Oskar Pietuszewski zostanie piłkarzem FC Porto i na dzisiaj wygląda to po prostu sensownie. Można to ubierać w różne słowa, że dobrze się stało, bardzo dobrze, obiecująco, ciekawie, ale na końcu należy się zgodzić, że „sensownie” zawiera wszystko, co chcieliśmy widzieć przy okazji tego transferu. Skrzydłowy robi bowiem krok do przodu w swojej karierze, natomiast nie skacze nad przepaścią (albo gorzej: w przepaść).
Choć oczywiście wszyscy powinniśmy być zgodni co do tego, o jak dużym talencie jest mowa, to jednocześnie z tyłu głowy świta świadomość położenia polskiej piłki. Mianowicie – ona talentów jest tak spragniona, że w każdym ciekawszym zawodniku widzi potencjalnego zbawcę, który przez kolejne lata będzie dumnie reprezentował nasz futbol w Europie, a i narodową kadrę zaciągnie gdzieś daleko.
Innymi słowy – potrzeba nowego Lewandowskiego, skoro stary Lewandowski zaraz skończy karierę.
Jest to z jednej strony zrozumiałe, ale z drugiej pozwala się podpalić. I tak na przykład Kacper Kozłowski jawił się nam jako przyszła wielka gwiazda, tymczasem nie stał się nawet gwiazdką, skoro odbił się od ligi angielskiej i walczy o swoje w Turcji, ale też wcale nie w czołówce tamtejszej ekstraklasy.
Wielki miał być też Karbownik, prawda? Niestety nie jest i pewnie już nie będzie.
Teraz w świat został wysłany Pietuszewski i choć wszyscy powiedzą, że sytuacja jest inna, to pewnie przy Karbowniku i Kozłowskim mówiono tak samo. Kwestią jest to, żeby przy okazji wyfruwającego kolejnego talentu można było stwierdzić „oby zrobił taką karierę jak Pietuszewski”, a nie „oby nie skończył tak jak Karbownik, Kozłowski i Pietuszewski”.
I – zdaje się – ten pierwszy krok ku temu wykonano poprawnie. W przestrzeni medialnej latały nazwy różnych wielkich klubów, przez co istniała obawa, że początkowe wyzwanie dla skrzydłowego zostanie wybrane zbyt duże. Fajnie by było mówić, że mamy – załóżmy czysto teoretycznie – kolejnego Polaka w Barcelonie, ale jeśli ten Polak miałby tam głównie zwiedzać miasto, to oczywiście bez sensu. Bo znów: dla nas Pietuszewski jest wielkim talentem, natomiast u tych największych takich perełek jest troszkę więcej.
Mogłoby się więc stać tak, że rzeczywistość szybko przygniotłaby oczekiwania. Oczywiście trudno na sto procent powiedzieć, że Pietuszewski odbiłby się od największych z najlepszych lig, ale Polacy „raczej” z marszu takich terenów jednak nie podbiją.
Jest więc Porto.
To – znów – ma sens, bo:
- Pietuszewski idzie do mocnych rozgrywek, ale jednocześnie daje sobie czas na rozpęd, by dopiero w kolejnym kroku przejść do TOP5
- W tych mocnych rozgrywkach to właśnie Porto obecnie rozdaje karty
- Piłkarz zasmakuje europejskich pucharów na wyższym poziomie niż w Jagiellonii
- Będzie miał wsparcie rodaków, co wcale nie jest bez znaczenia
Wszystko składa się w jedną, logiczną całość. Patrzy się na ten ruch z dużo większą sympatią niż gdyby miał trafić do molocha i grać tam w rezerwach, albo nawet gdyby miał trafić do średniaka z mocnej ligi, bo i ten film już znamy. Drużyna walczy o każdy punkt, musi utrzymywać przewagę nad czerwoną kreską, to jeszcze nie czas na młodego Polaka. A potem wypożyczenie – jedno, drugie…
Tymczasem tutaj ma drogę szybkiego ruchu do naprawdę dużej piłki. Oczywiście – ktoś może odbijać piłeczkę, że równie dobrze Pietuszewski może się zakopać poza TOP5 jak Szymański. No pewnie: może. Natomiast i tak wygląda to dziś dużo bardziej obiecująco niż tamten transfer do Moskwy.
Poza tym jeśli w Porto odżyli Bednarek i Kiwior, to naprawdę Pietuszewski też może się tam bez problemu odnaleźć. I pozostaje życzyć powodzenia.
A co to oznacza dla Jagiellonii? Na przykład to, że musi rozejrzeć się za skrzydłowymi, bo z Pietuszewskim ta pozycja była słabo obsadzona, a bez niego wygląda bardzo źle. Jóźwiak, Cantero, Hirosawa, Prip… No nie jest to ekipa, która gwarantowałaby bezpieczny i daleki lot.
I też chyba będzie trzeba mocniej zainwestować. Wszyscy doceniamy nos Łukasza Masłowskiego, ale grono dobrych piłkarzy do wyjęcia za frytki jest jednak radykalnie ograniczone.
WIĘCEJ O PIETUSZEWSKIM NA WESZŁO:
- Tego oczekiwała Jagiellonia w sprawie Pietuszewskiego
- Pietuszewski rozpalił Jagiellonię
- Płakał albo rzucał czymś w szatni. Dziś jest wielką nadzieją Jagiellonii
Fot. Newspix