Po absurdalnym strzale nad bramką z trzech metrów w meczu z Piastem Pablo Rodriguez stał się w oczach części kibiców symbolem ofensywnej niemocy Lech Poznań. Nie była to w końcu pierwsza dogodna sytuacja zmarnowana przez Hiszpana w tym sezonie. To jednak bardzo powierzchowna ocena. Fakty są takie, że od momentu, gdy Rodriguez został obdarzony dużym zaufaniem, wciąż rośnie. Czy to najbardziej niedoceniany piłkarz Kolejorza?
Wielkie oczekiwania czekały na Pablo Rodrigueza w pakiecie powitalnym w momencie podpisania kontraktu z Lechem. Po pierwsze, przychodził jako następca największej gwiazdy zespołu i jednego z najlepszych graczy ligi ubiegłego sezonu – Afonso Sousy.
Po drugie, wydana kwota – 1,2 miliona euro – prawie setka meczów na poziomie Serie B i ponad trzydzieści występów w La Liga 2 sugerowały, że mówimy o zawodniku jakościowym. Wrażenie robiła też przeszłość w drużynach młodzieżowych i rezerwach Realu Madryt.
Tyle że nie był to transfer z kategorii „bierzemy piłkarza, który z marszu będzie wymiatać”. Przynajmniej nie z perspektywy Lecha.
Spis treści
- Pablo Rodriguez. Jaka jest prawda o piłkarzu Lecha Poznań?
- Trudny początek Pablo Rodrigueza w Lechu Poznań
- Skuteczność - największy problem Pablo Rodrigueza (i jego kolegów)
- Pablo Rodriguez bez asysty w Ekstraklasie. Koledzy regularnie go "okradają"
- Pablo Rodriguez daje Lechowi Poznań to, co ma najlepsze. Jak pomaga drużynie?
- Pablo Rodriguez vs Afonso Sousa. Jak Hiszpan wypada na tle Portugalczyka?
- Pablo Rodriguez da Lechowi Poznań sporo dobrego. Trzeba mu zaufać
- WIĘCEJ O LECHU POZNAŃ NA WESZŁO:
Pablo Rodriguez. Jaka jest prawda o piłkarzu Lecha Poznań?
W pierwszych tygodniach pobytu w Polsce Pablo Rodriguez głównie nadrabiał zaległości treningowe. W klubie mieli świadomość, że ściągają zawodnika, który będzie potrzebował nieco czasu na dojście do optymalnej dyspozycji, ale było to wliczone w koszty. Choć, trzeba uczciwie przyznać, miało być trochę lepiej. O Hiszpanie mówiło się, że trenował indywidualnie, trzymał formę. Okazało się, że może i trenował, ale jednak zaległości nie udało się uniknąć.
Koniec końców Lech był jednak zadowolony, że 24-latka w ogóle udało się ściągnąć, bo gdy pierwszy raz podjął rozmowy w sprawie jego przenosin na Bułgarską, wcale się na to nie zanosiło.
– Nie jesteśmy jego pierwszym wyborem – zdradził Szymon Goc, skaut Lecha, w filmie Wariant Mistrzowski, odsłaniającym kulisy transferów Kolejorza.
– Oglądałem Pablo na żywo w październiku i w maju. Za pierwszym razem jego agent powiedział, że zawodnik nie będzie dla nas dostępny, że raczej trafi do La Liga lub innej ligi ciekawszej niż polska. Wrócił do nas w czerwcu z informacją, że może jednak piłkarz byłby chętny na transfer do Polski, tylko trzeba będzie go przekonać – tłumaczył Goc.
Lech pokazał, jak robi transfery. „Wyleciałby na pierwszym treningu”
Przekonać się udało. Hiszpan kupił rozrysowaną przez Tomasza Rząsę wizję gry w europejskich pucharach, zdobywania z Lechem trofeów i rozwinięcia się w drużynie tak, że za dwa lata będzie mógł myśleć o upragnionym transferze do ligi z top 5.
Sezon wówczas już trwał. Okres przygotowawczy Rodriguezowi uciekł.

