Radosław Piesiewicz, prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego, był gościem Pawła Barana w specjalnym programie poświęconym między innymi aferze z powołaniami do kadry olimpijskiej i konfliktowi na linii PKOl – Polski Związek Narciarski. Prezes Piesiewicz opowiedział o całej sytuacji, uzasadniając decyzje Komitetu i tłumacząc, z czego ona wynikała: – Jeżeli jest regulamin, który Polski Związek Narciarski respektuje i publikuje go, to musimy się tego regulaminu trzymać – twierdził.
Poniżej prezentujemy spis najważniejszych wypowiedzi Radosława Piesiewicza dotyczących wspomnianej afery.
Radosław Piesiewicz o aferze, poszkodowanych sportowcach i regulaminie PZN
Przypomnijmy jednak, dla kontekstu: Polski Związek Narciarski zdecydował o powołaniu na igrzyska narciarki alpejskiej Nikoli Komorowskiej w miejsce Anieli Sawickiej. Tyle że jeden z wymogów – określonych regulaminem – jakie stawiał przed sportowcami PZN, wypełniła ta druga. Sprawa została nagłośniona przez media, a związek ostatecznie wycofał się ze swojej decyzji, choć dopiero po oświadczeniu Komorowskiej, w którym pisała, że rezygnuje ona z udziału w igrzyskach (w rzeczywistości PZN decyzję o zmianie poprzedniej uchwały zarządu podjął już wcześniej).
Więcej o tym można przeczytać w komentarzu Jakuba Radomskiego, w poniższym linku:
PZN PRZYZNAŁ SIĘ DO BŁĘDU. ALE TEŻ ZNÓW SIĘ SKOMPROMITOWAŁ
Z czasem doszła do tego sprawa Piotra Habdasa, którego powołanie na igrzyska wycofał z kolei Polski Komitet Olimpijski, w jego miejsce powołując Michała Jasiczka, z czym nie zgadzają się – choć nie mają tu możliwości wpłynięcia na tę decyzję – przedstawiciele PZN.
Radosław Piesiewicz o aferze z powołaniami do kadry olimpijskiej. „Regulamin PZN jest źle napisany”
W efekcie rozgorzał spór na linii PKOl – PZN. W sporze tym obie strony przerzucają się argumentami, a sprawę wyjaśnić ze swojej perspektywy – w WeszłoTV – zdecydował się Radosław Piesiewicz, prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego i jeden z głównych zainteresowanych.
– Jedyny związek, który miał wydłużony czas zgłaszania reprezentacji olimpijskiej, to Polski Związek Narciarski – mówił. – Musieli to zrobić do 22 stycznia, czyli do czwartku. Cała reszta związków zgłosiła swoich sportowców do 19 stycznia. Jak było widać: żaden inny związek nie miał problemów, nie było kontrowersji czy odwołań. 22 stycznia wpłynęły te nominacje Polskiego Związku Narciarskiego i od razu wpłynęły też odwołania. Z tymi odwołaniami musieliśmy się zapoznać.
Obejrzyj też program specjalny Weszło w wersji wideo:
– W piątek o godzinie 12:00 była komisja sportu, która się nad nimi pochyliła. Dwa z nich – czyli Anieli Sawickiej i Michała Jasiczka – zostały przekazane do prezydium i decyzji zarządu. My wysłaliśmy jako PKOl – konkretnie pan sekretarz Marek Pałus – pismo z prośbą o wyjaśnienia do zaistniałej sytuacji. Odpowiedź – jeśli można to nazwać odpowiedzią – czyli regulamin, który wysłał nam Polski Związek Narciarski, otrzymaliśmy pięć minut po północy w poniedziałek. W poniedziałek o godzinie 9:00 mieliśmy prezydium i na nim długo dyskutowaliśmy na temat regulaminu, który jest przyjęty w PZN-ie – stwierdził prezes.
To właśnie ten regulamin był głównym punktem obrad w Polskim Komitecie Olimpijskim. I, w zgodzie ze słowami prezesa, wcale nie chodziło tylko o te dwa przypadki, nad którymi obradowano.
