Lechia spadała z Ekstraklasy jako zdecydowanie najsłabsza obrona w całej lidze. W ostatnich tygodniach zespół z Gdańska przeszedł całkowitą metamorfozę, jednak wciąż mogliśmy odnieść wrażenie, że to ta sama drużyna. Mocno dziurawa w defensywie, ale z momentami efektownej gry w ataku. No i przede wszystkim Camilo Meną, który na pierwszoligowych boiskach wygląda jak zawodnik z innego świata.
Kolumbijski skrzydłowy przy Konwiktorskiej wyglądał jak niepasujący element. Swoimi umiejętnościami przerastał wszystkich pozostałych zawodników na boisku o przynajmniej dwie klasy. I to on jest głównym powodem zwycięstwa, z którego cieszy się Lechia. Miał spory udział przy wszystkich czterech golach. Poza nim dużo będzie można mówić o skuteczności Polonii, a właściwie jej braku. Okazji miała multum, jednak kompletnie nie umiała ich wykorzystywać.
Polonia Warszawa – Lechia Gdańsk 2:4. Przeciekająca defensywa i znakomity Camilo Mena
Mniej uważni patrząc na Lechię, mogliby pomyśleć, że to wciąż ten sam zespół, który spadł z Ekstraklasy. Momentami zachwycający w ofensywie i jednocześnie mocno dziurawy w obronie. Tyle że na ławce nie było już Johna Carvera, a po boisku nie biegali Tomas Bobcek, Rifet Kapić czy Iwan Żelizko. Poza nielicznymi wyjątkami – w tym Camilo Meny – była to kompletnie inna drużyna.
Oczywiście pod względem nazwisk, bo patrząc na grę mocno Lechia przypominała siebie z poprzednich rozgrywek. Gdy szła do ataku, od razu robiło się groźnie. Mogli się podobać sprowadzeni w ostatnich tygodniach Artur Szach czy Kevin Dodaj. Oczywiście o klasie Camilo Meny nikomu mówić nie trzeba, a i Tomasz Neugebauer czy Tomasz Wójtowicz na tym poziomie są wyróżniającymi się postaciami. Wynik otworzył ten ostatni, ale spokojnie Gdańszczanie w pierwszych fragmentach mogli mieć na koncie przynajmniej z dwa gole.
Wójtowicz na 1:0 dla @LechiaGdanskSA! 🔥
👉 Oglądaj wszystkie mecze na @sport_tvppl,
w aplikacji mobilnej lub Smart TV 📺 pic.twitter.com/NgZHOReB2d— Betclic 1 Liga (@_1liga_) August 29, 2026
Z perspektywy trenera Łupaszki problem polegał na tym, że to samo mogliśmy mówić o Polonii. Po straconej bramce miała trzy takie naprawdę dogodne okazje na doprowadzenie do wyrównania. Raz świetnie obronił Szymon Weirauch, chwilę później na linii bramkowej kapitalnie wyręczył go kolega, a jeszcze w innej sytuacji piłka trafiła w poprzeczkę po uderzeniu głową po rzucie rożnym.
Lechia musiała mówić o wielkim szczęściu, że wciąż nie miała na koncie straconej bramki. Tak jak i w Ekstraklasie, teraz również jej defensywa do najbardziej szczelnych nie należy. Różnica jest taka, że obecnie mierzy się z drużynami o nieco niższych umiejętnościach indywidualnych.
Nic nie może przecież wiecznie trwać, więc i Lechia w końcu się doigrała. Prosta strata na własnej połowie i właściwie chwilę później w polu karnym odnalazł się Ernest Terpiłowski, który tym razem już znalazł sposób na pokonanie Szymona Weiraucha.
I prawdę mówiąc, jego gol tuż przed przerwą sprawił, że nie mogliśmy mówić o jakiejś niesprawiedliwości. Gdyby to Lechia schodziła do szatni z prowadzeniem, mielibyśmy takie poczucie, że wynik nie do końca oddaje przebieg wydarzeń boiskowych.
Camilo Mena show! Załatwił rywala w pojedynkę
Możemy mówić o problemach Lechii w defensywie, przewadze Polonii, ale gdy po drugiej stronie stoi ktoś taki jak Camilo Mena, to nigdy nie możesz być spokojny. Nie za wiele wskazywało na to, że goście mogą strzelić drugiego gola, jednak wystarczyło żeby piłka trafiła pod nogi kolumbijskiego skrzydłowego. Przebieg z nią pół boiska, nie dając się nawet sfaulować rywalowi, który za wszelką cenę chciał przerwać rajd przeciwnika. Po takiej akcji Kevin Dodaj już nie mógł się pomylić.
Kevin Dodaj i @LechiaGdanskSA znowu prowadzi! 🔥
👉 Oglądaj wszystkie mecze na @sport_tvppl,
w aplikacji mobilnej lub Smart TV 📺 pic.twitter.com/chjt6ASVnL— Betclic 1 Liga (@_1liga_) August 29, 2026
Tak jak po pierwszej bramce Lechii, mnożyły się kolejne okazje Polonii, jednak ona w swoich szeregach nie miala kogoś takiego jak Camilo Mena. Piotr Stokowiec zdecydowanie powinien popracować nad skutecznością podopiecznych, bo ta zdecydowanie zawodziła. Co z tego, że sytuacji nie brakowało skoro był wielki problem, by je wykorzystywać.
A o Lechii na pewno tego powiedzieć nie możemy. Nie trzeba było długo czekać na kolejną akcję jej kapitana. Po następnym rajdzie Meny piłka trafiła do Artura Szacha i on również był w stanie umieścić piłkę w siatce. Przy obu trafieniach w drugiej części kluczową rolę odegrał jednak skrzydłowy z Kolumbii, a spora cegiełkę dołożył także do pierwszej bramki. Dysproporcja pomiędzy jego umiejętnościami a wszystkich pozostałych zawodników na boisku była olbrzymia.
Swój kapitalny występ Camilo Mena zwieńczył golem tuż pod poprzeczkę bramki bronionej przez młodego Mateusza Jelenia. Kolumbijczyk praktycznie w pojedynkę rozklepał Polonię Warszawa i na miejscu gdańskich kibiców naprawdę docenialibyśmy popisy skrzydłowego, bo coś czujemy, że przy takiej dyspozycji długo na pierwszoligowych boiskach nie zostanie.
Całość zwieńczyła jednak amatorska postawa obrony Lechii, z której skorzystał Robert Dadok, nieco zmniejszając rozmiary porażki.
Polonia Warszawa – Lechia Gdańsk 2:4 (1:1)
- 0:1 – Tomasz Wójtowicz 9′
- 1:1 – Ernest Terpiłowski 43′
- 1:2 – Kevin Dodaj 61′
- 1:3 – Artur Szach 72′
- 1:4 – Camilo Mena 87′
- 2:4 – Robert Dadok 90+3′
ZOBACZ RÓWNIEŻ
Fot. Newspix