Kilka dni temu nie było wiadomo, czy ten mecz w ogóle odbędzie się w niedzielę. Gdy okazało się, że tak, nie wiedzieliśmy, czy Maurizio Sarri wcieli w życie swoją zapowiedź bojkotu spotkania. Ostatecznie derby Rzymu, nietypowe, rozegrane w samo południe, doszły do skutku. Zwycięsko wyszła z nich Roma, dla której stawka spotkania była znacznie wyższa niż tylko prestiż.
Ekipa Gian Piero Gasperiniego była zdecydowanym faworytem tego spotkania, natomiast gdy mecz się zaczął – jak to bywa w derbach – już trudniej było ją za takiego uznać. Być może to właśnie świadomość wagi spotkania w kontekście walki o Ligę Mistrzów nieco pętała nogi Giallorossim, bo w pierwszej połowie to nie grające już o nic – poza pokrzyżowaniem planów odwiecznego rywala – Lazio było zdecydowanie lepszą drużyną.
AS Roma – Lazio 2:0. Drużyna Gasperiniego górą w derbach
Na to, że gospodarze zejdą na przerwę z prowadzeniem naprawdę niewiele wskazywało. Dość powiedzieć, że do bramki na 1:0 najgroźniejszą sytuacją Romy było uderzenie głową… obrońcy Lazio. Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego piłkę chcieli wybić Oliver Provstgaard i Nuno Tavares, co o mało nie zakończyło się samobójczym trafieniem tego drugiego. Przytomnie interweniował jednak bramkarz, 24-letni debiutant, Alessio Furlanetto.
Lazio w swoich atakach wyglądało momentami nieporadnie, ale to ono przez większość pierwszej części meczu miało inicjatywę i ze sporą łatwością przedostawało się w okolice pola karnego rywala. Trzeba powiedzieć, że zawodnicy Gasperiniego mieli sporo szczęścia, że żadna z okazji gości nie zakończyła się golem. Szczególnie ta, którą miał Mario Gila – gdyby uderzenie głową Hiszpana po wrzutce z rzutu rożnego było celne, Svilar nie miałby przy nim nic do powiedzenia. Chwilę później nieznacznie obok bramki uderzał też Tijjani Noslin.
Koniec końców w piłce chodzi jednak właśnie o skuteczność, a tej w kluczowym momencie nie zabrakło Romie. Gospodarze przetrwali napór, a następnie, w bliźniaczej sytuacji do tej, którą niewiele wcześniej miał Gila, byli bezbłędni. Z narożnika boiska zagrał Niccolo Pisilli, a piłkę do siatki wpakował Gianluca Mancini.
𝐑𝐎𝐌𝐀 𝐎𝐓𝐖𝐈𝐄𝐑𝐀 𝐒𝐓𝐑𝐙𝐄𝐋𝐀𝐍𝐈𝐄! ⚽🎯
Gospodarze wychodzą na prowadzenie w 𝐃𝐄𝐑𝐁𝐀𝐂𝐇 𝐑𝐙𝐘𝐌𝐔! 🔥 Jak odpowie Lazio? 👀 Odpalajcie Eleven Sports 1 #włoskarobota 🇮🇹 pic.twitter.com/NDie1Ko6nE
— ELEVEN SPORTS PL (@ELEVENSPORTSPL) May 17, 2026
Mogło też być tak, że to wcale nie presja wkradała się w poczynania gospodarzy, a po prostu taki mieli plan, by zagrać zachowawczo i dać się gospodarzom wyszaleć, zanim wrzucą wyższe obroty. Po godzinie gry zaczęła się bowiem mocno zarysowywać przewaga Romy. Wreszcie swoją okazję miał praktycznie wylączony do tego momentu Donyell Malen, którego ekwilibrystyczny strzał wyjął Furlanetto. Chwilę później bramkarz Lazio musiał się natrudzić przy uderzeniu Paulo Dybali z rzutu wolnego.
Ta interwencja poskutkowała jednak rzutem rożnym, przy którym debiutant skapitulował po raz drugi. Znowu fantastycznie w powietrze wyszedł Mancini (tym razem dośrodkowywał Dybala) i ponownie nie zdołali go zatrzymać defensorzy Lazio. Jeśli Roma awansuje do Ligi Mistrzów, kapitan Romy będzie w Rzymie noszony na rękach.
Druga bramka całkowicie podcięła skrzydła gościom. Giallorossi od tego momentu w pełni kontrolowali już wydarzenia na boisku, po Lazio zaś nie było widać motywacji, by jeszcze rywalowi uprzykrzyć życie. A była szansa, by to zrobić, bo Roma uznała, że taki wynik jej pasuje i oddała inicjatywę. Jak się okazało, całkiem słusznie – mimo takiego podejścia gospodarze byli całkiem blisko, by jeszcze dobić rywala w końcówce, ale zamykający obiecującą kontrę Dovbyk trafił tylko w słupek, a w doliczonym czasie gry z uderzeniem Soule poradził sobie Furlanetto.
Wspomnijmy jeszcze o tym, co w derbach Rzymu nieodzowne, czyli tym mniej sportowym wymiarze rywalizacji. Ci, którzy w takim starciu liczyli na iskry się nie zawiedli – obie ekipy skończyły mecz w dziesięciu. Po sytuacji z udziałem Gianluci Manciniego i Daniela Maldiniego (co za starcie wielkich nazwisk!) wywiązała się awantura między zawodnikami obu drużyn. Sędzia uznał, że przesadzili w niej Wesley oraz Nicolo Rovella i odesłał obu graczy pod prysznic. Maldini może zaś się cieszyć, że dokończył mecz, bo jego brutalne wejście w Mario Hermoso spokojnie kwalifikowało się na „asa kier”.
Dla Romy z pewnością wielką chwilą było wejście Stephana El Shaarawy’ego, który zagrał ostatni mecz w drużynie Giallorossich na Stadio Olimpico. My zaś wyczekiwaliśmy minut dla Jana Ziółkowskiego. Polak zaczął się rozgrzewać, gdy kontuzji w pierwszej części meczu doznał Evan Ndicka, jednak Gasperini w miejsce Iworyjczyka wprowadził Devyne’a Renscha. Ostatecznie nasz stoper zameldował się na boisku w końcówce dopiero w końcowych minutach meczu, zmieniając bohatera spotkania, Gianlucę Manciniego.
Dzięki wygranej Roma jest już o krok od upragnionego awansu do Ligi Mistrzów – pozostało jej już tylko dopełnić formalności w ostatniej kolejce w spotkaniu ze zdegradowanym już Hellasem Werona. Lazio? Nie grało o nic, ale przynajmniej mogło sobie osłodzić sezon, zwłaszcza po ostatniej przegranej z Interem w finale Pucharu Włoch. Wygrana w derbach to zawsze wygrana w debrach, a tak? Gdyby Maurizio Sarri jednak zbojkotował mecz, prawie na jedno by wyszło.
AS Roma – SS Lazio 2:0 (1:0)
- 1:0 – Mancini 40′
- 2:0 – Mancini 66′
czerwone kartki: Wesley 70′ (Roma), Rovella 70′ (Lazio)
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix