Rozmiar ma znaczenie… w locie. O co chodzi z penisami skoczków?

Sebastian Warzecha

09 lutego 2026, 11:33 • 7 min czytania 10

Rozmiar ma znaczenie… w locie. O co chodzi z penisami skoczków?

Skoki narciarskie już od lat są bardzo zależne od tego, jaki ma się sprzęt. Może się okazać, że to słowo ma jednak podwójne znaczenie – chodzić będzie już nie tylko o kombinezon czy narty, ale też o… przyrodzenie. W świecie skoków bowiem po raz kolejny mówi się o tym, że niektórzy zawodnicy mieli je sztucznie powiększać. Po co? Jakie korzyści miałoby to dawać? I czy jest w tym choć ziarnko prawdy?

Reklama

Czy skoczkowie narciarscy powiększają penisy? I jeśli tak: to po co?

Obecne plotki zaczęły się początkiem tego roku, gdy tekst na temat genitaliów skoczków napisał niemiecki „Bild”. Ale tak naprawdę – poszukując źródła – cofnąć można się i o kilka lat. Wówczas wprowadzono do Pucharu Świata nowy rodzaj pomiaru ciała, który oparto na laserowych pomiarach i przeprowadzeniu na jego podstawie odpowiednich obliczeń. Zastąpił on faktyczne, mechaniczne pomiary, nierzadko wymagające dotykania części intymnych.

Reklama

Z miejsca jednak pojawiły się plotki, że niektórzy skoczkowie oszukują na pomiarach, na podstawie których mierzono potem kombinezony w trakcie sezonu. Jak oszukują, spytacie? Ano na przykład tak, że skoro się już ich nie dotyka, to wsadzają w bieliznę glinę, zwinięte bandaże, a nawet sztuczne penisy. Brzmi to śmiesznie? No brzmi. Ale takie rzeczy w świecie sportu się już zdarzały – poczytajcie choćby o tym, jak oszukiwali kolarze w latach 90. i na początku tego stulecia. Kreatywność ludzka nie zna granic.

W każdym razie: w świecie skoków nic z tych plotek nie wynikło. Żadnych nazwisk, żadnych konkretnych sytuacji. Ot, po prostu o tym mówiono – raz szeptem, raz nieco głośniej. Wiadomo, patrząc na kombinezony niektórych zawodników (pozdrawiamy Karla Geigera) wręcz chciało się w to wierzyć. Ale niczego nikomu nie udowodniono.

Natomiast na pewno zaufanie do pomiarów i skoczków szarpnęła mocno afera z norweskimi kombinezonami z ostatnich mistrzostw świata. Nie dziwi więc, że w tym sezonie podobna plotka zyskuje dużo większą popularność.

CZYTAJ TEŻ: SKANDAL W ŚWIECIE SKOKÓW. KRAJE OSZUKUJĄ Z CZIPAMI?

Chce pan luźniejszy kombinezon? Dobrze: parafina czy kwas?

Trener powiedział, że muszę być przygotowany na pytania o zastrzyk do penisa. To dla mnie całkowicie absurdalne. Myślałem, że żartuje – mówił Halvor Egner Granerud dziennikowi „Dagbladet”. Sęk w tym, że nie były to żarty. A przynajmniej nie w pełni. No i – jako się rzekło – nie dziwi, że to właśnie Norwegowie mieli być o to pytani.

Wracając jednak do głównego wątku – w czasie Turnieju Czterech Skoczni tekst na ten temat opublikował niemiecki „Bild”. Dziennikarze gazety sugerowali, że niektórzy z zawodników mieli wykonywać sobie zastrzyki prosto w penisa. Jedni z parafiny, inni z kwasu hialuronowego. I od razu ostrzeżenie: nie róbcie tak. To nie jest bezpieczne. Choć wiadomo, niektórzy mogliby chcieć dorównać kolegom, bo „Bild” twierdził, że „ci bardziej obdarzeni poniżej pasa podobno latają dalej”.

Czy faktycznie tak jest? Trudno stwierdzić. Ale to na pewno możliwe i… możliwe też, że ktoś chciałby w jakiś sposób oszukać pomiary. Niekoniecznie w ten konkretny, ale ogółem – jak najbardziej.

Dlaczego? Bo każdy centymetr w obwodzie materiału może dodać nawet niemal trzy metry w locie! Marco Belloli, dyrektor wydziału mechaniki na Politechnice Mediolańskiej tłumaczył to w rozmowie z agencją Reuters. – To tak, jakby byli szybowcem: im większa powierzchnia skrzydła, tym dalej da się lecieć. Sztuczka polega na tym, by podczas pomiaru zwiększyć pozorną objętość ciała po to, by większy był kombinezon i wzrosła powierzchnia „skrzydła” – mówił.

Co ma z tym wspólnego penis? Ano naturalnie jeśli jest sporych rozmiarów, to kombinezon mógłby osunąć się nieco w dół, dodając i centymetry, i (finalnie) metry. „Bild” twierdził też, że w przeszłości oszukiwano: a to wspomnianą gliną, a to specjalnymi piankami, a to założeniem prezerwatywy.

Wspominał o tym nawet w rozmowie z WeszłoTV Kuba Kot, który przyznał, że sam czasem tak robił. – Sztuczne penisy? Ja akurat takiego asortymentu nie kupowałem. Chyba Michał Korościel pomylił mnie z Krzyśkiem Biegunem. Ale kupowałem inny asortyment i wsadzałem do majtek (śmiech) – mówił były skoczek.

