Po historyczny medal? Aleksandra Król-Walas chce ukoronować karierę

Sebastian Warzecha

08 lutego 2026, 08:02 • 8 min czytania 1

Po historyczny medal? Aleksandra Król-Walas chce ukoronować karierę

Ma już dwa brązowe medale mistrzostw świata – zdobyte w 2023 i 2025 roku. Pomiędzy nimi… urodziła córkę. Po ciąży wróciła jak gdyby nigdy nic i znów była jedną z najlepszych snowboardzistek świata. Aleksandra Król-Walas stanie do walki o historyczne złoto – i dla siebie, i dla polskiego snowboardu. Bo ten krążka igrzysk jeszcze nie ma, a przecież na ostatnich dwóch edycjach MŚ zgarnął aż trzy. Czy Oli uda się osiągnąć największy sukces w karierze?

Reklama

Aleksandra Król-Walas walczy o historię. Czy będzie pierwszy medal ZIO dla polskiego snowboardu?

Król-Walas od medalu do medalu. Z przerwą na dziecko

To była po prostu wszechogarniająca radość. Ja naprawdę bardzo długo marzyłam o tym medalu. Już nieważne było, czy on będzie z igrzysk, czy z mistrzostw świata. Śmieję się, że dla mnie ten brązowy medal jest taki, jakby to było złoto. Czułam się spełniona, zapomniałam o tych latach i trudzie trenowania – tak Aleksandra Król-Walas opisywała swój medal mistrzostw świata z 2023 roku w rozmowie z „Dziennikiem Polskim”.

Reklama

Radość podwójna: raz, że to pierwszy medal dla niej w historii tej imprezy. Dwa, że pierwszy w historii Polski… choć finalnie nieco zignorowany, bo kilka chwil później złoto zgarnął Oskar Kwiatkowski. Polak jednak później doznał kontuzji, od tamtego czasu nie walczy o medale największych imprez.

A Król-Walas?

Ona dwa lata później… w pewnym sensie obroniła swój brąz. I był to tym większy sukces, że osiągnęła go po przerwie. Bo po sukcesie z 2023 roku był ślub. A po ślubie – ciąża i narodziny dziecka. Opuściła przez to pierwszy, historyczny Puchar Świata w snowboardzie alpejskim na polskiej ziemi. Ale niczego nie żałowała, a w drugiej edycji się już pojawiła. Bo na najwyższy poziom wróciła szybko. Bardzo, ale to bardzo szybko.

Daliśmy sobie ramy czasowe, kiedy możemy się starać o dziecko i kiedy byłoby najlepiej. Wyszło idealnie, bo młoda urodzi się na początku stycznia. Jest dużo czasu na powrót do Pucharu Świata w kolejnym sezonie. Ten sezon jest bez mistrzostw świata, bez kwalifikacji olimpijskich. Wiedzieliśmy, że możemy się starać. Udało się i już nie mogę się doczekać córeczki. Snowboard mam oczywiście cały czas z tyłu głowy. Obserwuję w mediach społecznościowych jak nasza kadra trenuje. Ostatnio mi się nawet śniło, że jeżdżę z brzuchem ciążowym. Wiem, że to niemożliwe. Myślę, że taka przerwa od startów dobrze mi zrobi. Będzie duży głód deski – mówiła RMF FM, gdy jeszcze była w ciąży.

Aleksandra Król-Walas

Aleksandra Król-Walas z córką w czasie zawodów w Krynicy. Fot. Newspix

Córeczkę urodziła finalnie na sam koniec 2023 roku.

A do rywalizacji Ola Król-Walas wróciła już na początku sezonu 2024/25. I to jak wróciła! Możliwe, że był to najlepszy okres w jej karierze. Już w pierwszym starcie po powrocie stanęła na podium. Potem powtórzyła to jeszcze kilkukrotnie, a w szwajcarskim Scuol nawet wygrała – dopiero po raz drugi w karierze!

Matka na desce po prostu wymiatała.

Drugi brąz mistrzostw świata. I wielka olimpijska nadzieja

W osiągnięciu wielkich sukcesów – choćby walki o triumf w klasyfikacji generalnej giganta – przeszkodziły problemy, które ją trapiły. W tym uraz ręki. Wyniki nieco spadły, straciła żółtą koszulkę liderki generalki, sezon skończyła na czwartym miejscu. Ale i tak była zadowolona, dumna z siebie. Potem były jeszcze mistrzostwa świata, rozgrywane na sam koniec zimy.

I właśnie, jak już wspomniano – tam zdobyła drugi brąz. Od początku zresztą pokazywała, że jest w formie. W kwalifikacjach była szósta, mogła dzięki temu wybrać swój tor w 1/8 finału. To ostatecznie nie okazało się przesadnie ważne, bo Chinka Xinhui Bai upadła jeszcze w pierwszej części trasy. W ćwierćfinale Ola już jednak nie wybierała, ale Julie Zogg ze Szwajcarii pokonała o pięć setnych.