Pablo Rodriguez po podpisaniu kontraktu z Kolejorzem (fot. Lech Poznań/Przemysław Szyszka)
Trudny początek Pablo Rodrigueza w Lechu Poznań
Szansa na wejście do drużyny pojawiła się jednak stosunkowo szybko. Sousa, choć jeszcze do połowy sierpnia był zawodnikiem Lecha, przez ostatnie tygodnie myślami był już w Turcji, a oficjalnie zmagał się z kontuzją. Wobec urazów innych ofensywnych graczy Kolejorza, Niels Frederiksen zaczął stopniowo wprowadzać Hiszpana do gry, początkowo z ławki. Ten jednak w swoich pierwszych spotkaniach pokazał niewiele. Na tle innego letniego nabytku, Luisa Palmy, wypadał blado.
24-latek dużo biegał, miał niezłe pojedyncze zagrania, ale jego występy zwyczajnie nie miały wielkiego przełożenia na grę drużyny. Mówiło się również, że ma pewne problemy w komunikacji w związku z brakami w języku angielskim. Od sporych nadziei dyskurs wokół Hiszpana zaczął więc płynnie zmierzać w kierunku oceny czy mamy do czynienia z transferowym niewypałem.
Przełom przyszedł po październikowej przerwie reprezentacyjnej. Do tego momentu Rodriguez zanotował łącznie osiem występów we wszystkich rozgrywkach (Lech w tym czasie rozegrał 15 spotkań), z czego trzy w wyjściowej jedenastce. Po wspomnianym okienku na mecze kadry stał się natomiast pełnoprawnym graczem podstawowego składu. Wystąpił od pierwszej minuty w ośmiu z dziesięciu meczów ligowych, we wszystkich spotkaniach fazy ligowej Ligi Konferencji, do tego doszły dwa występy w Pucharze Polski.
– Miał zły start, bo pewnie myślał, że wszystko przyjdzie łatwiej w Polsce, ale od października jest na fali wznoszącej. Bardzo dobrze pracuje, lepiej mówi po angielsku, co mu pomaga w szatni. Jest lubiany – mówi Weszło osoba z klubu, którą pytamy o ocenę Rodrigueza.

Skuteczność – największy problem Pablo Rodrigueza (i jego kolegów)
Pablo Rodriguez od października jest więc piłkarzem „gotowym”. Kalendarz i to, że trzeba było na niego trochę poczekać, to jednak tylko część problemu. Drugą składową stanowią liczby. W teorii dwa gole i cztery asysty wyglądają przyzwoicie. Pełen obraz otrzymamy jednak dopiero po zliczeniu tego, co nie wpadło. Zarówno samemu Rodriguezowi, czym można go w pełni obarczać, jak i kolegom, którzy nie wykorzystywali jego podań (co stanowi argument w dyskusji o tym, że to wcale nie taki zły sezon Hiszpana).
Współczynnik przewidywanych goli Pablo Rodrigueza według Hudl StatsBomb mówi wiele: 4,1 xG przy dwóch zdobytych golach, czyli minus, nieskuteczność. Jeszcze więcej mówi jednak zestawienie poszczególnych, zmarnowanych sytuacji. Wiele z nich zapadło w pamięci, bo raz, że były to pudła spektakularne, dwa – w kluczowych momentach. Nie trafił z Rayo, nie trafił z Arką, nie trafił z Piastem. Za każdym razem Lech przegrał mecz, który mógł być „zamknięty”.
Wagę pomyłek podkreśla fakt, że były to sytuacje uznawane powszechnie za dogodne. Gdy xG pojedynczego strzału przekracza 0,2, oznacza to ponad 20-procentowe szanse na gola. Tak wycenia się okazje, które wypada wykorzystywywać. U Rodrigueza wygląda to tak:
- 0,63 xG vs Arka Gdynia – gol
- 0,47 xG vs Mainz – obroniony
- 0,43 xG vs Pogoń Szczecin – obroniony
- 0,39 xG vs Radomiak Radom – gol
- 0,33 xG vs Piast Gliwice – pudło
Bilans 2-3 nie wygląda katastrofalnie, daleko mu do kompromitującego 1-9 Milety Rajovica (w samej tylko Ekstraklasie). Wrażenie podbija wspomniana już waga tych sytuacji dla przebiegu poszczególnych spotkań. Niemniej w poprzednim sezonie ligowym Afonso Sousa na siedem szans o wartości xG min. 0,3 wykorzystał sześć – bez tego nie byłoby mistrzostwa Lecha Poznań.
