Górak: Gdybyśmy grali u siebie, mecz z Jagą by się odbył [WYWIAD]

Przemysław Michalak

04 lutego 2026, 12:28 • 9 min czytania 11

Górak: Gdybyśmy grali u siebie, mecz z Jagą by się odbył [WYWIAD]

GKS Katowice rozpoczął wiosenną rywalizację w Ekstraklasie od pewnego zwycięstwa w Lubinie, dzięki czemu opuścił strefę spadkową i od razu awansował na trzynaste miejsce. Z trenerem GieKSy, Rafałem Górakiem rozmawiamy jednak na inne tematy.

Reklama

Czego obawiał się najbardziej w kontekście ponownego wyjazdu do Białegostoku? Czy rozgrywanie meczów na przełomie stycznia i lutego ma w Polsce sens? Czy Bartosz Nowak ma poluzowane więzy taktyczne? Jak patrzy na rosnący wyścig zbrojeń w Ekstraklasie? Czy GKS to nadal „mały Raków”? Czy porażki faworytów z ostatnich dni są dla niego budujące? Co z transferem stopera? Zapraszamy. 

***

Reklama

Rafał Górak: Obawialiśmy się się bardzo twardego boiska na Jagiellonii

Na koniec decyzja o przełożeniu meczu w Białymstoku była obopólna, ale rozumiem, że inicjatywa wyszła od GKS-u Katowice?

Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, czyja to była inicjatywa i jak to rozegrano w gabinetach, natomiast myśmy swoje rozmowy wewnątrz prowadzili. Obawialiśmy się niskich temperatur na Podlasiu. Woleliśmy nie ryzykować kolejnej dalekiej wyprawy i ponoszenia kolejnych kosztów. Takie wyjazdy są dziś drogie. Mecz o 20:30, cztery dni bardzo srogich mrozów – sądzę, że „obopólna decyzja” to najlepsze możliwe ujęcie tej sprawy.

Czyli bardziej obawialiście się mrozów niż potencjalnych opadów śniegu?

Nie wiem, czy przy -20 stopni pada śnieg, ale być może pada. Baliśmy się przede wszystkim, że przy mrozie trzymającym i w dzień, i w nocy boisko będzie bardzo twarde, co mogłoby stanowić zagrożenie dla zdrowia zawodników.

Kiedy przestał się pan łudzić, że wyjazd do Białegostoku jest realny?

W zasadzie dopiero od niedzieli. Dyrektor powiedział, że jest taka informacja ze strony Jagiellonii, trwają rozmowy i zapytał, jak ja to widzę. Wyraziłem swoją opinię. Rozmawiałem też z trenerem Adrianem Siemieńcem, który miał identyczne zdanie do mojego.

Generalnie pana zdaniem rozgrywanie meczów w Polsce na przełomie stycznia i lutego jest rozsądne czy lepiej pokombinować z terminarzem?

Jest rozsądne. Jeśli pojedynczo coś się dzieje, trzeba mieć przygotowane terminy rezerwowe i spokojnie podejść do tematu. Przełożenie meczu od czasu do czasu nie jest większym problemem. Wiadomo, że nie ma co tego stosować nagminnie, ale w takich okolicznościach chyba trzeba przyjąć to ze zrozumieniem. Gdybyśmy to my byli gospodarzem, na pewno byśmy w środę zagrali, bo na Śląsku aż tak zimno nie jest, jednak ułożyło się to inaczej.

Kibice w poniedziałkowy wieczór otrzymali też dobre wiadomości. Bartosz Nowak przedłużył kontrakt. To chyba dowód na to, że nie jest tak źle w GieKSie, skoro liderzy drużyny chcą w niej zostawać.

A dlaczego miałoby być źle?

Gdy się patrzy na transferowe zbrojenia w Ekstraklasie i rosnące budżety, to GKS na tym tle mimo wszystko nie jest krezusem. 