W snowboardzie alpejskim takie różnice to normalka.

W półfinale było zresztą jeszcze bliżej. Na drugim torze jechała Japonka Tsubaki Miki, triumfatorka klasyfikacji generalnej Pucharu Świata w slalomie gigancie. Ale Ola nie planowała tanio sprzedać skóry. I na pierwszym punkcie pomiary czasu obie były równo. Tak samo na drugim. A na trzecim – czyli mecie – minimalnie… wygrała Japonka. „Minimalnie”, czyli o jedną setną sekundy. Na pewno było szkoda tej okazji, ale Ola musiała się szybko pozbierać i powalczyć o brąz.

I znów – ze Szwajcarką Ladiną Caviezel obie jechały niezwykle równo. Ale finisz należał do Król-Walas.

Miała drugi brąz. Potwierdziła, że ciąża w żaden sposób nie „zaszkodziła” jej karierze. Ale też pokazała, że może mieć wielkie nadzieje związane z igrzyskami. Już czwartymi w karierze.

Ola Król-Walas znowu jest w snowboardowej czołówce

Do tamtego sezonu i mistrzostw świata przygotowywała się niepewna wszystkiego. Nie wiedziała, jak wpłynie na nią tęsknota za córką. Gdy była w domu, często nie mogła przespać uczciwie nocy, bo mała Hania płakała. Balansowała pomiędzy treningami a opieką nad dzieckiem, dzieloną z mężem. Gdy musiała wyjechać na obozy czy zawody, to faktycznie – tęsknota się odzywała. Ale jakoś to znosiła, a wyniki, wiadomo, pomagały.

W tym roku było już inaczej. Zdawała sobie sprawę, jakie wyzwania ją czekają. Narzekać mogła co najwyżej na pogodę, która często utrudniała Polakom przygotowania.

Ale poza tym? Wszystko poszło dobrze. Wyniki znów o tym mówią. W pierwszych kilku startach zajęła co prawda nieco dalsze miejsce. Potem za każdym razem dochodziła co najmniej do ćwierćfinału, dwukrotnie stając też na podium. A biorąc pod uwagę, jak skomplikowaną, techniczną dyscypliną jest snowboard alpejski, to jest to poziom, na którym dobrze się ustabilizowam, żeby następnie atakować.

– Jej forma rośnie cały czas. Jest przede wszystkim coraz bardziej świadomą i mądrą zawodniczką, która wie, kiedy powinna podjąć ryzyko, kiedy tego ryzyka nie warto podejmować i to wydaje mi się, że jest jej dużym atutem. Doświadczenie gra tutaj dużą rolęmówił nam Mikołaj Rutkowski, były reprezentant Polski na desce właśnie.

Aleksandra Król-Walas. Snowboard

Fot. Newspix

Innymi słowy: Ola Król-Walas wie, jak przygotować się na najważniejsze imprezy, by to tam „dowieźć” formę. Pokazała to na ostatnich dwóch edycjach mistrzostw świata, teraz chciałaby powtórzyć taki rezultat i na igrzyskach.

Tym bardziej, że to już jej czwarte… i może ostatnie.

Aleksandra Król-Walas na igrzyskach. Czwarty start, pierwsze podium?

Olimpijską przygodę zaczęła w Soczi. Ale o tym starcie z rzadka wspomina – jeśli już mówi o rosyjskich igrzyskach, to o tym, jak to biegała oglądać różne sporty i cieszyła się atmosferą. Na snowboardowej trasie się spaliła, jej rezultaty były dalekie – i to bardzo – od zadowalających. Cztery lata później, w Pjongczangu, była 11. I to był rezultat mniej więcej na miarę oczekiwań, bo wtedy jeszcze po naszych snowboardzistach cudów się nie spodziewano.

Ale przed Pekinem nastawienie było już inne. Bo i Ola, i Oskar Kwiatkowski w międzyczasie pokazali, że swoje potrafią. Król-Walas akurat niedługo przed tamtym startem wygrała pierwsze w karierze zawody PŚ. Postanowiła też postawić wszystko na slalom gigant, który ewidentnie lepiej jej wychodził. I w sumie nie jechała w Chinach źle. Tyle że jej ósme miejsce w kwalifikacjach sprawiło, że w 1/4 trafiła na absolutną geniuszkę deski – Ester Ledecką. Czeszka pokonała i Olę, i wszystkie inne zawodniczki.

Jestem sportowcem. Po to trenuję, by zdobywać medale. Dlaczego mam mówić, że przyjechałam tu po coś innego, a nie medal? Wygrałam ostatnio Puchar Świata, to pokazuje, że na ten medal mnie stać. On jest moim marzeniem, będę o niego walczyć – twierdziła na łamach Weszło przed tamtym startem.