– Jeżeli jest regulamin, który Polski Związek Narciarski respektuje i publikuje go, to musimy się tego regulaminu trzymać. To nie my odpowiadamy za ten regulamin. My powołaliśmy komisję sportową, która stara się takie odwołania sprawdzać oraz działać zgodnie z regulaminem danego związku sportowego. Nie możemy robić z tego swojego „widzimisię”. Ja rozumiem tych zawodników, którzy składają protesty i nie zgadzają się z tymi powołaniami. Tak dla państwa powiem, że to nie tylko te dwa przypadki – jeżeli chodzi o Polski Związek Narciarski, to było ich sześć. Ten regulamin jest tak źle napisany – twierdził Radosław Piesiewicz.
– Z regulaminu Polskiego Związku Narciarskiego ewidentnie wynikało – jeżeli mówimy o sytuacji Michała Jasiczka i Piotra Habdasa – że pierwszego punktu tego regulaminu, czyli punktów zdobywanych w Pucharze Świata, nie wypełnił żaden z zawodników. W drugim punkcie była mowa o Pucharze Europy. I tam pan Michał Jasiczek miał 18 punktów, a pan Piotr Habdas osiem punktów. Według regulaminu na igrzyska powinien więc jechać pan Michał Jasiczek. To samo miało miejsce w przypadku Anieli Sawickiej – tak samo powinna jechać w zgodzie z regulaminem – mówił prezes.
Radosław Piesiewicz o tym, że na obrady zarządu PKOl nie mógł wejść przedstawiciel PZN
Polski Związek Narciarski zarzucał też PKOl-owi, że ten nie dopuścił na obrady dotyczące całej sytuacji przedstawiciela związku, którym miał być Tomasz Grzywacz, sekretarz PZN.
– Przede wszystkim to, co powiedziałem – czekaliśmy na wyjaśnienia wysłane mailem. Dostaliśmy dokumenty, o których mówiłem. Cała sprawa była bardzo szczegółowo omawiana na prezydium o godzinie 9:00. Wtedy rozkładaliśmy to na czynniki pierwsze i rekomendowaliśmy do zarządu. Jeżeli którykolwiek z członków zarządu miałby jakieś pytania i prosił o wyjaśnienia, to nie byłoby problemu, żeby pan Grzywacz wszedł i mógł powiedzieć dwa zdania – mówił prezes Piesiewicz.
Takiej potrzeby jednak nie było, stąd – zdaniem prezesa – obecność sekretarza PZN na sali również nie była potrzebna. Piesiewicz dodał jednak, że potem miał okazję z nim porozmawiać.
– Żeby była jasność – po zarządzie oraz briefingu prasowym poszliśmy na górę, zaprosiłem pana sekretarza Grzywacza na kawę i zadałem mu jedno pytanie, bardzo ważne: „trzy dni temu pan Jasiczek był wpisany na stronie internetowej i widniał w składzie kadry narodowej, a zniknął z niej dzień przed zarządem – co to oznacza, panie sekretarzu?”. Nastąpiła cisza. Więc podziękowałem za to spotkanie. To tylko utwierdziło mnie w tym, że to była bardzo dobra decyzja.
Radosław Piesiewicz o Michale Jasiczku. „Mamy umowę podpisaną przez zawodnika”
Kontrowersje budził fakt, że – jak twierdzili przedstawiciele Polskiego Związku Narciarskiego – z Michałem Jasiczkiem, a więc z naszym narciarzem alpejskim i zawodnikiem powołanym ostatecznie na igrzyska przez Polski Komitet Olimpijski, trudno się skontaktować, a do tego ma on nie mieć od dwóch lat ważnych badań lekarskich. Jak mówił jednak w WeszłoTV prezes Piesiewicz, taki argument jest błędny z prostego powodu: związek miał ledwie w zeszłym roku podpisać z Jasiczkiem nowy kontrakt.
