Rosjanin stał się Polakiem i pragnie medalu. „To jest rzeźnia”

Jakub Radomski

05 lutego 2026, 15:05 • 11 min czytania 5

Rosjanin stał się Polakiem i pragnie medalu. „To jest rzeźnia”

Marzył, by we włoskich igrzyskach reprezentować Rosję, ale działania Władimira Putina wszystko popsuły. 23-letni Władimir Siemirunnij wyjechał do Polski i teraz pragnie wywalczyć medal w łyżwiarstwie szybkim dla naszego kraju. Przez półtora roku mieszkał w zajeździe przy trasie katowickiej. Do hali dobiegał na nogach. Potrafi jeździć na trenażerze przez sześć godzin, gdy normalny człowiek już po godzinie ma dosyć. Wybija się w konkurencji, którą były olimpijczyk nazywa „rzeźnią”. Od poprzedniego rekordzisty Polski na 10 000 m jest lepszy o… prawie minutę. Poznajcie Władka, o którym niedługo może być bardzo głośno.

Reklama

Były Święta Bożego Narodzenia. Paweł Abratkiewicz zaprosił do swojego domu Władka, jak wszyscy w środowisku łyżwiarstwa szybkiego w Tomaszowie Mazowieckim nazywają Władimira Siemirunnija. Nie chciał, by ten siedział sam w swoim pokoju w zajeździe „Janosik”, przy głównej drodze z Warszawy do Katowic, nieopodal Tomaszowa. Młody łyżwiarz mieszkał w tym miejscu przez półtora roku. Tamten świąteczny wieczór spędził z Abratkiewiczem i jego rodziną.

Władek, jutro w Tomaszowie nie ma lodu, będzie dopiero pojutrze. Dlatego siądź sobie na trenażer i pokręć trzy, może trzy i pół godziny na rowerze – zaproponował tamtego dnia szkoleniowiec, który wtedy był jeszcze trenerem reprezentacji Polski.

Reklama

Ja już sobie wszystko zaplanowałem. Będę jechał pięć godzin – odpowiedział zawodnik.

Abratkiewicza już to nie dziwiło. – Trzy godziny na rowerku to ekstremalnie długi i monotonny wysiłek, a co dopiero pięć. Ale dla niego to nie stanowi żadnego problemu, bo w jego głowie to po prostu niezbędna do wykonania praca. Powiedziałem wtedy: „Wowa, to siadaj i kręć przez te pięć godzin, tylko masz być nastawiony pozytywnie”. Pamiętam jeszcze inną sytuację. Pojechaliśmy do Niemiec, do Inzell. Jesienne zgrupowanie, mieliśmy tam starty kontrolne. Władek nie mógł jeszcze rywalizować dla Polski, dlatego gdy inni się ścigali, poprosiłem go, by pojeżdził trzy godziny na rowerze. Wrócił nieco później i mówi, że czuł się dobrze, więc kręcił przez cztery godziny. To typowy zawodnik długodystanowy, mający olbrzymie predyspozycje – opisuje Abratkiewicz w rozmowie z Weszło.

Po inwazji na Ukrainę Władimir Siemirunnij chciał opuścić Rosję

Sam był niezłym zawodnikiem. Reprezentował Polskę na trzech igrzyskach: w Albertville (1992), Nagano (1998) i Salt Lake City (2002). Później rozpoczął pracę jako trener i w latach 2011-2022 Abratkiewicz był jednym ze szkoleniowców kobiecej reprezentacji Rosji. Nie pamięta, kiedy dokładnie pierwszy raz usłyszał o Władimirze Siemirunniju. Może wtedy, gdy zdolny chłopak dołączył do grupy rosyjskich długodystansowców, którą prowadził jego kolega? Na początku 2022 roku Władek wywalczył dla Rosji brąz mistrzostw świata juniorów na 5000 m. Niedługo później nastąpiła brutalna inwazja na Ukrainę, która wywróciła jego życie do góry nogami.