Zdecydowanie nie jesteśmy krezusem. Mamy zupełnie inną hierarchię wartości w klubie. Fenomenalnie, że zawodnik, który totalnie się w te wartości wpisuje, zostaje z nami. Jego chęć do przedłużenia umowy była bardzo duża. Ogromnie się cieszę z tego powodu, bo wiem, że mam kolejnego zawodnika, z którym z dużą pewnością idę na front, który z całych sił walczy o przyszłość GKS-u Katowice. I to jest piękne. Ale to prawda, na pewno nie jesteśmy zero-jedynkowym wyborem pod względem finansowym. Tym bardziej doceniam to, co na przestrzeni lat osiągnęliśmy w klubie.

Rafał Górak: Bartosz Nowak do kadry? Jan Urban wie, co zrobić

Jeden zawodnik meczu nie wygra, ale nie ma pan czasem koszmarów, że Bartosz Nowak doznaje poważnej kontuzji? Bez niego nie sposób wyobrazić sobie dziś skład GieKSy.

Każdy zawodnik, który byłby poważnie kontuzjowany – czy Olek Paluszek, czy junior Łukasz Trepka – to dla mnie duży cios. Zawsze mi wtedy ciężko. Bartek jest wartością olbrzymią, a jeśli chodzi o liczby i wartość ofensywną – wyjątkową, ale zawsze na zawodnika, jakiej by nie był klasy, pracuje cały zespół. U nas też tak jest. Bartek ma bramki i asysty, ale żeby zaliczył asystę, ktoś jego zagranie musi wykorzystać, a gdy strzela, ktoś wcześniej musi mu podać. Jeśli trafiamy z jego stałego fragmentu gry, jest to zaplanowana akcja, a nie przypadkowa.

Nie mówmy o kontuzjach zawodników, bo to wywołanie czegoś niepotrzebnego. Życzmy im zdrowia, bo to nie tylko interes GKS-u Katowice, żeby Bartosz Nowak był zdrowy, ale całej Ekstraklasy. Wszyscy obserwatorzy ligi chętnie na niego patrzą.

Borja Galan, Bartosz Nowak, Dawid Kudła i Arkadiusz Jędrych w barwach GKS-u Katowice.

GKS Katowice jest od pewnego czasu postrzegany jako mały Raków Częstochowa jeśli chodzi o taktykę, a Raków zawsze był w tym aspekcie bardzo rygorystyczny, wręcz sztywny. Czy przy takich założeniach Nowak ma pozwolenie na nieco więcej luzu na boisku?

Mocno inspirowała mnie praca Marka Papszuna w Rakowie, więc bardziej bym powiedział, że szedłem drogą tego, jak ułożył on tamtą drużynę. Teraz już go w niej nie ma, wobec czego nie możemy być „małym Rakowem”. Jesteśmy GKS-em Katowice, gramy na swoich zasadach.

Dziś wiele rzeczy jest już inaczej skorelowanych taktycznie niż nasze pierwsze szlify, kiedy szliśmy za Rakowem trenera Papszuna. To już całkowicie inny zespół i chciałbym, żebyśmy byli przez was opiniowani jako zespół, który ma swój własny sposób na grę. Nasze pozycjonowanie, ustawienie wyjściowe i tego typu rzeczy są podobne w systemie 1-3-4-3 bądź 1-5-4-1. Tak jednak gra nie tylko Raków, ale wiele innych drużyn w Europie.

Wracając do Bartosza Nowaka…

To taki skubaniec, że on nie chce luzu. On chce dociskać i wyciskać jeszcze więcej, żeby wszyscy byli bardzo systemowi, ale by w ofensywie grali z pewnego rodzaju błyskiem. Często podpowiada kolegom, żeby grali jeszcze odważniej i nie bali się ryzykować. Świeci tu przykładem. Trudno byłoby mu przyjąć komunikat typu „Bartek, ty zrób sobie coś mniej lub inaczej”.

Jest to jakiś wyrzut pod adresem polskiej piłki, że nie ma on nawet tego 1A przy swoim nazwisku? Mówimy o piłkarzu, który w zasadzie od pięciu lat wyróżnia się w Ekstraklasie, nie od jednej rundy.

