwie żółte kartki. A dodajmy, że drugą z nich otrzymał za… rzucenie piłki w twarz rywala.

Wyjątkowo głupie zagranie się zemściło. Już w 90. minucie gry Herman Johan Haugen przeskoczył w pojedynku główkowym totalnie wściekłego Alphonso Daviesa i zapewnił Vikingowi pierwszy punkt w Lidze Mistrzów. Mimo że mistrz Norwegii wypuścił z rąk dwubramkowe prowadzenie, to mecz tak się ułożył, że raczej powinien być zadowolony z końcowego wyniku. Przed pierwszym gwizdkiem w końcu taki wynik brałby w ciemno.

Reklama

A Olise nie tylko pomógł Vikingowi, ale i wykartkował się ze szlagierowego meczu z Arsenalem w przyszłą środę…

Viking – Bayern Monachium 3:3

  • 2′ Stensness – 1:0
  • 38′ Christiansen – 2:0
  • 54′ Kane (karny) – 2:1
  • 60′ Kane – 2:2
  • 71′ Diaz – 2:3
  • 90′ – Haugen 3:3

Fot. Newspix

0 komentarzy
Mikołaj Duda

Legenda w rodzinie głosi, że piłka podobno towarzyszyła mu już podczas narodzin. Jego pierwsze wspomnienia sięgają do MŚ w Brazylii w 2014 roku, kiedy jako siedmiolatek z zafascynowaniem oglądał jak przyszły piłkarz Górnika Zabrze sięga po trofeum. 100% na 100% jego uwagi zajmuje polska piłka. Przy trzeciej godzinie monologu o rezerwowym Radomiaka jego słuchacze często tracą cierpliwość. We wtorek i środę zbiera siły przed czwartkowym wieczorem, spędzanym wspólnie z jego ulubioną Ligą Konferencji. Gdy ktoś się go zapyta o piłkarza o imieniu Lamine, to bez zawahania odpowie Diaby-Fadiga

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama
Piłka nożna

Polki zrobiły duży krok w stronę mundialu. „Belgijki niczym nie zaskoczyły”

Duda  &  Radomski
0
Polki zrobiły duży krok w stronę mundialu. „Belgijki niczym nie zaskoczyły”

Liga Mistrzów

Reklama