W telewizji przedstawiano ją jako ważną i konieczną operację wojskową, ale on wiedział swoje. Sięgał po inne źródła i widział, jaka jest prawda. Co tak naprawdę zrobił jego kraj. Dla Władka każda wojna to zło. Zaszczepiono mu to w domu: mama nauczycielka, tata pracuje w IT, dziadek był inżynierem, a babcia pracowała w banku. Nie byli podatni na propagandę. Chłopak zrozumiał, że wskutek tego, co zrobił Władimir Putin, jego marzenia o międzynarodowej karierze mogą się nie spełnić. I szukał rozwiązań. Mógł reprezentować Kazachstan, pisał do jednego z holenderskich klubów. Ale spojrzał też na Polskę.

Abratkiewicz: – Jedna z moich byłych zawodniczek zadzwoniła i powiedziała, że Władek chce wyjechać z kraju. Że chciałby jeździć gdzie indziej. Powiedziałem, żeby dała mu mój numer i Wowa do mnie zadzwonił. Stwierdził, że jest gotowy zmienić swoje życie. Kojarzył, że pracuję teraz z polską kadrą i jednocześnie pamiętał mnie z Rosji. Wiedział, że prowadzone przeze mnie zawodniczki odnosiły sukcesy, jak chociażby Natalia Woronina, która w 2020 roku została mistrzynią świata, bijąc przy okazji rekord świata na 5000 m.

– Powiedziałem, że chętnie przyjmę go pod swoje skrzydła, ale muszę zapytać o to zarząd Polskiego Związku Łyżwiarstwa Szybkiego. Odezwałem się do dyrektora sportowego federacji, Konrada Niedźwiedzkiego i to on załatwiał później formalności z ministerstwem. W końcu Władek dostał od nas sygnał, że jesteśmy gotowi, żeby go przyjąć.

Siemirunnij miał wtedy 20 lat. Wspomina, że miał specjalną kartę, która pozwalała mu latać samolotami po Rosji. Udał się najpierw biznes klasą do Kaliningradu. – Wziąłem rower – 32 kilogramy – i trzy walizki po 30 kilogramów. Właściwie wszystkie rzeczy, jakie miałem. Potem trudno było mi dojść do busa. (śmiech) Bo autobusem jechałem już do Polski. Problemy były jeszcze na granicy, mocno się stresowałem. Ale tu podziękowania dla Polskiego Związku, który dał mi specjalne pismo, że zaprasza do treningów na 12 miesięcy. Pokazałem to na granicy, a rosyjscy celnicy: „no dobrze, to czekamy na ciebie za rok”. Ja się tylko uśmiechnąłem, „czekajcie, czekajcie”. I już byłem w Polsce – opowiadał Siemirunnij w marcu ubiegłego roku na Weszło, w rozmowie z Sebastianem Warzechą.

Podpisał też deklarację potępiającą wojnę. Zrobił to jeszcze w Rosji, ale dokument opublikowano, gdy trafił już do naszego kraju. Bał się, co mogłoby się stać, gdyby to ukazało się wcześniej.

Władimir Siemirunnij, już reprezentujący Polskę

Władimir Siemirunnuj, już reprezentujący Polskę

Biegł na nogach na trening. W hali jadł zapiekankę i spał

Rafał Ślusarski jest prezesem Pilicy Tomaszów Mazowiecki. Jego pierwsze skojarzenie z Władkiem: wyjątkowo pozytywny człowiek. Ślusarski to też przyjaciel i sąsiad Abratkiewicza.

Mieszkamy obok siebie, dzieli nas tylko płot. Pamiętam, jak Paweł powiedział mi: „Przyjeżdża do nas chłopak z Rosji, który chce ze mną trenować”. Zdolny, medalista mistrzostw świata juniorów. Chce ścigać się w Polsce, bo nie widzi przyszłości w rosyjskim łyżwiarstwie. Zaintrygowało mnie to. A później pierwszy raz zobaczyłem Władka. Nie było mu łatwo na początku. Językowo? Bardzo słabo. Nic nie rozumiał po polsku, nie odzywał się za bardzo. Pomógł mu codzienny kontakt na treningach z chłopakami z Pilicy. Nie sądziłem wtedy, że niebawem będzie tak otwartą i szczerą do bólu osobą. A do tego inspiracją, bo inni zawodnicy ćwiczą dzisiaj ciężej i mocniej, chcąc być jak on – mówi nam Ślusarski.