Nie można jednak powiedzieć, że problem nieskuteczności to tylko i wyłącznie temat Pablo Rodrigueza. W obecnych rozgrywkach zbyt często i zbyt mocno mylą się wszyscy piłkarze Kolejorza. Rodriguez jest też tego ofiarą.
Pablo Rodriguez bez asysty w Ekstraklasie. Koledzy regularnie go „okradają”
Ofiarą, bo fakt, że Pablo Rodriguez nie zaliczył ani jednej asysty w Ekstkraklasie to wyłączna wina tego, że jego kumple z zespołu spartaczyli kilka świetnych sytuacji. Najświeższa – Hiszpan powinien kończyć świetny występ w Zabrzu z asystą, wyłożył Yannickowi Agnero na pustą bramkę. Nie skończył, bo Agnero się pomylił.

Tak, w tej sytuacji Yannick Agnero nie strzelił gola (screen: Canal+ Sport)
W samym tylko meczu z Piastem, po którym wychowankowi Realu pamiętać będzie się przede wszystkim nietrafienie w pustą bramkę z trzech metrów, Rodriguez mógł zanotować trzy ostatnie podania.
Już w pierwszej minucie świetnie zagrał na głowę Gholizadeha, który minął się z piłką (a mimo to mógł paść gol – szansę, by wpakować piłkę do siatki mieli jeszcze Ishak i Gumny). Przed końcem pierwszej połowy kapitalnie wyłożył piłkę piętką do Bengtssona, ale ten nie zdołał pokonać Placha. To także on posłał idealne długie podanie do Mikaela Ishaka, z którego kapitan Lecha nie zrobił użytku w sytuacji sam na sam z bramkarzem.
Zerknijmy na mapę kluczowych podań (asyst przy strzałach) Pablo Rodrigueza w Ekstraklasie. Nie uwzględnia ona sytuacji wykreowanej Agnero, lecz i tak zawiera siedemnaście okazji stworzonych kolegom. Ich łączne xG to 1,66 – gdyby doliczyć strzał Agnero, wyszłoby, że na koncie Hiszpana można byłoby się spodziewać przynajmniej dwóch asyst. Zwłaszcza że spora część z tych podań otwierała kolegom drogę do strzału z naprawdę dobrej pozycji.

Więcej szczęścia Rodriguez miał w Lidze Konferencji, gdzie z sześciu kluczowych podań wykręcił asystę. W dodatku do dorobku Pablo trzeba doliczyć dwa wywalczone rzuty karne. Niemniej osiemnaście podań Hiszpana zakończonych strzałami kolegów to więcej niż zaliczył on w całym poprzednim sezonie w Racingu Santander. Nie tak wiele brakuje mu do wyniku, który w pierwszym sezonie w Polsce zanotował Afonso Sousa (23 kluczowe podania).
Ba – dane Hudl StatsBomb mówią wprost: w przeliczeniu na 90 minut Pablo Rodriguez jest w dziesiątce najczęściej kreujących kolegom sytuacje ofensywnych piłkarzy w Ekstraklasie. I mimo że Sousa w mistrzowskim roku zaliczył aż 38 kluczowych podań, to współczynnik przewidywanych asyst Rodrigueza obecnie przewyższa każdy sezon Afonso w Lechu, w tym ten ostatni (0,17 vs 0,14).

Pablo Rodriguez daje Lechowi Poznań to, co ma najlepsze. Jak pomaga drużynie?
Jak widać po powyższym radarze jest nawet więcej liczb, w których Pablo Rodriguez przewyższa piłkarza, którego miał zastąpić. I tak, radary, wyliczenia, to nie wszystko, natomiast to realnie przekłada się na grę Lecha Poznań. Przykładowo: pressing. Mistrz Polski idzie w intensywność, szukał kogoś, kto pod tym względem zaoferuje więcej niż Sousa. Rodriguez w całej lidze ma siódmy wynik skoków pressingowych, jest zdecydowanie najlepszy w Lechu.
Patrząc na zaawansowane dane, w zasadzie przeniósł do Ekstraklasy to, czym wyróżniał się w Hiszpanii. Przed jego transferem wyliczaliśmy, że był czołowym piłkarzem La Liga 2 pod względem przewidywanych bramek, aktywności i skuteczności w obronie czy kontaktów z piłką w polu karnym. Statystykami defensywnymi nie imponuje tak jak w Racingu, lecz w wyniku pressingu odzyskuje futbolówkę dwukrotnie częściej niż Sousa. W dodatku mówimy o jednym z najczęściej faulowanych ligowców.
