Kucharczyk zrzekł się milionów od Legii. „Mogłem leżeć teraz na Kanarach”

Maciej Piętak

22 września 2026, 15:04 • 3 min czytania 24

Reklama
Kucharczyk zrzekł się milionów od Legii. „Mogłem leżeć teraz na Kanarach”

Ostatnimi czasy Legia Warszawa nie narzeka na nadmiar pieniędzy. Obecna sytuacja stołecznego klubu mogłaby być jeszcze gorsza, gdyby nie fakt, że Michał Kucharczyk zrzekł się kilkudziesięciu milionów złotych.

Reklama

Kucharczyk o błędzie w umowie

W rozmowie z Tomaszem Ćwiąkałą były skrzydłowy m.in. Legii, Pogoni Szczecin czy Urału Jekaterynburg podzielił się dość zaskakującą anegdotką. Jak przyznał dziewięciokrotny reprezentant Polski, pewien zapis w kontrakcie gwarantował mu grube miliony.

– To nie jest tak, że mam do Legii jakieś „ale”. Nie. Ten klub dał mi wszystko. Zawdzięczam mu bardzo dużo, że mogłem doświadczyć tego wszystkiego. To jest sytuacja, o której ludzie nie wiedzą. Sytuacja bardzo związana z pieniędzmi, Legią i mną. W 2019 roku, kiedy „odszedłem” z Legii, z ust pewnego trenera padły takie słowa, że „Michał Kucharczyk to udawany legionista”. Tylko przed kamerami jestem tym legionistą, a poza tym to nie jestem. To chcę tutaj powiedzieć, że tak naprawdę ten trener dużo nie wie o sytuacji, która wydarzyła się kilka lat wcześniej – zaczął.

W 2010 roku podpisałem kontrakt z Legią. Za tę umowę odpowiedzialnych było trzech ludzi. Zapisano tam pewien podpunkt, bo ten kontrakt był na bardzo młode pieniądze, nie tak jak teraz, że młodzi zawodnicy przychodzą i dostają ogromne pieniądze, bo po prostu przychodzą do dużego klubu, bo tak działa teraz rynek transferowy. Dostałem bardzo małe pieniądze i tam było napisane, że jeśli rozegram w pięciu spotkaniach 45 minut, to moja pensja podwaja się. Nie było zapisane, czy jest to raz, czy nie. Miałoby się to podwajać cały czas – kontynuował.

– W 2013 roku pojawiło się jakieś tam zainteresowanie ze strony innych klubów i wtedy siedliśmy do kontraktu z moim menedżerem Czarkiem Kucharskim, zaczęliśmy go przeglądać i doszliśmy do tego podpunktu. (…) I my, patrząc na ten podpunkt, mówimy, że coś chyba w tym podpunkcie się nie zgadza. Poszliśmy z tym do prezesa, a konkretniej mój menedżer poszedł do prezesa Bogusława Leśnodorskiego i pokazał mu to – dodał.

Reklama

„Mogłem leżeć i popijać drinka na Kanarach”

– Leśnodorski zna się na tym i rzeczywiście przytaknął, że zgadza się z tym, że ten zapis w kontrakcie powinien stanowić o tym, że ja powinienem dostawać po rozegraniu w pięciu spotkaniach 45 minut dwukrotną podwyżkę. Dowiedział się o tym też ówczesny trener Jan Urban. Szybko mnie zawołał, bo akurat okazało się, że jakbym zagrał kolejny mecz, to byłby on 65. i musiałbym dostać kolejną podwyżkę. Policzmy, zacząłem od 10 tysięcy, tego nie ukrywam, i mamy dwanaście podwyżek. Miesięcznie powinienem zarabiać 5-6 milionów złotych – wyjawił.

– W ogólnym rozrachunku Legia powinna mi wypłacić 40-50 milionów w tamtym okresie. Jan Urban zabronił mi grania i powiedział, że jak najszybciej muszę się dogadać. Dogadaliśmy się i podpisałem nową umowę. (…) Mógłbym domagać się od Legii 40-50 milionów złotych. Zamiast siedzieć w studiu czy kłócić się w Świcie Nowy Dwór Mazowiecki, mogłem leżeć i popijać drinka na Kanarach. Tak się nie stało. Zrzekłem się tej kwoty. Nie wziąłem nawet złamanego grosika. Podpisaliśmy nowy kontrakt, przedłużony o kolejne lata – zakończył.

Reklama

W trwającym sezonie Kucharczyk występuje w rezerwach Świtu Nowy Dwór Mazowiecki.

 

Fot. Newspix

Reklama
24 komentarzy
Maciej Piętak

Liczy, pisze i komentuje - nie zawsze w tej kolejności. Studiuje matematykę, a wcześniej przewinął się przez redakcje 90minut, FutbolNews oraz Żyjemy Futbolem. Prywatnie kibic Wisły Kraków oraz Chelsea. Ma beznadziejny gust muzyczny, jeszcze gorsze poczucie humoru, ale tyle dobrego, że czasem napisze jakiś niezły tekst

Rozwiń
[email protected]

Najnowsze

Reklama

Ekstraklasa

Reklama