To dopiero zmora Sportingu. Trzy wygrane w siedem lat

Maciej Bartkowiak

Opracowanie:Maciej Bartkowiak

22 października 2026, 12:13 • 3 min czytania 0

Reklama
To dopiero zmora Sportingu. Trzy wygrane w siedem lat

Gdzie można było przerwać serię dziesięciu meczów bez wygranej w fazie zasadniczej europejskich pucharów, jak nie ze swoim ulubionym europejskim przeciwnikiem? Na przestrzeni ostatnich siedmiu lat zagrali ze sobą czterokrotnie, a z trzech ostatnich spotkań Sporting wracał na tarczy. Co więcej, w każdym z tych meczów Lizbończycy musieli przyjmować na klatę minimum trzy ciosy.

Reklama

Z nikim innym LASK Linz nie mierzył się w europejskich pucharach tak często, jak ze Sportingiem.

Czarno-Biali z Lwami spotkali się szósty raz w historii, a czwarty raz na przestrzeni ostatnich siedmiu lat. Poprzednie dwie rywalizacje miały miejsce w 1969 roku w ramach Pucharu Miast Targowych, którego jednak UEFA nie uznaje za swój oficjalny turniej. Wtedy w Lizbonie gospodarze wygrali 4:0, w rewanżu było 2:2. Kolejne spotkanie tych klubów miało miejsce równo 50 lat i dwa dni później – w fazie grupowej Ligi Europy.

Stali się zmorą Sportingu

Tak jak pół wieku wcześniej, na Alvalade górą byli gospodarze, choć goście już po kilkunastu minutach sensacyjnie prowadzili. Po przerwie jednak Sporting w parę minut odwrócił wynik, a udział przy obu miał Bruno Fernandes. Na tym jednak dobra passa Lwów z tym rywalem dobiegła końca. Wszystkie kolejne trzy starcia przegrali, z czego dwa u siebie. W każdym z tych meczów Austriacy strzelali min. trzy gole.

Reklama

W grudniowym rewanżu LASK wygrał przed własną publicznością 3:0, dzięki czemu zajął pierwsze miejsce w grupie. Do Austrii Sporting leciał z dwupunktową przewagą, więc do utrzymania rozstawienia w losowaniu 1/16 finału wystarczyło zremisować. No i się nie udało.

Rozstawiony został jednak LASK – dostał AZ, pokonał je w dwumeczu i awansował do 1/8. Inna sprawa, że tam dostał oklep w dwumeczu od Manchesteru United 1:7. Sporting tymczasem trafił na Basaksehir, który w tamtym sezonie sięgnął po swoje jedyne mistrzostwo kraju. Turcy wygrali dwumecz 5:4.

Sporting rozgrywki 2019/20 skończył na czwartym miejscu (najgorszym od siedmiu lat) i musiał przebijać się przez eliminacje Ligi Europy. W play-offach trafił na – a jakże – LASK. Jako że trzeba było gonić po lockdownie, w tych eliminacjach Ligi Europy rozgrywano tylko jeden mecz i to bez publiczności. Na pustym Alvalade goście wygrali aż 4:1. To jedyny na przestrzeni ostatnich 20 lat sezon, w którym Sportingu zabrakło w fazie zasadniczej europejskiego pucharu. Przynajmniej klęskę w Europie Lwy powetowały sobie mistrzostwem kraju.

Reklama

Przerwali fatalną serię

Teraz do tej wyliczanki dorzucamy środowy mecz trzeciej kolejki fazy ligowej Ligi Mistrzów. Zaczęło się znakomicie, bo już w piątej minucie piłkarze Ruiego Borgesa prowadzili po karnym Luisa Suareza. Kolumbijczyk strzelił na początku i strzelił także w końcówce podstawowego czasu gry. Ale drugi gol tylko podłączał jego zespół do tlenu. W międzyczasie LASK został dopiero drugim austriackim klubem, który w meczu Ligi Mistrzów zdobył trzy bramki. Wcześniej sztuka udawała się jedynie RB Salzburg, z czego raz jeszcze pod nazwą „Austria”.

LASK odniósł nie tylko pierwsze zwycięstwo w Lidze Mistrzów, ale też przerwał serię dziesięciu meczów bez wygranej w fazie zasadniczej europejskiego pucharu. Aż siedem z tych spotkań Czarno-Biali przegrali.

Reklama

Według Football Meets Data wygrana w Lizbonie zwiększyła szanse mistrza Austrii na awans do fazy pucharowej z zaledwie 9 do 29%. Sporting zaś, który przed tą kolejką z kompletem punktów znajdował się na piątym miejscu, ma już tylko 10% szans na skończenie fazy ligowej w TOP8. Przed meczem z LASK-iem szanse te Football Meets Data szacowało na 33%. W następnej kolejce, która odbędzie się na początku listopada, LASK podejmie „chłopców do bicia” z Bratysławy, Sporting natomiast zmierzy się na Stamford Bridge z Szachtarem.

fot. Newspix

0 komentarzy
Maciej Bartkowiak

Przede wszystkim fan uniwersum polskiej piłki i rodowity poznaniak, więc zainteresowanie Ekstraklasą było mu pisane. Kiedy pada zdanie, że "po takich historiach młodzi chłopcy zakochują się w piłce", to czuje się wywołany do tablicy w związku z mistrzostwem Leicester City. W wolnych chwilach lubi zmęczyć się bieganiem, a po nim zasiąść do czytania kryminału.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Liga Mistrzów

Reklama