Jakim piłkarzem jest Pablo Rodriguez?
Bardzo ważne jest także to, że Pablo Rodriguez sprostał intensywności Ekstraklasy, jego liczby nie odstają ani od osiągnięć innych ligowców, ani od tego, co robił w Hiszpanii. Zerknijmy na dane SkillCorner za dwa ostatnie sezony:
- całkowity dystans: 11,4 km (Polska) vs 11,6 km (Hiszpania),
- dystans w sprincie: 158 m vs 178 m,
- dystans na wysokiej intensywności (>20 km/h): 976 m vs 1079 m.
Można więc zaryzykować stwierdzenie, że chociaż Hiszpan nie daje drużynie takich liczb „bezwzględnych” (gole, asysty), jak Afonso Sousa, to wszystkie wymienione rzeczy sprawiają, że sumarycznie jego wkład do zespołu wciąż jest spory i istotny. Można też obalić argument o tym, że wątła sylwetka przeszkodzi mu w Ekstraklasie – bardzo dobrze chroni piłkę, przekuwa atuty techniczne w liczbę wywalczonych fauli, skutecznie gra w obronie.
Pod tym względem to Sousa mógłby się od niego uczyć, bo w przypadku Portugalczyka warunki fizyczne faktycznie korelowały z tym, co mógł sobie na boisku wyszarpać czy wywalczyć.

Pablo Rodriguez vs Afonso Sousa. Jak Hiszpan wypada na tle Portugalczyka?
Pora więc zająć się tematem, który wielu trapi – czy Pablo Rodriguez wszedł w buty Afonso Sousy, czy jednak to obuwie go uwiera? Na pewno widzimy konkretne podobieństwo w tym, że Sousa też nie zrobił furory zaraz po przeprowadzce.
Jeśli porównamy debiutanckie sezony Sousy i Rodrigueza, Hiszpan prezentuje się solidnie, a w pewnych parametrach nawet znacznie lepiej od Portugalczyka. W najbardziej podstawowych statystykach nie ma wielkiej różnicy – na tym etapie sezonu (gdy Sousa debiutował Lech także grał na trzech frontach, choć z Pucharu Polski odpadł już w drugiej rundzie), czyli po trzech meczach po przerwie zimowej Sousa miał na koncie cztery gole i dwie asysty we wszystkich rozgrywkach. Rodriguez ma cztery asysty i dwa gole.
Jeśli natomiast spojrzymy okiem na bardziej szczegółowe parametry – oczekiwane bramki, kontakty z piłką w polu karnym, liczbę „wygranych” fauli – w tych elementach Hiszpan bije poprzednika na głowę. Był też bardziej przydatny w odzyskiwaniu piłki po pressingu.

To był jednak Sousa w wersji z sezonu 2022/2023, a nie 2024/2025, gdy był prawdziwą gwiazdą Lecha. Jak zatem wypada Rodriguez, gdy porównamy go do „prime’u” Portugalczyka? W podstawowych statystykach nie ma podjazdu – w analogicznym okresie Sousa zanotował osiem goli i pięć ostatnich podań (Lech grał wówczas tylko w lidze – do pucharów się nie dostał, w Pucharze Polski odpadł w pierwszej rundzie). Inna sprawa, że Walemark czy Ishak doskonałe zagrania Sousy wykorzystali, a Rodrigueza na razie koledzy z asyst okradają.
Wyżej widzieliście już radar przedstawiający bardziej zaawansowane dane, które potwierdzają, że nawet w mistrzowskim sezonie Rodriguez nadal ma wyższy od Portugalczyka wskaźnik goli oczekiwanych, ma też częstszy kontakt z piłką w polu karnym. Sousa jednak nieco częściej strzelał i znacznie celniej podawał. Pod wieloma względami odstawał jednak od tego, co prezentuje obecnie Pablo Rodriguez. I nie zmienia tego nieskuteczność. W Lechu Poznań słyszymy zresztą bardzo podobną opinię:
– Po obiektywnie słabym początku gra lepszy sezon niż Sousa w momencie, gdy do nas przychodził. Może to banalne, ale z każdym kolejnym golem będzie rósł i będzie dawał nam więcej.
