Po porażce z Barceloną w finale Superpucharu Hiszpanii oraz wyeliminowaniu z Pucharu Króla przez drugoligowe Albacete, Real Madryt musiał dziś pokonać u siebie Levante. Musiał, bo inaczej wokół klubu rozpętałaby się burza. Piłkarzy zresztą już teraz przywitały na murawie gwizdy i buczenie, którym… nie do końca udało się zaradzić. Bo Królewscy, owszem, wygrali. Ale nikogo nie przekonali do siebie tym, jak grali.
Real Madryt wygwizdany. Na własnym stadionie
Nie pomogli sobie piłkarze Realu Madryt przed kilkoma dniami, gdy sensacyjnie odpadli z Albacete w Pucharze Króla. Odpadli w dodatku, co istotne, po fatalnej grze, obarczonej ewidentnym brakiem zaangażowania oraz katastrofalnymi błędami, w tym przy ostatniej, decydującej bramce dla rywali. Debiut Alvaro Arbeloi wypadł więc zdecydowanie negatywnie, choć do byłego obrońcy nikt z fanów Realu nie miał wielkich pretensji, nawet jeśli ten chciał ściągać winę na siebie.
CZYTAJ TEŻ: SENSACJA W PUCHARZE KRÓLA. ALONSO Z WOZU, REALOWI… WSTYD
Chciał też, by Bernabeu dziś pomogło piłkarzom. Na konferencjach prasowych apelował o doping, mówił, że w przeszłości to właśnie kibice prowadzili Królewskich do sukcesów. Ale tego dopingu nie było. Może poza Grada Fans, czyli grupą kibiców zarządzających dopingiem, którymi z kolei zarządza klub. Bo gwizdać zakazał im… sam Real. Ostrzegając przy tym, że specjalne kamery mają wyłapać wszystkich tych, którzy będą w ten sposób atakować zespół, by móc wlepić im ban stadionowy.
Jak się domyślacie – gwizdami oberwało się i tym kibicom. Gdy chcieli przywitać zawodników oklaskami.
Sound off, clearer reaction: lots of whistles at the Santiago Bernabeu from Real Madrid supporters.
Whistles also for the Grada Fans when they have started to cheer. @TheAthleticFC pic.twitter.com/n82zhqvFmG
— Mario Cortegana (@MarioCortegana) January 17, 2026
Generalnie gwizdano na niemal wszystkich, ale najbardziej zebrała dwójka Vinicius i Jude Bellingham. Brazylijczyk ponoć rozkleił się przez to nieco w tunelu prowadzącym na boisko, zresztą nie pierwszy raz w tym sezonie. Tym razem kibice nie mieli jednak litości i gwizdy kontynuowano długo w mecz. Dopiero z czasem nieco ustały, gdy Vini i spółka zaczęli dawać jakiekolwiek powody co do tego, by przestać atakować ich tymi negatywnymi decybelami.
Pierwsza połowa do zapomnienia
Jeśli nie mogliście oglądać dziś pierwszej połowy meczu Królewskich, to absolutnie nic nie straciliście. Real oddawał strzały od święta, właściwie nie kreował zagrożenia, za to sam nierzadko wpychał się na minę. Fatalny mecz rozgrywał Eduardo Camavinga, który notował stratę za stratą, a poza tym popełnił kilka głupich przewinień, wręczając Levante okazje do zdobycia bramki po rzutach wolnych. Raz było zresztą bardzo blisko, ale piłka minimalnie ominęła bramkę Thibaut Courtois.
Błędy popełniał też często Jude Bellingham. Vinicius wciąż był nijaki. Mbappe próbował coś zrobić, ale był szybko osaczany przez kilku rywali.
Realowi brakowało pomysłu, brakowało kreacji, brakowało szybkości zagrań. Momentami wyglądało to tak, jakby grupka znajomych dobrze po czterdziestce zebrała się na pierwsze wspólne granie od lat. Zero przyspieszenia, zero zrozumienia. Nic, absolutne nic. To był Real w najgorszym wydaniu z tego sezonu. Nie było mowy o żadnej poprawie, ba, wszystko wyglądało tak naprawdę jeszcze gorzej. Kibice brawami mogli doceniać co najwyżej defensywne interwencje, szczególnie te Raula Asencio, który wyrastał powoli na zawodnika meczu.