Władka ulokowano w „Janosiku”, leżącym siedem kilometrów od hali, przy trasie katowickiej. W pokoju bywało więc głośno ze względu na pędzące auta. Niektórzy w środowisku, słysząc „Janosik”, byli przekonani, że mieszka w Zakopanem, bo miejscówka o takiej nazwie musi znajdować się w górach. Młody łyżwiarz na początku chwalił „janosikowe” jedzenie, typową polską kuchnię, ale z czasem zdał sobie sprawę, że dostaje trochę za duże porcje, poza tym kuchnia stała się monotonna.

Treningi? Latem i jesienią miał własny patent. Nie miał prawa jazdy. Bywało, że biegł w jedną stronę do hali. Tam pierwszy trening, kupował zapiekankę, robił sobie drzemkę i później kolejne zajęcia. Wracał również biegiem. Niektórzy patrzyli na niego jak na wariata, ale on wiedział, że zrobienie kariery wymaga poświęceń. Często, zamiast biec, dojeżdżał rowerem. A gdy wcześniej robiło się ciemno albo była zima, na zajęcia zawoził go Abratkiewicz lub ktoś z jego rodziny.

A może Władek, żyjąc i trenując w ten sposób, trochę zabijał samotność? Liczył, że w Polsce dołączy do niego dziewczyna, Rosjanka. Próbował ją namówić na przenosiny, ale tak się nie stało. Podobno to trudny temat – ani on, ani ludzie z jego otoczenia nie chcą mówić o szczegółach. Dziś Siemirunnij ma dziewczynę – Polkę, która we Włoszech będzie oglądała z trybun jego olimpijskie występy.

Władek podczas ślubowania olimpijczyków (z lewej)

Władek podczas ślubowania olimpijczyków (z lewej)

Z bliskiej rodziny nikogo nie będzie na igrzyskach. Będą oglądać mnie w telewizji. Ciężko byłoby wyrobić im wizę. Kiedy wywalczyłem kwalifikację na 10 000 m, chciałem rozpocząć ten proces, ale były święta, nowy rok, duże kolejki. Nie zdążyliśmy. Ale dziewczyna na igrzyska przyjedzie – mówił mi w Centrum Olimpijskim, przy okazji ślubowania, a na twarzy, po chwilowym smutku, znów pojawiła się radość.

Władimir Siemirunnij ściga się na trudnym dystansie. Paweł Zygmunt: „Rzeźnia”

Na tę chwilę we włoskich igrzyskach Władek na pewno wystartuje na 10 000 m i 1500 m. Na 5000 m nie uzyskał kwalifikacji, m.in. przez specyficzny system, ale jest pierwszy na liście rezerwowej i liczy, że jeszcze zwolni się miejsce. Jego specjalnością jest „dycha” i to w niej czuje się najsilniejszy.

Po przyjeździe do Polski Siemirunnij musiał odbyć karencję. Dlatego na początku tylko ćwiczył z Polakami. W grudniu 2024 roku Międzynarodowa Unia Łyżwiarska (ISU) skróciła karencję. Władek mógł oficjalnie dołączyć do kadry (polskie obywatelstwo otrzymał w sierpniu ubiegłego roku). I szybko zaczął pokazywać, ile potrafi.