Pablo Rodriguez da Lechowi Poznań sporo dobrego. Trzeba mu zaufać
Wygląda na to, że przekonany o tym jest także Niels Frederiksen. Trener bardzo dobrze zarządził sytuacją Rodrigueza po meczu w Gliwicach. Hiszpan zawalił, ale jak już wspomnieliśmy – zawalili też jego koledzy. W samym spotkaniu z Piastem Pablo wykreował sytuacje o wadze xG 0,75, miał też największy wkład w okazje strzeleckie Lecha. Wcześniej, z Lechią, mimo braku kluczowych podań, także wyróżniono go jako zawodnika z największym wkładem w konstruowanie ataków mistrza Polski.
Gdyby po takim występach posadził go na ławce tylko dlatego, że raz fatalnie przestrzelił, zabiłby Rodrigueza na dobre. Zamiast tego pokazał mu zaufanie, za co Rodriguez odwdzięczył się najlepszym dotąd występem, w którym:
- przebiegł na wysokiej intensywności ponad 1200 metrów (najlepszy wynik sezonu),
- był najczęściej faulowany na boisku,
- po raz trzeci z rzędu miał największy wpływ na sytuacje strzeleckie zespołu.
Bardzo możliwe, że Niels Frederiksen swoją decyzją wygrał sobie żołnierza, który pociągnie drużynę przez resztę sezonu. Zwłaszcza że statystyki Pablo znacząco przewyższają resztę ligowców.

Pech nie może trwać wiecznie. W końcu Pablo Rodriguez zacznie strzelać, koledzy zaczną wykorzystywać jego podania. Narracja o nim zmieni się wówczas diametralnie. Wy możecie być „mądrzejsi” wcześniej. Czasami oznacza to, że „przez dobę uchodzisz za idiotę”, jak lubił mówić pewien polityk. Poważnie mówiąc – wiedza o tym, ile naprawdę Hiszpan wnosi do gry Lecha, pozwoli wam po prostu ocenić go uczciwiej.
Tak, jak robią to ludzie z Lecha Poznań. Bo to nie tak, że nikt nie widzi, że Pablo swoje zmarnował, że stracił kilka miesięcy. Grunt to jednak nie zakopać tego, co może się opłacić w przyszłości. W Wielkopolsce podkreślają: Rodriguez w Racingu pokazywał jakość wykończenia, strzelił sześć z ośmiu dużych szans, tylko raz w ogóle nie trafił w bramkę. Czyli on to ma, potrafi, po prostu trzeba na to zaczekać.
– W pionie robi ruchy, których oczekujemy, objętościowo daje nam intensywność. Ma niezaprzeczalną jakość techniczną. Mocno stoi na nogach, potrafi się odwrócić z piłką między liniami. Jego jakość to też uniwersalność: zagra dziesiątkę, ósemkę, skrzydłowego. Brakuje mu jeszcze spokoju, ale w treningu to wykończenie widać – słyszymy w Poznaniu.
Być może na koniec sezonu ktoś wyciągnie sytuacje Pablo Rodrigueza i podliczy, że Lechowi zabrakło tych dwóch goli, tych kilku punktów, które mógł przyklepać, żeby obronić mistrzostwo Polski. Byłoby to jednak bardzo niesprawiedliwie. W trzech pierwszych meczach wiosny duże szanse marnowali także:
- Yannick Agnero – 0,9 xG; 0,69;
- Mikael Ishak – 0,33; 0,36;
- Ali Gholizadeh – 0,24;
- Antoni Kozubal – 0,21;
- Patrik Walemark – 0,2.
Głupio byłoby więc obarczać winą tylko tego, kto zrobił to na tyle spektakularnie, że został najlepiej zapamiętany.
WIĘCEJ O LECHU POZNAŃ NA WESZŁO:
- Lech w końcu nie miał pecha. Nadal gra o mistrzostwo?
- Za dużo się mówi o trenerze, za mało o piłkarzach Lecha [KOMENTARZ]
- Frederiksen z optymizmem: Wyniki się odwrócą
- Czy Filip Dagerstal zagra jeszcze w piłkę? Zaczął kurs UEFA
Fot. Newspix