Po nim mówiła, że jeśli ma mieć jakiekolwiek pretensje, to do siebie. Że trzeba było pojechać lepiej w kwalifikacjach i tyle. Nie zwalała na pecha, na to że dostała jej się akurat Ledecka. Mówiła wprost: pojechałabym lepiej, to miałabym większą szansę. Uczciwe postawienie sprawy. Bo Ola taka jest – raczej nie owija w bawełnę. I nie kłania się przesądom, bo gdy Natalię Czerwonkę w pokoju w Chinach dopadł COVID, to przejęła rolę chorążej.

Cóż, medalu nie zdobyła. Ale to nie klątwa chorążego, a klątwa Ester Ledeckiej.

Teraz stanie na olimpijskim starcie po raz czwarty. Możliwe, że ostatni, w końcu w listopadzie świętowała 35. urodziny… choć akurat snowboard alpejski pozwala jeździć na wysokim poziomie i po czterdziestce. Niemniej, niekiedy przebąkiwała co nieco o drugim dziecku, ale też chęci odpoczynku. Bo to jednak dobrze ponad dekada w wymagającym sporcie, który też – razem z Oskarem i innymi zawodnikami – długo ciągnęła na wysoki poziom, sprawiając, że cała dyscyplina stała się naprawdę rozpoznawalna w Polsce.

I właściwie by tę misję zakończyć powodzeniem, został tylko medal olimpijski. Jedno ostatnie marzenie.

Może więc dziś uda się to wszystko skompletować.

Jeśli tak – to będzie to wielki sukces Oli, ale też polskiego snowboardu. Bo ten od zawsze czeka na olimpijski medal, a najbliżej była go Jagna Marczułajtis w 2002 roku, gdy zajęła 4. miejsce w slalomie gigancie równoległym. A więc tej samej konkurencji, w której jedną z faworytek do medali jest Król-Walas. Oby młodsza z Polek zdołała zajść choć o jedno miejsce wyżej.

Terminarz startów polskich snowboardzistów na Zimowych Igrzyskach Olimpijskich 2026 (8.02)

  • 9:00 Maria Bukowska-Chyc, Aleksandra Król Walas (snowboard: slalom gigant równoległy K – kwalifikacje).
  • 9:30 Oskar Kwiatkowski, Michał Nowaczyk (snowboard: slalom gigant równoległy M – kwalifikacje).
  • 13:00 ew. Maria Bukowska-Chyc, Aleksandra Król Walas (snowboard: slalom gigant równoległy K – 1/8 finału).
  • 13:24 ew. Oskar Kwiatkowski, Michał Nowaczyk (snowboard: slalom gigant równoległy M – 1/8 finału).
  • 13:48 ew. Maria Bukowska-Chyc, Aleksandra Król Walas (snowboard: slalom gigant równoległy K – 1/4 finału).
  • 14:00 ew. Oskar Kwiatkowski, Michał Nowaczyk (snowboard: slalom gigant równoległy M – 1/4 finału).
  • 14:12 ew. Maria Bukowska-Chyc, Aleksandra Król Walas (snowboard: slalom gigant równoległy K – półfinały).
  • 14:19 ew. Oskar Kwiatkowski, Michał Nowaczyk (snowboard: slalom gigant równoległy M – półfinały).
  • 14:26 ew. Maria Bukowska-Chyc, Aleksandra Król Walas (snowboard: slalom gigant równoległy K – o brązowy medal).
  • 14:29 ew. Maria Bukowska-Chyc, Aleksandra Król Walas (snowboard: slalom gigant równoległy K – finał).
  • 14:36 ew. Oskar Kwiatkowski, Michał Nowaczyk (snowboard: slalom gigant równoległy M – o brązowy medal).
  • 14:39 ew. Oskar Kwiatkowski, Michał Nowaczyk (snowboard: slalom gigant równoległy M – finał).

SEBASTIAN WARZECHA

Fot. Newspix

Czytaj więcej o igrzyskach na Weszło:

1 komentarz

Gdyby miał zrobić spis wszystkich sportów, o których stworzył artykuły, możliwe, że pobiłby własny rekord znaków. Pisał w końcu o paralotniarstwie, mistrzostwach świata drwali czy ekstremalnym pływaniu. Kocha spać, ale dla dobrego meczu Australian Open gotów jest zarwać nockę czy dwie, ewentualnie czternaście. Czasem wymądrza się o literaturze albo kinie, bo skończył filmoznawstwo i musi kogoś o tym poinformować. Nie płakał co prawda na Titanicu, ale nie jest bez uczuć - łzy uronił, gdy Sergio Ramos trafił w finale Ligi Mistrzów 2014. W wolnych chwilach pyka w Football Managera, grywa w squasha i szuka nagrań wideo z igrzysk w Atenach 1896. Bo sport to nie praca, a styl życia.

Rozwiń

Najnowsze

Reklama

Igrzyska

Igrzyska

Siniaki, brak toru i… ucięty palec. Jak nasze bobsleistki trafiły na igrzyska

Sebastian Warzecha
4
Siniaki, brak toru i… ucięty palec. Jak nasze bobsleistki trafiły na igrzyska
Reklama
Reklama