Obejrzyj program z Kubą Kotem:

Jeśli chodzi o czasy obecne, to zastrzyki miały być metodą ostateczną… i nie do końca działały. Bo jeśli już, to penisa pogrubiały, a nie wydłużały.

Niektórych może i by to ucieszyło. Ale w tej sytuacji nie miało większego zastosowania.

Skąd ta potrzeba powiększania… kombinezonu?

Warto tu zaznaczyć, że w skokach nie mogą dziwić próby naginania przepisów. To sport w dużej mierze oparty na sprzęcie i przystosowaniu się zawodnika do niego. Spójrzcie na Pawła Wąska, który wiele na zmianach przed tym sezonem stracił. Zyskał natomiast – choć początkowo twierdzono, że mogą one uderzyć w lotników – Domen Prevc. Wydaje się też, że spadła forma niektórych Niemców, którzy nie mogli już siadać na belce z wielkimi „dzióbkami” z kombinezonów.

Wiadomo, nie każdy taki przypadek musi być skorelowany z kombinezonem. Ale jak najbardziej może.

Generalnie kombinezony na ten sezon są ciaśniejsze. Między innymi właśnie w kroku. Teoretycznie nie pozwalają na manipulację. W praktyce ludzie są kreatywni. I kto wie, co jeszcze wymyślą. W każdym razie: krój zmieniono też w okolicy rękawów i nogawek. Normalizacji uległy również rękawiczki, buty i wkładki. Po zeszłorocznym skandalu zadbano najbardziej, jak tylko się dało, by tego nie powtórzyć.

Przyniosło to jednak efekty i w technice skoku. Dziś bardziej liczy się odbicie w górę, nie do przodu. Innymi słowy: moc. Cieszył się z tego latem Dawid Kubacki, choć akurat jemu wielkich efektów to ostatecznie nie dało. Ale już na przykład Kacper Tomasiak zdaje się z tego korzystać. Teoretycznie też mniej da się nadrobić w locie… choć przykład Domena Prevca pokazuje, że niekoniecznie. Ostatecznie zdaje się, że większość zależy od tego, jak do kombinezonu przystosuje się dany zawodnik.

Czy też raczej jak zdoła sobie poradzić z tym, że kombinezon nagle stał się dużo mniej pomocny.

Na papierze wyrównało to stawkę, w takim sensie, że znów bardzo liczy się to, co dany skoczek potrafi „wykreować” samemu – i na progu, i w locie. W rzeczywistości jednak różnie z tym bywa i faktycznie liczy się każdy centymetr czy nawet milimetr. Nieco luzu to tu, to tam i może się okazać, że konkretny zawodnik ma ułatwione zadanie. Ostatecznie jednak wygrywać powinien ten, który po prostu jest w najlepszej formie – jak Domen.

Nadal jednak: jeśli można sobie jakoś pomóc – nawet niekoniecznie legalnie – to pewnie ktoś tego spróbuje.

Choć z tym kwasem to ostatecznie są najpewniej jakieś jaja. Nawet jeśli akurat tam nikt go nie wstrzykiwał.

Bańka się uśmiecha. FIS niekoniecznie

Temat zastrzyków raz, że obiegł media na całym świecie. A dwa – dotarł i do samych skoczków, i do wysoko postawionych osób. Mówił o nim na przykład Cene Prevc, ten najmniej utytułowany z rodziny, ale jednak medalista olimpijski. Stwierdził, że owszem, słyszał o tym, ale sam nie próbował i nie zna nikogo, kto by się na to poważył.

Z kolei w rozmowie z BBC do wszystkiego odniósł się Bruno Sassi, dyrektor komunikacji FIS.

Nigdy nie było przesłanek, a tym bardziej dowodów, świadczących o tym, że którykolwiek z zawodników próbował kiedykolwiek uzyskać przewagę, podając sobie taki zastrzyk – stwierdził. W Międzynarodowej Federacji Narciarskiej ewidentnie są zresztą niezadowoleni z tego, że jeden z ich flagowych sportów wzbudził zainteresowanie w tak, ekhm, niecodzienny sposób.

Mathias Hafele, kontroler sprzętu, mówił:

Mogę wykluczyć, że podejmowane są próby powiększania genitaliów za pomocą widocznych środków. Podczas pomiaru obecny jest też personel medyczny, który bardzo dokładnie wszystko kontroluje – mówił „Bildowi”.

Mathias Hafele i Sandro Pertile

Mathias Hafele i Sandro Pertile, dyrektor Pucharu Świata. Fot. Newspix

Na pytanie o taki rodzaj „dopingu” uśmiechnął się za to Witold Bańka, prezydent Światowej Agencji Antydopingowej (WADA). I wesoło odpowiedział, że skoro skoki narciarskie są tak popularne w jego ojczyźnie, to się temu przyjrzy. Choć jego zapał nieco pohamowali inni oficjele WADA, którzy stwierdzili, że najpierw trzeba sprawdzić, czy Agencja w ogóle może w tej sprawie interweniować.

Dopiero potem  można byłoby opcjonalnie sprawdzić, czy problem nie jest aby wyssany z palca.

SEBASTIAN WARZECHA

Fot. AI

Czytaj również na Weszło:

10 komentarzy
Sebastian Warzecha

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Igrzyska

Igrzyska

Skoczkowie walczą o medale. „Wszystko się może wydarzyć”

Jakub Radomski
9
Skoczkowie walczą o medale. „Wszystko się może wydarzyć”
Reklama
Reklama