Na początku ubiegłego roku w norweskim Hamar wywalczył dla Polski brąz mistrzostw świata na 5000 m, a na 10 000 m był drugi. Pobił rekord Polski Pawła Zygmunta, który utrzymał się przez ponad 20 lat! Siemirunnij najpierw uczynił to na mistrzostwach Polski w Tomaszowie, a w grudniu ubiegłego roku dokonał czegoś niebywałego podczas zawodów Pucharu Świata w holenderskim Heeerenveen. Władek wyśrubował swój rekord Polski na „dychę” o kolejne… ponad 23 sekundy. Uzyskał czas 12:28,05, czyli trzeci wynik w historii łyżwiarstwa szybkiego, gorszy ledwie o dwie sekundy od rekordu świata. W dodatku zrobił to na torze w Holandii, a przecież te najszybsze znajdują się w Calgary czy Salt Lake City.

Żeby zobrazować wam, na jaki poziom przeniósł w Polsce ściganie na 10 000 m: rekord kraju Zygmunta wynosił 13:19,50. Teraz najlepszy wynik w Polsce jest lepszy prawie o minutę.

Sam Władek był w Heerenveen zaskoczony tym, jak fantastycznie pojechał.

Zygmunt, który w latach 1994-2002 reprezentował Polskę na trzech kolejnych igrzyskach, też najlepsze wyniki osiągał na 10 000 m. W rozmowie z Weszło przyznaje, że wiedział, na jak wiele stać Władka. – Miałem informacje z pierwszej ręki. Wiedziałem, że to tytan pracy, jakiego ze świecą szukać. Słyszałem, ile godzin przejeżdża na rowerze i że w Tomaszowie, oprócz jeżdżenia w grupie, ćwiczy też sam. Widziałem go w mistrzostwach Polski oraz Pucharze Świata. Ten gość ma ogromny potencjał. Jest zawodnikiem o wyjątkowym talencie i takim samym etosie pracy – tłumaczy.

Paweł Zygmunt

Paweł Zygmunt

A chwilę później dodaje: – „Dycha” to specyficzny dystans, wyjątkowo trudny. Opiera się na katorżniczym wysiłku, najważniejsza jest głowa. Psychika. Ludzie śledzą rywalizację w telewizji i tam to tak pięknie, płynnie wygląda. Jest fajnie, tylko czasami, gdy ktoś jest ewidentnie zmęczony, bardziej spada mu czas okrążenia. Ale to tylko magia telewizji. To, co dzieje się w organizmach tych ludzi podczas biegu, to jest po prostu rzeźnia. Człowiek na początku jedzie na progu tlenowym, nawet troszeczkę wyżej, na mocy progowej, bo nie można zacząć za szybko. Musisz mieć idealnie rozpoznane własne ciało. To poniekąd czysta, matematyczna rozgrywka, która nie przypomina szarż ułańskich polskiej husarii, jakie znamy z historii.

Dlatego Władek trochę się zdziwił, gdy przy okazji ślubowania jeden z dziennikarzy zasugerował mu, że najważniejsza na tym dystansie będzie dyspozycja dnia. Łyżwiarz odparł krótko, że akurat w przypadku 10 000 m sporo da się przewidzieć dzięki czasom na treningach i wyliczeniom.

Abratkiewicz: – Wowa to zawodnik, który jest podporządkowany jednemu celowi. Chce być najlepszy. Jest bardzo silny psychologicznie i nie boi się ciężkiej pracy. Wychodzi z założenia, że albo harujesz i dochodzisz na szczyt, albo jesteś tłem. On chce tego pierwszego. Nieprzypadkowo sprawdza się akurat na tym dystansie.

Podejście Siemirunnija do sportu dobrze obrazuje też fragment wywiadu Jakuba Wojczyńskiego z ubiegłego roku, opublikowanego w Przeglądzie Sportowym. – W Rosji było tak, że np. na dwa tygodnie objętość treningu szła mocno w dół, a ja tego nie lubię. Siadam na łóżku i nie wiem, co wtedy robić (…) Podczas mistrzostw świata w Hamar we wtorek, dwa dni przed pierwszym startem, nie miałem nic w planie, ale zrobiłem 30 minut na rowerze i dużo spacerowałem. Nie lubię tak po prostu leżeć w łóżku – mówił reprezentant Polski.

