Littler nie dał szans Ratajskiemu w ćwierćfinale. To była miazga

Patryk Idasiak

01 stycznia 2026, 21:18 • 4 min czytania 11

Krzysztof Ratajski – Luke Littler – czekaliśmy na to ćwierćfinałowe starcie mistrzostw świata z zapartym tchem, licząc na jakąś sensację. Nie było nawet blisko. W pewnym momencie Anglik wszedł na taki poziom i tak się nakręcił, że wygrał siedem legów z rzędu. Nawet, gdy już Polak dostał szanse, by wyrwać chociaż honorowego seta, to je zmarnował. Polski Orzeł przegrał aż 0:5, ale to i tak jego ogromny sukces.

Littler nie dał szans Ratajskiemu w ćwierćfinale. To była miazga
Reklama

Krzysztof Ratajski w wywiadzie z Weszło zapowiadał, że zrobi wszystko, żeby sprawić niespodziankę. Ćwierćfinał MŚ to wyrównanie jego najlepszego życiowego wyniku. Po drodze pokonał czterech rywali – Alexisa Toylo, Ryana Joyce’a, Wesleya Plaisiera oraz Luke’a Woodhouse’a.

Luke Littler nie dał szans Ratajskiemu

Spotkanie zaczęło się powolnie. Littler trafiał niewiele potrójnych, a i często zaliczał zwykły sektor albo schodziło mu na piątki. Ratajski grał podobnie, ale jako że zaczynał, to wygrał pierwszego lega. Wydawało się, że nietrafiony double 12, na którego miał jedną lotkę, będzie kosztował go przegranego seta, lecz nagle… Littler pomylił się kilka razy, w tym na swojej ulubionej podwójnej 10. Polak „odłamał”  i rzucał po seta. I kiedy już czekał z finiszem 117, to mistrz świata nagle wyczarował coś spektakularnego – 60, 60 i 50 – tzw. Big Fish, dziękuję, do widzenia. Trybuny ryknęły, Anglik ryknął i prowadził 1:0.

Reklama

To go nakręciło, bo po przerwie od razu zamknął 128 na bullu. Ratajski za to rozsypał się na podwójnych – zmarnował ich aż sześć z rzędu i właściwie poddał wygraną partię. Tym razem Anglik wygrał zdecydowanie łatwiej, a i na koniec rzucił kolejny trzycyfrowy finisz – 100. Idealnie skorzystał z tego, że to on zaczynał i to jedno przełamanie przy mnóstwie pudeł Polaka wystarczyło. Mieliśmy 0:2 i ekspresowo drugą przerwę.

Po dwóćh setach Polski Orzeł grał na średniej poniżej 90,0. Z taką nie miał czego szukać w tym ćwierćfinale…

Właściwie jeden rzucany maks w legu wystarczał Littlerowi na „odjechanie”. Kontynuował dobrą formę, uciekał na dystansie, a później miał spory komfort. W pewnym momencie walnął sześć perfekcyjnych lotek i wszedł na tryb maszyny. Wygrał aż siedem legów z rzędu i doszedł do średniej 104,0. Nawet nie zdążyliśmy dobrze mrugnąć, a prowadził już w setach 3:0 i znów na koniec rzucił kombinację 60+40.

Ratajski miał przynajmniej seta na widelcu, ale to zepsuł…

„Rataj” przegrał dwa sety z rzędu – 0:3, 0:3 i dopiero lega wyrwał Anglikowi w czwartym. Malutką szansę na coś większego dostał przy próbie kończenia 121. Dwie potrójne weszły, zabrakło tylko i aż podwójnej 14… Littler grał na średniej aż o 10 większej niż Polak i nawet na świetne rzuty naszego gracza od razu odpowiadał. Ratajski musiał się wbijać na wyżyny swoich możliwości i potrafił to robić, lecz niestety tylko małymi momentami. Tylko, że jak już zaczął tak grać i miał na widelcu seta, to najpierw niewiele zabrakło do zamknięcia 130, a potem w kolejnym podejściu popsuł dwie „setówki” na podwójnym 8 i zamiast 3:1 dla Littlera mieliśmy 4:0. Polak popsuł aż trzy okazje…

Kolejną dobrą szansę zmarnował Ratajski w secie numer pięć. Wystarczyło rzucić 19, by dać sobie szansę na zamknięcie, ale lotka zeszła mu fatalnie na 7… daleko od celu był też, zamykając 32. Wtedy zeszło Polakowi na pojedyncze 8. W taki sposób nie było szans urwać mistrzowi świata ani jednego seta. Stało się więc to, co musiało i Littler pokonał naszego reprezentanta „na sucho” – 5:0.

Wydaje się, że Ratajski dużo lepiej zagrał chociażby przeciwko Wesleyowi Plaisierowi. Średnią co prawda trochę podkręcił, bo zaczął trafiać potrójne, ale tylko 22% na double’ach to wynik bardzo kiepski.

Niemniej ogromne brawa za ten wynik i awans w rankingu! Ratajski zaczynał MŚ jako 37. darter świata, a kończy jako 28.

CZYTAJ WIĘCEJ NA WESZŁO:

Fot. Newspix

11 komentarzy

Jeżeli akurat nie pisze o piłce nożnej, to na pewno o niej czyta lub z kimś o niej rozmawia. Człowiek paradoksów, bo z jednej strony ma zarośnięte pajęczyną, osławione zero tituli, a z drugiej... mnóstwo tituli w ostatnich latach. Co to oznacza? Że mocniej bije jego serce, gdy na bramkę strzela Kamil Grosicki lub Erling Haaland. Ten mniej znany z rodziny Idasiak. Pogadasz z nim o filmowych klasykach lub starych teleturniejach. Uważa "Lot nad kukułczym gniazdem" za najwybitniejsze dzieło w historii. Chciałby zagrać kiedyś w "Milionerach", ale paraliżuje go możliwość ośmieszenia się na pierwszym pytaniu dotyczącym kulinariów. Może się przełamie, daj mu Boże.

Rozwiń

Najnowsze

Reklama

Inne sporty

Inne sporty

„To mój moment”. Ratajski zachwycił i powalczy w ćwierćfinale MŚ

Wojciech Piela
10
„To mój moment”. Ratajski zachwycił i powalczy w ćwierćfinale MŚ
Reklama
Reklama