Szef zespołu F1 poszedł po bandzie. „Może jutro będę w aktach Epsteina?”

Marcin Ziółkowski

19 lutego 2026, 19:45 • 4 min czytania 4

Szef zespołu F1 poszedł po bandzie. „Może jutro będę w aktach Epsteina?”

Toto Wolff to bardzo doświadczony biznesmen i jednocześnie szef zespołu F1. Od ponad dekady odnosi on mnóstwo triumfów na torze z Mercedesem. Wydaje się, że czas sukcesów jego podopiecznych powraca. Austriak posiadający polskie korzenie nie wytrzymał na jednej z konferencji prasowych. Jest on już znużony ciągłym podważaniem legalności osiągów jego zespołu. W zaistniałej irytacji nawiązał… do niesławnych akt Epsteina.

Reklama

Szef wielokrotnych mistrzów świata F1 przekroczył granicę?

Na początek wspomnijmy czym są akta Epsteina. Nieżyjący już producent filmowy Jeffrey Epstein został skazany wiele lat temu za m.in. wykorzystywanie seksualne nieletnich. Wśród wspomnianych jest choćby były polski tenisista Wojciech Fibak. Nie brakuje tam najbardziej znanych ze swoich dziedzin osobistości – we wstydliwych zapiskach widnieją także Donald Trump czy Bill Clinton.

Wojciech Fibak obecny w aktach Epsteina

Reklama

Toto Wolff w przypływie emocji nawiązał do wspomnianych dokumentów. Cały czas bowiem ma wrażenie, że oskarża się jego zespół o robienie rzeczy niezgodnych z przepisami. Chodzi o sprawy nowej jednostki napędowej czy ostatnie doniesienia na temat legalności paliwa wytwarzanego przez Petronas.

Powiedziano nam, że stopień sprężania jest czymś, co było u nas nielegalne, co jest kompletną bzdurą. Teraz pojawia się kolejna historia, że nasze paliwo jest nielegalne. Nie wiem, skąd to się bierze i znowu zaczyna się nakręcać.

Może jutro wymyślą coś innego? Nie wiem, może że byłem w aktach Epsteina? Bóg jeden wie. Widzę, że nie spodobało ci się, co powiedziałem. Ja byłem za młody… W sumie już żałuję, że to powiedziałem – zakończył Wolff.

Słowa Austriaka bardzo zaskoczyły (i – o zgrozo, rozśmieszyły) nie tylko obecnych na konferencji prasowej, ale także wielu internautów. Według Erika van Harena, który jest świetnym źródłem informacji, jeśli chodzi o sprawy związane z Maksem Verstappenem, Wolff miał nie żałować powiedzenia tego komentarza. Jego PR manager nie był jednak zadowolony, że takie zdanie padło podczas konferencji.

Mercedes od wielu miesięcy był uznawany za faworyta do zwycięstw w ramach nowych regulacji technicznych. Dało się jednak wyczuć, że przewaga, potencjalnie związana ze wspomnianym już stopniem sprężania w jednostce napędowej, nie jest tak duża, na co wskazywała postawa Wolffa.

Dlaczego ten temat jest tak istotny? Inżynierowie zespołu pracującego w Brixworth opracowali trik, który wykorzystuje lukę w przepisach. W padoku uznano, że jest to szansa na zbudowanie sobie przez Mercedesa sporej przewagi w osiągach. W ostatnim czasie można było więc zaobserwować polityczne przepychanki w temacie, stąd pogorszenie humoru u szefa Mercedesa.

Wygląda jednak na to, że dojdzie do kompromisu. Mercedes ma wykonywać pomiary sprężania podczas pracy silnika przy 130 stopniach Celsjusza, ale dopiero od początku sierpnia. Do tego czasu będą mogli robić je po staremu, czyli przy niskich temperaturach. W praktyce może to oznaczać wyraźną przewagę zespołów używających jednostkę napędową Mercedesa przez znaczną część nowego sezonu.

Wyścig w Australii coraz bliżej

Do końca zimowych testów przed rozpoczęciem kampanii 2026 pozostała już tylko jedna ośmiogodzinna sesja testów. Coraz lepiej poczyna sobie choćby zespół Audi, który zaczął wykonywać symulacje wyścigów. Problemy nie opuszczają z kolei Astona Martina. Nowa jednostka napędowa Hondy przypomina Fernando Alonso o starych koszmarach.

Regularnie psujący się motor brzmiał co najmniej tak głośno, jak skrywana w garażu krajzega używana na pełnych obrotach do cięcia drewna. Alonso, Adrian Newey i Lawrence Stroll mają się czym martwić. Pod kątem nowego auta mało co się zgadza.

Pierwszy wyścig sezonu F1 odbędzie się na torze Albert Park już 8 marca. Po raz pierwszy od 2016 roku na gridzie pojawi się nowy zespół – Cadillac. Po ponad dekadzie będą też w stawce 22 samochody.

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

Fot. Newspix

4 komentarze
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Formuła 1

Formuła 1

25 momentów polskiego sportu na ćwierćwiecze. Część I: Małysz, piłkarze i Kubica

Sebastian Warzecha
18
25 momentów polskiego sportu na ćwierćwiecze. Część I: Małysz, piłkarze i Kubica
Reklama
Reklama