Nigdy nie prowadziłem w swojej głowie selekcji, która w danym momencie powinna zostać dokonana w reprezentacji. Zawsze byli selekcjonerzy, ludzie chyba na właściwym miejscu. Ich sztaby podejmowały określone decyzje. Będąc w skórze Bartka w ogóle bym się tym nie przejmował, a wręcz przeciwnie. Nasz selekcjoner Jan Urban na pewno wie, co zrobić.

Rafał Górak: Zainteresowanie klubem jest dziś całkiem inne

Co do anulowanej wyprawy do Białegostoku, to chyba mimo wszystko trochę się pan uśmiechnął? Bardzo daleki wyjazd w dwie strony nie ułatwiłby przygotowań do meczu z Widzewem, a tak spokojnie do niedzieli pracujecie u siebie.

Najbardziej mogłoby nas rozchwiać pojechanie na Podlasie i nierozegranie meczu z Jagiellonią. Na to nie bylibyśmy przygotowani tak, jak zawsze chcę być przygotowany. Coś takiego daje po garach i byłoby najtrudniejsze z punktu widzenia mentalnego.

Gdyby mecz się normalnie odbył, bylibyśmy przygotowani na Widzew zgodnie z planem, proszę być spokojnym. Ale skoro ten wyjazd nam odpada, lekko skorygowaliśmy działania i poniedziałek w zasadzie był dla zawodników wolny, zwłaszcza że u nas też jeszcze było dość zimno. Od wtorku rozpoczęliśmy zwyczajowy, pięciodniowy mikrocykl do meczu mistrzowskiego.

Nie ma w Ekstraklasie grania bez presji, bo zawsze stawką są duże pieniądze, a kibice mają swoje oczekiwania, ale w porównaniu do Widzewa chyba przystąpicie do gry z lekkimi głowami. To wasz rywal ma gorąco pod każdym względem, apetyty po zimowych transferach  są tam strasznie rozbudzone.

Prawie 20 lat nie było GKS-u Katowice w Ekstraklasie, dlatego każde spotkanie traktujemy jak święto. Wszystkim o tym przypominam. Ja też nie mam na tym szczeblu nabitych tylu meczów, żeby podejść do któregoś ot tak, niech się inni martwią. Absolutnie nie. Chcę grać na swoich warunkach, widzieć drużynę zorganizowaną i zdyscyplinowaną.

Każdy mecz jest wyjątkowy. Mamy nowy stadion, całkiem inne zainteresowanie klubem. Jesteśmy odpowiedzialni za to, żeby ludzi nie zawodzić. Wydaje mi się, że kibice doceniają proces, który najpierw dał nam awans do I ligi, a potem do Ekstraklasy. Teraz też chyba dajemy radę, w miarę pozytywnie spisaliśmy się w pierwszym sezonie i staramy się to kontynuować w drugim, ale rozgrywka jest arcyciekawa. Będzie pikantnie przez wiele kolejek, wszyscy grają o wszystko. Świetna kampania. Czujemy się doskonale i zamierzamy to w niedzielę pokazać.

Rafał Górak

Jak pan patrzy na ten wyścig zbrojeń w Ekstraklasie? W ciągu niespełna roku poszedł on niesamowicie do przodu.

Choć skala tego rozpędu mnie zaskoczyła, to jestem z niego zadowolony, bo mamy co nadrabiać. Nawet teraz chyba nadal nie jesteśmy średniakiem europejskim. Finansowo jeszcze nam daleko do realiów lig nieraz niekoniecznie lepszych niż polska. Chcąc brać udział w tych igrzyskach i z powodzeniem grać w europejskich pucharach, o czym często mówi świat publicystyczny, trzeba zdawać sobie sprawę, że budżety klubów muszą być coraz wyższe. My bez pieniędzy nie zrobimy nic. Jasne, później sztuką jest ten pieniądz wydać racjonalnie i przygotować zespół najlepiej jak się da. Ale patrząc na chłodno, mimo wyraźnego kroku do przodu, rynkowo wciąż dupy nie urywamy, więc spokojnie.

Rafał Górak: Czułem w kościach, że trafi się taki sezon w Ekstraklasie

Z punktu widzenia trenera takiego klubu jak GKS Katowice wyniki w pierwszej wiosennej kolejce są dla pana budujące? Porażki Legii, Lecha, Pogoni, Rakowa czy Widzewa pokazują, że same pieniądze nie grają.

