Nie grał w piłkę trzy lata. Strzelił gola… trzy minuty po wejściu z ławki

Marcin Ziółkowski

30 sierpnia 2026, 21:17 • 3 min czytania 1

Reklama
Nie grał w piłkę trzy lata. Strzelił gola… trzy minuty po wejściu z ławki

Kibice doskonale pamiętają historię Gerarda Deulofeu, który podczas gry dla Udinese uszkodził sobie kolano na tyle, że po zabiegu doszło w nim do infekcji chrząstki. Hiszpan do tej pory nie zagrał ani jednego meczu. Perr Schuurs na ten moment zakręty ma za sobą i w przeciwieństwie do wychowanka Barcelony – wrócił na boisko. Po blisko trzech latach bez gry Holender zanotował debiut marzeń w nowym klubie. Emocji nie brakowało.

Reklama

Perr Schuurs i jego słodko-gorzka historia

Była runda jesienna sezonu 2023/24. Perr Schuurs grał dla Torino i od pewnego czasu zapowiadało się, że wkrótce zmieni klub na znacznie lepszy. Plotkowano choćby o Interze, dla którego taki ruch byłby dużym wzmocnieniem przy taktyce z trójką stoperów. Nie licząc zespołów ze strefy europejskich pucharów, Schuurs był jednym z najlepszych defensywnych piłkarzy w lidze.

Wtem zerwał więzadło krzyżowe – właśnie w meczu z Interem Mediolan. Nikt nie myślał wtedy, że powrót do gry zajmie mu… trzy lata.

Holender zrobił to jednak w fantastycznym stylu.

Reklama

W sobotę Schuurs wystąpił w wyjazdowym meczu NEC Nijmegen z PEC Zwolle. W 83. minucie spotkania świetnie odnalazł się w polu karnym po dośrodkowaniu Emre Mora (ktoś jeszcze pamięta tego wonderkida z czasów BVB?) i pokonał Jaspera Schendeelaara. Stoper ustalił wynik wówczas meczu na 3:1 dla NEC.

Dokonał tym samym tego, co wydawało się wręcz niemożliwe. Po trzech latach pauzy, wielu negatywnych perypetiach, nadszedł kolejny w ostatnim czasie cud. Po meczu koledzy nosili go na rękach, a sam Schuurs poświęcił chwilę swojej ukochanej. Za takie historie kocha się futbol.

A jak to było zanim doszło do długo wyczekiwanego powrotu do zdrowia? Niezbyt różowo. Los 26-latkowi jednak powoli oddaje.

Reklama

Schuurs wrócił. Będzie sentymentalny powrót do Piemontu

Pod koniec kwietnia 2026 roku Schuurs opowiadał Gianluce Di Marzio o problemach, które były skutkiem tamtego urazu.

Wychodziłem z domu tylko, żeby potrenować. Gdy zamykałem z powrotem drzwi, wszystko się kończyło. Nie lubiłem wychodzić z domu. Nie wiedziałem czy to ja, czy nieproszony gość, który ze mną żył. Depresja. Przybyła po cichu, bez pozwolenia. Przejęła kontrolę nad moim ciałem i umysłem.

Reklama

Holender miał jeden, ale poważny problem. Nikt nie wiedział z jakiego powodu boli go kolano w trakcie rehabilitacji. Lekarze nie mieli na to odpowiedzi. Wpływało to mocno na strefę mentalną piłkarza.

W czerwcu wspomniany już Di Marzio poinformował o „światełku w tunelu” (nadchodzącym powrocie). Umowę z trzecim zespołem ligi holenderskiej stoper podpisał 16 czerwca. Był pierwszym transferem w walce o Ligę Mistrzów. Tę na finiszu piłkarze z Nijmegen wygrali z zespołem Johna van den Broma, a więc Twente.

Reklama

I choć Champions League w Nijmegen nie będzie, to faza ligowa Ligi Europy już tak. 17 września Schuurs wybierze się w sentymentalną podróż do Turynu na mecz pierwszej kolejki przeciwko Juventusowi. Kto wie, może Holender ponownie będzie bohaterem spotkania.

 

Fot. Newspix

Reklama
1 komentarz
Marcin Ziółkowski

Człowiek urodzony w roku stulecia swojego przyszłego ulubionego klubu. Schodzący po czerwonej kartce Jens Lehmann w Paryżu w finale Ligi Mistrzów 2006 to jego pierwsze piłkarskie wspomnienie. Futbol egzotyczny nie jest mu obcy. Przykład? W jednej z aplikacji ma ustawioną gwiazdkę na tajskie Muangthong United, bo gra tam niejaki Emil Roback. Inspiruje się Robertem Kubicą, Fernando Alonso i Ottem Tanakiem, bo jest zdania, że warto dać z siebie sto i więcej procent, nawet mimo niesprzyjających okoliczności. Po szkole godzinami czytał o futbolu na Wikipedii, więc wybudzony nagle po dwóch godzinach snu powie, że Oleg Błochin grał kiedyś w Vorwarts Steyr. Potrafi wstać o trzeciej nad ranem na odcinek specjalny Rajdu Safari, ale nigdy nie grał w Colina 2.0. Na meczach unihokeja w szkole średniej stawał się regenem Lwa Jaszyna. Esencją piłki jest dla niego styl rodem z Barcelony i Bayernu Flicka, bo Zdenek Zeman i jego podejście to życie, a posiadanie piłki jest przehajpowane

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Inne ligi zagraniczne

Reklama