Gdy ktoś w Rosji go krytykował, lubił to przeczytać

W wywiadzie z marca ubiegłego roku dla Weszło Władek mówił, że utrzymuje kontakt z przyjaciółmi z Rosji i nie zdarzyło się jeszcze, by ktoś nie chciał z nim rozmawiać. A jeżeli ktoś w Rosji napisał coś negatywnego w komentarzu, on wręcz lubił to przeczytać, żeby później mieć motywację i pokazać krytykom, ile potrafi na torze.

Na początku 2022 roku wyobrażał sobie, że na włoskich igrzyskach będzie jeździł dla Rosji, tymczasem reprezentuje Polskę. Wywalczy dla naszego kraju medal na 10 000 m? Sam Władek przekonuje, że światowa czołówka jest bardzo wyrównana. – Chcę się bawić tymi igrzyskami. Jadę walczyć o medal, na pewno o złoty, bo mam najlepszy czas sezonu, ale w czołówce jest nas pięciu, sześciu i jesteśmy na bardzo zbliżonym poziomie. Mój los zależy nie tylko ode mnie, ale również od innych. Wiem, że z trenerem (Rolandem Cieślakiem – przyp. red.) jak najlepiej przygotujemy się do tego startu – mówił w Warszawie, w dniu wylotu do Włoch.

Osoby z Pilicy Tomaszów Mazowiecki są przekonane, że Siemirunnij na „dychę” zdobędzie medal. Proszą, by w tym fragmencie nie cytować ich z nazwiska, ale ich zdaniem na podium staną: świetny Włoch Davide Ghiotto – obecny rekordzista świata, Czech Metodej Jilek, czyli rewelacja ostatnich miesięcy. I właśnie Władek.

Od lewej: Siemirunnij, Davide Ghiotto i Metodej Jilek. Tak będzie też wyglądało podium igrzysk olimpijskich?

Od lewej: Siemirunnij, Davide Ghiotto i Metodej Jilek. Tak będzie też wyglądało podium igrzysk olimpijskich?

Abratkiewicz: – Ta trójka może wydawać się potencjalnie najmocniejsza, choć jest jeszcze Francuz Timothy Loubineaud i Norweg Sander Eitrem, który niedawno fantastycznie spisał się na 5000 m. Wowa stoi na naprawdę dobrej pozycji i na pewno największe szanse na medal ma na 10 000 m. Ale pamiętajmy, że lód w Mediolanie jest dla wszystkich trochę tajemnicą. Te warunki nie każdemu będą odpowiadać.

Władek: – Polska dała mi wiele. Dała możliwość startowania, zwiększania poziomu. Więc co ja mogę teraz dla niej zrobić? Mogę śpiewać polski hymn i zdobywać medale.

JAKUB RADOMSKI

WIĘCEJ NA WESZŁO EXTRA:

5 komentarzy

Bardziej niż to, kto wygrał jakiś mecz, interesują go w sporcie ludzkie historie. Najlepiej czuje się w dużych formach: wywiadach i reportażach. Interesuje się różnymi dyscyplinami, ale najbardziej piłką nożną, siatkówką, lekkoatletyką i skokami narciarskimi. W wolnym czasie chodzi po górach, lubi czytać o historiach himalaistów oraz je opisywać. Wcześniej przez ponad 10 lat pracował w „Przeglądzie Sportowym” i Onecie, a zaczynał w serwisie naTemat.pl.

Rozwiń

Najnowsze

Reklama

Igrzyska

Igrzyska

Czerwonka: Miałam głową w ogóle nie ruszać i być niepełnosprawna

Patryk Idasiak
0
Czerwonka: Miałam głową w ogóle nie ruszać i być niepełnosprawna
Igrzyska

Mirosław kończy karierę. To nie powinno tak bardzo dziwić [KOMENTARZ]

Jakub Radomski
26
Mirosław kończy karierę. To nie powinno tak bardzo dziwić [KOMENTARZ]
Reklama
Reklama