I to jest najpiękniejsze w tej dyscyplinie. To jest magia piłki. Duży budżet wcale nie może być pewny wygranej z małym budżetem. Piłka nożna pod tym kątem jest wyjątkowa na tle innych sportów drużynowych. Tam takich odchyleń nie ma, zdarzają się znacznie rzadziej. I dlatego wiedząc jak pracujemy, jestem pewien, że GieKSa w Ekstraklasie w pojedynczym meczu z każdym przeciwnikiem jest w stanie wygrać. Być może na przestrzeni dziesięciu meczów sprawa byłaby mniej lub bardziej oczywista, ale tu i teraz w danym dniu nie ma rywala poza naszym zasięgiem.

Czyli gdy trwa dyskusja, czy szalone spłaszczenie tabeli świadczy o Ekstraklasie dobrze czy źle, to pan mówi…

…że świadczy dobrze. To pokazuje, że wiele rzeczy w klubach, także w aspekcie trenerskim, stoi na wysokim poziomie. Widzę bardzo dużo bardzo dobrze zorganizowanych zespołów i dlatego stawka się tak wyrównała. To mi imponuje i mocno kibicuję niektórym ekipom, żeby broniły tego stanu rzeczy.

Czułem w kościach, że taki sezon wkrótce się w Ekstraklasie wydarzy. Nie byłem pewny, czy już teraz, czy za rok lub dwa, ale miałem przekonanie, że liga w najbliższym czasie „zwariuje”. Zobaczymy, jak to się skończy. Wciąż nie można wykluczyć, że na pierwszych pięciu miejscach finalnie znajdzie się pięciu największych faworytów. I to też byłoby piękne.

Kibiców w tym okresie najbardziej ekscytują transfery. Macie Erika Jirkę i Mateusza Wdowiaka, a co z nowym stoperem?

Procedujemy, rozmawiamy, jesteśmy w procesie. Nie jest to takie łatwe. Wiele tematów przekreśliliśmy z racji niemożliwych do spełnienia oczekiwań drugiej strony. Nie w każdym temacie stoimy na pozycji straconej, jeszcze będziemy walczyć. Dwa wspomniane transfery to niezwykle istotna sprawa, podobnie jak cztery przedłużenia kontraktów w ostatnim czasie. Dla mnie nowe umowy Bartosza Nowaka, Lukasa Klemenza, Borjy Galana i Adama Zrelaka są jak bardzo mocne transfery.

Jeśli uda się pozyskać środkowego obrońcę, ruszycie po czwarty transfer czy tutaj już ktoś musiałby niespodziewanie odejść?

Będziemy, że tak powiem, działać na bieżąco.

rozmawiał PRZEMYSŁAW MICHALAK

CZYTAJ WIĘCEJ O EKSTRAKLASIE:

Fot. Newspix

11 komentarzy

Jeżeli uznać, że prowadzenie stronki o Realu Valladolid też się liczy, o piłce w świecie internetu pisze już od dwudziestu lat. Kiedyś bardziej interesował się ligami zagranicznymi, dziś futbol bez polskich akcentów ekscytuje go rzadko. Miał szczęście współpracować z Romanem Hurkowskim pod koniec jego życia, to był dla niego dziennikarski uniwersytet. W 2010 roku - po przygodach na kilku stronach - założył portal 2x45. Stamtąd pod koniec 2017 roku do Weszło wyciągnął go Krzysztof Stanowski. I oto jest. Najczęściej możecie czytać jego teksty dotyczące Ekstraklasy – od pomeczówek po duże wywiady czy reportaże - a od 2021 roku raz na kilka tygodni oglądać w Lidze Minus i Weszłopolskich. Kibicowsko nigdy nie był mocno zaangażowany, ale ostatnio chodzenie z synem na stadion sprawiło, że trochę odżyła jego sympatia do GKS-u Tychy. Dodając kontekst zawodowy, tym chętniej przyjąłby długo wyczekiwany awans tego klubu do Ekstraklasy.

Rozwiń

Najnowsze

Reklama

Ekstraklasa

Reklama
Reklama