Kacper Tomasiak… i to tyle. Z tylu reprezentantów Polski możemy być po dzisiejszym konkursie w Innsbrucku zadowoleni. Reszta skakała słabo. Wydarzeniem dnia było z kolei to, że Domen Prevc wreszcie nie wygrał, a co za tym idzie – nie skompletuje triumfu we wszystkich konkursach Turnieju Czterech Skoczni. Ale w całej imprezie pewnie i tak będzie najlepszy.
Najpierw źle posmarowali, potem źle skakali
Wczoraj w kwalifikacjach do konkursu weszła cała piątka Polaków. Ale godzinę później wyszło, że dziś wystąpi tylko czwórka. Bo Paweł Wąsek miał na nartach smar z fluorem. A tych używać nie wolno od kilku lat. Zaskoczeni byli nawet kontrolerzy, którzy mówili, że nikogo do tej pory z powodu złego smaru nie zdyskwalifikowano. Aż trafiło na Polaka.
W kadrze Polski szybko sprawę zbadano, wyszło, że – najpewniej – po prostu zanieczyszczony był produkt, z którego skorzystano, a który w składzie fluoru mieć nie powinien. Przynajmniej tak sprawę wytłumaczono. Kwestia tego, czy będzie to miało jakieś reperkusje dopiero się wyjaśni, ale dla kadry Polski – nie powinno. Bo sytuację wyjaśniano we współpracy z FIS, a że cała czwórka pozostałych naszych zawodników do dzisiejszych zawodów przystąpiła, no to wszystko się zgadza.
Przynajmniej taką mamy nadzieję.
Problem leży jednak w czymś innym – mianowicie w tym, że choć do konkursu Polacy przystąpili, to niemal wszyscy właściwie równie dobrze mogliby zostać pod skocznią. Kamil Stoch i Maciej Kot zgodnie odpadli bowiem w pierwszej serii. Ten drugi skoczył po prostu słabo, pierwszy popełnił kilka błędów, które zadecydowały o tym, że skok mu nie wyszedł, w tym przy lądowaniu. A szkoda, bo Kamil zdawał się w ostatnich dniach odzyskiwać radość ze skakania, a jego próby momentami naprawdę były zadowalające. A dziś wyszło, jak wyszło.
Do drugiej serii wszedł z kolei Dawid Kubacki, ale z 29. wynikiem. A po przerwie skoczył tak, że jeszcze o tę jedną lokatę spadł. Punkcik jest, jest też drugim najlepszym Polakiem w dzisiejszym konkursie, ale… niewiele to znaczy.
Tomasiak robi swoje
Na szczęście jest Kacper Tomasiak. Chcemy to napisać, podkreślić, zaznaczyć. Bo gdyby nie on, to nasze skoki w tym sezonie byłyby w głębokiej i ciemnej d…ziurze. Dziś Kacper po raz kolejny pokazał, że jest już skoczkiem szerokiej światowej czołówki. Pierwsza seria? 126 metrów, 9. miejsce. Druga seria – o metr dalej i ostatecznie o pozycję wyżej. W dodatku oba te skoki w naprawdę dobrym stylu. Jasne, do najlepszych brakuje jeszcze 3-4 metrów, ale w końcu może się trafić konkurs, gdy i oni spuszczą z tonu.
A wtedy, kto wie, może Kacper powalczy o podium.
Ale spokojnie, akurat jego nikt nie goni. Tomasiak jest młody, ma czas, a fakt, że skacze tak w tym sezonie to coś, co powinno nas po prostu zachwycać. Bo to wyniki ponad stan, lepiej jako junior w historii polskich skoków prezentował się tylko Adam Małysz. Obecnie zresztą niewielu młodych skoczków osiąga takie rezultaty, bo dyscyplina się nieco postarzała. Tymczasem Kacper ma już 284 punkty i jest 11. w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata. Wyżej będzie mu trudno wejść – 10. Stefan Kraft ma już ponad 400 oczek – ale to i tak znakomity rezultat.
🇵🇱Kacper Tomasiak zaczyna się zadomawiać w czołowej „10” zawodów Pucharu Świata. Nie zmarnujmy tego talentu 🙏 #Innsbruck #4hills #skijumpingfamily @Skijumpingpl pic.twitter.com/oGRpSpb5VT
— Adam Bucholz (@Bucholz_Adam) January 4, 2026
W dyszce Kacper jest zresztą, jeśli chodzi o Turniej Czterech Skoczni, właśnie na 10. miejscu. A pozostałych Polaków znaleźć możemy dużo dalej – drugi z nich, Kamil Stoch, zajmuje 21. miejsce. Wychodzi więc, że polskie skoki teraz to Kacper Tomasiak i cała reszta.
A w dodatku ta reszta odstaje.
Pół punktu od hat-tricka
Domen Prevc wygra Turniej Czterech Skoczni. To właściwie pewne. Po trzech z czterech konkursów Słoweniec ma ponad 40 punktów przewagi nad grupą pościgową, właściwie tylko odpadnięcie w kwalifikacjach lub w I serii konkursu w Bischofshofen (pojutrze) mogłoby mu triumf zabrać. Ale nie wygra wszystkich czterech konkursów, bo dziś lepszy okazał się Ren Nikaido (dla Japończyka to pierwsza wygrana w PŚ). Lepszy o… pół punktu.
Cztery na cztery konkursy pozostają więc ideałem, który po raz kolejny jest niedościgniony. A grono skoczków, którym udało się to osiągnąć nadal składa się z trzech postaci: Svena Hannawalda, Kamila Stocha i Ryoyu Kobayashiego. Domen był blisko – jeśli wygra w Bischofshofen możliwe, że będzie najbliżej z całej reszty próbujących – ale jednak nie wygrał.
Choć Złotego Orła za dwa dni podniesie pewnie bez żalu o tę straconą szansę.
Fot. Newspix