CZYTAJ TEŻ: SPARTANIN MUSI SIĘ DOSTOSOWAĆ. CZY ARBELOA PORADZI SOBIE W REALU?
A to dużo mówi o tym, jak grał Real.
Gole? Tylko ze stojącej piłki
Alvaro Arbeloa nie trafił z wyjściowym składem, ale trafił ze zmianami. Przede wszystkim – nie czekał na ich przeprowadzenie. Już w przerwie ściągnął z boiska Eduardo Camavingę oraz Gonzalo Garcię, który ostatnio miał niezły czas, ale dziś mało co mu wychodziło (ale komu wychodziło?). W ich miejsce wprowadził na boisko Franco Mastantuono oraz Ardę Gulera. I to był strzał w dziesiątkę.
Obaj młodzi zawodnicy wnieśli przede wszystkim sporo ożywienia i w pewnym sensie pociągnęli za swoim nastawieniem cały zespół Królewskich. Real nagle zaczął naciskać nieco pressingiem, przydarzyło się kilka szybkich odbiorów, a za nimi szło więcej miejsca, bo Levante nie było w stanie nadążyć i odbudować szyków obronnych.
I to właśnie jedno z takich szybkich przejść – a to, jak pisaliśmy już dziś, w podlinkowanym wyżej tekście, Arbeloa w grze swoich zespołów naprawdę lubi – zakończyło się podaniem Gulera do Mbappe, zwodem tego ostatniego i faulem, po którym Real otrzymał rzut karny. Ten na bramkę bez trudu zamienił sam poszkodowany. To dodatkowo ożywiło jeszcze grę Królewskich, którzy mogli – a może nawet powinni – zdobyć jakąś bramkę po jednej z niezłych akcji, jakie przydarzały się im w drugiej połowie.
Bo absolutnie nie napiszemy, że to był świetny Real. Ale jak na ostatnie standardy Królewskich – nastąpiła znaczna poprawa.
Z gry jednak strzelić się nie udało. Ale piłka po raz drugi wpadła do siatki po kolejnym stałym fragmencie gry – tym razem rzucie rożnym. Do piłki w narożniku podszedł Arda Guler, kluczowy po zmianie, a świetną główką popisał się Raul Asencio, któremu ewidentnie w grze nie przeszkadzała maska, w jakiej wyszedł dziś na boisko. To do niego powinien powędrować tytuł najlepszego gracza meczu, choć wybór Gulera – na którego postawili fani – też nie razi.
𝐋𝐈𝐍𝐈𝐄 𝐋𝐎𝐓𝐍𝐈𝐂𝐙𝐄 𝐑𝐀𝐔𝐋 𝐀𝐈𝐑𝐒𝐄𝐍𝐂𝐈𝐎 ✈️
Winda w górę i piękne uderzenie głową! 💥 Real Madryt w końcu robi swoje! 🔥 #lazabawa 🇪🇦 pic.twitter.com/fNqLRuUoxl
— ELEVEN SPORTS PL (@ELEVENSPORTSPL) January 17, 2026
W każdym razie: to był moment, w którym mecz został zabity. Real znów miał jeszcze kilka szans, ale za nic nie potrafił zamienić ich na gole. Nawet Viniciusowi udało się zasłużyć na trochę braw… ale i więcej gwizdów. Do przekonania fanów na powrót do siebie Vini ma więc daleko. Ale tak samo daleko ma cały zespół Los Blancos, a nawet Florentino Perez, którego zachęcano dziś na Bernabeu do dymisji.
A prezydentowi Realu aż tak nie oberwało się chyba od dobrych 20 lat. I to naprawdę sporo mówi o tym, jak bardzo rozczarowani są w ostatnim czasie swoją ekipą madridistas.
Możliwe jednak, że dzisiejszy mecz będzie stanowić nowe otwarcie. Choć na razie nie dało się obejrzeć ku takiemu rozumowaniu zbyt wiele argumentów.
Real Madryt – Levante 2:0 (0:0)
- 1:0 – Kylian Mbappe (rzut karny) 58′
- 2:0 – Raul Asencio 65’
Fot. Newspix