„Polski Messi” bez klubu. Latem mógł odejść, ale odrzucał oferty

Maciej Bartkowiak

Opracowanie:Maciej Bartkowiak

29 października 2026, 16:50 • 4 min czytania 9

Reklama
„Polski Messi” bez klubu. Latem mógł odejść, ale odrzucał oferty

Niegdyś uchodził za jeden z największych talentów polskiej piłki. W Liverpoolu kibice nazywali go nawet „polskim Messim”. Od dwóch lat jest jednak na mocnym zakręcie. Po opuszczeniu The Reds miał rozwinąć żagle na Cyprze, ale niemal całkowicie zniknął tam z radarów. Przez dwa sezony rozegrał zaledwie 430 minut. Zeszłego lata mógł zmienić barwy, jednak odrzucał oferty, w tym z Ekstraklasy. Teraz został na lodzie, bowiem doszło do rozwiązania kontraktu.

Reklama

Zdecydowanie nie tak miała wyglądać kariera Mateusza Musiałowskiego.

Liznął seniorów Liverpoolu

Już w trakcie jego pierwszego sezonu w Liverpoolu, do akademii którego przeniósł się latem 2020 roku, Juergen Klopp zaprosił go na trening seniorskiego zespołu. Angielskie media już wtedy ochrzciły nastolatka „polskim Messim”. W marcu 2024 roku Częstochowianin doczekał się debiutu w seniorach. Zaliczył kilkanaście minut w rewanżowym meczu 1/8 finału Ligi Europy ze Spartą Praga. Klopp wpuścił go, gdy było już po zawodach – Liverpool prowadził wówczas w dwumeczu aż… 11:2.

Reklama

Tydzień wcześniej Klopp zabrał go jeszcze na wycieczkę do Pragi i to by było na tyle, jeśli chodzi o jego dorobek w dorosłej drużynie The Reds. Kilka miesięcy później opuścił czerwoną część Merseyside w związku z wygaśnięciem umowy. Młodzieżowy reprezentant kraju mógł wrócić do Polski, jednak wolał pozostać za granicą. Wylądował w Omonii Nikozja, z którą podpisał trzyletni kontrakt. I tu rozpoczął się zjazd.

Kompletne fiasko na Cyprze

Przez dwa lata zaliczył raptem 15 występów na 99 możliwych, z czego tylko pięć w podstawie. Na boisku spędził ledwie 430 minut, choć zdążył przez ten czas strzelić dwa gole. W debiucie w lidze cypryjskiej, na który musiał czekać aż do listopada, wbił bramkę beniaminkowi. Mimo to kolejny występ zaliczył dopiero miesiąc później – także w podstawie. Był do niej awizowany, bo Omonia wcześniej rywalizowała w pucharach kolejno z Gentem i Rapidem Wiedeń. A propos pucharów, w tych zaliczył tylko 10 minut i to wtedy, gdy kwestia awansu była rozstrzygnięta.

W poprzednim sezonie też zanotował w nich tylko jeden występ. Dostał szansę w rewanżowym meczu III rundy eliminacji Ligi Konferencji. Tydzień wcześniej Omonia wygrała 4:0, a już po pierwszej połowie rewanżu w dwumeczu było 8:0. Wszedł po przerwie i w końcówce ustalił wynik tej rywalizacji. Omonia znów awansowała do Ligi Konferencji, ale tak jak przed rokiem, do kadry na fazę zasadniczą Polaka nie zgłosiła. To był jeden z zaledwie trzech występów Musiałowskiego w tamtym sezonie. Przez kolejne dziewięć miesięcy na boisku spędził… 66 minut.

Reklama

Miał odejść do lokalnego rywala

Te minuty rozegrał w lidze, którą Omonia pierwszy raz od pięciu lat wygrała. W kolejnej europejskiej kampanii nie miał już jednak okazji pojeździć z zespołem po świecie. Po zakończeniu sezonu cypryjskie media informowały, że świeżo upieczony mistrz kraju skreślił pomocnika. Klub chciał definitywnego rozstania, ale w ostateczności wypożyczenie też wchodziło w grę. Wpływ na decyzję Omonii miał także fakt, że w październiku Polak skończył 23 lata, więc przed startem kolejnego sezonu nie mógł już zostać umieszczony na liście dla młodych piłkarzy.

Rywalizację na krajowym podwórku Omonia wznowiła dopiero na przełomie sierpnia i września. Również na rozgrywki ligowe Polak nie był już brany pod uwagę. Czas uciekał – transfery na Cyprze można było przeprowadzać do 9 września. Na szczęście dla niego, tuż przed końcem okienka znalazł się na niego chętny. Na zasadzie wypożyczenia sezon 2026/27 miał spędzić u derbowego rywala Omonii – w Olympiakosie.

Reklama

Powiedzieli „dość”

Do drużyny, która w poprzednim sezonie rzutem na taśmę utrzymała się w elicie (zajęła ostatnie bezpieczne miejsce), jednak nie dołączył. Według strony Kerkida.net pomocnik sam miał zrezygnować z tego transferu. Niedługo potem informowaliśmy na Weszło, że zainteresowany Musiałowskim był także klub z Ekstraklasy – konkretnie Wisła Płock. Wychowanek The Reds znów jednak miał nie chcieć wracać już teraz do Polski. Ale nowego klubu przed końcem okienka znaleźć się nie udało. Zostało więc tylko dalsze obserwowanie meczów Omonii z trybun.

Po blisko dwóch miesiącach od transferowego fiaska uznano, że najwyższy czas rozwiązać pierwotnie obowiązującą do czerwca 2027 roku. Jak podaje portal Kathimerini, kontrakt rozwiązano za obólną zgodą. Co dalej? Póki co nie wiadomo. Może wreszcie posłucha Mariusza Stępińskiego, który w czasach ich wspólnej gry w Omonii mówił koledze: – Tłumaczyłem mu: „Słuchaj, musisz gdzieś iść i grać, nawet na niższym poziomie. Musisz pokazać, że w ogóle jesteś w seniorskiej piłce. Nie będziesz talentem do 30-tki” – opowiadał na kanale Meczyki.

Reklama

fot. Newspix

9 komentarzy
Maciej Bartkowiak

Przede wszystkim fan uniwersum polskiej piłki i rodowity poznaniak, więc zainteresowanie Ekstraklasą było mu pisane. Kiedy pada zdanie, że "po takich historiach młodzi chłopcy zakochują się w piłce", to czuje się wywołany do tablicy w związku z mistrzostwem Leicester City. W wolnych chwilach lubi zmęczyć się bieganiem, a po nim zasiąść do czytania kryminału.

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Inne ligi zagraniczne

Reklama