Szwedzi przed meczem z Polską muszą przełknąć wyjątkowo gorzką pigułkę – z powodu kontuzji nie zagra Alexander Isak. Gwiazda Liverpoolu wypadła ze zgrupowania, a Graham Potter będzie musiał przemeblować ofensywę. Nieobecność Isaka to jednak niejedyny problem naszych rywali, bo lista szwedzkich absencji jest znacznie dłuższa, a w tle pojawia się również ciekawy wątek Patrika Walemarka z Lecha Poznań. O sytuacji gospodarzy opowiedział nam urodzony w Szwecji dziennikarz SVT Kamil Bocheński, którego mama jest Polką.
Od wczesnego niedzielnego popołudnia Szwedzi żyją brakiem Alexandra Isaka. Ze względu na uraz przeciwko Polsce zabraknie napastnika Liverpoolu, który strzelił gola w wygranym przez Szwecję meczu z Rumunią 2:1. – Dzięki temu od trzech punktów rozpoczęli oni przygodę w Lidze Narodów – mówi Kamil Bocheński. – To potężna strata. W Liverpoolu strzelił w tym sezonie kilka goli, więc przyjechał z lepszą formą. Wszyscy myśleli, że po poprzednim roku uporał się już z kontuzjami. Polacy mają jednego bardzo dobrego piłkarza mniej do analizy.
Szwedzi stracili Isaka. „Wszyscy myśleli, że uporał się już z kontuzjami”
Po jednym ze starć z Rumunią, palec u nogi Isaka mocno krwawił i aby mocniej nie nadwyrężać jego zdrowia podjęto decyzję o tym, że do końca zgrupowania 27-latek nie wystąpi już w żadnym z meczów. Wrócił do Liverpoolu i tam będzie przechodził dalsze leczenie. – Dowołany został Paulos Abraham z Hammarby, ale to zupełnie inna klasa – nie ma wątpliwości Bocheński. W pierwszym składzie selekcjoner Graham Potter zapewne zdecyduje się umieścić Viktora Gyokeresa. To najlepszy strzelec Arsenalu w poprzednim sezonie, z którym zdobył mistrzostwo Anglii i zagrał w finale Ligi Mistrzów.
– Polacy zapamiętali go dobrze z decydującego gola w barażach o mundial. To dzięki niemu Szwedzi zagrali na turnieju, a okrzyk kibiców „Jaaaa” po dwukrotnym jęku zawodu w ostatniej minucie przeszedł do legendy. Teraz też strzelił gola z Rumunią, choć Potter czasem miał problem, jak odpowiednio wykorzystać potencjał, kiedy Isak i Gyokeres są razem na boisku – zauważa Bocheński. Zapewne gracz Kanonierów będzie jedynym napastnikiem, a dookoła niego pojawią się ofensywni pomocnicy.
Duże szanse na występ ma Benjamin Nygren z Celticu, ale nadzieje mogą być rozbudzone także u Patrika Walemarka z Lecha Poznań. Brak Isaka to przecież nie jedyna ważna absencja w składzie Szwedów. Już wcześniej było bowiem wiadomo, że nie zagra Anthony Elanga z Newcastle United, który również doznał kontuzji.
– Rodzina Walemarka jest bardzo znana w Szwecji. Jego dziadek, tata i wujkowie tworzyli w latach 90. klub Ljungskile SK, który awansował do ekstraklasy. Zwłaszcza jego wujek dokonał czegoś niezwykłego. Jest jedynym piłkarzem, który strzelał gola na każdym szczeblu ligowych rozgrywek aż do samej Allsvenskan – opowiada Bocheński.
– Patrik opowiadał ostatnio o tym, dlaczego zniknął ze szwedzkiej kadry. Zadebiutował co prawda teraz przeciwko Rumunii, kiedy wszedł na 13 minut, ale był już powołany 4 lata temu jako zawodnik Feyenoordu. Trochę się otworzył, mówił o problemach mentalnych na początku w Holandii i tym, że był testowany przez kolegów. Śmiali się choćby z jego fryzury, kiedy raz przyszedł nieuczesany na śniadanie. Wtedy brał wszystko do siebie, a teraz patrzy już na to wszystko inaczej. Odbudował się w Lechu i Graham Potter to docenił – mówi nasz rozmówca.

Angielski selekcjoner to człowiek niezwykle doceniany w Szwecji. W przeszłości z klubem Ostersunds przeszedł drogę z czwartej ligi do zdobycia Pucharu Szwecji i gry w fazie pucharowej Ligi Europy. Jego ekipa była nawet wtedy w stanie pokonać Arsenal 2:1, choć w dwumeczu to zespół Arsene’a Wengera był lepszy wygrywając 4:2. Dzięki takim osiągnięciom wypromował się jednak do pracy w Premier League, gdzie prowadził Brighton, Chelsea oraz West Ham.
Kiepski okres w ekipie Młotów sprawił jednak, że wypadł nieco z angielskiego obiegu i praca w Skandynawii była dla niego możliwością do odbudowy nazwiska. Układ potrzeb był jednak idealny, bo Szwedzi również poszukiwali nowego impulsu po tym, jak pod wodzą Jona Dahla Tomassona zdobyli tylko dwa punkty w eliminacjach do mundialu. Dzięki wygraniu dywizji C Ligi Narodów mogli jednak zagrać w barażach o awans na mundial.
– Potter scalił kadrę i ożywił atmosferę. Kiedy Walemark pojawił się na zgrupowaniu pytał, przy jakim stoliku może usiąść, a koledzy odpowiadali mu, że przy każdym, bo to nie ma żadnego znaczenia. Wszyscy stanowią zgraną paczkę. Podczas mundialu pojechali choćby na rodeo do Teksasu, krążyły z tego filmiki. Awans na turniej przyniósł tak długo oczekiwany uśmiech w szwedzkim futbolu. Choćby niebieska koszulka mundialowa dopiero tydzień temu znowu została wypuszczona na rynek, bo wcześniej bardzo szybko została wyprzedana – mówi Bocheński.
Mimo wszystko, tłumów na stadionie nie należy się spodziewać. Może ma na to wpływ poniedziałkowa pora, być może niższa ranga rozgrywek, a być może fakt, że szwedzki kibic szybko przyzwyczaja się do dobrego. Według Bocheńskiego na trybunach zasiądzie maksymalnie około 25 tysięcy kibiców.
W ekipie naszych rywali poza Isakiem czy Elangą zabraknie również kontuzjowanych obrońców. Są to Erik Holm, Hjalmar Ekdal czy Isak Hien. Z gry w reprezentacji zrezygnował również bramkarz z marcowego barażu – doświadczony Kristoffer Nordfeldt. Prawdopodobnie między słupkami stanie więc Viktor Johansson ze Stoke. Początek rywalizacji na Strawberry Arenie w Solnej o godzinie 20:45. Wcześniej polecamy zajrzeć do naszego vloga prosto z miejsca wydarzeń.
ZOBACZ RÓWNIEŻ
fot. Newspix