– Pan sekretarz i pan prezes związku mówili, że nasz zawodnik, olimpijczyk już dwa lata nie ma badań lekarskich. My mamy umowę podpisaną przez zawodnika, prezesa Adama Małysza i pana sekretarza Tomasza Grzywacza z 20 czerwca 2025 roku. To moje pytanie brzmi: jeżeli nie było dwa lata żadnych badań, to jakim prawem została podpisana umowa między zawodnikiem a związkiem narciarskim na występowanie w kadrze narodowej? To jest kuriozum całej tej sytuacji. […] Jeżeli pan Michał Jasiczek podpisuje kontrakt 20 czerwca 2025 roku, który obowiązuje, to jest on nieważny, ważny, mamy go respektować, czy nie? Rozumiem, że Polski Związek Narciarski ma niezły bałagan – mówił Piesiewicz.
Obejrzyj również commentary Jakuba Radomskiego o skandalach przed igrzyskami:
Polski Związek Narciarski miał też twierdzić między innymi, że nie wiadomo w pełni, kto jest trenerem Jasiczka. Ten temat prezes uciął jednak szybko.
– Nieprawda. Wiadomo, kto jest trenerem pana Michała Jasiczka, chyba Polski Związek Narciarski nie wie tego i tego, kto jest fizjoterapeutą czy serwismenem. Umówmy się, to pokazuje skalę niedociągnięć w Polskim Związku Narciarskim.
Z PZN-u dochodziły również głosy o tym, że – między innymi ze względu na brak wspomnianych badań – nie są w stanie zagwarantować sportowej czystości powołanego przez PKOl Michała Jasiczka, który miał nie być objęty w ostatnim czasie testami antydopingowymi. Radosław Piesiewicz odpowiedział jednak i na ten argument:
– Jeżeli słyszymy, że [w tej sytuacji] bierzemy pełną odpowiedzialność, jeżeli któryś zawodnik będzie na dopingu, to pragnę tylko przypomnieć, że ani żaden polski związek sportowy, ani Polski Komitet Olimpijski nie bierze odpowiedzialności za sportowców, którzy na przykład są na dopingu. Przypominam sytuację z 2005 roku, gdzie jedna z bardzo utytułowanych zawodniczek – nie będę wymieniać nazwiska, ale też z Polskiego Związku Narciarskiego – była złapana na dopingu. I Polski Związek Narciarski ani jej nie pomógł, ani też nie wziął winy na siebie.
Radosław Piesiewicz o niepowołanym na igrzyska Piotrze Habdasie
– Czy pan Piotr Habdas może się odwołać? Nie, nie może – mówił prezes Piesiewicz. – Decyzja zapadła, zarząd PKOl jednogłośnie podjął taką decyzję i na igrzyska jedzie pan Michał Jasiczek. Wiem, że to trudne, ale powiem jedno: regulamin jest bezwzględny i jeżeli zawodnicy do tego regulaminu się stosują, spełniają warunki, to albo Polski Związek Narciarski będzie robił regulamin, który mu będzie odpowiadał i będzie wtedy mógł wybierać sportowca, albo na końcu trzeba mieć [na względzie] dobro sportowca. Bo to jest najważniejsze, ja też zawsze powtarzałem, że sportowcy są dla mnie najważniejsi i będę dbał o tych sportowców, bo bez nich reprezentacja olimpijska byłaby nic niewarta.
W studiu WeszłoTV padło również pytanie o to, czy Piotr Habdas oraz Nikola Komorowska, również wycofana z pierwotnie ogłoszonego składu kadry, dostaną w tej sytuacji odpowiednią opiekę. Komorowska w swoim oświadczeniu pisała przecież między innymi o hejcie, który miał spaść również na nią.
– Powinniśmy się wszyscy zaopiekować panią Nikolą Komorowską i panem Piotrem Habdasem. Największymi przegranymi jest cała ta czwórka [a więc również Aniela Sawicka i Michał Jasiczek – przyp. red.] zainteresowanych, bo każde z nich przeżywało to na swój sposób. To jest tragiczne, do czego doprowadził Polski Związek Narciarski, nie dbając o sportowców. Myślę, że zapomnieli o tym, że ci sportowcy mieli skupić się tylko na tym, by dobrze wykonywać to, co kochają – czyli uprawiać sport i reprezentować biało-czerwone barwy z orłem na piersi. I żebyśmy my, jako kibice, mogli być dumnymi, że możemy im kibicować i trzymać za nich mocno kciuki – stwierdził prezes Piesiewicz.
Fot. Newspix